Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2012

Dobrze, że się nie rozbiera

Jak na kogoś, kto ma alergię na mizoginię, piszę o niej wyjątkowo rzadko. Ale ostatnio mnie trafiło. Bo o ile uprawiana przez osoby, które takie rzeczy jak wszelkiego rodzaju równouprawnienie mają w głębokim poważaniu jest czymś, co mnie specjalnie nie rusza, o tyle w przypadku kogoś, kogo o prorównościowe zapędy podejrzewam, jest podwójnie wkurzająca. I oto wczoraj na fejsbukowym profilu znajomego, którego do niedawna zaliczałam do tej drugiej kategorii, znalazłam takie coś:
Ten tekst jest zły na tak wielu poziomach, że nie wiem, od czego zacząć jego komentowanie. Może więc dorzucę jeszcze jeden - w wykonaniu tego samego pana, dodany jako uzupełnienie poprzedniego: Tak, wiem. W porównaniu z tym, co się wyczynia na forach co większych portali, to jest niemalże szczyt kultury. Wszak jest "Środa", nie "Smroda", do garów też nikt pani profesor nie wysyła, pełna kultura, nieprawdaż? No właśnie nie. Bo od standardowych komentarzy tego typu ten odróżnia tylko większa dbało…

Co się stało z blogiem?

To nie miało być tak. Miałam w zupełnej tajemnicy przygotować nowy layout na testowej wersji bloga. Dopieszczać go (no, nie sama) przez kilka dni, a potem w ciągu godziny zaimplementować na garniturek i z dumą ogłosić, że oto jest - nowy, lepszy, nowocześniejszy! Zamiast tego jest nowy, lepszy, do dopracowania. Co się wydarzyło? Otóż zamiast wrzucić skórkę do przerobienia na blog testowy, wrzuciłam ją na właściwy. I kliknęłam "zapisz". Nie zapisawszy uprzednio starej wersji (bo i po co, wszak byłam przekonana, że jestem na blogu testowym!). W efekcie jest, co jest - wersja przedostateczna z ostatecznej. I przez jakiś czas muszę z nią żyć. Efekt końcowy ujrzycie już wkrótce, a póki co witam na publicznej próbie wielkiego otwarcia.

A jakby ktoś tęsknił za niebieskim, to zostało mi po nim to:

Nim zapadnie noc

Michaela Cunninghama uwielbiam przede wszystkim za zmasakrowany w wersji filmowej (nigdy, przenigdy po to nie sięgajcie!) "Dom na krańcu świata". Nic, co później napisał, nawet osławione "Godziny", tak mnie nie urzekło. Choć i tak uważam, że największą wadą tego pisarza jest to, że pisze tak mało. Pięć książek w ciągu dwudziestu lat. Dla kogoś, kto po przeczytaniu jednej pragnie sięgnąć po kolejną to niemal nic. Jedną z największych zalet Cunninghama jest dla odmiany to, że, pomimo stałej obecności w jego powieściach homoseksualności, jest ona cudownie nieoczywista i określa bohaterów w nie większym stopniu niż ich pochodzenie czy sytuacja rodzinna. Jak w "Godzinach", gdzie Clarissa ma romans z Richardem, a kilkanaście lat później ona jest w długoletnim związku z kobietą, a on jest gejem. Jak w "Domu na krańcu świata", gdzie zakochany w Bobbym Jonathan tworzy z nim i z Clare nie tyle miłosny trójkąt, co rodzinę. Jak w "Nim zapadnie noc"…

Starsze mieszczanki z PS3

"Sala była nabita gejami w parach, trójkątach i luźniejszych grupach. Po mojej prawej stronie siedział młody Chińczyk i starszy Anglosas trzymając się za ręce; był to najwyraźniej romans sponsorowany" - napisał niedawno Krzysztof Kłopotowski w, delikatnie mówiąc, mało profesjonalnej recenzji filmu "Żelazna dama". Poznajecie? To z wariantów stereotypu na temat starszych gejów - że jedyne, co ich interesuje, to seks z młodszymi. I na temat gejów w ogóle - że w ich przypadku nie ma związków, są romanse. A jeżeli jest różnica wieku, to są to romanse sponsorowane, wszak młodszy się starszym bezinteresownie nie zainteresuje. Tertium non datur. Zastanawiałam się ostatnio, czy istnieją podobne stereotypy dotyczące starszych lesbijek. I kiedy właściwie zaczyna się nasza "starość". Wszystko to w kontekście opublikowanego przez Inną Stronę artykułu Jacka Kochanowskiego "To nie jest raj dla starych gejów" na temat podwójnego wykluczenia starszych osób niehe…

Tarja Turunen się uśmiecha

To będzie miesiąc recenzji na blogu. Prawdopodobnie. W kolejce na opisanie czekają "Nim zapadnie noc" Cunninghama i nowa płyta Ani DiFranco, jutro idziemy na "Rzeź" Polańskiego, a wczoraj bawiłyśmy się na koncercie Tarji Turunen. I to bawiłyśmy zupełnie dosłowne, bo chyba nigdy nie byłam na tak wesołym koncercie. Tak, wiem, Tarja jest mroczna i gotycka, wszak do niedawna była frontwoman (i powodem, dla którego istniał) Nightwish (tak, wiem, że nadal istnieje), a to zespół dla poważnych ludzi w czerni, powłóczystych spódnicach i odpowiednio spranych koszulkach z wizerunkami kultowych zespołów. Czyli według wszelkich danych nie mój klimat. I rzeczywiście, nie mój, choć posiadania wielkiego głosu Tarji odmówić nie mogę.

Ale: to był znakomity koncert. Trochę nierówny, bo nowe piosenki Tarji nie porywają (za dużo w nich metal-popu, za mało klimatu), ale i tak znakomity. Bo operowe kawałki są zachwycające:



Bo akustyczny set był strzałem w dziesiątkę. Bo perkusista dorówn…

Gosia i Ewa układają puzzle

... jedzą obiad z rodziną Gosi i przyjaciółkami, pożyczają serwetki od sąsiadki, chodzą po sejmowych korytarzach i organizują rocznicowy benefit na Miłość nie wyklucza, czyli opowieści TVN Uwaga o latających pannach młodych ciąg dalszy. Lubię te TVN-owskie produkcje, zupełnie serio. Darek ma talent do wyciągania z wielogodzinnych nagrań fajnych wypowiedzi, omijania raf w postaci głupich min, przejęzyczeń, sztuczności. Do robienia ciepłych, zwykłych filmów. Ten był dla nas szczególny, bo pojawili się w nim nie tylko nasi przyjaciele i przyjaciółki, nie tylko artyści i artystki którzy i które nas wspierają, ale też rodzice Gosi. Jak wyszło? Zobaczcie tutaj.

Ustawa razy trzy

W piątek na konferencji prasowej w Sejmie Sojusz Lewicy Demokratycznej, Ruch Palikota oraz przedstawiciele akcji Miłość nie wyklucza, Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich i przedstawicielka fundacji Trans-Fuzja ogłosili, że złożą wspólnie dwie ustawy - o związkach partnerskich i o umowie związku partnerskiego:





Wytłumaczenie przybyłym na konferencję dziennikarzom i dziennikarkom, dlaczego zamiast jednej ustawy są dwie i czym się one właściwie od siebie różnią, okazało się skomplikowanym zadaniem. Mimo że zebrani po wygłoszeniu swoich oświadczeń kilkakrotnie tłumaczyli, na czym polegają (a na czym nie) różnice między tymi dwoma projektami, w notce prasowej z konferencji dziennikarze PAP-u błędnie podali (a za nimi wszystkie media), że chodzi przede wszystkim o to, że ustawa o związkach partnerskich dotyczyć będzie wyłącznie par jednopłciowych. Prace nad ustawami dopiero się zaczynają, tak że będzie sporo czasu na odkręcenie nieporozumień i wyjaśnienie wszystkich wątpliwości, ale…

Dziewczyna z tatuażem

Na "Dziewczynę z tatuażem" szłam pełna nadziei i obaw zarazem. Będzie dobrze czy tylko przyzwoicie? Gdyby za kolejną adaptację bestsellerowej powieści Stiega Larssona wziął się ktoś inny niż David Fincher, prawdopodobnie nie miałabym takich odczuć. Ba, nie wiem nawet, czy bym się na ten film skusiła. Kłopot w tym, że od chwili, gdy obejrzałam "Obcego 3", cenię sobie Finchera prawdopodobnie bardziej, niż na to zasługuje. Wybaczam wpadki w rodzaju "Gry" i "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" (w przypadku tego drugiego było to łatwiejsze dzięki genialnej części z Tildą Swinton; oba filmy zresztą nie są złe, po prostu miałam przerost oczekiwań), bo wciąż mam w pamięci "Obcego", "Siedem", "Zodiak", a przede wszystkim "Podziemny krąg". I wciąż czekam na kolejny obraz, który powali mnie na kolana, bo nie wierzę, by ktoś, kto zrobił takie filmy, nagle zapomniał, jak się je robi. Nie kupiłam więc kręcenia nosem …

Heteroseksualnych kobiet nikt nie pyta o płeć

Heteroseksualnych kobiet nikt nie pyta o płeć. A one nie pytają same siebie.

Większość z nich wplata partnera w najpóźniej trzeci akapit rozmowy z nowo poznaną osobą. Jeśli jest dziecko, wplata się także dziecko. Ja też to robię. Trzask zapadek w mózgu rozmówcy jest niemal słyszalny. Trzask. Ona jest jednak normalna, jest nasza. Najlepiej, żeby dziecko było ukochanym – trochę męczącym – skarbem, a partner był mężem, którego zdanie się poważa.

Najlepiej, żeby w kolejnych akapitach znalazło się miejsce na psa, kota, królika, szwagrów, bratanice, teściów, samochód. Przy trzecim spotkaniu, kiedy już nie liczymy akapitów, zaczynamy rozmawiać o związku. A ty, co robisz z przyjemnością? Sprzątasz czy gotujesz? Przy trzecim stopniu zbliżenia, kiedy już nie liczymy spotkań, rozmawiamy o tym, dlaczego faceci są fajni i dlaczego są głupi. Po trzeciej beczce soli i/lub trzecim piwie rozmawiamy o seksie.

Ale o płci niekoniecznie, bo i o czym tu rozmawiać. To my wydajemy na świat dzieci, to my nadaj…

Homodyktatura? Tak, proszę

Lubię katalogować słowa, które, choć mają swoje, bardziej lub mniej precyzyjne definicje, to w wyniku zbyt częstego i niefrasobliwego używania tak naprawdę mogą określać wszystko lub nic. Taki "queerowy" na przykład. Czy "lewicowy" (ostatnio pod neutralną zapowiedzią sztuk i koncertów w Warszawie w 2012 na Wyborcza.pl przeczytałam, że czeka nas "sama lewicowa pseuodosztuka"). Na tej liście słów pozbawionych znaczenia poczesne miejsce zajmuje się też "radykalizm". I o nim dzisiaj będzie.

Świeży przykład - za radykalne bywało uznawane to, co wyrabiał portal Gaylife. Jeżeli jako tło wziąć działaczowski mainstream, rzeczywiście tak było, wszak kontestowanie cudzych akcji aktywistycznych było jednym z ulubionych zajęć naczelnego owego portalu. Jednak już na tle, nazwijmy je, ogólnospołecznym, to nasi działacze i nasze działaczki są radykalni i radykalne, a były naczelny Gaylife idealnie wpisuje się w rolę umiarkowanego i rozsądnego pieszczoszka konse…

Z życia homoseksualistek: niechciany podryw

Dziś nieco nietypowa historia z zaniedbanego ostatnio cyklu o homoseksualistkach, bo spojrzymy na facetów z waginami oczami zadeklarowanej heteroseksualistki. Wprawdzie w hejterzeniu nad jej wpisem ubiegł mnie navaira (ale jest mu wybaczone, bo, co tu ukrywać, jest w tym znakomity, a poza tym napisał, od kogo to ma; ja mam dla odmiany od Sylwka, żeby nie było), szczęśliwie jednak w międzyczasie jego autorka postanowiła odpowiedzieć navairze, mam więc pretekst, aby włączyć się do rozmowy.

Na początek kontekst*: tekst niejakiej Damy Kier, który zniszczył navaira, tak pokrótce jest o tym, jak to pewna deklarująca się jako heteroseksualna kobieta naoglądała się filmów z "lesbijkami" i nabrała ochoty na "biseksualne zabawy". Prawdopodobnie (bo czas i miejsce akcji nieco w tej opowieści szwankują) udała się w tym celu do klubu bądź innego miejsca, o którym słyszała, że bywają w nim lesbijki i tam stała się obiektem niechcianego zainteresowania ze strony, jak sama pisze, m…