Przejdź do głównej zawartości

Po Paradzie Równości 2011

Na szersze poparadowe refleksje przyjdzie czas jutro - wspólną relację przygotowują Homiki, Queerpop, Wojtek i ja. A dziś tylko trochę wrażeń na gorąco i podziękowań.

Po pierwsze - wielki ukłon w kierunku wszystkich, którzy nieśli już nie jeden, ale dwa banery z napisem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich" - drugi, nowy, zdobiło logo akcji "Miłość nie wyklucza" oraz mały dodatek:
Zarówno niesienie banera, jak i kierowanie nim (ja prowadziłam właśnie nowy - a co, pochwalę się!) to ciężka praca. Nie można odejść, bo transparent swoje waży i mógłby się okazać za ciężki dla niosących, gdyby kogoś zabrakło. Bawić można się tylko w ograniczonym zakresie. Umykają widoki, pogaduszki, szukanie znajomych, sprawdzanie, kto przyszedł. Dlatego bardzo dziękuję tym wszystkim cudownym osobom, które dźwigały banery przez ponad dwie godziny, oraz Wojtkowi i Uschi, którzy robili za przewodnika i przewodniczkę. A z ciekawostek - w pewnym momencie wśród niosących byli przedstawiciele i przedstawicielki niemal wszystkich większych organizacji - KPH, Lambdy, SPR, SOF, Trans-Fuzji i Fundacji Równości (jeżeli kogoś pominęłam, to przepraszam). Po prostu miłość nie wyklucza!

Po drugie - brawo dla wolontariuszek i wolontariuszy Parady. Choć było ich tylko około trzydziestu, to byli wszędzie i byli bardzo pomocni (to ci w różowawych koszulkach).
Po trzecie - parasolki z logiem "Miłość nie wyklucza" (rozdaliśmy prawie setkę) okazały się strzałem w dziesiątkę. Ładne, praktyczne, bo chroniły od słońca, a przede wszystkim superwidoczne. Dzięki nim byliśmy wszędzie.
Po czwarte - mój prywatny bohater Parady, czyli urzędnik gotów do poślubiania wszystkich chętnych.
Po piąte - przemówienia. Dobrze, że były (przed i po przemarszu), dobrze, że organizatorzy zwrócili uwagę na to, że zaproponowany przez SLD projekt ustawy nie odzwierciedla oczekiwań bardzo wielu osób. Zdarzyło się jednak niestety trochę kiksów (m.in. stwierdzenie, że Parada to święto gejów, lesbijek i sprzyjających im osób heteroseksualnych - a gdzie bi, trans i inni?!) oraz, co mnie najbardziej chyba ruszyło:

Tradycją Pierwszej Rzeczypospolitej, z której słynęliśmy na cała Europę była tolerancja. U nas nie było płonących stosów i wojen religijnych. Żyły spokojnie wśród nas mniejszości narodowe, religijne i inne. Powróćmy teraz do tej szczytnej tradycji polskiej tolerancji. 

- mówił Jacek Adler. Rozumiem chęć uczynienia Parady wydarzeniem patriotycznym, odwołującym się do naszej historii i tradycji. Tyle że powtarzanie mitów na temat słynnej polskiej tolerancji nie jest zbyt trafionym pomysłem. Nie musimy się bić w piersi, że i u nas płonęły stosy (i to wtedy, kiedy w innych krajach zgasły) i prześladowano chociażby arian i Żydów. Ale nie udawajmy, że tego nie było.

Po szóste - Miasteczko Równości. Świetny pomysł, by przytrzymać jeszcze ludzi parę godzin po Paradzie, niestety zabrakło atrakcji, które sprawiłyby, że chcieliby zostać - kilka stoisk i koncert z platformy organizatorów to jednak za mało. Godzinę po zakończeniu Parady Miasteczko wyglądało tak (platforma z DJ-em i nieliczni uczestnicy i uczestniczki):
Ale pierwsze koty za płoty, może za rok będzie lepiej.

I na koniec - dziękuję Kubie za piękną koszulkę z postaciami z mojego ulubionego systemu operacyjnego na smartfony:

Komentarze

  1. Bardzo jestem dumna, że moimi nóżkami i rączkami wspomogłam Miłość nie wyklucza, chociaż pod koniec kurcz mnie złapał w łapie i musiałam oddać rożek bannera.
    Co do miasteczka - pomysł fajny, ale wykonanie - żenada. To nie było miasteczko, to były budki, które można policzyć na palcach jednej ręki.
    Ogólnie? Te wielkie przechwalanki, że teraz będzie lepiej niż w poprzednich latach, to szczekanie i opluwanie poprzedników wróciło do autorów bumerangiem. Nie było lepiej, chociaż i nie gorzej. Nie ma sensu obiecywać, że tym razem wywróci się cały świat do góry nogami - lepiej obiecać to, co i tak jest co roku, a co można ogarnąć organizacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko pięknie, tylko ten Android...

    :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…