Przejdź do głównej zawartości

Po rocznicy - impresje i kontrowersje

fot. Grzegorz Banaszak

Trudno jest podsumowywać imprezę, które się współorganizowało, ale zaryzykuję. Udało się. Na sobotnim beneficie na rzecz akcji "Miłość nie wyklucza" i rocznicy naszego ślubu w jednym dopisali goście i gościnie (przez klub, w sumie niewielki, przewinęło się około 170 osób), artyści i artystki. Nie dotarł wprawdzie, pokonany przez przeziębienie, mój ukochany bard Martin Lechowicz, ale w chyba na dobre wyszło, bo program i tak pękał w szwach. Jak nie było występów, to były powitania, konkursy, licytacja, tort i symboliczny toast. Zebrane i zebrani mieli dłuższą chwilę na złapanie oddechu i pozwiedzanie Pardon, To Tu jedynie przed koncertem Czesława Mozila, kiedy nasz nagłośnieniowiec dwoił się i troił, by podłączyć wszystkie akcesoria, które ekipa Czesława ze sobą przytargała. Część do posłuchania i popatrzenia (kolejno: Maryja Furyja Konopnicka, Da Boyz & the Drag Kids, Furja jako dr Wsadowska, Betty Q & Crew z zapowiedziami Salatix, Czesław Mozil) zakończyła się grubo po północy, potem klub do rana przejął Kolektyw Ladyboy. Gosia i ja wyszłyśmy gdzieś o trzeciej, ostatni goście (i część artystów) koło ósmej. Czyli zdaje się, że było nieźle.

Efekty? Poza świetną (choć nie według wszystkich, ale o tym za chwilę) zabawą, po odliczeniu (niestety niebagatelnych) kosztów nagłośnienia i paru pomniejszych rzeczy (jak zwrot kosztów dojazdu dla artystki) udało się zebrać 1396 zł. Miło. Plus znajomość z Betty Q, Czesławem i drag kingami Elizque Tranglesiasem i Dieterem van Tease (jego numer z grą genderem to dla mnie najlepszy moment wieczoru), którzy wsparli nas po raz pierwszy (pozostałe artystki to już stara benefitowa gwardia), ale mam nadzieję, że nie ostatni. Plus kilka prywatnych znajomości, równie miłych i z szansą na kontynuację. A co się (niektórym, choć zastrzeżenia zgłosiła jedna osoba) nie podobało? Otóż Betty Q, prawdopodobnie najlepsza polska specjalistka od burleski, spełniła jedno ze swoich marzeń i zatańczyła na scenie do śpiewanej na żywo przez Czesława "Fischikelli". Zmysłowo, a jakże. Z odpowiednią dawką erotyzmu i golizny.
fot. Grzegorz Banaszak

I właśnie ów taniec oburzył jedną z gościń na tyle, że poczuła się w obowiązku nas poinformować, że "nie wszystkim się podoba to, co ten koleś wyrabia". Nie mam pojęcia, czy chodziło o złamanie zasad jakiejś hardkorowej wersji feminizmu, czy o coś innego, ale zawsze miałam wrażenie, że jak dwoje dorosłych świadomych osób ma ochotę zrobić coś razem, a tym czymś jest na przykład wspólne wykonanie piosenki, polegające na tym, że on śpiewa, a ona tańczy, zrzuca trochę ciuszków i go tym tańcem uwodzi, to nie ma w tym nic złego. I że w XXI wieku fakt, że kobiety posiadają coś takiego jak seksualność nikogo już nie dziwi czy nie szokuje - szczególnie w gronie osób, które (teoretycznie, wiem) są dość otwarte. W sumie ta sytuacja była dość zabawna, bo spodziewałam się zupełnie innych zastrzeżeń - że klub mały, że miejsc siedzących jeszcze mniej, że stojąco-bujana impreza zakrojona na tyle godzin to przesada. A tu niespodzianka - nic z tego nie było. To dobrze, żeby nie było wątpliwości.

Na koniec dla odmiany trochę malkontenctwa z mojej strony. Najpierw drobiazg - wśród gości był pan związany z Ruchem Palikota, który im więcej pił, tym bardziej próbował się dostać do mikrofonu (raz mu się udało, pod pretekstem udzielenia odpowiedzi na pytanie konkursowe), by poopowiadać, jaka to fajna i tolerancyjna partia. W sumie nic dziwnego, niektórzy politycy tak mają, że muszą się lansować przy każdej okazji, ale co się zirytowałam, to moje. Druga rzecz - biletami wstępu na imprezę były cegiełki. I okazało się, że parę osób (niestety głównie, jak nie jedynie, płci żeńskiej) wpadło na genialny pomysł, by po zostawieniu kurtek w szatni wyjść na zewnątrz i przekazać owe cegiełki znajomym, aby te mogły wejść za darmo. I weszły, a jakże (tak jak i weszło kilka osób, które po prostu "nie zauważyły" naszego "biletera"). I tak - z jednej strony wszelkie obrączkowanie czy pieczętowanie gości i gościń to nic fajnego - w końcu wszyscy są dorośli i chyba wiedzą, co robią. I, obiektywnie rzecz biorąc, takie zachowanie nie generuje jakichś strasznych strat, wszak zazwyczaj cwaniakuje, szczęśliwie, mniejszość. Z drugiej - tego typu zachowanie jest nieładne zawsze, a już szczególnie, gdy się wchodzi na imprezę, która ma na celu zebranie pieniędzy na jakiś cel. W końcu zazwyczaj (a na pewno tak było w tym przypadku) wszyscy pracują wtedy za darmo (czy za symboliczne piwo) - i artyści, którzy ponoszą koszty związane i z przygotowaniem, i z tym, że w tym czasie mogliby wystąpić gdzieś indziej za pieniądze, i organizatorzy, którzy muszą się nieźle nagimnastykować, by i artyści, i goście czuli, że opłacało się na tę imprezę przyjść i ów cel wesprzeć. Nie sądzę, by któraś z tych osób, które uznały, że generalnie mają tę pracę gdzieś, czytała ten tekst, ale na wypadek, gdyby tak było: naprawdę rozumiem, że nie każdego stać, by wydać te 10 czy 15 złotych w sobotni wieczór. Dlatego następnym razem po prostu skontaktujcie się z organizatorami. Pracy jest zazwyczaj dość i dla jednej, i dla pięciu, i dla dziesięciu i więcej osób. Pomożecie - w promocji imprezy, przygotowaniu klubu, opiece nad artystami, zorganizowaniu sprzętu czy czymkolwiek innym - wejdziecie za darmo. Proste i nie trzeba się będzie wstydzić, że ktoś was przyłapał na oszustwie (tak, przyłapane też weszły - jesteśmy frajerami).

Tyle marudzenia. A galeria zdjęć z imprezy tu.

Komentarze

  1. To są jedyne momenty, gdy autentycznie ubolewam nad faktem zamieszkania w dużej odległości od stolicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że tak dużo osób się jednak nie wdarło: jeden pan - stały bywalec klubu - który narobił zamieszania nie tylko na bramce; jedna pani, która udawała, że nie słyszy "biletera", a potem druga, która chyba rzeczywiście już nie słyszała (wyszły razem).
    Plus jedna dziewczyna (znana Gosi, ale nie będę upubliczniał ksywy), która po prostu próbowała oszukać.
    Poza tym mógł się ktoś przemknąć przylepiając się do którejś z ekip artystów.

    Wydaje mi się, że to niedużo, nie ma co łamać głowy. Troszkę przykre było, że chyba nikt się nie skusił na więcej niż jedną cegiełkę.

    Za to jeden kolega (z akcji Miłość Nie Wyklucza) najpierw wygrał na licytacji parasol MNW (i oczywiście zapłacił!), a potem odsprzedał go raz jeszcze (i pieniądze wpłynęły do kasy po raz drugi). Wielkie podziękowania i brawa - bo chłopak jest w sekcji akcji Miłość Nie Wyklucza odpowiadającej za pozyskiwanie środków.
    Czyli jest na właściwym miejscu! :D

    Podsumowując: drobne niesmaczki nie zepsuły znakomitego smaku imprezy, było fantastycznie, atmosfera znakomita i na sali, i w kuluarach (palarni). :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała ta kombinacja z biletami to nie tylko zachowanie nieetyczne, ale po prostu głupie. Nie były to osoby anonimowe, ale znane innym uczestnikom. Za "zaoszczędzenie" głupich 15 PLN, zrobiły sobie syf na przyszłość. Ich wybór, jeśli lubią chodzić z "łatkami" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypomniało mi się coś pozytywnego!
    Otóż wiele osób, wykupując cegiełkę za 15 zł, nie brało piątaka reszty.
    Dziękujemy!

    OdpowiedzUsuń
  5. A propos tych wejść za darmo..
    Przypominają się czasy, gdzie podróżujący ludzie z Polski żeby uniknąć opłaty za toalety, podtrzymywali drzwi dla całej wycieczki, ale jak wiadomo prwadziwa Europa to nie tylko granice na mapie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również żałuje, że mieszkam daleko od stolicy ...
    Gratuluje imprezy :)
    Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Gókina, hds
    Mamy nadzieję ruszyć z benefitami w Polskę, tak że mam nadzieję, że na któryś się załapiecie.

    @Wu
    O kombinacjach z cegiełkami mówiło nam kilka osób, tak że obawiam się, że było więcej takich przypadków. Choć oczywiście masz rację, że to drobiazg na tle całokształtu. Ale mimo wszystko mam wrażenie, że istnieje u nas swoiste przyzwolenie na tego typu działania - że to nie oszustwo, a coś w rodzaju sprytu. Tymczasem jest to po prostu oszustwo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tu muszę niestety przyznać rację - cała grupa znajomych tej dziewczyny, co wiem (i ona też wiedziała, że wiem), że oszukiwała, a było to ok. 10 osób, wiedziała o oszustwie, wspomagała ją i nawet się chyba tym bawiła. Ale to ciągle margines. Dosyć smętków! ;) Pochwalmy raczej Cz., której nie było (hi, hi), ze względu na chorobę, a która na licytacji (książki) wypracowała znaczący procent całej zbiórki.

    No i byłoby fantastycznie, gdyby benefit ruszył w Polskę! To znaczy – NA POCZĄTEK w Polskę. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. @Wu
    Jesteś nieoceniony w wynajdywaniu kolejnych plusów:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny! Gratulacje, wszystko bardzo pro & sexy! Żałuję, że nie widziałam Betty&Co, one są tak hot hot hot!

    Oby tak dalej!

    Tak na marginesie, przecież bez wizerunkowej zadymy nie mogło się obyć. Prawdziwie niehetero dziewczyny nigdy nie chwalą się swoją bielizną, gdy widzą wyeksponowane pończochy uprzejmie zamykają oczy, a ekstrawertyczną seksualnością po prostu gardzą ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też mam nadzieję, że załapię się na jakieś lewe wejście, gdzieś w terenie ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  12. :):):)
    to dobra wiadomość :):)
    zachęcam do wizyty na śląsku (Katowice)
    pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  13. Duuuży plus to szybująca w ostatnich dniach w górę liczba lubiących fejsową stronę "Miłość nie wyklucza" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za możliwość wystąpienia i polecam się na przyszłość! Z mojej perspektywy, wszystko było super!

    Pozdrawiam serdecznie! Dieter aka Edie

    OdpowiedzUsuń
  15. To ja na przyszły rok nauczę się ładnego wierszyka i przyjdę wyspana. Będę się starać w każdym razie ;))

    OdpowiedzUsuń
  16. A moze te osoby, ktore wchodzily bez cegielek to te same, ktore namawialy do glosowania po wielekroc na G+E w konkursie lotniczym? I wtedy to byl tez rodzaj sprytu powszechnie pochwalanego, a nie oszustwo? Albo to te, ktore sie zastanawialy czemu skecz z The Big Gay Sketch Show jest przedstawiany jako kolejny skecz Barbie Girls? Nie mozna byc etyczną tylko wtedy, jak sie samemu, chce, niestety... Potem to sie odbija czkawka, chocby w takiej sytuacji... Pozdro, CeWa.

    OdpowiedzUsuń
  17. CeWa: Masz odwagę podpisać się pod tymi zarzutami swoim imieniem i nazwiskiem? I dodać zdjęcie?
    Nie wydaje mi się.
    Zanim więc kogoś o coś oskarżysz, przeczytaj uważnie ten blog, a znajdziesz odpowiedzi na swoje zarzuty.
    Miłej lektury życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Serio, CeWa, Shadow, czy jak się teraz zwiesz, serio? Wiesz, nie śledzę życia dziewczyn tak obsesyjnie jak Ty, więc chętnie poznałabym źródło tych rewelacji. Choć obawiam się, że jest to to samo źródło co zwykle, czyli Twoja karmiona niechęcią do dziewczyn wyobraźnia.

    Gosiu, Ewo, mam nadzieję że się tym nie przejmujecie. Najlepszego!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…