Przejdź do głównej zawartości

Tu i teraz, a potem już nic?

W ostatnich dniach mamy nieliche poruszenie w temacie związków partnerskich. Dotychczas na politycznym rynku graczy było dwóch - Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich i SLD - a oddolnie działała grupa Tel-Aviv, czyli ludzie skupieni wokół akcji "Miłość nie wyklucza". Po wyborach na scenie pojawili się nowi aktorzy - Ruch Palikota. I nagle zrobiło się ciekawie. GI spotkała się z Leszkiem Millerem i Robertem Biedroniem i zapowiedziała ponowne złożenie projektu ustawy o umowie związku partnerskiego. Szybko jednak okazało się, że tym razem nie tylko grupa Tel-Aviv ma wątpliwości co do tego projektu, ale również Palikot et consortes. Efekt? Palikot spotkał się z Millerem i zaproponował wspólną pracę nad nowym, lepszym projektem. Wprawdzie jeszcze nie wiadomo, co na to SLD (jutro w tej sprawie spotkają się Ryszard Kalisz i Robert Biedroń), ale wiadomo za to, że przynajmniej jednej osobie z GI ta propozycja się podoba - w wywiadzie dla Innej Strony Yga Kostrzewa przyznała, że GI zdaje sobie sprawę, że z przygotowaną przez nią ustawą mogą być problemy, i że jest za szeroką współpracą, której efektem będzie ustawa z szansami na powodzenie. Czyli mamy szanse na nowe otwarcie i to jest bardzo dobra wiadomość.

Zła wiadomość jest taka, że, o ile panowie politycy się dogadają, to nowy projekt prawdopodobnie nie obejmie osób heteroseksualnych. Wszystko przez nieszczęsny artykuł 18 polskiej Konstytucji, który, paradoksalnie, skutkuje tym, że większym problemem jest wprowadzenie alternatywnego do małżeństw rozwiązania dla par różno- i jednopłciowych niż wyłącznie dla par jednopłciowych (więcej o tym - tu i tu). Pojawiły się już głosy, że to niesprawiedliwe, że wiele osób heteroseksualnych popierało naszą akcję, ponieważ chcą związków partnerskich również dla siebie. Zgadzam się, to niesprawiedliwe. Więcej, o sprawiedliwości będzie można mówić dopiero w sytuacji, gdy zarówno małżeństwa, jak i związki partnerskie (umowy, cokolwiek) będą dostępne po prostu dla wszystkich (również, tadam!, związków wieloosobowych). Z drugiej strony jakoś nie mam poczucia, że jakakolwiek rozsądna osoba, która dotąd wspierała "Miłość nie wyklucza", nagle stwierdzi, że skoro ustawa ma być tylko dla par jednopłciowych, to ona cznia tę całą zabawę. W ten sposób nie zrobi się ani fajniej, ani równiej, a wydaje mi się, że tak naprawdę na tym polega idea całej akcji. Nie na pisaniu ustaw (choć po trosze też), ale na zebraniu jak największej liczby ludzi, dla których walka o prawa wykluczonych jest po prostu ważna. Stąd chociażby MNW od początku wspiera również postulaty osób transpłciowych.

Nie pamiętam drugiej tak rozwojowej, pozytywnej i skupiającej tak różne osoby akcji jak "Miłość nie wyklucza". I chociażby dlatego uważam, że na tym, co tu i teraz (a tu i teraz są związki dla tych, którzy nie mają literalnie nic), się skończy. Ale może jestem idealistką.

Komentarze

  1. Oczywiście nikt o to nie pytał, nikt tego nie sprawdzał :), ale skądinąd wiemy, że w obecnych działaniach MNW biorą także udział osoby heteroseksualne. I zdają sobie sprawę, że wywalczenie praw dla związków jednopłciowych jest ważniejsze, niż związki partnerskie dla par różnopłciowych. Z oczywistego względu, że związki partnerskie dla zainteresowanych par różnopłciowych byłyby tylko udogodnieniem, ułatwieniem – OPCJĄ, a dla par jednopłciowych WSZYSTKIM możliwym (tu i teraz).

    Tyle z oczywistej oczywistości. Ale jest też druga strona. Ani w wydarzeniu MNW na Fb zbierającym wirtualne 100 tys. „podpisów” poparcia, ani w kampanii wyborczej, ani jakoś w ogóle nigdzie nie widzę żadnej siły, struktury, czy grupy, która zabiegałaby o (jakiekolwiek) związki partnerskie dla par różnopłciowych, czy, powiedzmy, o jakąś formalizację konkubinatów.
    Zapewne takie grupy są, ale ja chcę tylko powiedzieć, że przynajmniej ja ich – w przestrzeni publicznej – jakoś nie dostrzegam.

    Bo gdyby było takie – zorganizowane – wsparcie ze strony „różnopłciowych”, to można by się jeszcze nad sprawą zastanawiać. Bo większe byłoby poparcie, więcej argumentów dla polityków, partii, SN. A tak – nie wiemy w ogóle jak wielkie jest zainteresowanie par różnopłciowych wprowadzeniem nowego rozwiązania – dla nich samych. Wiemy zaś (za sprawą i „100 tys. podpisów”, i kampanii wyborczej), że poparcie dla zniesienia wykluczenia par jednopłciowych jest, i to wcale nie tak małe, jak się mogło komuś wydawać jeszcze niedawno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewna znajoma osoba skomentowała zmianę w sposób następujący, cyt. "czyli od roku robili mnie balona, bo to projekt ustawy nie o związkach, ale małżeństwach i nie partnerskich, ale homoseksualnych".
    Nigdy nie pisałem o sprawiedliwości lub niesprawiedliwości któregoś z rozwiązań. Po prostu heterycy popierający dotąd projekt ustawy dot. "związków partnerskich" nawet bez jego czytania czują się wydymani. To taki kopniak do własnej bramki, że do teraz nie mogę uwierzyć. Dlatego podejrzewam, że projekt dla jednej płci nie przejdzie. Nie dlatego że jest mniej lub bardziej sprawiedliwy, ale dlatego, że okrutnie zawęża grono potencjalnych odbiorców, a tym samym zainteresowanych. Innych, właśnie wyrzuconych znienacka poza margines projektu, po prostu wkurza i nastawia anty.
    Wszystkie strony zaangażowane w projekt proszę o mniej gwałtowne zmiany akcji, bo przy okazji mało sobie mikrofonem oka nie wydłubałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Dzikowy

    mikrofonem? a możesz przybliżyć kontekst???

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy słuchawkach mam mikrofon na elastycznym pałąku, do tego zazwyczaj dynda sobie przy lewej skroni. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. @Dzikowy
    Ok, "wydymani", "kopniak do własnej bramki", "okrutnie zawęża", "wykluczeni poza margines", ale co w związku z tym proponujesz? Akcję pt. "czniamy niekonstytucyjność projektu, i tak go złożymy"? W rozmowach o jakichkolwiek rozwiązaniach dla par jednopłciowych bardzo często padają argumenty typu "nie rewolucja, lecz ewolucja", "najpierw małe rzeczy, potem duże" itd., itp. I, zupełnie paradoksalnie, to jest jak dla mnie jedyne w tej sytuacji rozwiązanie dla par różnopłciowych, które nie chcą (choć mogą) zawierać małżeństw. Metoda małych kroków, której celem ma być albo zmiana Konstytucji, albo inna niż obecnie niestety powszechna interpretacja art. 18. Tyle że pierwszy krok to wprowadzenie związków dla par jednopłciowych (bo to rozwiązanie paradoksalnie ma największe szanse okazać się konstytucyjne). Kolejny - już na jego podstawie - wykazanie absurdalności zapisu w Konstytucji, który miał być skierowany wyłącznie przeciw parom jednopłciowym, a okazał być po części skierowany również przeciw parom różnopłciowym.

    Jeżeli widzisz jakiś inny sposób na wprowadzenie tego typu rozwiązań dla wszystkich przy obecnym stanie prawnym, to proszę, przedstaw go.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przejście ustawy dotyczącej wyłącznie związków jednopłciowych jest praktycznie niemożliwe. Zmiana konstytucji jest praktycznie niemożliwa. Niemniej zmiana konstytucji może z czasem być łatwiejsza, dlatego że ogólny projekt od samego początku ma większe szanse powodzenia. Pasywna większość społeczeństwa chętnie popiera działania na własną korzyść. Tak było w przypadku większości heteryków popierających pierwszy projekt. Teraz nie tylko nie będzie im zależeć, ale wielu będzie czuć się wykorzystanych, tzn. popierali coś innego niż faktycznie jest obrabiane. Przykro mi, ale wszelkie inicjatywy oddolne zachowały się jak regularne partie polityczne - naobiecywały, a potem robią coś zupełnie innego "bo się nie da", "bo niekonstytucyjne" itd. Zostaliście sami na placu boju - krzyżyk na drogę (może być ten z Wiejskiej).

    OdpowiedzUsuń
  7. O, widzę, że ktoś złapał megafocha. I na dodatek robi za głównego specjalistę od prawa i przedstawiciela "heteryków":)

    Jako heteryczka niniejszym zapewniam, że moje poparcie macie. I od początku miałam wrażenie, że to jest projekt przede wszystkim dla Was (może dlatego, że to głównie Wy o niego walczycie).

    OdpowiedzUsuń
  8. Też pisałem, że popieram każdą opcję. Focha nie strzelam, bo dopóki mi coś nie szkodzi (w tym wypadku zaledwie nie pomaga) to popieram i wspieram. Dziwię się tylko wywaleniu takiego ogromu pracy w błoto.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…