niedziela, 12 czerwca 2011

Parada Równości 2011: zabawa i polityka

Tegoroczna Parada Równości była szczególna pod kilkoma względami: jubileuszowa edycja odbyła się w atmosferze coraz intensywniejszej debaty o możliwości (dla niektórych: coraz bardziej oczywistej konieczności) wprowadzenia w Polsce instytucji związków partnerskich. Po raz pierwszy od kilku lat nie była firmowana przez krytykowaną w przeszłości Fundację Równości. Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski.

Dla organizatorów akcji "Miłość nie wyklucza" Parada rozpoczęła się już o godzinie 12, gdy wraz z SPR i Lambdą Bydgoszcz zjawili się pod Sejmem i ustawili skromny kramik z darmowymi pinsami, pocztówkami, parasolami i transparentami kampanii. W ciągu pół godziny rozeszły się niemal wszystkie materiały, w tym ponad dwa tysiące ulotek dla wolontariuszy, którzy kolportowali je podczas imprezy. Oporniej brano transparenty-patykowce, ale i one w końcu znalazły opiekunów.

Jeszcze kilkanaście minut przed oficjalnym rozpoczęciem kolorowy tłumek nie imponował liczebnością. Niemal tradycyjnie już impreza rozpoczęła się ponad półgodzinnym opóźnieniem – platforma organizatorów była dekorowana na bieżąco, w tym czasie przybywali też kolejni uczestnicy i uczestniczki. Nieopodal, pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego, zebrali się narodowcy i neofaszyści w proteście przeciwko galopującej paneuropejskiej sodomii. Ich rytmiczne śpiewy niesione przez wiatr przypominały, że "prawdziwi Polacy" są blisko. Niestety, kolejne pieśni o czystości narodu urozmaicone zostały ciskaniem nie tylko jajek, ale także petard.

W rolę gospodarza platformy organizatorów wcielił się Łukasz Pałucki. Nieco opóźniony start przemarszu rozwlekły dodatkowo liczne acz zwięzłe przemówienia członków i członkiń Komitetu Honorowego imprezy, m.in. profesora Wiktora Osiatyńskiego, Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota. Wszyscy podnosili znaczenie imprezy nie tylko dla praw LGBT, ale także dla podstawowych praw człowieka. Zdecydowanym zaskoczeniem dla wielu było odegranie z głośników hymnu narodowego, po którym Jacek Adler wygłosił manifest Parady.

O ile słowa o "tradycyjnej polskiej tolerancji" wywołały rozbawienie i okrzyki protestu, to ciąg dalszy znów zaskoczył. Jacek Adler podziękował za obecność przedstawicielom polskiej politycznej lewicy, by w następnym zdaniu wypomnieć im zaniechania wobec społeczności LGBT. Wezwał do jak najszybszego poparcia idei związków partnerskich, ale nie w obecnym kształcie (formę zawierania związku u notariusza określił jako "marne resztki z pańskiego stołu"). Zasugerował szersze konsultacje ze społecznością LGBT, a nie tylko wsłuchiwanie się w głos kilku osób. W ten sposób przyłączył się do nurtu krytykującego tak projekt ustawy w obecnym kształcie, jak i firmującą go Grupę Inicjatywną. W przeciwieństwie do bogoojczyźnianej, ta część przemówienia Adlera powitana została oklaskami.

Najbardziej przychylne reakcje wzbudziło przemówienie "tęczowego" burmistrza Guziała, który w swojej odezwie zwrócił się do narodowców, zachęcając ich, by w imię miłości przyłączyli się do tęczowego pochodu. Paradę oficjalnie otworzył jej historyczny twórca Szymon Niemiec, błogosławiąc uczestników i uczestniczki. Pokrzepiony hasłami "Polska jest tutaj" czy "Chrystus jest z nami" pochód wystartował.

Od początku obok platform, w większości w tym roku niemrawych i pustych (zdecydowanie najlepiej bawiła się czarna, tłumna, firmowana przez klub Glam), uwagę zwracały mniejsze i większe tęczowe flagi, drag queens i ich barwne stroje. Uwagę fotoreporterów przykuwały wielkie, niesione przez ochotników banery z żądaniem związków partnerskich, firmowane przez akcję "Miłość nie wyklucza": znany z poprzedniej parady i marszów jedenastometrowy różowy gigant oraz nowy, ze zmodyfikowanym hasłem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich (a nie spółki cywilnej)".

Zaraz po starcie w wąską ulicę Piękną, gdzie do Parady dołączały kolejne wozy, tłum wymieszał się, rozdzielając banery, które jednak wkrótce - dyrygowane przez wprawnych przewodników - nieco "zorganizowały" maszerujących. Nowy baner podążał tuż za otwierającą Paradę platformą organizatorów, tworząc niejako drugie, "ludzkie" czoło marszu. Różowy gigant sunął kilkanaście metrów dalej, tuż białym transparentem "Whatever" Jej Perfekcyjności, rzeczniczki Parady, która znów zrobiła furorę, tym razem stylizacją na Marię Antoninę.

W Alejach Jerozolimskich okazało się, że banery ramię w ramię niosą przedstawiciele i przedstawicielki aż siedmiu organizacji LGBT – SPR, Otwartego Forum, KPH, Lambdy Bydgoszcz, Lambdy Warszawa, Trans-Fuzji i Fundacji Równości. Dopiero na Marszałkowskiej udało się zrealizować pierwotny plan i utworzyć z obu płacht trójkątny klin, u którego wierzchołka szedł Robert Biedroń. Mimo różnych koncepcji realizacyjnych hasło "Żądamy związków partnerskich" połączyło wszystkich i stało najbardziej widocznym postulatem Parady, nawet jeśli nie dla wszystkich znaczy to samo.

Oczywiście nie zabrakło innych transparentów i haseł, wśród których na uwagę i wyróżnienie zdecydowanie zasługują: "Nie, dupy nas nie bolą!" (nawiązanie do "słynnego" hasła kontrmanifestantów "A dupy Was nie bolą?"), "Sami sobie chodźcie do notariusza!", "W Unii żony, w Polsce przyjaciółki - ja długo jeszcze?" oraz "Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie". Nie zabrakło też największej tęczowej flagi w Polsce przyniesionej przez Lambdę Warszawa. Wśród flag i płacht co chwila migały białe parasolki "Miłość nie wyklucza". Atmosfera święta udzieliła się maszerującym, wśród których zwyczajowo już znaleźli się rodzice z dziećmi, spacerowicze ze zwierzakami, nie brakowało też męsko-męskich i damsko-damskich par idących za ręce. Jak zwykle też barwny pochód pozdrawiany był z okien, balkonów i zatrzymanych tramwajów - zwłaszcza na ostatnim odcinku nie brakowało gapiów. Entuzjazm gasł nieco na widok ogona Parady, w którym smętnie snuły się ostatnie cztery platformy, otoczone już nie paradowiczymi, a szpalerem zamykających kolumnę policjantów.

Huczny korowód bez przeszkód i żwawym tempem dotarł na Plac Bankowy. Tam powitać go miało szumnie zapowiadane Miasteczko Równości, którym okazały się ustawione na skraju placu... cztery namiotowe stoiska: z męską bielizną, organizacją zwierzęcą, książkami Krytyki Politycznej oraz SLD. Piąte, palikotowe, dopiero niemrawo się rozstawiało. Z platformy organizatorów, zamiast muzyki, która mogłaby jeszcze przez chwilę zatrzymać rozgrzany tłum, popłynęły kolejne przemówienia zamykające imprezę, ale też studzące atmosferę. Większe transparenty i banery od razu się zwinęły, przemawiających z platformy mówców słuchało coraz mniej osób – po krótkim czasie oczekiwania na ciąg dalszy, który coraz bardziej się odwlekał, wielu i wiele wybrało emigrację z Placu, który już o wpół do piątej niemal opustoszał.

Tegoroczna Parada nie była niestety wydarzeniem na miarę EuroPride. Podobnie jak w roku ubiegłym zabrakło tłumów, które otoczyłyby wszystkie platformy. Kłuł w oczy brak zagranicznych gości (poza parokrotnie przywołanymi przedstawicielami organizacji LGBT z Białorusi) czy zorganizowanych grup i grupek, które w poprzednich latach zjeżdżały do Warszawy specjalnie na tę okazję. Dziwi też, że organizatorzy nie wygrali w większym stopniu jubileuszowego charakteru tegorocznego marszu - wszak Parada obchodziła w tym roku swoje dziesięciolecie. Cieszy natomiast, że - mimo początkowych zapowiedzi - nie zrezygnowano ostatecznie z postulatów stricte politycznych; nie odebrało to nikomu okazji do zabawy, a radykalizm postulatów dodał dodatkowego smaczku. Szczęśliwie okazało się, że jedno wcale nie wyklucza drugiego.

Uschi Pawlik (homiki.pl), Marcin Pietras (queerpop.blogspot.com), Wojciech Szot (abiekt.blogspot.com), Ewa Tomaszewicz; fot. Radosław Cetra 

PS Fotorelacja tutaj i tutaj:

Get the flash player here:
http://www.adobe.com/flashplayer

11 komentarze :

Związki partnerskie - to jest radykalizm postulatów? To asymilacjonizm w czystej postaci.

No ale cóż, w pewnych sprawach zawsze będziemy się różnić, szkoda tylko, że zwolenniczki związków będą odmawiać innym ludziom polityczności i konsekwentnie twierdzą, że tylko one są polityczne, że tylko one są reprezentantkami czegoś, że tylko one się liczą!


Moim zdaniem to bardzo nierzetelna gra, no ale cóż, w pewnych sprawach zawsze będziemy się pięknie lub mniej pięknie różnić ;-)

No ale cóż, "związkowi" się zmobilizowali, dołożyli drugi baner, zbili go w ostry klin i ruszyli, aby staranować resztę, aby w tym heroicznym geście wybić się na czoło i zmieść wszystkich "niepolitycznych" z powierzchni ziemi ;-)


Mogli też przyjąć inną taktykę: pierwszy baner z przodu, drugi z tyły, a potem kleszcze: zmieść resztę do środka i aresztować. No ale wybrali wariant z klinem, żeby Biedroń ładniej wyszedł na zdjęciu ;-)

Przesadzasz. Nikt nikomu nie odbiera polityczności. Ja rozumiem, że koncepcja świata "skoro nie jesteś z nami, to jesteś przeciw nam" pomaga zorganizować rzeczywistość, natomiast jest to koncepcja nieprawdziwa.

Przypomnę ci twoje słowa sprzed paru tygodni:
"To może niech w praniu okaże się, kto się do tych sztandarów przytuli i wokół nich skupi, a kto się znajdzie bardziej na obrzeżach?"

I okazało się. Nikt niczego nie brał siłą. Transparenty za pierwszą platformę zaprosili organizatorzy. Parasolek i pinsów nikt nikomu na siłę nie wciskał, do banerów nikt nikogo nie przykuł.

No ale cóż, "związkowi" się zmobilizowali, dołożyli drugi baner, zbili go w ostry klin i ruszyli, aby staranować resztę, aby w tym heroicznym geście wybić się na czoło i zmieść wszystkich "niepolitycznych" z powierzchni ziemi ;-)

Jaaasne. Siłą wzięli, a potem będą siłą ludzi do USC zaciągać. Bosz...

ja raczej bym zapytała za czym postulują Ci, którzy nie są za związkami?
- zniesieniem w ogóle małżeństw?
- związkami poli?
- małżeństwami jednopłciowymi?

wszystkie powyższe są na razie nie realne, poza tym po związkach można przejść do któregokolwiek z tych punktów - niczego to nie wyklucza

Owszem owszem, w praniu.

Ale czy wasz tryumafalizm nie jest trochę przykry?

Mnie razi jedynie to, że usiłujecie utrwalić wrażenie, że wy jesteście polityczne, a ludzie niezwiązkowi lub antyzwiązkowi (oczywiście nie mówię" tu o związkach zawodowych) są jakąś niepolityczną ciemną masą.

To naprawdę się nie różni od praktyki osób, które homoseksualność w ogole uwazają za niepolityczną bo "są ważniejsze sprawy".

Dla osób zaangażowanych w związki związki są najważniejszą sprawą. Przyjmują ponadto model "ewolucyjny" - tam gdzieś jest Europa na wyższym poziomie rozwoju gatunkowego a tu są szympansy, które jeszcze nie mają tak dobrze i nie wiedzą jak żyć?

W Niemczech były takie plakaty że Kaczyński jest małpą, potem przejściowo inni prezydenci a na najwyższym pułapie, bez maczugi, Merkel i Zapatero. Były to plakaty wyprodukowane przez miejscowe organizacje lgbt które najwidoczniej są również rasistowskimi i szowinistycznymi organizacjami.

Sprzeciw wobec związków to także przeciw wobec kolonizacji i wciskanej nam tandecie, że Europa i jej trybunały nas wyzwolą, podczas gdy jak na razie jedynie zachodnie koncerny korzystają z taniej polskiej siły roboczej i zatrudniają nas na śmieciowych umowach.

No ale "ewolucja" zwycięża! Jeszcze trochę Ukrainę a nawet Białoruś to Polska będzie zbawiać i szerzyć równość na podobnych zasadach...

(To tak jeszcze a propos żalu, że nie było w Warszawie działaczo-turystów z zachodu, którzy więcej wydają na swoje bilety i hotele niż na te głośno komentowane granty z bożej łaski).

Jaki tryumwalizm? Po prostu opisujemy Paradę z naszej perspektywy i nasze działania w jej ramach. Chcesz, to opisz ją ze swojej. Zapewniam, że nie zarzucę ci tryumfalizmu.

Nigdzie nie napisałam, że ludzie "niezwiązkowi" są niepolityczni. Natomiast faktem jest, że uparcie mi tę perspektywę wpierasz. Tak samo nigdy nie pisałam o jakimś wyższym rozwoju gatunkowym, szympansach, europejskim wyzwoleniu itd. itp.

Po raz kolejny mam wrażenie, że komentujesz nie mój (no, tu akurat nie tylko mój) wpis, a swoje wyobrażenia o tym, co napisałam.

No dobrze, moze poruszam w tej dyskusji za dużo ubocznych wątków i niekoniecznie precyzyjnie je adresuję, ale jedna kwestia jest tu możliwa do rozstrzygnięcia:

co rozumiecie pod taką frazą:

"Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski."


Czy z tego nie wynika, że inne stanowiska niż wspieranie związków partnerskich są stanowiskami niepolitycznymi albo odpolityczniającymi?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są środowiska jeszcze ostrzej używające takiej retoryki. Np. jak na portalu homiki.pl się czyta artykuły redakcji czy wprost redaktorki naczelnej.

Mam wrażenie, że w różnie stopniowanym natężeniu ta retoryka się rozprzestrzenia.

Dokładnie to, co zostało napisane. Że początkowo Parada nie miała żadnych postulatów, miała być świętem i zabawą pod nic niemówiącymi hasłami równości, otwartości i tolerancji. Szczęśliwie jednak pojawiły się konkretne żądania. W tym związki, jak najbardziej. Ale nie oznacza to, że wyłącznie związki = polityka.

Dzieci epoki


Jesteśmy dziećmi epoki,
epoka jest polityczna.

Wszystkie twoje, nasze, wasze
dzienne sprawy, nocne sprawy
to są sprawy polityczne.

Chcesz czy nie chcesz,
twoje geny mają przyszłość polityczną,
skóra odcień polityczny,
oczy aspekt polityczny.

O czym mówisz, ma rezonans,
o czym milczysz, ma wzmowę
tak czy owak polityczną.

Nawet idąc borem lasem
stawiasz kroki polityczne
na podłożu politycznym.

Wiersze apolityczne też są polityczne,
a w górze świeci księżyc,
obiekt już nie księżycowy.
Być albo nie być, oto jest pytanie.
Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.
Pytanie polityczne.


Nie musisz nawet być istotą ludzką,
by zyskać na znaczeniu politycznym.

Wystarczy, żebyś był ropą naftową,
paszą treściwą czy surowcem wtórnym.
Albo I stołem obrad, o którego kształt
spierano się miesiącami
przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,
okrągłym czy kwadratowym.

Tymczasem ginęli ludzie,
zdychały zwierzęta,
płonęły domy
i dziczały pola
jak w epokach zamierzchłych
i mniej politycznych.

A czy to ważne kto szedł w jakiej kolejności?

@merka
Ważne jedynie ze względu na widoczność postulatów. Wiadomo, że im dalej, tym mniejsza szansa, że się przebiją do czyjejś świadomości.

Prześlij komentarz