wtorek, 17 stycznia 2012

Tarja Turunen się uśmiecha

To będzie miesiąc recenzji na blogu. Prawdopodobnie. W kolejce na opisanie czekają "Nim zapadnie noc" Cunninghama i nowa płyta Ani DiFranco, jutro idziemy na "Rzeź" Polańskiego, a wczoraj bawiłyśmy się na koncercie Tarji Turunen. I to bawiłyśmy zupełnie dosłowne, bo chyba nigdy nie byłam na tak wesołym koncercie. Tak, wiem, Tarja jest mroczna i gotycka, wszak do niedawna była frontwoman (i powodem, dla którego istniał) Nightwish (tak, wiem, że nadal istnieje), a to zespół dla poważnych ludzi w czerni, powłóczystych spódnicach i odpowiednio spranych koszulkach z wizerunkami kultowych zespołów. Czyli według wszelkich danych nie mój klimat. I rzeczywiście, nie mój, choć posiadania wielkiego głosu Tarji odmówić nie mogę.

Ale: to był znakomity koncert. Trochę nierówny, bo nowe piosenki Tarji nie porywają (za dużo w nich metal-popu, za mało klimatu), ale i tak znakomity. Bo operowe kawałki są zachwycające:



Bo akustyczny set był strzałem w dziesiątkę. Bo perkusista dorównywał słynnemu Zwierzakowi:



Bo to, co Tarja wyrabia na scenie, zakrawa na coś nieludzkiego - jak można TAK śpiewać, jednocześnie skacząc, biegając, w ogóle ruszając się?! A przede wszystkim, i tu się wyjaśnia słowo "bawiłam", bo widać było, że Tarja jest szczęśliwa i ten występ sprawia jej niesamowitą frajdę. Bawiła się z publicznością. Nie mogła zejść ze sceny, nawet gdy zespół dawno się zwinął. Robiła groźne miny i gesty, jak na prawdziwą gotkę przystało, by po chwili się z nich śmiać. To był w ogóle, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, bardzo uśmiechnięty koncert. Taki pozytywny kop w niekoniecznie pozytywnym czasie. Tak że wielki szacunek dla Tarji (i zespołu) - za muzykę, za profesjonalizm, ale przede wszystkim za to, że po tylu latach na scenie i ma, i potrafi dać tak dużo dobrej energii.

5 komentarze :

Tylko Jej przypadkiem nie dorabiajcie "gęby" lesbijki. To piękna kobieta hetero.

Rozumiem, że brzydkim kobietom hetero taką gębę możemy dorabiać?

Drogie anonimy, jak już nie potraficie się podpisać, to chociaż komentujcie z sensem. Chętnie przeczytałabym np. o tym, kto ciekawiej interpretuje "Upiora w operze" - Sarah Brightman czy Tarja Turunen. Albo chociaż o tym, czy rozstanie z Nightwishem dobrze jej zrobiło. Ok, rozmarzyłam się.

oj tak Tarja ma głos nie do zdarcia (można powiedzieć,że jej głos stworzony jest do wyższych celów, w klasyce jest bajeczna), a nowe kawałki rozczarowują, bo przyzwyczailiśmy się do Tarji śpiewającej w oprawie muzycznej Nigtwisha :)choć z "nowych" piosenek mi osobiście podoba się "I walk alone" i " Poison", wydaje mi się, że w tej popowej ścieżce szuka swojego stylu, ale z relacji widzę, że i tak świetnie się bawi, prawdziwe zwierze sceniczne:) i to mnie bardzo ucieszyło. Podobnie jak cieszy mnie to,że odebrałyście tą pozytywną energię, zatem wymiana energii między zespołem i publicznością drożna, nie zawiodła ;):) no to wpisuję Tarje na listę do zobaczenia ;), dzięki za relację, pozdrawiam serdecznie. Magda

@Magda
Mam dokładnie te same odczucia. Że może i z Nightwishem była ciekawsza, ale najważniejsze jest to, że to, co robi, sprawia jej radość (bo ostatnie lata z Nightwishem z pewnością nie sprawiały).

Mi szczęka opadła podczas "Tired of being alone", niesamowite wykonanie. Co do Upiora - ja się niesamowicie bawiłam obserwując jej mimikę przed zaśpiewaniem kolejnej coraz wyższej nuty ;-) A wersja Sarah Brightman też wywołuje ciary - z tym że późniejsze wykonania, ona zdaje się późno zaczęła śpiewać i w okresie oryginalnego Phantoma jeszcze nie miała tej mocy w głosie. Pozdrawiam! Agnieszka

Prześlij komentarz