piątek, 16 września 2011

Słoń w składzie porcelany

Obejrzałam w końcu słynną już przedwyborczą debatę w TVP z udziałem Roberta Biedronia. I przyznam szczerze, że, o ile rozumiem głosy oburzenia z prawa i z lewa (a nawet z samego Ruchu Poparcia Palikota, który Robert reprezentował), to zupełnie ich nie podzielam. Pewnie ma coś wspólnego z tym, że organicznie nie cierpię i telewizji, i (z nielicznymi wyjątkami) polityków i polityczek i ich gładkich gadek o tym, że tak, oczywiście, mamy problem, ale coś tam przesuniemy, obniżymy, podwyższymy, wesprzemy, wprowadzimy i będzie dobrze.

Gorąco was zachęcam do obejrzenia tej debaty (również tych, którzy nie wytrzymali i wyłączyli w połowie) i sprawdzenia, na ile z bardzo konkretnych pytań zadanych przez widzów i prowadzących kandydaci i kandydatki udzielili i udzieliły równie konkretnych odpowiedzi. Jasne, że Robert wyszedł na pieniacza, ale wcale nie był mniej konkretny i nie uchylał się od odpowiedzi na pytania bardziej niż przedstawiciele i przedstawicielki pozostałych ugrupowań. Tak, wiem - przedwyborcze debaty nie służą prezentacji programów partii, a autoprezentacji ugrupowań. I nie ma co oczekiwać, że usłyszymy podczas nich coś poza pobożnymi życzeniami i receptami, które wprawdzie ładnie brzmią, ale nic z nich nie wynika. To jest gra i wszyscy w nią grzecznie gramy, wszak detale nie są dla maluczkich, czas antenowy jest drogi, nie ma możliwości ani sensu się nad każdym szczegółem rozwodzić. Prawda? A figa, żadna tam prawda. Ktoś, kiedyś, gdzieś ustalił, że tak ma być, widzowie się do tego przyzwyczaili (tak jak przyzwyczaili się do "Tańca z gwiazdami" i innych tyle samo w gruncie rzeczy wnoszących co owe debaty programów) i tyle. I nagle problem, bo oto przyszedł brzydki Robert, zabrał łopatkę Barbarze Czajkowskiej (wszak to ona miała strofować zaproszonych gości) i zaczął tłuc nią zebranych po głowach. Finezji w tym nie było za grosz, ale co się ubawiłam, to moje. Ta konsternacja, to oburzenie ludzi w studiu (i przed telewizorami pewnie też), że jak tak można, no przecież on powinien grzecznie słuchać i równie grzecznie odpowiadać, a on nas niegrzecznie atakuje, mamo ratuj!

Nie mam pojęcia, czy Robert wykonywał jedynie polecenia Palikota, czy zagrał spontanicznie (choć bliżej mi do tego pierwszego pomysłu). Nie wiem też, czy ów występ przysporzy mu popularności, czy wręcz przeciwnie, i, co najważniejsze, czy ma zadatki na dobrego polityka (wybaczcie, ale odpuszczę sobie dywagacje na temat tego, co to właściwie za twór ów "dobry polityk"), czy nie. Ale anarchistyczna część mojej duszy piała z radości, ilekroć otwierał usta i nagle ci wszyscy spokojni i, och, ach, jakże dorośli ludzie zaczynali go przekrzykiwać. Chaos, emocje, normalnie Jerry Springer się chowa, wszak tu wkurzali się poważni ludzie w markowych garniturach i garsonkach, a nie nienormatywni panowie i panie z mocnymi akcentami. Miło.

Choć, niestety, to też była tylko gra.

Na koniec postscritum od Gosi, która owej debaty ze mną wysłuchała. Cytuję "Napisz, że ja i tak wszystkich polityków mam wiadomo gdzie i ich wiadomo co. I że zagłosuję na Wandę Nowicką jedynie dlatego, że ją znam i wiem, że jest przyzwoitym człowiekiem. Bo gdyby nie kandydowała, to zamiast wędrować na wybory, rozegrałabym sobie kolejny mecz na PS3. A poza tym to Legia przegrała".

12 komentarze :

OK. Poświęciłem się i dotrwałem do końca ;)
Był Lepper jest Biedroń ;)))
Retoryka prawie ta sama, stopień żenady (zabawności) też podobny ;D

HDS - jak nic to też moje słowa (a z przykrością to piszę).

KaFor

Szkoda, bo wcześniej Biedroń pokazał, że potrafi być zaskakująco grzeczny i merytoryczny. Widziałam rozmowę przedwyborczą z nim, w której uderzająco kompetentnie wypowiadał się o gospodarce morskiej... może to i zagranie, ale i wyjście poza wyłącznie obszar spraw LGBTQ.
Moje stanowisko w sporze o kandydatów LGBTQ w wyborach jest takie, że póki co zawodowi politycy są przynajmniej złem koniecznym - jeszcze nie wymyślono skutecznego sposobu na to, żeby ludzie sobie poradzili bez jakiejś formy władzy. (Piszę "zawodowi politycy", bo lubię powtarzać, że wszystko jest polityką i wszyscy jesteśmy polity(cz)kami, podejmujemy decyzje polityczne w codziennych działaniach.) Dlatego głosowanie uważam za swój obowiązek i nie widzę nic strasznego w tym, że ktoś od działalności pozarządowej przechodzi do Sejmu. Środowisko LGBTQ zasługuje na swoją reprezentację tam, gdzie się stanowi prawa.

@hds
I o to chodzi. Why so serious, miejmy z tego cyrku wyborczego jakąś radość dla siebie, skoro i tak już postanowiono, jak się to wszystko skończy;P

@zewsząd i znikąd
Też nie widzę w tym nic złego, tyle że nie czuję się w obowiązku ani popierać "naszych" kandydatów, ani dawać im taryfy ulgowej, bo są "nasi".

Z tą powagą w polityce to też bez przesady.
Jeżeli debaty uznać jako swoistego rodzaju show dla gawiedzi, to zgadzam się z tym co napisałaś.

Wolę chyba jednak, gdy polityk karmi mnie polityczną kiełbasą w wymuskanym, wykafelkowanym sklepie, z porządnymi chłodniami, a nie na targu, wśród roju much i krwią kapiącą z drewnianej ławy ;)
To tylko kiełbasa, którą mam zeżreć, jednak sposób podania też się liczy.

To mi przenośnia wyszła ;]
Chyba się nie wyspałem po nocce ;D

Moim zdaniem wypadł tragicznie. Jedynie co mógł zrobić, to zniechęcić wyborców, którzy brali pod uwagę możliwość oddania głosu na RPP. Z debatami jest tak, że osoba sympatyzująca z danym kandydatem i tak uzna, iż to właśnie on wypadł najlepiej bez względu na warstwę merytoryczną. Wypadł źle zarówno wizerunkowo, a i to co mówił nie było dobre. Ugrupowanie, które reprezentował postawiło wyłącznie na znaną twarz. Niestety nie miał wystarczającej wiedzy by się wypowiedzieć na tematy poruszane w debacie. Takie jest moje odczucie. Trzymam jednak kciuki za kandydatów, którzy dostrzegają problemy LGBTQ bez względu na partię, z której się wywodzą (jest ich niestety niewiele).

To ja już zupełnie nie wiem, po co są te debaty, skoro po ich obejrzeniu każdy i tak uważa, że jego kandydat wypadł najlepiej. Normalnie marnowanie drogocennego czasu antenowego, lepiej już powtórkę "M jak miłość" nadać.

Co do Roberta - ja dla odmiany jestem przekonana, że gdyby chciał, to wypowiadałby się merytorycznie. To była tylko gra.

Jest spory odsetek elektoratu niezdecydowanego, podejmującego decyzję trochę pod wpływem emocji. Czasami trafi jakiś argument, lecz najczęściej decydująca jest autoprezentacja.

Ja myślę, że mógłby sobie pod wieloma względami nie dać rady. Poza tym, strasznie denerwująca była ta jego gestykulacja. To machanie tabletem - irytujące. Cóż... to moje subiektywne odczucia :)

Ja myślę, że jest różnica pomiędzy byciem inteligentnie niegrzecznym, a głupio aroganckim.

nie rozumiem czemu to bylo niby glupio aroganckie? nie bylo.

i jeszcze jedno - sa rzeczy w polsce, ktore mnie oburzaja. to co biedron mowi do nich nie nalezy.

powiem wiecej - podoba mi sie.

Prześlij komentarz