Przejdź do głównej zawartości

Łódź: równe prawa - wspólna sprawa

Sobota minęła nam pod znakiem dwóch ważnych wydarzeń w Łodzi. Pierwsze to zapowiadany już tu panel poświęcony mniejszościom seksualnym podczas międzynarodowej konferencji "Łódzkie Dni Pielęgniarstwa. Pielęgniarstwo ponad granicami". Drugie to oczywiście pierwszy Łódzki Marsz Równości.

Na panelu miałyśmy okazję zaprezentować doświadczenia, którymi się z nami podzieliłyście, oraz kilka historii z naszego życia. Były jeszcze dwa inne wystąpienia, podczas których Wojciech Nyklewicz, jeden ze współorganizatorów konferencji, tłumaczył, dlaczego opieka nad osobami nieheteroseksualnymi jest ważna w pielęgniarstwie oraz opowiedział o oczekiwaniach gejów wobec ochrony zdrowia. Potem było trochę czasu na pytania i refleksje. Największe emocje wzbudziła kwestia niepozwalania osobom nieheteroseksualnym na odwiedzanie ich partnerek i partnerów w szpitalu i nieinformowania ich o stanie zdrowia ich najbliższych. Uczestniczki i uczestnicy konferencji byli naprawdę oburzeni historiami, które przedstawiłyśmy, i podkreślali, że taka sytuacja nie może mieć miejsca, ponieważ przed pobytem w szpitalu każdy wypełnia formularz, w którym wskazuje, kto może za niego podejmować decyzje o leczeniu i kogo w pierwszej kolejności należy informować, co się z nami dzieje (oczywiście nie dotyczy to nagłych wypadków). Pojawiły się też głosy, że zdarza się, że osobie leżącej w szpitalu czy jej bliskim wydaje się, że zostali potraktowani niewłaściwie, bo na przykład wyproszono ich z oddziału. Taka decyzja może być jednak podyktowana po prostu względami proceduralnymi. I choć zdaję sobie sprawę, że i wśród pielęgniarek zdarzają się osoby, które w kontakcie z osobami nieheteroseksualnymi nie potrafią przemóc swoich uprzedzeń i zachować się po prostu profesjonalnie, to jednak jestem przekonana, że i my (pacjentki, pacjenci, ich bliscy) nie zawsze potrafimy właściwie ocenić sytuację i zdarza się nam zagalopować w oskarżeniach. I że czasami, zamiast wyciągać pochopne wnioski, warto się upewnić, z czego dane zachowanie czy decyzja wynika. Bo nie oszukujmy się, praca pielęgniarki czy położnej jest po prostu trudna, męcząca i stresująca. Nie warto więc każdego przejawu zmęczenia czy złego humoru odczytywać jako wyrazu uprzedzeń.

Najciekawsze rozmowy miały miejsce, jak to zwykle bywa, w kuluarach. Tam też pojawił się temat rodzicielstwa osób nieheteroseksualnych, któremu wiele miejsca poświęcił w swojej prezentacji Wojciech Nyklewicz i który został podjęty, jeszcze w części oficjalnej, przez jedną z uczestniczek konferencji, położną pracującą w Austrii. Przyznam szczerze, że, jako że homorodzicielstwo wzbudza najwięcej kontrowersji ze wszystkich okołohomiczych zagadnień, byłam zaskoczona tym, jak wiele poświęcono mu miejsca i w jak otwarty sposób zostało przedstawione. Jak to zwykle bywa, porozmawiałyśmy sobie też o różnorakich stereotypach, ale zdarzyły się i tematy "lifestyle'owe" - kto kogo podrywa, jak się rozpoznajemy itd. itp. Nie napiszę, że byłam zaskoczona bardzo ciepłym przyjęciem czy otwartością osób, z którymi rozmawiałyśmy, bo byłaby to nieprawda. Nie byłam zaskoczona, wszak już sam fakt, że zdecydowały się wziąć udział w tym panelu, świadczy o tym, że są zainteresowane naszymi problemami i że są one dla nich ważne. I jestem bardzo wdzięczna organizatorom konferencji, że zdecydowali się na niej poruszyć właśnie ten temat, bo to kolejny mały kroczek w kierunku tego, byśmy się wszyscy wreszcie poczuli po prostu równi.

Szczęśliwie nasz panel został wyznaczony na godziny przedpołudniowe, więc miałyśmy okazję załapać się również na pierwszy Łódzki Marsz Równości. Dołączyłyśmy do niego akurat w momencie, kiedy na przechodzących posypały się jajka i kamienie ze strony kontrmanifestantów zebranych pod hasłem "obrony tradycyjnej rodziny". Nieco mnie to zdeprymowało, ale szybko dałam się wkręcić w pozytywną atmosferę Marszu. Mimo że chuligani próbowali dwukrotnie zablokować pochód na ulicy Piotrkowskiej, udało się przejść całą zaplanowaną trasę - ze Starego Rynku do ul. Traugutta i z powrotem. Marsz był polityczny, co chwila padały hasła takie jak "Równe prawa - wspólna sprawa" czy "Żądamy ustawy o związkach partnerskich", również transparenty skupiały się wokół kwestii prawnych i równościowych. Nie zabrakło też chyba stałego punktu wszystkich marszy - samby. I mimo że demonstracja zdołała przyciągnąć zaledwie około 200 osób (w większości, co ciekawe, kobiet), a protesty były momentami bardzo ostre, to mam wrażenie, że bardzo pozytywnie zapisała się w świadomości łodzian. Bo, poza filmującymi Marsz jednostkami i chuliganami próbującymi go zablokować, zauważyłam bardzo niewiele osób, które przyglądały mu się inaczej niż z sympatią czy ciekawością. Oddźwięk medialny też jest całkiem spory, bo już dziś zdążyły o nim napisać praktycznie wszystkie mainstreamowe portale (choć niektóre tytuły, jak "Geje i lesbijki kontra tradycjonaliści" na MM Łódź, powalają; gdybym była tradycjonalistką, to bym się obraziła).

Co mi się niesamowicie podobało, to, oprócz politycznego przesłania i bardzo profesjonalnej organizacji (porządkowi chodzący wzdłuż marszu i przekazujący dalej hasła krzyczane przez megafon oraz informujący na bieżąco, co się dzieje, że będzie zwężenie, że mamy wejść na chodnik itd.), brak flag czy transparentów partii politycznych. Bo politycy byli - ale tylko prywatnie. I jeszcze jedno: wiem, że już kilka razy o tym pisałam, ale nie zaszkodzi jeszcze raz. Ilekroć mam okazję uczestniczyć w jakichś pozawarszawskich wydarzeniach "środowiskowych", tylekroć bardzo mocno odczuwam, że my, mieszkańcy i mieszkanki Warszawy, jesteśmy jednak mocno oderwani od rzeczywistości. Warszawskie Parady czy Manify są wszak niemal zupełnie bezpieczne (choć zdarzają się incydenty), a protestujący przeciw nim nieliczni i słabo zorganizowani. Warto czasami wybrać się do jakiegokolwiek innego miasta, żeby zobaczyć, jak skrajne reakcje może budzić korzystanie przez nas z prawa do obecności naszych postulatów w przestrzeni publicznej.

A na koniec - kilka fotek z Marszu:
To była pierwsza (i ostatnia) manifestacja Absika. Choć był niesamowicie grzeczny i dzielny, bez mrugnięcia zniósł huk bębnów, a nawet zakochał się w jednej z sambiarek, to jednak tego typu zgromadzenia nie są dobrym miejscem dla zwierzaków. Ale tym razem nie miałyśmy go z kim zostawić.
Czoło Marszu
Energetyczna samba (to właśnie dziewczyna z największym bębnem zauroczyła naszego psa)
Dziewczyny z Łodzi, chłopaki z Warszawy
Policja przy Starym Rynku. Bez nich byłoby naprawdę bardzo źle.

Komentarze

  1. Niestety zbyt mało było reprezentantów łódzkiego środowiska LGBT. Zabrakło bywalców i bywalczyń łódzkich klubów, którzy świetnie się bawią za zamkniętymi drzwiami, a nie potrafią się (jeszcze) zdobyć na udział w paradzie z otwartą przyłbicą. W efekcie ja, prawie stary już człowiek, muszę ich zastąpić ;) Oby zapał nie opadł i kolejny marsz się odbył... bo jest potrzebny Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień przed marszem rozmawiałam właśnie z młodą (może się nie obrazi za ten przymiotnik) bywalczynią klubów, która była przekonana, że żadna z jej koleżanek się nie wybierze, w związku z czym ona też nie. Czyli mamy odbiór marszu jako wydarzenia towarzyskiego, a nie politycznego. I to jest dodatkowy kłopot.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech to będzie wydarzenie towarzyskie! Nawet lepiej. Czy nie wśród przyjaciół chcemy się znaleźć? A inni niech to zobaczą... i może się się przyłączą. W ogóle to musze jeszcze puścić tekst organizacji, bo jestem zachwycony nie mniej niż Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Racja, niech będzie. Tylko teraz trzeba sprawić, żeby tak było postrzegane. Niniejszym zacznę od siebie: towarzystwo było naprawdę zacne, mężczyzn może niewielu, ale sama śmietanka, a kobiety... Ach, L Word się chowa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. hmm. ciekawie, fotka na której jestem i podpis delegacja z Warszawy.
    A tak nawiasem poczułam się jakbym ze wsi była, chociaż moja ostatnia wycieczka do Wawy zakończona chorobą pogłębiła to wrażenie. Łódź duża a wygląda... No cóż.... A wracając do oporu. Ja miałam wrażenie, że było bezpiecznie. Czułam się pewnie, spodziewałam się, że będzie gorzej

    OdpowiedzUsuń
  6. Oł pliz, na fotce jest trzech gości z Warszawy, no co ja na to poradzę:) Ale mogę doprecyzować podpis, nie ma problemu. A Łódź jest piękna, proszę mi nie ten tego. I Marsz był super, mimo że jajo na wejście było trochę deprymujące.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…