Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2011

Niekonserwatywna płciowo "Replika"

Kilka dni temu w końcu dotarła do mnie nowa "Replika". Na ten numer czekałam naprawdę z ogromną niecierpliwością, a wszystko za sprawą pana z okładki - działacza trójmiejskiej KPH, a zarazem sołtysa liczącego sobie zaledwie 1600 mieszkańców Leśniewa (tak na marginesie, to podoba mi się zwrot "Repliki" ku okładkom nie z gwiazdami - choć ta z Dancewicz była naprawdę zjawiskowa - a ze zwykłymi ludźmi), wywiadu z którym byłam bardzo ciekawa. Historia Marcina okazała się naprawdę budująca, bo w końcu o osobach nieheteroseksualnych z mniejszych miejscowości słychać zazwyczaj niewiele, a jeżeli już, to raczej w kontekście homofobii. A tu proszę: jawny gej został sołtysem, działa prężnie i z otwartą homofobią się jak dotąd nie spotkał (co najwyżej z "pewnym dystansem"). No i nie zapominajmy, że jego wybór miał miejsce w tym samym czasie, w którym Krystian Legierski zdobył mandat radnego Warszawy. Chyba nie muszę dodawać, które z tych wydarzeń uważam za bardziej p…

Naprawdę jesteśmy takie szlachetne?

Dziś sejmowe Komisje Praw Człowieka i Polityki Społecznej i Rodziny obradowały nad ustawą o umowie związku partnerskiego. Relację na żywo można przeczytać u Wojtka, w każdym razie efekt jest taki, że projekt nie został odrzucony w pierwszym czytaniu i trafi do podkomisji nadzwyczajnej. Choć raczej nie ma szans na to, by ustawa trafiła pod głosowanie w tej kadencji Sejmu, jest to na pewno krok naprzód i przynajmniej szansa na porządną dyskusję o kształcie projektu (czyli również rozpatrzenie wniosków o jego uzupełnienie), szczególnie że zrezygnowali z uczestniczenia w pracach nad nim posłowie PiS.

Podczas dzisiejszej debaty nie zabrakło oczywiście głosów (ze strony jego przeciwników), że ten projekt to tylko początek drogi, a celem jest pełna równość z prawem do adopcji (nie tylko dziecka partnera/partnerki, ale też zewnętrznej) włącznie. Nie ma co ukrywać, że tak jest (zresztą czy ktokolwiek kiedykolwiek to ukrywał?), od dość dawna zastanawia mnie za to demonizowanie tej kwestii. Nie …

Oddajmy róże i cekiny kobietom!

Zdarzyło wam się kiedyś wejść do tureckiego sklepu LTB Jeans? Ma on prawdopodobnie największy wybór T-shirtów, które są zarazem odjechane i fajnie skrojone. Przyznaję, jestem fanką koszulek z ciekawymi grafikami i napisami mówiącymi coś więcej niż "I kissed a girl" czy "Jestem grzeczną dziewczynką... czasami". Do niedawna mogłam je znaleźć jedynie w sieci, teraz mogę kupować również "na żywo". Poza nietuzinkowym asortymentem (i "dwuznaczną" nazwą) LTB ma jeszcze jedną, dość typową dla konglomeratów odzieżowych właściwość. Otóż gdy jest się tam po raz pierwszy, nie sposób na pierwszy rzut oka stwierdzić, na których półkach są rzeczy z kategorii "dla mężczyzn", a na których - "dla kobiet". I jest właściwie tylko jeden sposób, by się o tym przekonać: sprawdzić najmniejszy rozmiar wybranego na chybił trafił modelu. Powód jest chyba oczywisty - nie ma już wzorów i kolorów, które przypisane są wyłącznie do jednej płci, co więcej, t…

Z życia homoseksualistek: narcyzm czy uzasadniona obawa

Sezon ogórkowy w pełni, szczęśliwie moje ulubione forumowiczki z Kobiety Kobietom nie próżnują. Mój ukochany wątek, który był inspiracją do dwóch poprzednich wpisów, jest niestety w fazie schyłkowej, ale, wraz z trochę późną w kontekście całej dyskusji próbą zdefiniowania "kobiecości", pojawił się w nim od ostatniego razu przynajmniej jeden piękny tekst:

Kobiecość to coś nieuchwytnego, niedającego się zmierzyć czy wyliczyć, a jednak bez problemu można ją wyczuć - raz w ubraniu, raz w gestach, raz w sposobie myślenia, ale to tylko przejawy, bo w istocie swojej to bardziej energia, którą się emanuje, a cała reszta jest tylko pochodną tej kobiecej wibracji, pierwiastka yin czy jak to jeszcze nazwać.

Zaintrygowana, pogoogle'owałam w poszukiwaniu owej energii, co to ma być istotą kobiecości, i proszę, jest:
Niniejszym polecam wszystkim, co to za mało emanują, w związku z czym kobiecości u nich wyczuć się nie da. Tylko nie przedawkujcie. A, nie wiem, jak działa na niekobiety, ja…

Hipermarket miłości

Piotr Szarota, autor "Anatomii randki", deklaruje we wstępie do owej książeczki, że nie ma nic przyjemniejszego niż pisanie o rzeczach niepoważnych. Szczególnie że tak błaha tematyka, jaką zdaje się być randkowanie, to świetny pretekst do przedstawienia najważniejszych przemian i trendów XX wieku - demokratyzacji, laicyzacji, rewolucji seksualnej, feminizmu, globalizacji, konsumeryzmu czy w końcu emancypacji osób nieheteroseksualnych. I choć, z racji tego, że "Anatomia randki" nie jest publikacją naukową, a raczej historyczno-rozrywkową, pozostawia spory niedosyt (szczególnie rozdziały poświęcone Japonii, Indiom i Nigerii), to z co najmniej kilku powodów warto do niej sięgnąć. Bo dobrze się czyta, bo daje sporą dawkę obyczajowych obserwacji, bo poświęcona jest czemuś, co dotyczy większości ludzi. Ciekawie jest więc się dowiedzieć, skąd się wzięły takie a nie inne zwyczaje czy jak i dlaczego "robią to inni".

Dla mnie najciekawsze były rozdziały poświęcone …

Nie taka głupia "prowokacja"?

Fronda schodzi na psy. Otóż dziś, ku uciesze całkiem sporej rzeczy użytkowników i użytkowniczek Facebooka, opublikowała wyniki przeprowadzonej niedawno "dziennikarskiej prowokacji". Używając tej metody pozyskiwania informacji, o ile dobrze kojarzę, zazwyczaj ujawnia się niewygodne dla kogoś fakty, demaskuje prawdziwe intencje, kompromituje działania itd., itp. I rzeczywiście, odkrycie dokonane przez nieustraszonych reporterów Frondy jest szokujące - otóż działacze i działaczki LGBTQetcetera chcą pełnej równości. Małżeństw. Adopcji. Przerażające!

Jak frondyści do tego doszli? Otóż - uwaga - wysłali do kilku organizacji dwa maile. W pierwszym podszyli się pod licealistę, który pisze pracę na temat ruchu na rzecz praw osób nieheteroseksualnych w Polsce i poprosili o pomoc w zebraniu materiałów, które pokażą nasze cele oraz pomogą odeprzeć argumenty przeciwników równouprawnienia. W drugim przedstawili się jako działacz z Hiszpanii i wezwali do walki o małżeństwa i prawo do adopc…

Moja świętość, M. i zgniły kompromis

Moje pierwsze zetknięcie z tematyką aborcji datuje się na w miarę wczesną podstawówkę, czyli czasy, kiedy prawo dopuszczało przerywanie ciąży ze względów społecznych. Obejrzeliśmy wówczas na religii słynny antyaborcyjny fake "Niemy krzyk", potem katecheta wygłosił odpowiednią pogadankę. Po tej lekcji nie miałam wątpliwości, że aborcja jest czymś potwornym i, tak samo jak prawdopodobnie wszystkie dzieci, które uraczono tym traumatycznym pokazem, byłam na "nie" niezależnie od okoliczności zewnętrznych. I to uczucie przetrwało znaczne dłużej niż moja wiara jako taka, bo do ostatniej klasy liceum. Wtedy to poznałam M., która najpierw zaszła w ciążę z nieodpowiednim facetem, a potem ją usunęła. Pamiętam, że byłam zaszokowana jej decyzją i zaocznie uznałam ją za koniec naszej znajomości (która, tak na marginesie, nie była jakoś szczególnie bliska). Zaocznie, bo gdy kilka tygodni później przypadkiem się spotkałyśmy, okazało się, że ani ona się nie zmieniła, ani moja sympa…

Co motywuje lesbijkę do działania?

Dziś tekst na specjalne zamówienie, które pojawiło się po tym, jak na naszym fejsbuku opublikowałam odpowiedź Jacka Adlera na zadane mu na czacie Onetu pytanie "Dlaczego tak mało kobiet (les) działa w środowisku LGBT? Są niedopuszczane, czy po prostu nie są zainteresowane swoimi prawami?":

Mogę mówić tylko o organizacji, w której jestem: komitet organizacyjny Parady Równości od samego początku był otwarty na wszystkich chętnych, wielokrotnie zapraszaliśmy na nasze spotkania, przez wiele miesięcy na początku samo przyjście na spotkanie było traktowane jako przystąpienie do komitetu. I cóż: właściwe wszystkie kobiety, które zostały członkiniami komitetu, to heteryczki. Żadna lesbijka nie przyszła i nie chciała z nami pracować. Na pierwsze spotkanie przyszły wprawdzie Monika Czaplicka (członkini KPH i Fundacji Równości) i Anna Urbańczyk (z zarządu KPH). Ale przyszły ten jedyny raz i potem już nigdy się nie pojawiły. Na tej podstawie stwierdzam, że lesbijki nie chcą po prostu ucz…

Z życia homoseksualistek: naturalne kobiety

Jako że ostatnio w realu jest coś niewesoło (co pięknie obrazują zdjęcia profilowe sporej części moich fejsbukowych znajomych), czas na odrobinę humoru, czyli kolejną odsłonę nieregularnika dokumentującego życie homoseksualistek z forum Kobiety Kobietom.

Na wypadek, gdybyście zdążyli i zdążyły już zapomnieć, pierwsza odsłona zakończyła się na tym, że właściwie nie da się co do włosa na głowie i szerokości spodni powiedzieć, kogo właściwie można określić mianem butch. Wyraziłam wówczas nieśmiałą nadzieję, że może to oznaczać krok w kierunku fazy bezetykietkowej. Niestety, ostatnie dwa tygodnie dyskusji, którą dla was śledzę, przyniosły spory regres, z licytowaniem się, która którą bardziej obraziła i okładaniem się torebkami włącznie. Szczęśliwie znalazło się w niej kilka stwierdzeń, które sprawiły, że stała się warta zachowania dla potomności. Nim do nich przejdę, kilka wątków z rodzaju "bezsensowne acz dające spore pole do hejterzenia".

Wątek numer jeden: Dlaczego femki nie …