Przejdź do głównej zawartości

Nie lewica, ale nie szkodzi

Cwaniakowanie lubi się mścić. Kojarzycie, jak SLD usprawiedliwiało zgłoszenie ustawy o umowie związku partnerskiego tuż przed wyborami? Że to najlepszy czas na dyskusję o naszych sprawach, że inne ugrupowania będą się musiały określić itd., itp. No i - na zgubę Sojuszu - się określiły. Okazało się, że nie tylko nasza "lewica" jest za, ale i część PO, i Palikot. I tak partia, która, choć malutko, to jednak coś dla nas zrobiła (lub dla siebie, ale tu nie chodzi mi o intencje, a o samą aktywność) - wniosła ustawę - dała innym piękny sposób na zyskanie paru niezdecydowanych homiczych głosów. Bo cóż to za problem poprzeć projekt, o którym i tak wiadomo, że przepadnie. To nawet mniej niż taki projekt pokazać, a i tak, jak widać, wystarczy. Oczywiście to, co jest przykre dla SLD, dla nas jest tak naprawdę dobrą wiadomością. Bo oto, pierwszy raz w historii, za ustawą opowiadają się aż trzy ugrupowania, które prawdopodobnie znajdą się w Sejmie. Jasne, że są to tylko przedwyborcze deklaracje, z których nic może nie wyniknąć, ale jakiś punkt zaczepienia to jednak jest. Wiemy, kogo dręczyć. Tak oddolnie, nie z sejmowych ław.

Wracając jednak do samego Sojuszu, to nie do końca jest tak, że osoby nieheteroseksualne zawsze murem za tą partią stały, a teraz nagle poleciały za Palikotem. Nie, z tego, co kojarzę, to homiki w sporej części SLD nie kochały i nie kochają, i to nawet niekoniecznie dlatego, że tej partii zdarzają się żenujące homofobiczne wpadki, ale przede wszystkim ze względu na jej pochodzenie. "Postkomuna. PZPR. Komuchów nie lubię i nigdy ich nie poprę." Znacie? Ja tak. O ileż fajniejsze zawsze wydawało się większości z "nas" PO, któremu jakoś potrafiliśmy wybaczać Gowina, Niesiołowskiego i miękką homofobię w wydaniu co liberalniejszego skrzydła. "Bo przecież nasze sprawy nie są najważniejsze. Bo coś mnie obchodzi poza własnym tyłkiem." Znacie? No nie mówcie, że nie. Rzecz jasna nie ma i nigdy nie było obowiązku głosowania na przychylne nam ugrupowania. W końcu nie wszyscy jesteśmy lewicowi, jakkolwiek by owej lewicowości nie rozumieć (co widać też w praktycznie zerowej i wśród nas popularności Polskiej Partii Pracy). Tylko takie głosy pokazują też, jak bardzo SLD było (jest?) nielubiane. No bo w końcu są ludzie, którym ta partia jest po prostu ideowo bliska. Tak że interpretowanie poparcia dla niej wyłącznie dbaniem o własne tyłki (w sensie: lubisz ich tylko dlatego, że chcą związków) jest zwyczajnie krzywdzące. I dla wyborców tego ugrupowania, i dla samego SLD, które jakiś program jednak ma.

No dobrze, SLD nie kochamy, skąd jednak ta wielka miłość do Palikota (widoczna w sondażach na naszych portalach)? Bo wstawił "naszych" na listy i to oni robią mu wśród "nas" kampanię. Bo jest za związkami, a czasami i za adopcją. Bo jest gospodarczym liberałem, i to nawet bardziej niż PO (no dobrze, to akurat nietrudne). Bo jest jakiś. Dobry PR, dobry marketing, sporo kasy i niezłych pomysłów. Plus misz-masz na listach i parę chwytliwych haseł (legalizacja marychy, opodatkowanie Kościoła), dzięki którym pokochali go i młodzi (mimo że chce, by płacili za studia humanistyczne), i "lewacy" (szczyt wszystkiego to Robert Biedroń mówiący w wywiadzie dla Innej Strony, że palikotowcy budują nową lewicę), i organizacje pozarządowe (choć chce na nie zrzucić walkę z bezrobociem), i całkiem spora rzesza osób nieheteroseksualnych. Że jest to miłość na wyrost i czkawką się nam odbije (bo Palikot do najpracowitszych nie należy), tego jestem raczej pewna (tak, nadal głosuję na Wandę, bo nawet wejście jednego "naszego" kandydata czy kandydatki to całkiem realny zysk z tego wszystkiego). Poza tym akurat "naszym" kandydat(k)om (niezależnie od tego, czy się dostaną, czy nie) i organizacjom, z których się wywodzą, całe to okołowyborcze zamieszanie może wyjść na dobre z zupełnie innego powodu - bo, co ładnie pokazuje Wojtek, czas na serio porozmawiać o tym, jakie są i po co są.

Na koniec mały suplement do tekstu o seksizmie w kampanii. Oto kandydatka SLD z Lublina pokazała coś takiego:



Gdy pierwsze reakcje na ów "spot" były, delikatnie mówiąc, negatywne, zaapelowała na swojej stronie na fejsie:
Zamiast komentarza (bo chyba zbędny) jedna z "dyskusji" na jej profilu:
I wiecie co? Mariusz jest chamem. Tyle że tu akurat słowo "sprowokowała" bardzo pięknie pasuje. Bo pani Lenart pokazała mu, że w seksizmie i uprzedmiotowianiu kobiet nie ma nic złego. Ba, może być nawet "świetnym" środkiem do celu.

PS (bo w komentarzu pojawiły się wątpliwości co do słowa "sprowokowała") Uważam, że kobiety mogą pokazywać (lub nie) co chcą, gdzie chcą i jak chcą, i składać takie propozycje, jakie im się żywnie podoba (choć niekoniecznie w spotach wyborczych, bo to, pomijając inne rzeczy, podchodzi też pod zwykłą korupcję wyborczą). I nic nie usprawiedliwia przemocy seksualnej (również werbalnej) wobec nich. Ale: to jest sytuacja modelowa, tak ma być, do tego ponoć dąży (przynajmniej deklaratywnie) również SLD. Pytanie brzmi, jak np. wytłumaczyć tym panom, którzy przyszli na profil pani Lenart, by mniej lub bardziej parlamentarnie wyrazić swoje odczucia co do jej pokazu, że nie, wcale nie o to chodziło, żeby "zachwycać" się jej ciałem. I że w owym "zachwycie" jest coś niewłaściwego. Daleko mi do empatii wobec "biednych" seksistów, ale wrzucanie takich spotów, a potem dziwienie się, że takie są reakcje, pokazuje, że ktoś chyba nie zdaje sobie sprawy, jak poważnym problemem jest seksizm.

Komentarze

  1. Hmm :) To ja teraz nieco przekornie.
    Nie pasuje mi, ale ma prawo. Tak samo jak Magdalena Żukowska ma prawo pisać na swoim blogu, że lubi czyścić zbroję swojemu mężczyźnie i nie narażać się na chamskie komentarze. Może mi się nie podobać, ale komentarz "szanował i ruchał" raczej nie zasługuje na obronę. Nie podoba mi się "sprowokowała".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja go nie bronię. Jest seksistą, chamem i burakiem. Tyle że takie spoty pokazują mu, że nie ma czego się wstydzić.

    Pani Lenart ma prawo się tak reklamować, pewnie. Tyle że kandydatki z partii walczącej ze stereotypowym podejściem do kobiet oczekiwałabym szacunku do tychże. W tym do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ten spot to jednak gwoźdź programu i mam nadzieję gwóźdź do trumny sld

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież w tym spocie chodzi głównie o prowokację !
    Pani Lenart nie mówi w nim jakie ma propozycje merytoryczne, za to w sposób dwuznaczny proponuje, że "zobaczysz więcej jak zagłosujesz". No ludzie ?! Czy to nie jest prowokacja ? Nie zasłaniajmy się polityczną poprawnością, bo sama zainteresowana nie działa w jej granicach !
    Albo jest głupia albo ma złych doradców, ergo jest głupia, skoro ma głupich doradców ;). Ja jej nie bronię pokazywać tyłka ale oprócz tego tyłka, to po wczorajszych dyskusjach na fejsie widzę, że ta pani nie ma wiele do zaoferowania.
    Ja bardzo przepraszam ale jak kobieta macha przed nosem golizną i w ten sposób się promuje, a potem płacze, żeby ją wziąć w obronę, to moim zdaniem, jest to kolejny dowód na własne uprzedmiotowienie. "Kochani, troszkę narozrabiałam, o ja głupia, obrońcie mnie"- i to ma być kandydatka na posłankę ? Pani Lenart chce zostać posłem, a czy my chcemy drugą włoską Ciciolinę ? No ja nie ;). Krzyczeliśmy na Węgrzyna, że chce sobie pooglądać, a tymczasem odpowiedzią na takie różne "zapotrzebowania" jest kandydatka SLD.
    Babka sprowokowała tym spotem i teraz ma to, co każdy w miarę rozgarnięty człowiek byłby w stanie przewidzieć.
    A mnie osobiście mierzi takie zniżanie się do poziomu seksualnych dwuznaczności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym, ale nawet nie wiem jak to skomentować... :( Najgorsze, że już nie robi się mi żenująco a smutno.

    Znalazłam fanpage "Katarzyna Lenart pokaż cycki". Założę się, że niedługo będzie miał więcej fanów niż jej profil wyborczy. Chyba więcej nie trzeba komentować...

    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogladajac to poczulam sie jak w sexs shopie, i nie zgadzam sie z opinia ze miala prawo, prawo to Ona ma nawet zabawiac z tym komentujacym,
    ale niech robi to na wlasny rachunek.
    Seksizm? a co jej mial napisac, ze ladne napisy na koncu sa, nie badzmi smieszni, o konsekwencjach trzeba pomyslec przed faktem,kto bedzie szanowal taka Pania, ktora sama sie nie szanuje, a takie typy do ktorych ten spot trafi nie rozumieja nawet takiego slowa jak seksizm
    Pozdrawiam Panie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…