Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2011

Przyjemny i rozpoznawalny(?) kłopot

Znamy już wyniki ankiety ewaluacyjnej dotyczącej akcji "Miłość nie wyklucza", przeprowadzonej wśród osób LGBTQetcetera. O szczegółach ewaluacji pisze Wojtek, w każdym razie ankieta nie była rozprowadzana "oficjalnymi" kanałami akcji, respondenci nie wiedzieli też, kto ją przygotował, a pytania dotyczyły różnych kampanii społecznych - m.in. "Razem bezpieczniej" (KPH) i "Zgłaszam problem" (Lambda Warszawa). Szczegółowe wyniki tu, generalnie optymistyczne, bo okazało się, że "Miłość nie wyklucza" jest najbardziej rozpoznawalną kampanią z wymienionych w ankiecie - kojarzy ją aż 80 procent respondentów (ciekawe, co na to Anna Laszuk, która niedawno pisała, że "Miłość nie wyklucza" to akcja znana wyłącznie użytkownikom i użytkowniczkom Facebooka?). Dla mnie najciekawsze jednak było ostatnie pytanie ankiety, w których sprawdzano, z jaką akcją respondenci kojarzą... Gosię i mnie. A konkretnie pokazano nasze zdjęcie i zapytano, w któr…

Lekcja czwarta: Ciało miała miętkie jak galaretka

Po pierwsze ostrzeżenie: poniższy wpis może zawierać treści przez niektórych uznane za erotyczne (autentyczny cytat z jakiegoś portalu randkowego).Tak że aby przeczytać ten wpis, musisz mieć ukończone 18 lat. Teraz niech każdy i każda sobie odpowie, czy ma lat to 18 skończone. Jeśli tak, może czytać sobie dalej. Jeśli nie, niech omija ten wpis z daleka.
Na wstępie dla tych, co lubią fakty, dwa sprostowania do poprzedniej lekcji w jednym: z Sigmy wyrzucono nas przed rejestracją stowarzyszenia, a niedługo po nakręceniu filmu dla Channel4 (nie BBC Channel 4), czyli w 1989 roku. I oświadczenie: niniejszym wyżej podpisana oświadcza, iż nieprawdą jest, jakoby w tamtych czasach każda spała z każdą. A przynajmniej nic wyżej podpisanej o tym nie wiadomo.
Mamy rok 1990, grupa zapaleńców po dokonaniu malwersacji pieniędzy Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Grup Lambda celem zakupu czajnika dzielnie uczęszcza na szkolenia. Jesteśmy tak zdolni, że psycholog zastanawia się, czy jest ktoś, kto przyjmie …

Internet jest konserwą?

To, że niektórzy mogą mieć problem z tym, że Maria Konopnicka była związana z Marią Dulębianką, jestem w stanie jakoś zrozumieć. W końcu niektórzy potrzebują co najmniej zdjęć przedstawiających kogoś w niedwuznacznej sytuacji, by do nich dotarło, że coś jednak musi być na rzeczy. To, że panie przez dwadzieścia lat były praktycznie nierozłączne, że Konopnicka od momentu, gdy związała się z Dulębianką, nie pisała już listów jako "ja", ale jako "my", że w końcu jej "Pietrka" pochowano z nią w jednym grobowcu to najwyraźniej za mało. Zupełnie za to nie jestem zrozumieć, jak ktoś może mieć problem z zaliczeniem osoby walczącej o prawa kobiet do kategorii "feministki i feminiści". Że w tamtych czasach nie było brzydkiego słowa "feministka"? Było za to "sufrażystka" i "emancypantka", które w "feministki i feminiści" się mieszczą. Przynajmniej według Wikipedii, bo o niej mowa. A jednak ani Konopnicka, ani Dulębia…

"Tęczowa rewolucja"? Jestem na tak

Na początku kwietnia ukaże się zbiór wywiadów z magazynu "Replika" pod jakże chwytliwym tytułem "Tęczowa rewolucja". Notka o książce ukazała się już na większości portali, zaocznie wyrazili co do niej wątpliwości blogerzy - LGBTeka i Abiekt. Rzeczywiście zapowiedź nie brzmi jakoś superszałowo:

"Tęczowa rewolucja" to zbiór wywiadów Mariusza Kurca i Krzysztofa Tomasika z ludźmi, dla których seksualność - również ich własna - nie jest tematem tabu. Geje i lesbijki, znane postacie życia publicznego opowiadają o tym, co znaczy być "odmiennej" orientacji seksualnej w Polsce początku XXI wieku. Jest też miejsce dla osób biseksualnych i transpłciowych. Wtórują im przyjaźni idei równości heterycy i heteryczki, bez których tęczowa rewolucja nie byłaby możliwa. 

W pierwotnej wersji zapowiedzi na stronie wydawcy było też i takie zdanie: "Tęczowa rewolucja" to zbiorowy coming out znanych osób życia publicznego. Ale szczęśliwie już go nie ma. Główne …

Mizoginia z maślanką

Pomysł, bo spróbować się tu jakoś rozprawić z gejowską mizoginią czy, mniej dosadnie, z lekceważeniem kobiet, chodzi mi po głowie już od dość dawna. A właściwie to pojawia się, ilekroć czytam na którymś z "naszych" portali komentarze w rodzaju:

Ale walczcie sobie, feministki. Będzie sobie potem same lizać te wasze kudłate cipki. 

Niestety elokwencją toś nie błysnęła. Co najwyżej kokieterią... to takie kobiece. (oba pod newsem o Manifie)

Co złego było w moim usuniętym komencie, żeby podstarzała lesba zajęła się swoim potomstwem, a nie grasowała po gieel po nocy? (pod relacją ze spotkania komitetu organizującego tegoroczną Paradę Równości)

Czyli dość często, niestety. Rzecz jasna, problem nie w samych komentarzach, a w tym, z czego wynikają. Nie, bynajmniej nie zamierzam się zajmować rozważaniem, czy tego typu teksty wynikają z kiepskiego poczucia humoru, czy po prostu z braku kultury piszących, wszak to, że (pozorna) anonimowość nie sprzyja zachowaniu poziomu w sieci, to żaden n…

Lekcja trzecia: A Lambda Warszawa kupiła czajnik

Zanim przejdę do kolejnej lekcji, korzystając z okazji, informuję wszystkich, którzy czekają na ciąg dalszy "Znaku smoka" ,że rozdział drugi już mam w głowie w całości, co oznacza, że jest szansa, że w ciągu dwóch, no może trzech tygodni pojawi się na blogu.

A teraz drogie dzieci posłuchajcie, jak to drzewiej bywało.
Tak jak pisałam w poprzednim odcinku, w 1989 roku Channel 4 nakręciło film dokumentalny o niewesołej sytuacji polskiego geja, jeszcze wtedy pedała, i, o dziwo, również polskiej lesbijki. Udało się to chyba tylko dlatego, że producentka była kobietą, a czy lesbijką, tego nie wiem. Za to niejedna, a raczej na pewno jedna (i nie byłam to ja) marzyła, żeby prowadząca się nią okazała. Niestety, byłyśmy zbyt młode i nieśmiałe, żeby pogłębić temat. W każdym razie w należącym jeszcze wtedy do ZSP klubie Sigma, którego szefem był wtedy nie kto inny, jak łamacz niewieścich serc Jarek Ender, odbyło się wówczas spotkanie działaczy, a po nim dyskoteka. Nie pomnę, czy stało s…

Źle się dzieje...

Miała być kolejna lekcja historii (tu znajdziecie pierwszą i drugą) i obiecuję solennie, że niedługo się pojawi (jak tylko ustalę wszystkie daty). Dzisiaj jednak chciałabym napisać o tym, co mnie w ostatnim czasie wkurzyło (tak, to jest eufemizm).

Po pierwsze historia, która wydarzyła się w związku ze śmiercią Darii Chmielewskiej. Jako że Jedyna wyznawała wiarę katolicką, grupa kobiet, chcąc uczcić jej pamięć, zrzuciła się na mszę. Moje nastawienie do instytucji zwanej Kościołem katolickim jest negatywne (to również eufemizm) i cynicznie mogłabym napisać, co zresztą niektórzy zrobili na różnych forach, że tego, co się stało podczas mszy, można się było spodziewać. Ale rozumiem, że człowiek to taka istota, która wierzy, oprócz tego, że czasem/często w jakieś bóstwo, to także i w drugiego człowieka. Że uszanuje, że zrozumie, że nawet jeśli coś nie jest zgodne z jego światopoglądem, to pominie to milczeniem. Podobno, tak przynajmniej twierdzą niektórzy, księża powinni być pod tym względe…

Bielsko-Anielsko

Wróciłyśmy z Bielska-Białej. Zazwyczaj po powrocie z festiwalu wystawiam laurkę organizatorom i organizatorkom. Tym razem... będzie tak samo. I to bynajmniej nie z czystej kurtuazji, zdarza mi się strzelić focha po występie, jak to było w przypadku Poznania, ale Vagina Dentata Fest nie ma u mnie szans nawet na foszka. Nie wiem, może już trochę odwykłam od wyjazdów i od tego, jak wspaniali i troskliwi potrafią być organizatorzy (w tym przypadku organizatorki) tego typu wydarzeń i stąd mam tak pozytywne wrażenia z tego wyjazdu, ale to chyba jednak nie to. Ale może od początku.

Nie jestem niestety w stanie ocenić całego festiwalu, bo na większość wydarzeń się nie załapałyśmy, ale to, co się działo wokół naszego występu, to jak dla mnie podręcznikowy przykład, jak należy tego typu wydarzenia organizować. Wszystko dopięte na ostatni guzik, na kilka tygodni przed festiwalem znałyśmy warunki techniczne i lokalowe, nie było też żadnych problemów z noclegiem dla Absika (nasz pies - to tak dla …

Barbie Girls w Bielsku-Białej

Jak wiecie, kabaretu Barbie Girls już nie ma. Kończąc karierę, obiecałyśmy jednak, że jeżeli dostaniemy zaproszenie z miasta, w którym nie miałyśmy okazji wystąpić, to, o ile nic nam nie stanie na przeszkodzie, na pewno się tam pojawimy. I tak już w najbliższą sobotę występujemy w Bielsku-Białej, w ramach Vagina Dentata Fest. Będziecie mogli nas obejrzeć w klubie Backstage (ul. Partyzantów 15) o godzinie 18, a planujemy pokazać coś (w miarę) nowego, coś starego i coś pożyczonego.

Po nas wystąpią Rajstopy Heleny, Antidotum i Translola, a potem zagra DJ Minimalnie, więc zapowiada się niezła impreza. Zapraszamy!

A skoro już przy niezłej zabawie jesteśmy, to ostatnio w dostarczaniu mi rozrywki przoduje niejaki Łukasz Adamski z Frondy. Trudno mi było dotychczas znaleźć dla niego miejsce na tym blogu, ale jako że jego teksty idealnie wpasują się w klimat kabaretowy, nie mogę się oprzeć pokusie, by w końcu nie przytoczyć próbki jego radosnej twórczości.

Brytyjski minister sprawiedliwości orze…

Dyskryminacja się opłaca?

Dyskryminacja się opłaca - pisze Agnieszka Graff w ostatnich "Wysokich Obcasach", odpowiadając Tomaszowi Lisowi, który postawił niedawno tezę, że wyrównywanie płac nie ma nic wspólnego z feminizmem, to jest po prostu kwestia opłacalności, bo kobiety, zarabiając tyle samo co mężczyźni, będą też automatycznie dawały więcej społeczeństwu.

Opłaca się komuś zapłacić mniej, niż mu się należy. Bo można, bo ten ktoś nie ma tupetu albo nie ma wyjścia. Opłaca się kobiety masowo zatrudniać bez umowy o pracę, wyrzucać, gdy zachodzą w ciążę. A państwu opłaca się nie liczyć z kobietami, bo wiele naszych żądań – refundacja in vitro, walka z przemocą w rodzinie, żłobki i przedszkola – po prostu musi kosztować. (...) Wyzysk się opłaca. Podobnie było z niewolnictwem i pańszczyzną. To nie w imię "opłacalności" zostały zniesione - pisze Graff.

Czytając jej felieton, zaczęłam się zastanawiać, komu właściwie opłaca się dyskryminacja osób nieheteroseksualnych. Pomijając oczywistą oczywist…

XII Manifa za nami

Tegoroczna, XII już warszawska Manifa będzie mi się kojarzyć przede wszystkim z dwoma smutnymi wydarzeniami. Pierwsze to śmierć Izabeli Jarugi-Nowackiej, której zadedykowany był przemarsz, a którą ostatni raz widziałam rok temu, na Manifie właśnie. "Uczcijcie Izę nie minutą ciszy, ale głośnym sprzeciwem wobec dyskryminacji" - mówiła dziś do zebranych na Placu Defilad jej córka Barbara. Dzień przed Manifą zmarła po ciężkiej chorobie Daria "Jedyna" Chmielewska - działaczka i organizatorka wspaniałych imprez, dzięki którym wiele dziewczyn odnalazło się w środowisku, odważyło na pierwsze coming outy, nawiązało pierwsze przyjaźnie, a którą być może pamiętacie z tej akcji:
I ona, za sprawą jej przyjaciółek, była obecna na Manifie: Choć sam przemarsz (tradycyjnie spod Pałacu Kultury pod Sejm), tym razem pod hasłem "Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!", był jak zwykle dobrze zorganizowany i energetyczny, to jednak, może właśnie dlatego, że zabrakło tych dwóch jego ucze…

Odrobina narcyzmu

No dobrze. Zazwyczaj nie podobam się sobie na zdjęciach. I, poza relacjami z konkursu SAS i podróży poślubnej, chyba dość rzadko wrzucam tu nasze fotki. Ale tym razem fotografował nas Jacek Poremba, więc... Same i sami widzicie.
 Fot. Jacek Poremba, sesja dla "Glamour"
Wywiad, na potrzeby którego Jacek zrobił nam zdjęcia, ukaże najprawdopodobniej w najbliższym numerze "Glamour" (do kupienia w ostatnim tygodniu marca). Wyszło fajnie i ciepło, taką mam przynajmniej nadzieję.

Dobro dzieci w "niekonserwatywnych" rodzinach

Tak dużo jak w ostatnich dniach o naszych sprawach chyba dawno się w kręgach ustawodawczych nie mówiło. Senat (głosami PO) ostatecznie nie przyjął poprawki do ustawy o prawie prywatnym międzynarodowym, zgodnie z którą przepisy prawa uznające związki osób tej samej płci miały nie wywierać skutków prawnych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Przy okazji politycy PiS mieli okazję kilkakrotnie popisać się wypowiedziami, z których do historii chyba przejdzie: "Nie bójmy się tutaj opinii, że jesteśmy homofobami" Czesława Ryszki, a Włodzimierz Cimoszewicz, ten sam, który parę dobrych lat temu, gdy pełnił funkcję marszałka Sejmu, nie dopuścił do pierwszego czytania projektu ustawy o związkach partnerskich, opowiedział się za ich wprowadzeniem, w okrojonej formie, ale jednak. Tymczasem SLD zapowiedziało na marzec projekty ustaw o związkach partnerskich i mowie nienawiści. Cóż, czekam niecierpliwie na efekty. Nie, żebym wierzyła, że się tak szybko doczekam, ale pomarzyć zawsze mo…

Prawo do rozmnażania podstawowym prawem człowieka

Dziś w Senacie debata na temat rządowego projektu prawa prywatnego międzynarodowego. A konkretnie tego, czy należy doń dopisać, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny (pomysł ten przepadł podczas głosowania w Sejmie). Z tej okazji Kancelaria Senatu zamówiła opinie prawne u pięciu specjalistów, by się upewnić, że ustawa nie umożliwia uznania niektórych skutków związków osób tej samej płci zawartych za granicą. Wypowiedział się między innymi ekspert od praw człowieka prof. Leszek Wiśniewski z Instytutu Nauk Prawnych PAN, który nie dość że chce zapisu w ustawie, że w Polsce za małżeństwo uznaje się jedynie związek jednej pełnoletniej kobiety z jednym pełnoletnim mężczyzną (a co z osobami niepełnoletnimi, które, pod pewnymi warunkami, mogą w Polsce zawierać małżeństwa?!), to za orientację seksualną uznaje między innymi pedofilię. Żeby było jeszcze ciekawiej, według niego podstawowym prawem człowieka jest prawo do zachowania gatunku, a "pary homoseksualne nie wnoszą niczego …