Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2011

Tęczowy uśmiech Schetyny i żenada Palikota

No i proszę, mamy niespodziankę. Oto dziś marszałek Grzegorz Schetyna obiecał przedstawicielom "Gazety Wyborczej" i Grupy Inicjatywnej ds Związków Partnerskich, którzy wybrali się do niego z apelem o jak najszybsze skierowanie projektu ustawy do pierwszego czytania, że Sejm zajmie się nim jeszcze w tej kadencji. Schetyna powiedział, że posłał projekt do konsultacji, a po 10 lipca jest skłonny poddać go pod pierwsze obrady. Zapowiedział też powołanie dwuosobowej komisji do dalszych prac nad ustawą. Oczywiście nie ma co się łudzić, że sprawa zakończy się w tej kadencji Sejmu, ale być może oznacza to początek sejmowej debaty. Być może, bo "jest skłonny" to nie to samo, co "skieruje".

Kłopot w tym, że to wszystko dzieje się tuż przed wyborami, więc trudno nie mieć wątpliwości. W końcu deklaracji poparcia słyszeliśmy w ostatnich latach całkiem sporo i nigdy nie poszło za nimi nic więcej. Jedyny pewny plus z całej tej historii jest taki, że już nie tylko SLD, a…

Niewidoczność blogów?

Na Homikach pojawił się tekst Wojtka o blogach LGBTQ. Nie da się ukryć, że czytało mi się go miło, szczególnie od momentu, w którym okazuje się, że nasz niespełna dwuletni blogasek zdołał już dobić do znacznie starszych i bardziej doświadczonych w tej formie komunikacji ze światem braciszków i siostrzyczek. Jest rzecz jasna w tym artykule kilka stwierdzeń, z którymi się nie zgadzam (i o nich teraz będzie, bo po co pisać o tym, z czym się zgadzam?), ale dotyczą one nie tyle opisywanych blogów, co portali.

Jednym z leitmotivów artykułów Wojtka poświęconych naszej aktywności w internecie jest kwestia niedostrzegania blogów przez portale oraz zbyt mała niezależność i krytycyzm tych drugich. Być może tak jest w przypadku polskich portali nastawionych na mężczyzn nieheteroseksualnych (które znam słabo lub wcale), ale jeśli chodzi o bardziej kobiecą stronę sieci, to trudno stwierdzić, że jest to problem. Bo albo w ogóle nie ma tam publicystyki (smutny przypadek lidera w tej kategorii, czyli

Co mnie obchodzi czyiś lans

Jeżeli ktoś miał nadzieję, że po Paradzie ucichną, choć na chwilę, wojny torebkowe, to się niestety pomylił. Szczęśliwie mają dość ograniczony zasięg, ale to akurat chyba jest ich cecha charakterystyczna - widzą je i przejmują się nimi tylko ci, których bezpośrednio dotykają, a reszta ma je w głębokim poważaniu. Bo kogo tak naprawdę obchodzi, że ktoś tam kogoś nie lubi, pomawia, pozywa, przypisuje najgorsze intencje, uważa, że on i tylko on działa wyłącznie ze szlachetnych pobudek itd. itp.? Zastanawialiście i zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego taki Robert Biedroń czy Yga Kostrzewa zostali aktywistami? Rozważania o tym, czy robią to dla lansu, czy naprawdę im zależy, spędzają wam sen z powiek? Nie? Cóż, mnie też nie.

Jasne, że o tych bardziej widocznych czasami się dyskutuje. Ale nawet na moim ulubionym forum Kobiety Kobietom, gdzie roi się od gierek i wzajemnych podgryzań (ale są też, żeby nie być jednostronną, całkiem niezłe dyskusje), mało kto przejmuje się czyimiś intencjami. D…

Niewidzialne w łóżku

Niewidzialność kobiet nieheteroseksualnych (i kobiet w ogóle) to trudny temat. Taki wręcz niewidzialny, bo czy ktoś na przykład zauważył, że choć przemówienia podczas tegorocznej Parady Równości były liczne, to nie oddano głosu żadnej kobiecie nieheteroseksualnej (za to świetnie sprawdziły się w roli "obsługi", jak głosiły napisy na ich koszulkach), a honoru kobiet LBT broniła na platformie jedynie prezeska Trans-Fuzji Ania Grodzka? Oczywiście to pierwszy przykład z brzegu, choć dość znaczący, jeżeli uznać, że Parada to najważniejsze środowiskowe wydarzenie. Tym bardziej ucieszyło mnie, że właśnie w tygodniu przed Paradą pojawił się "lesbijski" numer "Przekroju". Okładka wprawdzie mnie nie porwała, no ale może w środku będzie lepiej, pomyślałam. Cóż, pomyliłam się.

Gdy pierwszy raz, dość pobieżnie, przeczytałam tekst "Seks w szafie", stwierdziłam, że jest taki sobie i że przed opublikowaniem go wypadało sprawdzić kilka faktów. Ponowna, tym raze…

Geralt ma małego

"Wiedźmin 2: Zabójcy królów" zbiera w sieci recenzje graniczące czasami niemalże z ekstazą. Ach, och i w ogóle, i w szczególe, cóż za grafika, cóż za akcja, cóż za ciekawie oddane wybory moralne i wszelkie inne. Podsumowując, to już nie tylko gra roku, ale i stulecia, ba, może nawet tysiąclecia. Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, że tak właśnie jest. Prawdę pisząc, choć zmieniłam komputer, aby nowy "Wiedźmin" mógł na nim hulać swobodnie, nie przebrnęłam nawet przez początek gry.

Grę zakupiłam jak tylko była dostępna na rynku, niemalże natychmiast (z lekkimi kłopotami, bo producenci, choć mieli cztery lata na wypuszczenie gry na rynek, jakoś nie ustrzegli się błędów) zainstalowałam i z wielkimi nadziejami przystąpiłam do rozgrywki. Na wstępie przywitała mnie scenka, w której półnagi i półżywy Geralt, mocno umięśniony i cały w bliznach (tak, wiem, walki z potworami to nie spacerek z psem, a przecież nawet z takiego spaceru można wrócić poharataną), w solidnych, wida…

Z życia homoseksualistek - część pierwsza

Dziś miało być poważnie, miały się pojawić albo rozważania na kanwie "afery adblockowej", albo tekst prostujący dość poważne przeinaczenia, które wkradły się do artykułu z "Przekroju" o niewidzialności lesbijek (no ale niewidzialność jest trudna do opisania, czyż nie?). Ale nie będzie (trudno, i tak są już nieaktualne, więc mogą jeszcze poczekać), bo jest piątek, dzień rozrywkowy, a zatem najlepszy na inaugurację nowego (równie nieregularnego, jak lekcje historii) cyklu, którego pomysł podsunął mi jakiś czas temu Sylwek. Idea nowa nie jest (inspiracja widoczna w tytule), ale cel (chyba) wart zachodu i szlachetny. Bo, jako że coraz więcej osób melduje mi, że nie są już w stanie śledzić tego, co się dzieje na forum Kobiety Kobietom, postanowiłam robić to za nie. I co jakiś czas publikować streszczenia co bardziej obiecujących wątków.

Na dobry początek coś łatwego. Otóż ostatnio z zapartym tchem śledzę (i składam z niego meldunki na Facebooku) kolejny wątek wizerunkow…

Gdzie jest Polska?

Była relacja, czas na refleksje. O ile sam przemarsz był jak najbardziej udany, o tyle (co już sygnalizowałam w tym poście) ideologiczna linia Parady, a konkretnie część inicjujących ją przemówień i gestów, zdecydowanie mi się nie podobała. Fajnie rozpoczął Łukasz Pałucki, mówiąc po prostu, że chcemy być tutaj, w Polsce, bo kochamy Polskę. Potem odegrano hymn Polski. "Bardzo ważną sprawą i wartością jest dla wszystkich Polaków pokój społeczny i solidarność narodowa. Nasz kraj będzie silny tylko wówczas, gdy wszyscy obywatele Polski będą zgodnie współpracować ze sobą dla dobra Rzeczypospolitej. Tak napominał autor naszego hymnu narodowego Józef Wybicki w czwartej zwrotce swojej Pieśni Legionów Polskich we Włoszech. Niepotrzebne nam wewnętrzne konflikty i swary. One w przeszłości doprowadziły nasz kraj do wielkich nieszczęść. Dlatego też zwracam się do wszystkich naszych rodaków, także do narodowców, także do członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości oraz innych konserwatywnych…

Parada Równości 2011: zabawa i polityka

Tegoroczna Parada Równości była szczególna pod kilkoma względami: jubileuszowa edycja odbyła się w atmosferze coraz intensywniejszej debaty o możliwości (dla niektórych: coraz bardziej oczywistej konieczności) wprowadzenia w Polsce instytucji związków partnerskich. Po raz pierwszy od kilku lat nie była firmowana przez krytykowaną w przeszłości Fundację Równości. Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski.

Dla organizatorów akcji "Miłość nie wyklucza" Parada rozpoczęła się już o godzinie 12, gdy wraz z SPR i Lambdą Bydgoszcz zjawili się pod Sejmem i ustawili skromny kramik z darmowymi pinsami, pocztówkami, parasolami i transparentami kampanii. W ciągu pół godziny rozeszły się niemal wszystkie materiały, w tym ponad dwa tysiące ulotek dla wol…

Po Paradzie Równości 2011

Na szersze poparadowe refleksje przyjdzie czas jutro - wspólną relację przygotowują Homiki, Queerpop, Wojtek i ja. A dziś tylko trochę wrażeń na gorąco i podziękowań.

Po pierwsze - wielki ukłon w kierunku wszystkich, którzy nieśli już nie jeden, ale dwa banery z napisem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich" - drugi, nowy, zdobiło logo akcji "Miłość nie wyklucza" oraz mały dodatek:
Zarówno niesienie banera, jak i kierowanie nim (ja prowadziłam właśnie nowy - a co, pochwalę się!) to ciężka praca. Nie można odejść, bo transparent swoje waży i mógłby się okazać za ciężki dla niosących, gdyby kogoś zabrakło. Bawić można się tylko w ograniczonym zakresie. Umykają widoki, pogaduszki, szukanie znajomych, sprawdzanie, kto przyszedł. Dlatego bardzo dziękuję tym wszystkim cudownym osobom, które dźwigały banery przez ponad dwie godziny, oraz Wojtkowi i Uschi, którzy robili za przewodnika i przewodniczkę. A z ciekawostek - w pewnym momencie wśród niosących byli przedstawiciel…

Granice kompromisu

Zamiast Tygodnia Równości mamy (w mediach) dni tęczowej flagi. Zawisła w sobotę na ursynowskim ratuszu, znikła w niedzielę, a do dziś nie wiadomo, dlaczego (bo tak miało być, bo pogoda, bo protesty?) i czy wróci w dniu Parady, jak swojego czasu zapowiadał burmistrz Ursynowa Piotr Guział, czy to by było na tyle. W sumie ta cała historia mnie ani ziębi, ani grzeje, bo gesty mnie nie kręcą, z której strony by nie przychodziły (nie kręci mnie też np. nagłe poparcie Tuska dla ustawy o związkach partnerskich, bo przecież to tylko słowa). Nie widzę też nic złego w tym, że Guział ponoć dogadał się z PiS-em co do flagi, bo wcześniej zgodził się na obchody 10 kwietnia (taką teorię wysunęła PO). Nawet jeśli tak było, to taki układ jest dla mnie w porządku - dla kogoś jest ważne, by powspominać Lecha Kaczyńskiego, dla kogoś innego, by zrobić Tydzień Równości, wszystko to odbywa się w tym samym miejscu, każdy dostał, czego chciał, słowem mamy wolność i każdy robi, co chce, a innym nic do tego.

Jed…

Flashmob, badania i postulaty

Pierwsze okołoparadowe wydarzenia za nami. Bodaj największym echem odbiła się akcja najbardziej spontaniczna, a zarazem najkrótsza, czyli niedzielny flashmob w warszawskim metrze. Kilkadziesiąt osób zebrało się na stacji Centrum, by punkt o godzinie 16 zacząć się przytulać i całować w proteście przeciw wyproszeniu kilka miesięcy temu ze stacji metra dwóch mężczyzn, którzy, otwarcie okazując, co ich łączy, "zgorszyli" innych pasażerów.



Flashmob zbiegł się niestety w czasie z naszym spotkaniem "Przeżyjmy to raz jeszcze", więc nie miałyśmy możliwości w nim uczestniczyć. Samo spotkanie, choć nie tak liczne jak w ubiegłym roku, było bodaj nawet ciekawsze. W pierwszej części Alicja Długołęcka opowiadała, jak to się stało, że ponad dwadzieścia lat temu postanowiła się poświęcić badaniu gatunku lesbijka polska i jakie miała w związku z tym perypetie. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie historie - o tym, jak jedna z uczestniczek badań jakościowych postanowiła jej udowodnić…

Dwa tygodnie z serialem wszech czasów

Jako że ostatnie dwa tygodnie spędziłam głównie w pozycji horyzontalnej (co pozytywnie odbiło się na liczbie postów), miałam okazję przypomnieć sobie pięć sezonów "Ostrego dyżuru". I po raz kolejny przekonać się, dlaczego do pewnego momentu był to jeden z najlepszych seriali wszech czasów. Do pewnego momentu, bo z czasem główni bohaterowie zostali powymieniani na młodszych (i być może ładniejszych), znikł nie tylko piękny i niepokorny doktor Ross (George Clooney, na wypadek gdyby ktoś nie pamiętał), ale też ta pani:
bez której nie było już tak fajnie. Do tego tragedie dotykające głównych bohaterów i skutecznie wymazujące ich twarze z czołówki stały się nazbyt częste i momentami wydumane (rak mózgu, atak niezadowolonego z opieki psychotyka, pożary, spadający prosto na szefa szpitala helikopter, którego śmigło parę miesięcy wcześniej pozbawiło go ręki), sytuacje powtarzalne (swojego czasu zabawiałyśmy się z Gosią liczeniem opadniętych płuc - w późniejszych sezonach występowały …

Już za chwilę: będzie się działo

Już za kilka dni ruszają okołoparadowe wydarzenia. Na co się wybieram (lub wybrałabym, gdyby nie inne zobowiązania)? I co w ogóle będzie się działo?

Po pierwsze robimy z Gosią drugą odsłonę spotkania z cyklu "Wspomnień czar", tym razem pod jakże oryginalnym tytułem "Przeżyjmy to jeszcze raz". Wielbicielki i wielbicieli wspominek zapraszam już w najbliższą niedzielę (5 czerwca) na godzinę 15.30 do Planu B przy Placu Zbawiciela. Tym razem skupimy się na tym, jak wyglądały pierwsze badania prowadzone wśród polskich lesbijek, a wśród zaproszonych gościń będzie między innymi pierwsza lesbolożka RP Alicja Długołęcka. Nie spodziewajcie się formalnej atmosfery czy poważnej debaty, podobnie jak w zeszłym roku stawiamy na luźną dyskusję i klimaty gawędziarskie.

Dzień wcześniej startują pierwsze Dni HomoWarszawy. W sobotę o 13 na pl. Małachowskiego (przy Zachęcie) rozpocznie się trzeci już Spacer po Homowarszawie, a o 19 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie okazja porozmawiać o…