Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

Galeria potworów - część pierwsza

Ten post powstał z dwóch powodów. Pierwszy: dość często słyszę opinie, że moje teksty o działaczach i działaczostwie są zrozumiałe jedynie dla garstki ludzi, którzy są na bieżąco z tym, co się dzieje (głównie) w Warszawie. Postanowiłam więc ułatwić czytelniczkom i czytelnikom zadanie i opisać, kto jest właściwie kim. Drugi to chęć zebrania w jednym miejscu negatywnych komentarzy (tych zasłyszanych i tych znalezionych w sieci) na temat "twarzy środowiska". Dlaczego akurat negatywnych? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że mam paskudny charakter. A poza tym, skoro już planujemy wojnę torebkową, to dobrze jest wiedzieć, kogo i za co należy prać. Niniejszym proszę o włączenie poczucia humoru i nastawienie go na maksimum. Oraz o łagodny wymiar kary - owszem, wiem, że właśnie zasłużyłam sobie na (niejeden) cios torebką w łeb, ale bardzo proszę, by owa torebka była pozbawiona cekinów przynajmniej z jednej strony.

Jacek Adler – słowo, które najlepiej go określa, to "pragnie". Pra…

Tęczowa trybuna

Update: Sprawa okazała się fałszywką. A konkretnie sposobem na promocję sztuki Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego "Tęczowa Trybuna 2012". Szczegóły tu.

Homofobia w polskim sporcie, a już szczególnie w piłce nożnej, jest czymś tak oczywistym, że nie ma co się nad nią rozpisywać. Tak samo jak i nad tym, że ani związki sportowe, ani tym bardziej politycy nie uważają tego problemu za na tyle istotny, by się nim zająć (lub też, co nawet bardziej prawdopodobne, w ogóle nie zdają sobie sprawy z jego istnienia). Gdy np. w Niemczech w promowanie postaw otwartości i wpieranie nieheteroseksualnych sportowców angażują się zarówno sami sportowcy (jak członek reprezentacji Niemiec Philipp Lahm), jak i działacze sportowi (jak przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Piłki Nożnej Theo Zwanziger), brytyjscy fani futbolu w przeważającej większości opowiadają się przeciwko homofobii w piłce nożnej, a Duńczycy pozbywają się z klubu bramkarza Arkadiusza Onyszko za umieszczenie homofobicznych …

Which Side Are You On?

Piosenka, która posłużyła za tytuł posta, to folkowy protest song amerykańskiej aktywistki Florence Reese, napisany w 1931 podczas zorganizowanego przez jej męża strajku górników. Wielokrotnie przerabiany i śpiewany, skusili się na niego między innymi  Billy Bragg, Dropkick Murphys i Natalie Merchant. Tą piosenką, z nowymi słowami, zakończyła swój wczorajszy koncert w manchesterskim The Lowry Ani DiFranco. W jej wydaniu to mocny społeczny, polityczny i feministyczny kawałek (dodatkowy smaczek to mój ulubiony z instrumentów Ani - gitara tenorowa):



To był dobry koncert. Mimo że moim marzeniem, które nigdy się nie spełni, jest zobaczenie Ani na żywo z zespołem, z którym grała na przełomie XX i XXI wieku, to jej solowe występy mają w sobie coś z klimatu początków jej działalności ponad 20 lat temu, kiedy z jedną tylko gitarą (teraz ma ich pewnie kilkadziesiąt) podróżowała po Stanach, dając setki koncertów i budując rzeszę swoich wyznawców (bo trudno ich nazwać fanami). Oczywiście tylko dy…

Gdzie tu sens i logika?

Korzystając z tego, że Ewa jest Manchesterze i czeka na swoją Little Folksinger (mam nadzieję, że nie pod The Lowry, bo koncert dopiero za kilkanaście godzin), dorzucę kolejne trzy grosze do okołoparadowej dyskusji, rozpoczętej "manifestem" o zdejmowaniu parady z ramówki.
Jak można się było spodziewać, komentarze wokół niego (tutaj, u Abiekta i na Homikach) w dużej części skupiły się nie na meritum sprawy, ale na modnym temacie wizerunku osoby nieheteroseksualnej. Jak zwykle pojawiła się grupka osób, które nie życzą sobie, aby reprezentowały je "babochłopy" oraz "przegięte ciotki", bo osoby z owej grupki wyglądają "normalnie", są "kobiece" i "męskie" (szczerze pisząc, nadal nie wiem, co to właściwie znaczy), a przez takich "nienormalnych" muszą się tłumaczyć przed swoimi znajomymi, że oni wcale nie są tacy, jak owi "reprezentanci" itd., itp., znamy to wszystko na pamięć.
Nie chcą, myślę sobie, mają prawo nie…

Do posłuchania, do poczytania

Już jutro (piątek, 21 stycznia) w Śnie Pszczoły impreza benefitowa na rzecz akcji "Miłość nie wyklucza". I tak się miło składa, że zagrają na niej jedne z najfajniejszych pań na polskiej scenie muzycznej. Po pierwsze zespół Rajstopy Heleny, który na You Tube określa się jako pierwszy w Polsce feminizujący zespół rockowy z domieszką lycry. W profilu zespołu na MySpace możemy dla odmiany przeczytać, że panie specjalizują się w muzyce eksperymentalnej, komediowej i religijnej. Hmm... No nic, jak zwał, tak zwał, grunt, że Rajstopy Heleny łączą naprawdę dobre teksty z absolutnie słuchalną muzyką, co w połączeniu daje kombinację, którą naprawdę warto zobaczyć na żywo. A tu przedsmak dla ciekawych:



Na rzecz "Miłość nie wyklucza" zgodziła się też zagrać Agnieszka Olszewska (Back To The Ocean), którą przedstawiałam tu. Od czasu, kiedy o niej pisałam, dorobiła się swojego kanału na You Tube, tak że bardzo, bardzo namawiam do posłuchania. Na zachętę mój ulubiony kawałek:



Chce…

Jak zrobić Paradę?

Nie trzeba było długo czekać na kolejne głosy w debacie na temat Parady Równości. Swoją opinię wyraził Hiacynt (Parada być musi!), Yga (fakt, organizacje są zmęczone, poza tym z tegorocznym komitetem organizacyjnym mi nie po drodze), Niebieski na Homikach (kwestie wizerunkowe), do tematu wróciła też Inna Strona. Na Gaylife Łukasz Pałucki przekonuje, że przeciw komercjalizacji Parady najgłośniej gardłują ci, którzy najwięcej na tym wydarzeniu zyskiwali (materialnie, żeby nie było wątpliwości; czyli że znowu ktoś mnie wyrolował). A Wojtek pyta, jak walczyć o prawa wszystkich wykluczonych i stwierdza, że Parada tego nie załatwi. W komentarzach pod tekstami jak zwykle najwięcej mówi się o tym, jak kto powinien wyglądać, co założyć i jak się poruszać. Nikt za to póki co nie zająknął się w temacie "gdzie są te tysiące osób nieheteroseksualnych, które chciałyby się w organizację Parady/alternatywnego wydarzenia zaangażować". Ale może się jeszcze pojawią, przynosząc energię i świeże…

Co, jeśli Parady Równości nie będzie?

Homiki już to wrzuciły, więc nie ma co się dłużej krygować - pod wpływem ostatnich dyskusji wokół Parady Równości napisaliśmy z Wojtkiem coś w rodzaju manifestu. Dyskusji nadal niepełnej, bo brakuje w niej głosu tych, o których myślałam, że będą mieć najwięcej do powiedzenia w sprawie Parady - naszych organizacji. To milczenie oznaczać może tak naprawdę jedno - że prawdopodobnie nie zamierzają się one włączyć w organizację Parady. Nie mam wątpliwości, że marsze i parady są ważne i potrzebne, ale z drugiej strony prawda jest taka, że od jakiegoś czasu na tę największą, warszawską, chodzę jedynie dlatego, że uważam, że powinnam, a swoje zaangażowanie w nią ograniczam do pomocy w kilku wydarzeniach okołoparadowych. Tak więc mimo wszystko trudno mi się dziwić, że organizacje wydają się mieć trochę dość angażowania się w to wydarzenie. Może więc przyszedł czas, by podyskutować już nie nad kształtem Parady Równości czy nad tym, kto powinien ją organizować, ale nad sensem organizowania jej z…

Millenium, wszechpolacy i zaproszenie

Zacznę od dwóch sprostowań. Pierwsze dotyczy wpisu o "Millenium", w którym postawiłam pierwszą część trylogii bardzo wysoko nad drugą i trzecią, co wzbudziło żywe (i słuszne) protesty w komentarzach. Rzeczywiście część pierwsza rządzi, jeżeli wziąć pod uwagę tylko filmy (i tylko je i pierwszą część książki brałam pod uwagę, recenzując sagę). Nadrobiwszy zaległości czytelnicze i dosłownie pochłonąwszy "Dziewczynę, która igrała z ogniem" i "Zamek z piasku, który runął", zwracam honor Larssonowi (a przy okazji wielkie "buuu" dla reżysera, który skopał tak doskonały materiał). Czyta się z zapartym tchem, dobrych wątków jest mnóstwo, tak że nie podejmuję się wyliczać wszystkiego, co mi zapadło w pamięć. Najbardziej chyba rozbawiła mnie część pokazująca, jak karykaturalne rozmiary może przybrać homofobia (media przez całe miesiące ekscytujące się wątkiem "gangu lesbijek satanistek") oraz seksizm (krótka kariera Eriki Berger w piśmie SMP, pod…

Jeszcze konkurs oraz debilizm roku (oby!)

Muszę przyznać, że przez chwilę rozważałam zgłoszenie naszego bloga do konkursu Blog Roku. Ale potem pomyślałam, że póki co wszelkich konkursów mam chyba dość. Zresztą reprezentację mamy zacną, a pozycja kibicki jest mniej stresująca niż konkurentki. Komu zatem, oprócz Abiekta, kibicuję? W kategorii "Ja i moje życie" są dwa zaprzyjaźnione blogi - Drevniego Kocurka i Motylka. Przyznam szczerze, że, jako nałogowa pochłaniaczka informacji, nie przepadam za blogami poświęconymi po prostu codzienności, ale są wyjątki - blog Baluka, Kane (choć ten jest z pogranicza, bo jest codzienność, ale jest też miejsce na sprawy społeczne i kulturę) oraz właśnie te dwa. Za co je lubię? Za dobry język, piękną szatę graficzną (to wbrew pozorom bardzo ważne rzeczy, w sieci jest mnóstwo miejsc, które by były nawet świetne, gdyby ich twórcy trochę się do nich przyłożyli, a tak, na skutek ich niedbalstwa, po prostu straszą) oraz niesamowite ciepło. To taki trochę inny świat - polecam odwiedziny, sz…

Bardzo męska Parada Równości

Pamiętacie, jak marudziłam, że w Fundacji Równości jest mało kobiet i że są one spychane na dalszy plan? Odszczekuję! Dziś zapoznałam się z nową stroną internetową Społecznego Komitetu Parada Równości 2011. Strona niczego sobie, natomiast skład komitetu organizacyjnego i lista partnerów powalają. Dobrze się domyślacie, nie ma tam ani jednej kobiety i ani jednego portalu LBT. Zaiste, czeka nas w tym roku Parada Równości w nowej formule, jak zapowiadają jej organizatorzy na łamach "Gazety Stołecznej". Będzie nie tylko mniej polityczna (jeszcze mniej?!), a bardziej muzyczna, ale i bardzo męska. Rzecz jasna daleka jestem od podejrzewania panów z komitetu organizacyjnego o celowe wykluczanie ze swojego grona kobiet (choć gdy dostałam zaproszenie na spotkanie organizacyjne do klubu Fantom, to prawie spadłam z krzesła). Jednak ów skład komitetu i lista partnerów sprawiły, że przyszło mi do głowy kilka, być może średnio oryginalnych, refleksji.

Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, b…

Polska służba zdrowia i Blog Roku

Zostałyśmy z Gosią zaproszone na konferencję na temat wielokulturowości w pielęgniarstwie. Jeden z tematów dotyczy osób LGBTQetcetera w kontakcie z ochroną zdrowia. Muszę przyznać, że pod tym względem nasze doświadczenia są w większości bardzo pozytywne - może dlatego, że miałyśmy szczęście trafiać na otwartych lekarzy i lekarki, choć pewnie również z tego powodu, że (dzięki mojej firmie) jesteśmy beneficjentkami prywatnej służby zdrowia. Fakt faktem, że nigdy osobiście nie zetknęłyśmy gorszym traktowaniem ze względu na orientację psychoseksualną - gdy Gosia była w szpitalu, mogłam u niej siedzieć dzień i noc, nasza ginekolożka, ilekroć u niej jesteśmy, dopytuje się, kiedy się w końcu zdecydujemy na dziecko itd., itp. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają takie dobre doświadczenia oraz że problemy, z którymi zgłaszamy się do lekarza, w pewnej części różnią się w zależności od tego, jakiej płci jesteśmy. Dlatego chciałabym was prosić, abyście podzielili i podzieliły …

Przyleciał!

Czy ktoś wie, gdzie przebiega granica między psychofanieniem a stalkingiem? Mam dwa tygodnie, żeby się tego nauczyć.

PS Info dla tych, którzy czytają nas od niedawna - tak, mam świra na punkcie tego, co robi ta pani.

In vitro dla gejów

Do tego, że dla sporej rzeszy dziennikarzy (i nie tylko) słowo "gej" jest synonimem "osoby nieheteroeksualnej" zdążyłam się już przyzwyczaić. Oczywiście od czasów, kiedy to "Wyborcza" nadała tytuł "Geje wygrali z PiS" informacji o wygranej czterech lesbijek z poznańskimi radnymi PiS w sprawie o znieważenie (wrzesień 2006) widać pewną poprawę, ale mimo wszystko wciąż w doniesieniach medialnych dominują geje. Pod koniec 2008 roku "Replika" monitorowała największe ogólnopolskie dzienniki i tygodniki między innymi pod kątem występowania określonych słów kluczowych. Wtedy słowo "gej" pojawiało się w prasie 3 razy częściej niż "lesbijka", ale aż 10 razy częściej niż "biseksualista" czy "transseksualistka". Trudno powiedzieć, na ile się to zmieniło w ostatnich dwóch latach, ale zakładam, że jeżeli już, to pewnie na korzyść lesbijek i osób transseksualnych (za sprawą działań fundacji Trans-Fuzja). Nie zm…

Powiedz tej swojej KPH...

Na forum Kobiety Kobietom znowu ciekawa dyskusja. Pretekst - "happening ślubny" organizowany przez niszową partię lewicową we Wrocławiu. Pokrótce (na wypadek, gdyby ktoś jeszcze o tym pomyśle nie słyszał) rzecz wygląda tak, że owa partia poszukuje pary kobiet, które, cytuję, "przebiorą się w suknie ślubne i wystąpią przed ludźmi na Rynku oraz spotkają się z mediami, aby promować tolerancję". Termin: tuż przed wyborami parlamentarnymi. Cel: no, na pewno nie promocja tolerancji. Raczej owej partii.

Jak się łatwo można domyśleć, pomysł akceptacji nie zyskał. A przy okazji dyskusji nad nim wyszło kilka rzeczy. Pierwsza to sprawy wizerunkowe, do których się odnosić nie będę. Druga - znacznie ciekawsza - to postrzeganie organizacji przez niektóre uczestniczki dyskusji. I ta część, przyznam, była dla mnie bardzo ciekawa. Po pierwsze wyszło na to, że działania naszych organizacji (zidentyfikowanych jako KPH, Lambda i nic więcej) ograniczają się do: krzyczenia, plucia, szcz…

Lisbeth Salander - bohaterka naszych czasów

Postanowiłam się w końcu zmierzyć z fenomenem trylogii "Millenium". W sumie skusiłam się na  trzy części filmu - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął" - oraz pierwszy tom książki Stiega Larssona. Po kolejne być może sięgnę, ale raczej nie kupię, chyba że po lekturze jednak okażą się tego warte.

Co zabawne, po "Millenium" sięgnęłam bynajmniej nie dlatego, że jego główna bohaterka jest nieheteroseksualna. Ba, nie miałam o tym zielonego pojęcia, pewnie dlatego, że wszelkie modne książki czy filmy (vide "Kod Leonarda da Vinci" czy "Avatar") działają na mnie jak płachta na byka i z daleka omijam wszelkie doniesienia na ich temat. Dlaczego więc w końcu skusiłam się na "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet"? Bo doczytałam się, że za amerykańską wersję ich ekranizacji zabiera się uwielbiany przeze mnie David Fincher. I że z pewnością będzie to chała…

Kalendarz na 2011?

Na stronie Velvetpark Magazine pojawił się ranking 25 kobiet LBTQ, które przyczyniły się w tym roku do zwiększenia widoczności kobiet nieheteroseksualnych w takich obszarach jak kultura oraz walka o równe prawa. Dlaczego zwracam uwagę właśnie na to podsumowanie? Bo bierze pod uwagę wyłącznie inicjatywy pozamainstreamowe lub, w najgorszym wypadku, niecelebryckie. Przy okazji czytania (bardzo polecam) naszła mnie refleksja, że w swoim podsumowaniu skupiłam się na inicjatywach i nazwiskach, o których było, cóż, dość głośno. Tak że dziś mały i niedoskonały (oraz niemal czysto kobiecy) suplement. Oraz prezent na Nowy Rok, ale to na końcu.

Zacznę od czegoś oczywistego: za niemal każdą inicjatywą stoi nie tylko osoba (osoby), która jest najbardziej widoczna, ale też przynajmniej kilka innych, które pracują równie ciężko jak liderzy. O większości z nich nie mamy szansy usłyszeć, a więc tym bardziej ich docenić, dlatego trudno się zżymać, że nie ma ich we wszelkich rankingach i podsumowaniach.…