Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2011

OBOP: Polacy za związkami. PO: who cares

Według najnowszego sondażu TNS OBOP przeprowadzonego dla "Gazety Wyborczej" aż 54 procent badanych jest za wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich. Przeciw jest 41 procent, a 6 procent nie ma zdania na ten temat. Dla porównania - gdy w 2010 roku CBOS zapytał Polaków i Polki o związki, za było 45 procent.

Rozwiązanie to poparło ponad trzy czwarte zwolenników SLD, ale też dwie trzecie wyborców PO. Co na to politycy? Sondaż skomentował dziś w radiu TOK FM szef doradców premiera Michał Boni:

Procesy kulturowe w Polsce zachodzą jednak dość powoli, trzeba dostosować przepisy prawa do tego, czy my je akceptujemy czy nie(...).Te wyniki badań oczywiście pokazują w jakim punkcie jest społeczeństwo, chociaż zawsze można dyskutować o skali badań.

Zapytany przez Dominikę Wielowieyską, czy PO poprze ustawę, gdy poparcie dla niej wzrośnie do 70 procent, wywinął się:

To nie chodzi o to, żeby patrzeć na wyniki. Ja używam takiego pojęcia w wielu dziedzinach: jest taka masa krytyczna społ…

Garnitur na fejsie

Stało się. Długo się wahałam, bo prywatnych stron na Facebooku mamy już trzy (Barbie Girls, Gosia & Ewa in the Air i Gosia & Ewa - Final Countdown), do tego każda z nas ma na głowie po kilka profili związanych z działalnością zawodową, ale w końcu i nasz blog dorobił się swojej strony w "nowym internecie" (jak, chyba słusznie, nazywa fejsa znajoma z pracy). Tak że jak ktoś chce nas dodatkowo polubić, to zapraszam tu.

Fejs mnie tyleż fascynuje, co przeraża. Można go nie lubić, można nie mieć tam konta, ale trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek internetową inicjatywę, która się nim nie podpiera. Przykład z mojej działki - w maju ubiegłego roku wśród źródeł ruchu na blogu królował Google, inne blogi i portale (Facebook był dopiero na ósmym miejscu). Teraz jest to Facebook. Jasne, że ma to trochę wspólnego nie tylko z coraz większą popularnością tego serwisu, ale też z wdrożeniem przycisku "Lubię to" i z intensywniejszą promocją treści z bloga na fejsie, ale też n…

Nie moje małpy?

"Skoro przed pójściem na Paradę nie powstrzymują nas homofoby, to tym bardziej nie dajmy się organizatorom" - napisał timofieusz w jednym z komentarzy na blogu Wojtka. I choć w pierwszym odruchu się z nim zgodziłam, to dość szybko mi wyszło, że tak naprawdę dużo bardziej niż homofobia nazwijmy to zewnętrzna ruszają mnie różne niefajne zagrywki "wewnętrzne". I chyba nie tylko mnie, sądząc chociażby z tego, które teksty z tego i zaprzyjaźnionych blogów budzą największe emocje, czyli dorobiły się największej liczby odsłon, odsyłaczy czy najbardziej zaangażowanych komentarzy. Odpowiedź? Te, które poświęcone są działaniom osób LGBTQetcetera z różnych powodów budzącym kontrowersje - jak plakat POMADY, hasło "Nie lękajcie się" promujące ubiegłoroczne EuroPride, wewnątrzśrodowiskowa nietolerancja wobec osób niewpisujących się w "normy" (nie tylko lesbijek typu butch, ale też np. wierzących osób nieheteroseksualnych), działania Grupy Inicjatywnej ds. Zwi…

Senat wspiera homofobię

Wczoraj Senat przegłosował zgłoszoną przez senatora PiS Piotra Kaletę poprawkę do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, zgodnie z którą osoba homoseksualna nie może stworzyć rodzinnego domu dziecka ani rodziny zastępczej:

Rodzinę zastępczą lub rodzinny dom dziecka tworzą małżonkowie lub osoba niepozostająca w związku małżeńskim, u których umieszczono dziecko w celu sprawowania nad nim pieczy zastępczej (...) Pełnienie funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenie rodzinnego domu dziecka może być powierzone osobom, które: (...) 
5) są zdolne do sprawowania właściwej opieki nad dzieckiem, co zostało potwierdzone zaświadczeniami o braku przeciwwskazań zdrowotnych do pełnienia funkcji rodziny zastępczej lub prowadzenia rodzinnego domu dziecka, wystawionymi przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.
5a) nie są osobami o orientacji homoseksualnej.

Zareagowały organizacje, wydając oświadczenie, w którym możemy przeczytać między innymi, że:

Proponowana poprawka jest niezgodna …

Nowy wymiar opieki nad zwierzętami

Jako że niektórzy narzekają, że w naszej blogosferze ostatnio jest nudno i monotematycznie, a konkretnie w większości miejsc "leje się (...) potok jadu, żalu, goryczy, złości, frustracji, cynizmu i degrengolady", dziś coś z pogranicza religii i rozrywki. Jak może wiecie, w minioną sobotę, 21 maja miał być koniec świata, przynajmniej według ewangelickiego kaznodziei Harolda Campinga. Jako że, jak większość mieszkańców Ziemi chyba zauważyła, świat się jakoś nie skończył, wielebny zmienił swoje nauki i ogłosił, że ów koniec właśnie się rozpoczął, a ostateczna likwidacja świata nastąpi 21 października.

Camping ma kłopot nie tylko z ustaleniem daty tego wydarzenia, ale też z wyjaśnieniem, jak to właściwie będzie wyglądać. Jego pomysł, że przez nasz glob przetoczy się seria trzęsień ziemi (rozpoczną się w każdym punkcie punktualnie o godzinie 18 czasu lokalnego), nie zyskał uznania fizyków. Jest też inna opcja, wiarę w którą zdaje się podzielać całkiem sporo osób - otóż kiedy w ko…

Ci sami, tak samo, o tym samym

Jakiś czas temu dostałyśmy z Gosią zaproszenie do programu Tomasza Lisa. Nie pamiętam, o czym miała być dyskusja (może o Radziszewskiej, może o ustawie antydyskryminacyjnej, może o związkach partnerskich), ale w każdym razie naszym adwersarzem miał być Tomasz Terlikowski. Odmówiłyśmy, wyjaśniając, że nie widzimy sensu w dyskusji z kimś, z kim się nie da dyskutować. Wtedy miła pani z TVP zapytała, czy może być ktoś inny o odmiennych niż nasze poglądach (taa...). Powiedziałam, że jak najbardziej tak, byleby był to ktoś, kto rozmawia, zamiast głosić prawdy objawione. I na tym się sprawa skończyła, bo najwyraźniej posadzenie naprzeciw osób nieheteroseksualnych kogoś bardziej lajtowego niż Terlik czy inny Korwin było za mało medialne.

Zgodnie z zasadą, że inne poglądy równe są skrajnym poglądom, wczoraj u Tomasza Lisa jako jedna z osób zaproszonych do rozmowy o związkach partnerskich oczywiście pojawił się naczelny Frondy (do obejrzenia tu). Tak nie do końca wiadomo, jako kto, bo oprócz ni…

Marsz kontra marsz

W zeszłym tygodniu Łódź, w tym tygodniu Kraków. Znowu Marsz Równości i znowu kontra agresywnych wyrostków, którzy, gdyby nie policja, z pewnością nie poprzestaliby na okrzykach o zakazie tego i owego. Bilans? Czternastu zatrzymanych NOP-owców i jeden uczestnik Marszu w szpitalu. Miał pecha, dorwali go po demonstracji.
Czytam relacje z Marszu w mainstreamowych mediach i jak zwykle szukam czegoś, czego w nich nie będzie. Że to nie było starcie dwóch grup o odmiennych światopoglądach, żadne tam "geje kontra NOP", tylko po prostu atak chuliganów na pokojową demonstrację. Żałosne to, szczególnie w kontekście wojny, jaką miłościwie nam panujący premier Tusk ponoć wydał stadionowym bandytom. Albo takich historii jak ta: dwa dni temu w Katowicach kibole jednej drużyny próbowali pobić metalowymi rurami kibola drugiej. Prawdopodobnie w odwecie za to, że kibole tej drugiej kilka dni wcześniej wycięli na twarzy kibola tej pierwszej klubowe emblematy. Straszne, prawda? Pewnie, że straszn…

Ile trzeba, by nas wkurzyć?

Opuszczam was na co najmniej tydzień (trzymajcie kciuki, nieważne, za co, ważne, że 19 maja, ale mocno trzymajcie, serio to piszę), więc chcę was zostawić z czymś optymistycznym. Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że nie napiszę jutro (kiedy już znane będą wszystkie szczegóły) o tym, jak beznadziejny ochłap rzuciło nam w ramach przedwyborczej miłości dla naszych głosów SLD. Napiszę za to dzisiaj, że:

Projekt autorstwa SLD zakłada, że osoby będące towarzyszami życiowymi - partnerami, będą mogły zawrzeć u notariusza umowę o związku partnerskim. By była ważna, trzeba będzie ją zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego. Projekt przygotowano wspólnie z organizacjami gejowskimi. (za Gazeta.pl)

Komentować nie będę, zrobił to za mnie Hyakhintos:



i forumowicze Gazeta.pl:

Proponuję wszystkim homoseksualnym Polakom i Polkom zrobić zadymę pod Sejmem z paleniem opon, racami i rzucaniem butelek z benzyną. Za kilka miesięcy będziemy mieć ustawę o związkach partnerskich z poparciem PiS-u.

Ja też myślę, …

Łódź: równe prawa - wspólna sprawa

Sobota minęła nam pod znakiem dwóch ważnych wydarzeń w Łodzi. Pierwsze to zapowiadany już tu panel poświęcony mniejszościom seksualnym podczas międzynarodowej konferencji "Łódzkie Dni Pielęgniarstwa. Pielęgniarstwo ponad granicami". Drugie to oczywiście pierwszy Łódzki Marsz Równości.

Na panelu miałyśmy okazję zaprezentować doświadczenia, którymi się z nami podzieliłyście, oraz kilka historii z naszego życia. Były jeszcze dwa inne wystąpienia, podczas których Wojciech Nyklewicz, jeden ze współorganizatorów konferencji, tłumaczył, dlaczego opieka nad osobami nieheteroseksualnymi jest ważna w pielęgniarstwie oraz opowiedział o oczekiwaniach gejów wobec ochrony zdrowia. Potem było trochę czasu na pytania i refleksje. Największe emocje wzbudziła kwestia niepozwalania osobom nieheteroseksualnym na odwiedzanie ich partnerek i partnerów w szpitalu i nieinformowania ich o stanie zdrowia ich najbliższych. Uczestniczki i uczestnicy konferencji byli naprawdę oburzeni historiami, które …

No jak nie wyklucza, skoro wyklucza

Przyznaję bez bicia, lubię te wszystkie queerowe bajdurzenia (jak chcą niektórzy) o wkluczaniu, płynności, niepewności, performatywności, subwersywności itd. itp. Kręcą mnie niejednoznaczności związane z płcią czy orientacją, nie lubię szufladek, granic, klasyfikowania, wartościowania, dzielenia i rządzenia. To nawet nie jest fascynacja intelektualna (do tego mi daleko, moją krótką przygodę z filozofią zakończyłam dobre parę lat temu i raczej nie zapowiada się, bym miała czas do niej wrócić), to coś emocjonalnego, takie poczucie, że to jest po prostu bliskie mojemu pojmowaniu rzeczywistości. Że nie trzeba szukać jakichś absolutnych tożsamości, że nie ma czegoś takiego jak modelowy reprezentant czy reprezentantka, kobieta czy mężczyzna, że wszystkie tożsamości seksualne i płciowe są tak samo wartościowe.

Od jakiegoś czasu jednak coś mi w tym wszystkim zaczyna zgrzytać. Parę miesięcy temu zastanawiałam się nad bezrefleksyjnym wpychaniem w szufladkę "homofobia zinternalizowana"…

Celem Parady nie jest walka o związki

Wśród głosów na temat plakatu promującego Paradę Równości 2011 pojawiły się i takie, że ma się on nijak kwestii związków partnerskich czy ogólnie walki o nasze prawa. To prawda, ma się nijak i, zgadnijcie co, to było zamierzone. Dziś na Gaylife znalazł się artykuł wyjaśniający przesłanie plakatu, a pod nim taki oto komentarz rzeczniczki Parady:

Celem Parady Równości NIE jest "przekonanie spolecznosci "heteryków" do tego, że mamy prawo do związków partnerskich"! Celem Parady Równości jest świętowanie i promowanie otwartości, tolerancji i równości. Na pewno nie jest nim walka związki partnerskie - choć wiele osób idzie właśnie dlatego - tym, co nas zbiera 11 czerwca 2011 jest umiłowanie do tych trzech wartości, a nie cel polityczny. W samym nawet Komitecie Organizacyjnym są osoby, które związkom są przeciwne, ale wspierają nadal te trzy wartości i dlatego idą w Paradzie Równości. 

Jestem w stanie się zgodzić z koncepcją polityka plus zabawa, bo bez zabawy trudniej wyc…

Różowy plakat i co z niego wynikło

Coś nie mamy szczęścia do paradowych i okołoparadowych plakatów. W zeszłym roku postrach siało hasło "Nie lękajcie się" i jego jajeczna wizualizacja oraz (choć z zupełnie innych powodów) plakat Pomady. Organizatorzy tegorocznej Parady Równości zaprezentowali za to wczoraj takie coś:
Początkowo reklamowane jako plakat Parady, a kilka godzin później jako "Plakat informujący środowisko LGBTQ o Paradzie Równości 2011". Gdy to nie osłabiło głosów krytycznych (o nich za chwilę), organizatorzy stwierdzili, że przecież w zeszłym roku były kontrowersje wokół plakatu EuroPride, a poza tym nie ma co oczekiwać cudów z takim budżetem, jaki mają. To już mnie trochę zaniepokoiło, ale naprawdę mnie strzeliło, gdy zobaczyłam na Gaylife (teraz, w świetle stwierdzenia Jacka Adlera w facebookowej dyskusji o różowym posterku, że trzeba czytać Gaylife, bo tam jest więcej szczegółów, już chyba można uznać ów portal za oficjalne medium Parady, mimo wcześniejszego dementi - w komentarzach t…

+ 10 do lansu

Jakiś czas temu obiecałam pochwalić się tekstem, który zabrał mi kilka wieczorów poświęcanych zazwyczaj prowadzeniu bloga. Jako że w końcu się ukazał, to nie mogę zrobić nic innego, jak się polansować. Otóż w najnowszym numerze magazynu "K MAG", jeżeli wierzyć wstępniakowi, możecie przeczytać m.in. "kolejne ostre słowa znanej feministki Ewy Tomaszewicz pod adresem zaślubin". A konkretnie pokusiłam się o prześledzenie, jak przez wieki w kulturze Zachodu zmieniało się postrzeganie małżeństwa i partnerstwa. Analiza mocno niepełna i oparta niemal wyłącznie o przykłady z popkultury (od mitologii i Biblii, przez Jane Austin, "Wielkiego Gatsbiego" i "Przeminęło z wiatrem" po "Smażone zielone pomidory", współczesne komedie romantyczne i "The Kids Are All Right"), ale rzecz jasna polecam.

Całego numeru jeszcze nie przeczytałam (bo wbrew pozorom jest tam trochę tekstów, choć zdjęć rzecz jasna więcej), ale z tego, co ogarnęłam, warta uw…

Rowery na Placu Czerwonym

Dawno, dawno temu, czyli jakieś pół roku wstecz, aby móc wstąpić w nierozerwalny związek małżeński na pokładzie samolotu lecącego ze Sztokholmu do Nowego Jorku, musiałyśmy z Ewą (zgodnie z Ustawą z dnia 29 września 1986 r. Prawo o aktach stanu cywilnego, rozdział 8 art. 71) postarać się o dokument stwierdzający, że jesteśmy stanu wolnego. Niestety, kiedy okazało się, że ja się chcę ożenić, sprawa się nieco skomplikowała. W sukurs została wezwana kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego, która stwierdziła, że druk mogę złożyć, ale ona, zgodnie z art. 1 §1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, nie będzie mogła wyrazić zgody na wystawienie odpowiedniego dokumentu. Czasu było niewiele, więc żeby nie chodzić po sądach, posłuchałam rady kierowniczki i złożyłam podanie o wydanie pełnego odpisu aktu urodzenia z przypiskiem (tak to się nazywa, serio), że urzędy Rzeczpospolitej Polskiej twierdzą, iż jestem stanu wolnego.

Jako że nie my pierwsze miałyśmy taki problem, nasz ustawodawca raczył go w koń…

Ja, szkodliwe ekstremum

Parę dni temu dowiedziałam się (z komentarzy pod już polecanym tekstem o SLD na Homikach), że moje poglądy kwalifikują mnie do kategorii "szkodzące środowisku ekstrema". Choć lubię o sobie myśleć jako o radykałce, to, gdy się nad tym głębiej zastanowić, ani nie piszę, ani nie robię nic szczególnie ekstremalnego (bo chyba trudno za takie uznać zwyczajowe czepialstwo czy udział w tak grzecznych akcjach jak "Miłość nie wyklucza"). Autorowi wspomnianego komentarza chodziło zapewne o moje (śmiem twierdzić, że nieszczególnie oryginalne) podejście do polityki, a konkretnie o brak zaufania do SLD i postulat, by nie chować głowy w piasek, gdy przedstawiciele tej partii robią coś przeciw nam, a wręcz przeciwnie - krytykować, zwracać uwagę, domagać się wyjaśnień, słowem pokazywać, że jesteśmy, wymagamy i nie damy się omamić ładnymi słówkami czy PR-owymi zagrywkami jak wywieszanie tęczowej flagi na ratuszu w dzień Parady Równości czy obecność różnych komitetach honorowych. Co …