Przejdź do głównej zawartości

Niewidzialne w łóżku

Niewidzialność kobiet nieheteroseksualnych (i kobiet w ogóle) to trudny temat. Taki wręcz niewidzialny, bo czy ktoś na przykład zauważył, że choć przemówienia podczas tegorocznej Parady Równości były liczne, to nie oddano głosu żadnej kobiecie nieheteroseksualnej (za to świetnie sprawdziły się w roli "obsługi", jak głosiły napisy na ich koszulkach), a honoru kobiet LBT broniła na platformie jedynie prezeska Trans-Fuzji Ania Grodzka? Oczywiście to pierwszy przykład z brzegu, choć dość znaczący, jeżeli uznać, że Parada to najważniejsze środowiskowe wydarzenie. Tym bardziej ucieszyło mnie, że właśnie w tygodniu przed Paradą pojawił się "lesbijski" numer "Przekroju". Okładka wprawdzie mnie nie porwała, no ale może w środku będzie lepiej, pomyślałam. Cóż, pomyliłam się.

Gdy pierwszy raz, dość pobieżnie, przeczytałam tekst "Seks w szafie", stwierdziłam, że jest taki sobie i że przed opublikowaniem go wypadało sprawdzić kilka faktów. Ponowna, tym razem już dokładna, lektura wprawiła mnie w niejakie osłupienie. Początek wbija w fotel:

Ciekawość, zauroczenie. Potem iskra, impuls i uczucie wybucha. Już ponad dwóm milionom kobiet do orgazmu nie jest potrzebny facet.

Nie wiem, czemu, ale zawsze byłam przekonana, że większości kobiet do orgazmu nie jest potrzebny facet (tak jak i facetom kobieta). Co nie oznacza, że się do tego nie przydaje, po prostu jego obecność nie jest warunkiem koniecznym.

Takie wybuchy zna już ogromna rzesza ponad dwóch milionów Polek. Tak wynika z ostatnich badań seksuologa profesora Zbigniewa Izdebskiego. – Kobiety coraz częściej próbują kontaktów homoseksualnych – potwierdza profesor. Sześć lat temu, gdy Izdebski mierzył skalę zjawiska, na sto Polek przyznawały się do tego tylko trzy. W ubiegłym roku, gdy przeprowadził badania internetowe, okazało się, że z trzech procent zrobiło się już prawie­ 17 - czytamy dalej.

Pomijając militarny język (wybuchy?!), to, że sześć lat temu do kontaktów homoseksualnych przyznawało się 3 procent kobiet, a teraz jest to już 17, świadczy jedynie o tym, że więcej kobiet przyznaje się do jakichś tam relacji z tą samą płcią, a nie o tym, że więcej je ma. Swoją drogą, jeżeli utrzymają to tempo, to za 10 lat wszystkie będziemy nieheteroseksualne.

Od statystyk przechodzimy do sytuacji społecznej. Lesbijki są niewidoczne, biseksualistki są potrójnie dyskryminowane, media piszą tylko o gejach, kluby nastawiają się głównie na męską klientelę itd., itp., smutne, ale prawdziwe. Nagle nieoczekiwany zwrot akcji i oto dr Alicja Długołęcka opowiada o fantazjach erotycznych, a konkretnie o swoich badaniach, z których wyszło, że zdecydowana większość kobiet heteroseksualnych ma fantazje homoseksualne. Dalej jest o warszawskich Dniach Cipki i gadżetach erotycznych oraz o tym, że:

O kobiecie, która nie chce być blisko z mężczyzną, wciąż można usłyszeć, że to pewnie "nienormalna", "feministka", "dziwka", "głupia lesba", koniecznie o wyglądzie chłopa: brzydka, gruba, w spodniach, z nieogolonymi nogami, niewyżyta seksualnie.

Hm, dla mnie to kolejna nowość, że "niewyżyta seksualnie" jest cechą "wyglądu chłopa" (tak jak i "brzydka i gruba" zresztą - zawsze myślałam, że zdarza się to obu płciom, podobnie jak spodnie), ale za chwilę dowiaduję się o "chłopach" ciut więcej, bo oto akapit dalej Marzena Chińcz wyjaśnia, że to faceci w obronie własnej podtrzymują takie stereotypy, bo boją się, że kobiety niehetero odbiorą im potencjalne partnerki. Po Marzenie (pierwszej wyoutowanej polityczce) przychodzi czas na Izabelę Filipiak:

Gdy w grudniu 2005 roku aktor Jacek Poniedziałek otwarcie przyznał, że jest gejem, spotkał się z uznaniem. Oto nastąpił pierwszy coming out osoby publicznej! – pisano na portalach plotkarskich, mówiono w programach informacyjnych. Nikt nie pamiętał, co musiała przeżyć pisarka Izabela Filipiak, która w lutym 1998 roku – jako pierwsza w Polsce lesbijka – wyjawiła swoją orientację seksualną, udzielając wywiadu miesięcznikowi "Cosmopolitan".

Ani Poniedziałek nie był pierwszym znanym gejem, który się publicznie wyoutował, ani Filipiak nie była pierwszą lesbijką, choć z pewnością była pierwszą znaną. Ale i tak ta drobna nieścisłość wysiada przy kolejnej:

Marzena Chińcz, która ujawniła się osiem lat temu, opowiada, że wtedy takich odważnych jak ona było może pięć w całym kraju. – Na konferencjach czy warsztatach poświęconych problemom lesbijek nie można było robić zdjęć publiczności. Do tego stopnia dziewczyny się bały – wspomina. Teraz też rzadko która publicznie przyzna się do swojej orientacji.

Osiem lat temu takich odważnych było już na tyle dużo, że pojawiły się na plakatach akcji "Niech nas zobaczą"! Szesnaście lat temu trzy nie bały się pokazać z twarzy i z nazwiska w ogólnopolskiej telewizji. Ja rozumiem, że i teraz nie jest super, ale nie udawajmy, że jest aż tak źle czy że zmiany zaczęły się w ostatnich latach. Nie zaczęły.

Po wtręcie "historycznym" wracamy do łóżka, a konkretnie do profesora Izdebskiego i (szczęśliwie!) Alicji Długołęckiej:

Lesbijki same często powtarzają, że nikt kobiecie nie zrobi tak dobrze jak druga kobieta – przyznaje seksuolog. I podkreśla, że eksperymentujące panie są mniej skrępowane niż eksperymentujący mężczyźni.

Doktor Alicja Długołęcka w ogóle nie znosi określenia "eksperymenty". – Oczywiście eksperymentowanie się zdarza, ale w przypadku kobiet to rzadkość – twierdzi. – Z reguły relacje między nimi wiążą się z zaangażowaniem emocjonalnym. Zbyt często mówi się jednak, że to chwilowy kaprys, szukanie doznań. Dominuje ton lekceważący – dodaje.

Co dalej? Nie zgadniecie - następny akapit poświęcony jest gwałtom reperatywnym i przemocy wobec kobiet niehetero. A potem następuje optymistyczne zakończenie:

Seksuolodzy, działaczki ruchów homoseksualnych i kobiety, które ukrywają swoją orientację, dobrze wiedzą, że kropla drąży skałę. Że dziś pełna akceptacja społeczna to dla nich wciąż tylko marzenie, ale już następne pokolenie nie będzie musiało chować się w szafach.

Słowem pomieszanie z poplątaniem, seks zmiksowany z sytuacją społeczną, przemoc z fantazjami erotycznymi, a to wszystko doprawione kilkoma mądrymi stwierdzeniami połączonymi z niezłą dawką niewiedzy. Tak, niewidzialność kobiet to trudny temat. Ale może następne pokolenie seksuologów, działaczek ruchów homoseksualnych i kobiet, które ukrywają swoją orientację, jakoś sobie z nim poradzi.

Komentarze

  1. Czytam Przekrój od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że coraz bardziej się tam stawia na sensację i product placement. :-/

    Czy macie to samo?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi z całego artykułu podobały się tylko piersi pani z okładki :)
    Poza tym tekst przypominał mi trochę raport z oblężonego miasta. Nic tylko strach, gwałty i prześladowania.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie podoba się stwierdzenie "już 2 miliony polek poznało radość z nieheteroseksualnych relacji" niczym z reklamy pasty do zębów.
    I tak, jesli w tym tempie kobiety zaczną się przyznawać do kontaktów z tą samą płcią, zacznę wierzyć w to co mnie brzydziło odrobinę w l wordzie, gdzie każda kobieta, która spotykała Shane okazywała się nie znającą swojej seksualności lesbijką i jej ulegała niczym roztopione masło nożowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dali autorowi xxx wierszy do zapisania, to wrzucił do jednego worka jak leci z tego, co usłyszał tu i tam. To mi przypomina podwórkową "naukę o życiu w rodzinie" 30 lat temu - mieszanina faktów i mitów, bajek, bzdur i wytworów znerwicowanych onanistów.

    OdpowiedzUsuń
  5. M-a-s-a-k-r-a. Intelektualna.
    Sama nie wiem czy lepiej, żeby nie pisano o Nas w ogóle czy żebyśmy musiały czytać taki bełkot.
    Z drugiej jednak strony mamy w PL i pewnie nie tylko w PL kryzys słowa pisanego, zwłaszcza jeżeli chodzi o gazety. Po prostu masa niekompetentnych ludzi zabiera się do pisania o czymś o czym nie ma zielonego pojęcia, do tego dodać trzeba często fatalny styl...

    P.S. Zbieram się mentalnie do przeczytania artykułu w najnowszym 'UważamŻe'. Pospieszalski kontra ohydna gejowska propaganda czy coś w ten deseń... To dopiero może być "moc"...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo się pomieszało wszystko ze wszystkim, więc miało byc o wszystkim naraz a wyszło prawie o niczym. Autor powinien umieć zdecydowac o czym i z jakiego punktu widzenia pisze.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jenny: "UważamRz(!)e" :) To "rz" jest bardzo ważne, bo pokazuje jak niezależni i oryginalni są prawicowi publicyści, nieomal tak niezależni i oryginalni jak zbuntowany kindermetal :)

    A odnośnie artykułu, to powiem szczerze, że jako biseks nie odczuwam tej podwójnej dyskryminacji: koleżanki hetero mają to gdzieś, koledzy hetero mają gdzieś, bądź wyrażają zainteresowanie :p Jeżeli ktoś dał mi odczuć swoją niechęć lub pogardę to tylko lesbijki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że nie ma się czego spodziewać po takich masowych wydawnictwach..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…