Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2011

Rzecznik Praw Dziecka wspiera homofobiczną fundację

Pamiętacie Fundację Mamy i Taty? Tak, to ci, którzy przed ubiegłorocznym EuroPride zainicjowali akcję "Cała Polska chroni dzieci!" (przed homopropagandą, a jakże), a w ubiegłym roku wydali broszurkę pod jakże znaczącym tytułem "Przeciw wolności i demokracji. Strategia polityczna lobby LGTB w Polsce i na świecie: cele, narzędzia, konsekwencje". Teraz w centrum ich zainteresowania znalazły się rozwody. Spoty akcji "Rozwód? Przemyśl to!", mimo początkowych oporów Komisji ds. Kampanii Społecznych Telewizji Polskiej S.A. (która uznała między innymi, że spot jest nieobiektywny, bo sugeruje większą winę mężczyzn), po interwencji samego Juliusza Brauna hulają już w telewizji (więcej o perypetiach ze spotami można przeczytać na stronie fundacji), a samą akcję objął patronatem Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak:
I nie byłoby to może aż takie straszne, gdyby nie to, że akcja Fundacji Mamy i Taty bynajmniej nie ogranicza się do namawiania rodziców, aby przemyśleli d…

Straszno i śmieszno. I głupio

Wczorajszy dzień w internecie upłynął dla mnie pod znakiem dwóch newsów i, szczerze mówiąc, nie wiem, który jest głupszy.

Pierwszy jest z kategorii "happeningi przedwyborcze". Oto dwóch kandydatów z ramienia Ruchu Palikota - Tomek Szypuła i Paweł Jasiński - postanowiło skopiować dość żenującą akcję "ślubną", którą parę miesięcy temu uskuteczniła we Wrocławiu Polska Lewica (o której ostatnio szczęśliwie nic nie słychać). Wówczas w role panien młodych wcieliły się modelki, co raczej tego wydarzenia nie uratowało:



Tym razem "młoda para", czyli panowie kandydaci, "pobierze się" w bardziej malowniczej okolicy, bo pod Pałacem Ślubów. Lepiej pasowałby notariusz (wszak Tomkowi nadal chodzi chyba o projekt ustawy o umowach, nazywany przez szefa jego partii "projektem Szypuły"), no ale rozumiem, że to mało medialny pomysł, a wszak to o swoje 5 minut w mediach wszyscy teraz walczą. Cóż, życzę miłej zabawy i wielu kamer wokół. Bo na innych gości r…

Barwy kampanii: suczki i biusty

Analitycy uznali, że tegoroczna kampania wyborcza jest wyjątkowo nudna (w sumie to nie pamiętam kampanii, którą oceniliby inaczej). Dla mnie dodatkowo jest seksistowska (nie wiem, czy wyjątkowo, bo to niestety stały przedwyborczy motyw). Ale po kolei.

Zaczęło się od "aniołków" Kaczyńskiego, w sesji niczym z "The L Word" lub, jak kto woli, z katalogu z odzieżą wysyłkową:
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Oto kandydat Platformy Dariusz Dolczewski zamieścił (i szybko usunął) na swoim profilu na fejsie taki oto klip:



Temat podchwycił też Leszek Miller z SLD, który błysnął stwierdzeniem: "Jeżeli koło partii kręcą się osoby, kobiety nieatrakcyjne, to jest coś anachronicznego, coś co odstręcza wyborców". Co ciekawe, mimo początkowego oburzenia, szybko usprawiedliwiła go Jolanta Kwaśniewska, twierdząc, że tak mu się coś "kiepsko powiedziało", ale tak w ogóle to on kobiety bardzo szanuje. Błysnął też młody kandydat z ramienia SLD Łukasz Wabnic, p…

Gdzie się lesbijka kończy, a gdzie zaczyna

Ciekawe rzeczy dzieją się w komentarzach pod postem o eks-geju z Wyoming. Wrócił na tapetę mój ukochany znienawidzony film "The Kids Are All Right" (ukochany, bo toczące się wokół niego debaty są wręcz pyszne, znienawidzony, bo budzi większe emocje, niż jest tego wart), dowiedziałam się, że jestem bifobką (bo nie widzę nic złego w tym, że kobieta, której zdarzyła się przygoda z mężczyzną, nadal uważa się za lesbijkę), a na dodatek wyszło mi, że moja druga połowa nie jest lesbijką, bo, mimo swojej ekskluzywności, nie spełnia definicji "exclusive lesbian" (domyślcie się, dlaczego). A jako że ów post, pod którym jest cała akcja, za chwilę zniknie z pierwszej strony bloga, pozwalam sobie przenieść dyskusję wyżej, bo temat najwyraźniej jest tego wart.

Polecam przekopanie się przez całą dotychczasową dyskusję, ale jeżeli komuś się nie chce, to rzecz się rozchodzi, jak łatwo się domyśleć, o kwestię wspierania stereotypów. Temat, jak pewnie wiecie, bardzo mi bliski, wszak …

Związki partnerskie na III Kongresie Kobiet - dwugłos

Dziś dwugłos. Najpierw ja, potem Gosia. Miłego czytania
Ewa: Spotkanie głupich krytykantek z mądrymi pracusiami
Na tegoroczny Kongres Kobiet wybrałam się z trzech powodów. Aby złożyć podpis pod obywatelskim projektem ustawy przygotowanym przez inicjatywę "TAK dla kobiet". Aby wziąć udział w panelu o przyszłości feminizmu. I aby, podobnie jak w ubiegłym roku, posłuchać, co ma do powiedzenia Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich oraz towarzysząca im na panelu Katarzyna Piekarska z SLD. I rzecz jasna wtrącić swoje trzy grosze. Początkowo wyglądało na to, że spotkanie będzie miało bardzo podobny przebieg do ubiegłorocznego - prezentacja grupy, przedstawienie projektu, dyskusja o jego zapisach. Szczęśliwie (lub nieszczęśliwie, oceńcie sami i same) Gosia już na początku spotkania zadała kilka pytań (o nieobecność SLD na podkomisji, o to, dlaczego projekt zawsze wypływa przed wyborami oraz o to, dlaczego GI uparcie nazywa swój projekt społecznym, ignorując głos paru tysięcy osó…

Słoń w składzie porcelany

Obejrzałam w końcu słynną już przedwyborczą debatę w TVP z udziałem Roberta Biedronia. I przyznam szczerze, że, o ile rozumiem głosy oburzenia z prawa i z lewa (a nawet z samego Ruchu Poparcia Palikota, który Robert reprezentował), to zupełnie ich nie podzielam. Pewnie ma coś wspólnego z tym, że organicznie nie cierpię i telewizji, i (z nielicznymi wyjątkami) polityków i polityczek i ich gładkich gadek o tym, że tak, oczywiście, mamy problem, ale coś tam przesuniemy, obniżymy, podwyższymy, wesprzemy, wprowadzimy i będzie dobrze.

Gorąco was zachęcam do obejrzenia tej debaty (również tych, którzy nie wytrzymali i wyłączyli w połowie) i sprawdzenia, na ile z bardzo konkretnych pytań zadanych przez widzów i prowadzących kandydaci i kandydatki udzielili i udzieliły równie konkretnych odpowiedzi. Jasne, że Robert wyszedł na pieniacza, ale wcale nie był mniej konkretny i nie uchylał się od odpowiedzi na pytania bardziej niż przedstawiciele i przedstawicielki pozostałych ugrupowań. Tak, wiem …

Porozmawiajmy?

"Porozmawiajmy" - proponuje na Facebooku Abiekt. "Już od jakiegoś czasu nie ma żadnej rozmowy. Żadnych publikacji, poważnych deklaracji (jeśli nie liczyć tekstu Mariusza Kurca), debat" - odpowiada Uschi. To prawda, nie ma. I, tak szczerze i stronniczo pisząc, nie przypominam sobie, by w ostatnich latach zaistniała jakaś inna debata poza grzecznościową wymianą poglądów (czasem dość podobnych) między Homikami a zaprzyjaźnionymi blogami (o Paradzie i o związkach partnerskich). Z czasów ciut dawniejszych pamiętam cykl na łamach "Repliki" poświęcony znowuż paradowaniu, a konkretnie temu, czy robić to politycznie, czy rozrywkowo. Na pewno było tego więcej, ale tak czy siak od jakiegoś czasu zamiast dyskusji mamy monologi lub wzajemne podchody i wojny torebkowe, z których wynika trochę ubawu i nic poza tym (no dobrze, bywa też żenująco). Takim klasycznym przypadkiem rozmowy bez rozmowy było to, co się działo wokół projektu ustawy o umowie związku partnerskiego. …

Gdzie to młode pokolenie?

Parę miesięcy temu, gdy spot akcji "Miłość nie wyklucza" hulał w sieci, na Innej Stronie pojawiło się kilka komentarzy spod znaku "Wszystko fajnie, ale nie można było znaleźć do tego nagrania kogoś młodszego?". Ostatnio ta opinia przypomniała mi się kilka razy - pierwszy, gdy przeczytałam u Hyakinthosa takie spostrzeżenie:

 Ale co piszą geje i lesbijki na forach przeraża. (...) "Po co małżeństwa, skoro są notariusze", "Wszystko można uregulować u notariusza bez specjalnej ustawy o związkach." Wszystko? Dobry żart. Mentalność pańszczyźnianego chłopa i ciotki-niewidki wciąż dominuje w dyskursie. (...) Niepojęte i niezrozumiałe. I to nie nastraja optymistycznie. Gdzie jest to młode pokolenie, które miało być wolne od stereotypów, wyzwolone i nowoczesne? No, gdzie?!

Drugi, gdy przyjrzałam się osobom najaktywniej udzielających się w wydarzeniu "100 tysięcy za ustawą o związkach partnerskich". Trzeci dwa dni temu, podczas roboczego spotkania …

Głosuję, więc mam rację

Dyskusja pod nowym spotem wyborczym Palikota na fejsie jednego z "naszych" kandydatów:

Kandydat: Inna twarz Janusza Palikota. Doktora filozofii, przedsiębiorcy, męża, ojca, faceta z Biłgoraja. Bez sztucznego penisa i świńskiego ryja. Taki jest naprawdę, prywatnie.

Malkontent: Polityk przed wyborami nie jest osobą prywatną, choćby nakręcił o tym epopeję.

Kandydat: Oczywiście, że nie jest, ale przyznasz, że to inny Palikot, niż ten, którego znamy publicznie

Malkontent: No cóż, przed wyborami nawet Jarek potrafi się pokazać z innej strony. Wszak to też jest jego prawdziwa twarz. Sezonowo.

Malkontentka: Sorry, ale czemu nie biega po polu marihuany z osobami LGBTQ pod rękę. Nie przekonuje mnie ten spot. Kolejny koleś, który chce na nas (LGBTQ), ale też na prawicy zbić kapitał wyborczy. W tym roku oddaję pustą kartę do głosowania.

Kandydat: Pusta kartka to najgorszy wybór. Masz 7 komitetów ogólnopolskich. Masz wybór, który zależy tylko od ciebie.

Malkontent: Ech, czy znów musimy przerabi…

I co teraz, ha?

Wszyscy mają problem, mam i ja. Jak może pamiętacie, w ostatnich wyborach prezydenckich postawiłam na Lorda Voldemorta i Hillary Clinton, co parę osób miało mi za złe. W tym roku byłabym pewna, że zrobię to samo, gdyby nie... dwójka na warszawskiej liście Ruchu Poparcia Palikota. Wanda Nowicka, jedna z moich ulubionych aktywistek, wystarczająco radykalna jak na moje wysublimowane gusta, a na dodatek po prostu przyzwoity człowiek. Słowem idealna kandydatka startująca z mocno nieidealnej listy.
No i się gryzę. Gdyby to była jedynka czy nawet dwójka na liście SLD, to pewnie miałabym mniejsze opory. Bo ugrupowanie dość podłe, ale miejsce w Sejmie z takim numerkiem raczej pewne. Skoro więc i tak reprezentanci Sojuszu mają po raz kolejny objąć stołki, to niech skorzysta na tym ktoś, komu ufam i wierzę, że nie będzie kucać przed oficjalną linią partii i usprawiedliwiać działań, których się usprawiedliwić nie da. Z drugiej strony, skoro tak nie cierpię SLD, to dlaczego po prostu nie dam szans…

Eks-gej z Wyoming

Na początek dowcip z brodą, ale ładny: "Oczywiście, że można leczyć homoseksualistów. Ostatnio wyleczyłem dwóch z grypy". Kontekst oczywisty - szczęśliwie odwołana konferencja "Praktyczne zastosowanie terapii reperatywnej: przyczyny i terapia skłonności homoseksualnych" na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Tym razem miał się lansować niejaki dr Joseph J. Nicolosi, a jedna z organizatorek, psycholożka (oj, obraziłaby się za formę żeńską, ona z pewnością uważa się za "psychologa") Bogna Białecka, aby uwiarygodnić tematykę konferencji, stwierdziła, że w tych wszystkich terapiach nie chodzi przecież o osoby, które swoją homoseksualność akceptują, a o te, które borykają się z homoseksualizmem egodystonycznym (czyli po prostu zinternalizowaną homofobią), który jest jednostką chorobową. No prawda, jest, tylko co z tego?

Z ciekawości poczytałam sobie trochę o metodach Nicolosiego. Tak pokrótce, polegają one na wpojeniu klientom jedynej słusznej interpretacji sw…