Przejdź do głównej zawartości

Gdzie jest Polska?

Była relacja, czas na refleksje. O ile sam przemarsz był jak najbardziej udany, o tyle (co już sygnalizowałam w tym poście) ideologiczna linia Parady, a konkretnie część inicjujących ją przemówień i gestów, zdecydowanie mi się nie podobała. Fajnie rozpoczął Łukasz Pałucki, mówiąc po prostu, że chcemy być tutaj, w Polsce, bo kochamy Polskę. Potem odegrano hymn Polski. "Bardzo ważną sprawą i wartością jest dla wszystkich Polaków pokój społeczny i solidarność narodowa. Nasz kraj będzie silny tylko wówczas, gdy wszyscy obywatele Polski będą zgodnie współpracować ze sobą dla dobra Rzeczypospolitej. Tak napominał autor naszego hymnu narodowego Józef Wybicki w czwartej zwrotce swojej Pieśni Legionów Polskich we Włoszech. Niepotrzebne nam wewnętrzne konflikty i swary. One w przeszłości doprowadziły nasz kraj do wielkich nieszczęść. Dlatego też zwracam się do wszystkich naszych rodaków, także do narodowców, także do członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości oraz innych konserwatywnych partii: w imię dobra naszej wspólnej ojczyzny, naszego wspólnego domu bądźmy solidarni. Porzućmy wrogość i agresję. Starajmy się szukać tego, co nas łączy, a nie tego, co nas dzieli" - mówił chwilę później Jacek Adler. "Tu jest prawdziwa, tęczowa Polska. Weźcie się za ręce, macie prawo iść z nami" - wołał po nim z platformy do kontrmanifestantów Piotr Guział. "Chrystus dołączyłby do parady, ponieważ on zawsze był z tymi, którzy go potrzebują" - przekonywał Szymon Niemiec.

Przyznam szczerze, że mam kłopot z taką narodowo-religijną retoryką. Nie dlatego, że uważam, że nie mamy prawa posługiwać się symbolami religijnymi, polską flagą i hymnem, czy że w ten sposób kogoś prowokujemy. Jak ktoś chce poczuć się sprowokowany, to sama nasza obecność w przestrzeni publicznej w zupełności mu wystarczy. Po prostu nie sądzę, by ktokolwiek miał prawo arbitralnie stwierdzać, gdzie Polska jest, a gdzie już jej nie ma. Tak, Polska była na Paradzie. Ale tak samo była na kontrmanifestacji i ciskała petardami. Ochraniała ją, przyglądała się jej z okien i przejeżdżających tramwajów (życzliwie lub nie), była w pracy, w kościele, na polu, na pikniku, w domu, w centrum handlowym, pisała felieton na Frondę. I nie ma sensu wyrokować, kto w tym dniu (ani w jakimkolwiek innym) był bardziej Polakiem czy chrześcijaninem, kto był bardziej solidarny czy dbał o dobro wspólne.

W sporze "Słowacki czy Mickiewicz?" zawsze byłam po stronie Słowackiego i jego bezlitosnego wykpiwania konceptu "Polski - Chrystusa narodów", burzenia mitów o wyjątkowości Polaków, naszej niezwykłej solidarności, skłonności do poświęceń, krytyki znaczenia poezji, podniosłych mów i gestów itd. itp. Spór o "rząd dusz", szczególnie tych, co to się lubią odwoływać do "chlubnej" tradycji czy historii, wygrał jednak rzecz jasna Mickiewicz. Bo zawsze to milej myśleć, że jest się wyjątkowym, walecznym, lepszym niż inni, że poświęca się dla ogółu, że porażka ma głębszy, metafizyczny sens. Że często bezsensowne zrywy powstańcze to powód wyłącznie do chluby (a nie przemyśleń nad kosztami takiego bohaterstwa), że "Solidarność" rzeczywiście była solidarna, że Polska ma długą historię tolerancji i otwartości, że największą chwałą jest umrzeć za ojczyznę itd. itp.

Jak jeszcze w liceum mnie takie pojmowanie rzeczywistości dość kręciło, tak, odkąd się zorientowałam, że jest wodą na młyn wszystkich, którzy lubią się uważać za "prawdziwych Polaków", już nie kręci. Patriotyzm to dla mnie nie szukanie odpowiedzi na pytanie, kto jest bardziej polski czy po czyjej stronie stoi historia i tradycja, a działanie na rzecz zmian w kraju, w którym, z urodzenia, ale też z wyboru żyję. Co zabawne, mój patriotyzm najlepiej chyba odzwierciedlają słowa z jednego z naszych skeczy (napisanego w ramach odreagowania wywiadu dla pewnej telewizji internetowej), gdzie na pytanie, dlaczego nienawidzimy Polski (bo przecież jesteśmy lesbijkami, więc to oczywiste), odpowiadamy: "To nie jest tak, że nienawidzimy Polski. Kochamy Polskę. I właśnie dlatego chcemy ją zmieniać. Również przez ten kabaret".

Odnosząc się wprost do zacytowanych na początku przemówień - kraj, w którym chciałabym mieszkać, nie jest silnym krajem, gdzie "porzucamy spory i waśnie, by działać dla wspólnego dobra". To kraj, w którym nikt nie musi podkreślać swojej polskości i dowodzić, że jest bardziej polski niż inni. Gdzie w imię solidarności nie wzywa się kogoś do działań, które są sprzeczne z jego wartościami. Gdzie nie mówi się, że Chrystus byłby z nami, a nie z wami. Dla mnie taka retoryka, choćby nawet wykorzystana w celu, który popieram i o który walczę, jest nadal lustrzanym odbiciem retoryki ruchów, z którymi zdecydowanie się nie zgadzam. Wkurza mnie Fronda, "wojna" o krzyż i pomnik, Jarosław Kaczyński, ONR i ojciec Rydzyk. Ale z drugiej strony uważam, że mają dokładnie takie samo prawo jak my wyznawać ideały, które wyznają, i walczyć o to, o co walczą. Nie chcę stać pod transparentem z napisem "tu jest Polska". Wystarczy mi "tu też jest Polska". Jedno małe słówko, a różnica ogromna.

Komentarze

  1. obszerny głos w sprawie podejścia ideologicznego i wiary także w komentach u Abiekta:
    http://abiekt.blogspot.com/2011/06/zabawa-i-polityka.html
    ilość przemówień, nie do końca stosownych, i próba propagandowego zadowolenia wszystkich Członków Honorowych, to chyba odwieczny problem parad, przynajmniej o ile pamiętam.
    wychodzi z tego mnóstwo co najmniej niezręczności. odzywkami o Chrystusie niektórzy poczuli się wczoraj urażenie. i to wcale nie "bo niewierzący".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewa, dzięki za fajną definicje patriotyzmu. podpinam się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mało miejsca media poświęciły paradzie, a jak już pokazywali to drag queens i całujące się pary. Trochę mi się nie podoba takie postrzeganie. Wiem, że wśród Nas jest wielu takich przegiętych i dziwacznych ludzi, podoba mi się to:) Jednak reszta postrzega Nas wszystkich przez taki pryzmat i na tym tracimy. Media są strasznie stronnicze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę bardzo mądrze piszesz i trudno się z tym nie zgodzić. Och, żeby wszyscy mieli tyle zdrowego rozsądku co Ty! Tego niestety nam w Polsce brakuje- pragmatyzmu. Zamiast bezsensownych sporów i mierzenia zawartości polskości w każdym Polaku, prosiłabym o pragmatyzm. Cechę, którą mają chociażby Czesi. Niestety dla innych Słowian już chyba nie starczyło.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…