Przejdź do głównej zawartości

Ustawa razy trzy

W piątek na konferencji prasowej w Sejmie Sojusz Lewicy Demokratycznej, Ruch Palikota oraz przedstawiciele akcji Miłość nie wyklucza, Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich i przedstawicielka fundacji Trans-Fuzja ogłosili, że złożą wspólnie dwie ustawy - o związkach partnerskich i o umowie związku partnerskiego:





Wytłumaczenie przybyłym na konferencję dziennikarzom i dziennikarkom, dlaczego zamiast jednej ustawy są dwie i czym się one właściwie od siebie różnią, okazało się skomplikowanym zadaniem. Mimo że zebrani po wygłoszeniu swoich oświadczeń kilkakrotnie tłumaczyli, na czym polegają (a na czym nie) różnice między tymi dwoma projektami, w notce prasowej z konferencji dziennikarze PAP-u błędnie podali (a za nimi wszystkie media), że chodzi przede wszystkim o to, że ustawa o związkach partnerskich dotyczyć będzie wyłącznie par jednopłciowych. Prace nad ustawami dopiero się zaczynają, tak że będzie sporo czasu na odkręcenie nieporozumień i wyjaśnienie wszystkich wątpliwości, ale ta sytuacja pokazuje, jak nowy, mimo że nie pojawił się wczoraj, jest to temat i jak wiele pracy czeka wszystkich zaangażowanych w pracę nad powstaniem i promocją tych rozwiązań. Szczególnie że propozycje RP i SLD nie są jedynymi - również poseł Artur Dunin z Platformy Obywatelskiej zapowiedział, że już w lutym jego partia zgłosi swój własny, skromny projekt, który przewiduje rozwiązanie m.in. kwestii dziedziczenia, wspólnego zaciągania kredytów, dostępu do informacji medycznej oraz obowiązku alimentacyjnego.

Oczywiście samo pytanie, czemu dwie partie wspólnie składają dwa projekty ustawy zamiast jednego, było niegłupie. Tyle że równie dobrze można by na przykład spytać, dlaczego mieliśmy aż pięć projektów ustaw regulujących kwestię zapłodnienia in vitro. Lepiej więc, zamiast wnikać w (między)partyjne układy, zastanowić się, który projekt ma największe szanse (to akurat proste - Platformy) i co zrobić, by na przyjęciu minimalistycznych rozwiązań się nie skończyło. I jeżeli spojrzeć na sytuację z tej perspektywy, to dobrą wiadomością jest już sam fakt istnienia projektu pokazującego, że nasze żądania nie kończą się na kwestiach majątkowych (swoją drogą, jak można nie wiedzieć, że co jak co, ale wspólne kredyty możemy akurat brać bez problemu) i że trochę szersze, PACS-opodobne rozwiązanie jest co najwyżej półśrodkiem. Teraz najważniejsze jest, aby przebić się do wiadomości publicznej z różnicami między tymi projektami i nie pozwolić politykom zapomnieć, że nam nie chodzi o cokolwiek, ale o pełną równość. Aby, gdy już (kiedyś, kiedyś...) jakieś rozwiązanie przejdzie, żaden z nich nawet nie pomyślał "dostaliście, czego chcieliście, a teraz się zamknijcie".

A póki co krótkie podsumowanie tego, co już wiemy o poszczególnych projektach ustaw:

Projekt Platformy Obywatelskiej - zakłada, że związek dwóch/dwojga osób (płci dowolnej) będzie regulowany umową notarialną. Skupia się głównie na kwestiach majątkowych - dziedziczeniu, wspólnym zaciąganiu kredytów, obowiązku alimentacyjnym - oraz na umożliwieniu partnerom/partnerkom dostępu do informacji o zdrowiu drugiej osoby.

Ustawa o umowie związku partnerskiego przygotowana dla SLD przez Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich, wspierana przez SLD i RP - zakłada, że związek dwóch/dwojga osób (płci dowolnej) będzie regulowany umową notarialną, zgłaszaną później w Urzędzie Stanu Cywilnego. Główna zasada: partnerzy/partnerki dowolnie kształtują wzajemne zobowiązania. Nie daje możliwości uroczystego zawarcia związku, przysposobienia dziecka partnera/partnerki (adopcji "zewnętrznej" też nie), sądowego rozwiązania związku (umowę możne wypowiedzieć nawet jedna ze stron), zmiany stanu cywilnego, zawarcia związku przez osobę poniżej 18 roku życia. Dodatkowy problem - partnerzy/partnerki nabywają prawa (np. prawo dziedziczenia, zasięgania informacji o zdrowiu partnera/partnerki) dopiero po roku od zawarcia związku. Główny (poza wymienionymi brakami) kłopot z tym rozwiązaniem jest taki, że, skoro strony w związku mogą dowolnie kształtować wzajemne zobowiązania, trudno sobie wyobrazić, na jakiej zasadzie będą nabywać prawa. Prawo nie może przecież identycznie traktować związków, w których partnerzy/partnerki nie zobowiążą się wobec siebie do literalnie niczego i takich, które zadeklarują wspólnotę majątkową, alimenty w razie rozstania itd. itp. W końcu prawa (majątkowe i inne) muszą z czegoś wynikać.

Ustawa o związkach partnerskich, czyli tzw. projekt zgody, o którym pisałam tu, przygotowany m.in. przez prawników z grupy Miłość nie wyklucza i KPH, wspierany przez SLD RP - zakłada, że związek dwóch/dwojga osób (płci dowolnej) będzie zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego. Najbliższy małżeństwom. Różnice: możliwość pozasądowego rozwiązania związku (przy zgodzie obu stron), rozdzielność majątkowa jako domyślny ustrój związku (partnerzy/partnerki mogą to zmienić u notariusza).

Więcej informacji, jak już poznamy dokładny kształt ustaw, a na razie zapraszam do zapoznania się z oświadczeniem akcji Miłość nie wyklucza.

Komentarze

  1. Ciekawi mnie, jak rozwiązano kwestię zawierania związku w USC (nastąpi zmiana ustawy o aktach SC?) przy jednoczesnej możliwości jego pozasądowego rozwiązania. Czy oznacza to, że nie dochodziłoby do zmiany stanu cywilnego? Jak w takim razie rowiązać problem zakazu zawierania wiecej niż jednego związku, jednocześnie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Konkret będzie, jak treść ustawy zostanie podana do wiadomości publicznej. Ale z tego, co kojarzę (nie jestem prawniczką, więc mogę źle kojarzyć), chodzi o to, że partnerzy/partnerki będą mogli rozwiązać związek, składając odpowiednie oświadczenie w USC - o ile owo rozwiązanie będzie przy obopólnej zgodzie. Jeżeli nie - sprawa rozstrzygnie się w sądzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspólnie ale jednak oddzielnie. Wspólnie ale co innego. Ciekawy casus.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehmmm...Tiaaa...Oznacza to konieczność zmian w ustawie o aktach SC i zmian w kodeksie cywilnym. Fajnie. Przy okazji, znów pojawia się bzdurny problem, rzekomego braku dostępu do informacji o zdrowiu partnera, w przypadku związku osób tej samej płci bądź konkubinatu. Ustawa o zawodzie lekarza daje takie samo prawo do tego zarówno małżonkom jak i konkubentom czy osbom homoseksualnym, żyjącym w związku. Tym razem przewinęło się to w kontekście projektu PO.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie najbardziej ciekawi nie to czy ale jaki koszmarek wyjdzie po ewentualnym "kompromisie". Niby nie może być gorzej, niż jest teraz ale mam obawy, że posłowie, jeśli już nam coś zafundują, to może być coś to strasznego. W myśl zasady "uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać" będziemy w niezłym klopsie ;).
    A martwi mnie to, że nie można się dogadać w najprostszych sprawach. Do przeciętnego Polaka dotrze zgiełk i brak jasnego kontekstu. A w takich sytuacjach przeważnie pod stołem przechodzą prawne dziwactwa. Najnowszy przykład ustawy refundacyjnej dobrze to pokazuje. A to jednak temat nośny i mamy do czynienia z silnymi grupami zainteresowanych. Grupy te (lekarze, farmaceuci) potrafią wpływać na decyzje ministra i jego pośpieszne "łatanie" tego całego syfu.
    Ciekawi mnie, czy jak już jakiś kaszalot legislacyjny na nasz temat wyjdzie spod głosowania to będziemy mieć na tyle silny wpływ, żeby się sprzeciwić i żądać poprawek. Jak na razie nie mamy silnego lobby sejmowego a i nasi posłowie z tego co widzę "płyną" z przewodniczącym.
    Na koniec dostaniemy jakieś monstrum na zasadzie zapchania tematu i pokazania Europie, że mamy "jakąś" ustawę.
    Może źle wróżę ale jeśli na początku mamy trzy tak rozbieżne propozycje to serio myślę, że będą chcieli nas mieć z głowy i dadzą nam jakiś ochłap.

    OdpowiedzUsuń
  6. O! Jak miło;) Okazuje się, że nie jestem tutaj jedyną, kracząca wroną;)
    Zamiast: "Ustawa, najpierw" powinno być: "Debata, najpierw".

    OdpowiedzUsuń
  7. >>Na koniec dostaniemy jakieś monstrum na zasadzie zapchania tematu i pokazania Europie, że mamy "jakąś" ustawę.<<
    Dokładnie dubiduu.
    Ja sama nie bardzo rozumiem, po co ustawa nr 2. i 3. A i tak na przegłosowanie ma największe szanse projekt PO, którego strach się bać, jak będzie chociaż w 10% tak rozpier** jak ustawa refundacyjna...


    PS. Dlaczego teraz konkrety co do projektu są nieznane?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale zaraz zaraz ;)
    Debata trwa nieustająco, ile jeszcze może trwać ?
    I tak będzie w sejmie cyrk jeśli dojdzie do czytań. Jak się te wszystkie Suskie zbiorą i będą robić z siebie durni byle tylko ich elektorat mógł sobie przed telewizorami pooglądać jak ich przedstawiciel robi "dobrą robotę bo zboki powinny siedzieć cicho". Będzie "ubaw po pachy", to pewne.

    Mój poprzedni post dotyczył tych projektów ustaw, które już są a nie "szerokiej debat" bo jak dla mnie to jest cofanie się.
    Dobrze, że w końcu coś ruszyło. Niedobrze, że jak zwykle w naszym kraju, każdy wie lepiej i ma lepszy pomysł. Tak więc zamiast mądrego kompromisu z w miarę silnym poparciem mamy trzy pomysły.
    Mi oczywiście najbliżej jest do projektu Miłości ale bardzo, bardzo się boję, że jako projekt mądry trafi do niszczarki pod biurkiem marszałek Kopacz.

    OdpowiedzUsuń
  9. @la_petite_parisienne
    W materiale filmowym z konferencji jest mowa o tym, że wprowadzenie jakiejkolwiek ustawy o z.p. oznacza zmianę iluś tam ustaw, tak że to akurat nic dziwnego. Również dostępny projekt Grupy Inicjatywnej pokazuje, że tak to ma wyglądać. Co do informacji o stanie zdrowia - tak, każdy ma możliwość podania w szpitalnym formularzu lub ustnego upoważnienia dowolnej osoby. Jeżeli jednak mamy do czynienia nie z planowym przyjęciem, a z nagłym wypadkiem, i jeżeli nie ma możliwości wypełnienia owego formularza lub dania ustnego upoważnienia, to dostęp do informacji o naszym zdrowiu mają jedynie osoby bliskie, a za takie nasze prawo nie uznaje partnerów pozostających w związku jednopłciowym (w przeciwieństwie do pozostających w nieformalnych związkach różnopłciowych).

    @dubiduu
    Masz rację, ta sytuacja pokazuje słabość i naszą, i "naszych" polityków. Tym bardziej jednak trzeba się starać wyciągnąć z niej jak najwięcej - samym martwieniem się nic nie zwojujemy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Babette- mój ostatni post był skierowany do "la_petite_parisienne". Nie wiedziałam, że wpadniesz z wizytą w międzyczasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No jasne Ewo, że martwieniem nic nie zwojuję, poza tym, że dostanę setnego wrzodu ;) a przy obecnej sytuacji w Ministerstwie zdrowia, to byłby słaby pomysł ;)
    Co znaczy Twoim zdaniem "starać się wyciągnąć jak najwięcej" :) ?

    OdpowiedzUsuń
  12. @babette
    Konkrety niedługo. Kiedy - to leży w gestii polityków, ale wiem na pewno, że to kwestia tygodni, nie miesięcy.

    @dubiduu
    To, co napisałam - zrobić porządną akcję informacyjną, aby, jak już dadzą nam ten ochłap, mieli przynajmniej świadomość, że to ochłap.

    OdpowiedzUsuń
  13. @dubiduu - Debata trwa ale po za ośrodkami decyzyjnymi i po za mediami. To co się pojawia to ochłapy. Po za tym, pisząc "debata" mam na myśli merytoryczna dyskusję, przede wszystkim prawników bo sadząc po dotychczasowych projektach, jest zbyt wiele wpadek lub jak wolisz "kaszalotów legislacyjnych". Piszesz: "Do przeciętnego Polaka dotrze zgiełk i brak jasnego kontekstu". Ano właśnie...

    OdpowiedzUsuń
  14. @la_petite_parisienne- no zaraz ale przynajmniej w przypadku projektu Miłości mam tę pewność, że zajmują się nią właśnie prawnicy.
    Ewa odpowiedziała mi na moje pytanie- akcja informacyjna jest przynajmniej jakimś konkretnym pomysłem. Widziałabym taką akcję wśród posłów ;).
    Debaty są fajne i projekt może być najlepszy na świecie ale jest jedno podstawowe "ale". To, co z tego projektu zostaje po obróbce "oświeconych posłów i posłanek" to już inna sprawa. I na pewno coś zupełnie innego niż wyjściowy projekt.

    OdpowiedzUsuń
  15. No i nie zapominajmy, że akurat na brak debaty w mediach narzekać nie możemy. I nie mamy na myśli pojedynczych tekstów (te są wszędzie od lat) czy programów TV, a całe cykle redakcyjne poświęcone związkom ("Polityka") czy wręcz akcje nie tylko edukacyjne, ale też zachęcające do wywierania wpływu na polityków ("Gazeta Wyborcza"). Media nie są więc problemem, trzeba jedynie podtrzymywać dobre kontakty i dbać o rzetelność informacji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ewa...
    Art.3, ust.1, pkt.2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, stanowi:
    "osoba bliska - małżonka, krewnego lub powinowatego do drugiego stopnia w linii prostej, przedstawiciela ustawowego, osobę pozostającą we wspólnym pożyciu lub osobę wskazaną przez pacjenta".
    Homoseksualni, partner czy partnerka sa osobami pozostającymi we wspólnym pożyciu.
    A w uchwale Izby Cywilnej SN z dn. 21 maja 2002 (Sygnatura: III CZP 26/02) czytamy:
    "...termin ,"wspólne pożycie" jest przez
    ustawodawcę jednolicie rozumiany i oznacza on zawsze relację pomiędzy dwiema
    osobami, które chociaż formalnie nie zawarły związku małżeńskiego, pozostają
    jednak w stosunkach faktycznych takich jakie charakteryzują stosunki pomiędzy
    małżonkami."
    I, miedzy innymi, takich przykładów brakuje w, rzekomo toczącej się od lat, debacie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dubiduu.
    Kiedy się "staruje" z projektem to, dobrze by było, pamiętać o sposobie procedowania w polskim parlamencie. Takich, zepsutych ustaw jest wystarczająco (za) dużo. Żeby coś przeszło bez większych poprawek, trzeba mieć poparcie nie opozycji ale rządu i większości paralamentarnej, mieć projekt "zapięty na ostatni guzik", do którego nikt się merytorycznie przyczepić nie może. Inaczej - kolejny gniot...

    OdpowiedzUsuń
  18. I tu się mylisz - sądy różnie interpretują kwestię "wspólnego pożycia" w przypadku par jednopłciowych (w ostatnich latach nasze media opisywały kilka takich spraw - poszukaj chociażby "Kozak przeciwko Polsce", zajrzyj też tu: http://www.rp.pl/artykul/734770.html?print=tak&p=0), dlatego ta kwestia wymaga uregulowania.

    OdpowiedzUsuń
  19. No tak ale weź pod uwagę, że osoby pozostające w związku homoseksualnym nie są postrzegane jako będące w "stosunku faktycznym takim, jaki charakteryzuje stosunek między małżonkami". To raz. A dwa to chyba nie trzeba po raz setny tłumaczyć, że co innego jak moja partnerka idzie na przewidzianą wizytę w szpitalu i przytomna wpisuje mnie jako osobę do informowania a co innego jakby (odpukać w niemalowane) straciła przytomność na ulicy i została zawieziona do szpitala. Guzik z pętelką- nikt mnie o niczym nie poinformuje. Ale to już chyba setki razy było wyjaśniane ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. petitte- gdybyśmy czekali na to aż nam jakaś wyższa siła ześle dwustu trzydziestu kilku oświeconych posłów, którzy zrozumieją, że nie tylko ta ale i inne ustawy powinny być mądre, to naprawdę moglibyśmy się doczekać, że polska żyzna ziemia zamieni się w bezkresny step.
    Nie ma czegoś takiego jak "projekt zapięty na ostatni guzik". Nawet ustawa o ochronie zwierząt, czy o przemocy w rodzinie wywoływała dyskusje i za przeproszeniem gówno wyszło a nie "zapięty guzik". Zapięta na guzik może być uchwała sejmu, a nie ustawa. A to jednak jest spora różnica.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dubiduu...
    Wszystko rozbija się to ten guzik. Jeśli projektodawcy wydaje się, że jest zapięte to takie są efekty ale to nie temat tego wątku.
    Nikt Cię nie poinformuje (odpukać) bo sam jest niedoinformowany. Właśnie na skutek szumu informacyjnego, rzucania ochłapami w mediach, urzędnicy, lekarze etc., etc. nie znają prawa i strasznie się dziwią jak się im ksero z odpowiednim przepisem pod nos podsunie.
    Ewa...
    Sąd Apelacyjny w Białymstoku podjął inną decyzję niż sąd w Szczecinie, w identycznej sprawie (tyle wiem z prasy, że była identyczna jak Kozaka). Nie słyszałam, żeby organizacje typu KPH poszły za ciosem i skierowały w tej sprawie pismo do RPO o nierównym traktowaniu powodów w identycznych sprawach, w zależności od miejsca rozprawy. Nie ma w Polsce prawa precedesu (i słusznie) ale RPO jest władny do podjęcia akcji. To, także, brakujący element debaty.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ewa...Bo mi umknęło. W sprawie zmian innych ustaw, przy okazji okazji o związkach partnerskich. Czy ktoś ma świadomość ILE ustaw jest do zmiany? Nawet tak, wydawałoby się odległe od tematu jak:
    1. ustawa z dnia 8 września 2000 r. o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji
    przedsiębiorstwa państwowego ,"Polskie Koleje Państwowe".
    2. ustawa z dnia 4 września 1997 r. o dyscyplinie wojskowej.
    3. ustawa z dnia 23 grudnia 1994 r. o Najwyższej Izbie Kontroli.
    A, to wierzchołek góry lodowej.
    Brakuje tylko Titanica...

    OdpowiedzUsuń
  23. Czyli jest dokładnie tak, jak napisałam - jest to kolejna kwestia do uregulowania przez prawo. I nasze organizacje, we współpracy z RPO, również nią się zajmują:
    http://mojeprawa.info/619/wizyta-przedstawicieliek-organizacji-lgbt-w-ministerstwie-zdrowia/

    Tak że nie o brak debaty się rozchodzi, a o to, że o tym nie czytałaś. A to jednak spora różnica:)

    Co do liczby ustaw do zmiany - tak, osoby przygotowujące ustawę o z.p. mają tę świadomość. Ktoś nawet policzył, że jest ich bodaj 173.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ewa...
    I pięknie. Tyle, że pojęcie "osoba bliska" i "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu" to kwestia interpretacji (i, odpowiedniej uchwały) SN, zwłaszcza po wyroku Trybunału w sprawie "Kozak vs Polska" a nie zajęcie dla Ministra Zdrowia. Dla PRO, tak, zdecydowanie tak.
    I, taka zmiana interpretacji jest WYSTARCZAJĄCA aby nie trzeba było zmieniać 173 (oby tylko!) ustaw...Po co z Łodzi do Warszawy przez Wrocław? No chyba, że przejdzie projekt MNW, to, wtedy, nie ma przeproś. I Konstytucję trzeba będzie zmieniać...
    (Drugiej sprawy omawianej w czasie wizyty w MZ nie będę ruszać bo to nie ten wątek i nie chcę się denerwować przed snem);)

    OdpowiedzUsuń
  25. Napiszę tak - w tej kwestii wierzę, że rację ma RPO, podejmując właśnie takie a nie inne działania. Jeżeli uważasz, że jest inaczej - zachęcam do zwrócenia się właśnie do jej biura - odpowiada na zapytania, i to dość szybko, wiem, bo sama dostałam odpowiedź na moje zgłoszenie.

    Fragmentu o zmianie interpretacji nie rozumiem. Ustawa o z.p. ma na celu coś więcej niż umożliwienie uzyskiwania informacji o zdrowiu partnerki/partnera.

    Tak na marginesie, to mam wrażenie, że trochę szukasz dziury w całym. Piszesz, że nie ma potrzeby zmian w prawie. Jak się okazuje, że są, to piszesz, że KPH się w tej kwestii nie zwróciło do RPO, a przecież ta sprawa leży w jej gestii. Jak się okazuje, że KPH i SPR wspólnie z RPO pracują nad zmianami w ustawie o Prawach pacjenta, to piszesz, że tym się powinien zająć SN. A może by tak dla odmiany uznać, że ludzie, którzy się tym zajmują, czasami wiedzą, co robią?:)

    OdpowiedzUsuń
  26. la_petite: Jasne, niech zostanie taki stan rzeczy, po cholerę się męczyć. Łojzicku, żeby zrównać ludzi w prawie, aby nikt nie czuł się obywatelem/ką drugiej kategorii we własnym kraju trzeba zmienić aż 173 ustawy. Nosz to przecież katorżnicza, niewolnicza oraz grożąca utratą zdrowia, jak nie życia, praca.
    No doprawdy zgroza, biedni posłowie, urzędnicy, sądy. Przecież nigdy przenigdy nie zmieniano ustaw.

    OdpowiedzUsuń
  27. Jesli chodzi o debate w mediach masowych, to jej nie ma i nie bylo (z wyjatkiem cyklu w POLITYCE, ale tak naprawde masowym medium jest moim zdaniem tylko telewizja od godz 1600). Jest za to bleblanie i wygrywanie nut histerycznych. Tak jak w przypadku ustawy refundacyjnej i strajku, tak tu albo mamy temat czy zwiazki maja byc czy nie i najlepiej zeby sie wypowiadal wlasnie jakis suski bo wzrosnie ogladalnosc, albo tej nieszczesnej informacji o stanie zdrowia.

    Podobno w jakims serialu jest para gejow z dzieckiem, znacie tytul?

    OdpowiedzUsuń
  28. Aaa, że taka debata w TV? Eksperci siadają i spokojnie, maksymalnie zbliżając się do postawy obiektywnej, tłumaczą, o co w tym chodzi i z czym to się je? Jeżeli kiedykolwiek takową w naszej TV zobaczę (w jakiejkolwiek sprawie - ustawy refundacyjnej, Smoleńska, praw dziecka, wyborów itd.) to chyba stwierdzę, że obudziłam się w innym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  29. @ Ewa - no taką, taką:) Prawda, że mam zachcianki?:) Zresztą, na tym chyba właśnie dyskusja polega.

    @Rude - szanuję wysiłek osób zaangażowanych w projekty, tym bardziej denerwujące jest, że wynik tej pracy jest żaden.
    Nie ma partii, która by miała interes w ustawie, której by zależało na niej zależało, oczywiście z wyjątkiem okresu kampanii wyborczej. Nie zapomnę jak pani Piekarska stwierdziła, że projekt ma gotowy od roku, ale złożono go oczywiście przed wyborami. Tym samym nie dając mu żadnych szans, bo po wyborach całą robotę zaczyna się przecież od nowa. A my się wtedy jak najbardziej naiwny z czterolatków cieszymy, że coś się może ruszy..? Wreszcie..? Już..? E nieeee, już po wyborach... Poczekajmy do następnych.
    I tak sobie kolejna kadencja mija.

    Homozwiązki są jeszcze dobre z jednego względu - można zwołać konferencję prasową i strzelić fotkę. Z pierwszym projektem, drugim, piątym, siedmnastym...

    Może zamiast być mięsem wyborczym należy przekonać nie posłów, ale część społeczeństwa, że ustawa jest potrzebna - a jak będzie zapotrzebowanie, to i chętni do procedowania się znajdą.

    A na razie, obawiam się, że po poprawkach wyjdzie jakiś koszmarek, na którym nikomu nie będzie zależało, ale ustawa - podobnie jak "kompromis aborcyjny" będzie.

    Nie wiem jak Wam, ale mnie zależy na prawie do wspólnego opodatkowania, zniesienia podatku od dziedziczenia, ale to nie przejdzie. Państwo jest na deficycie, a to jest możliwość oszukiwania na daninach, powiedziała to już HGW w Tok fm.

    Może Wy, zaangażowane w małe kroczki, które wydają się pchać sprawę związków do przodu, nie widzicie, że wcale się nie przesuwamy.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ewa. Masz rację, szukam dziury w całym. W doddatku, często znajduję. No, tak mam. Za stara jestem, żeby się zmieniać...

    OdpowiedzUsuń
  31. jakie korzysci ma miec panstwo z mozliwosci wspolnego opodatkowania i zniesienia podatku od dziedziczeni w przypadku zwiazku, ktory np. ustala, ze zadnych wspolnych zobowiazan nie bedzie a rozwiazac go mozna mowiac sobie wzajemnie- bylo milo ale sie skonczylo

    OdpowiedzUsuń
  32. Anonimowy.
    Szukasz dziury w całym, "chleb" mi odbierasz:D
    A, państwo ma taką korzyść, że ma szczęśliwych obywateli;)

    OdpowiedzUsuń
  33. @Ewa - bardzo dziękuję za jasne streszczenie wszystkich projektów :)

    OdpowiedzUsuń
  34. @Anonimowy, la_petite_parisienne
    A toście się przyczepili, wyciągając dokładnie ten sam zarzut w stosunku do PACS-ów, który jest w moim tekście;P

    @babette
    Widzisz, ja nie uważam, by nic się nie zmieniło. Przeciwnie - jak patrzę na to, co było 10 lat temu i na to, co teraz, to widzę, że zmieniło się i społeczeństwo, i politycy, i media. Kilka przykładów:
    - 10 lat temu w GW była pierwsza debata na temat homoseksualności, domknięta homofobicznym tekstem Milskiej-Wrzosińskiej; od paru lat GW nie dość, że tępi wszelkie przejawy homofobii, to jeszcze wspiera nas w walce o ustawę (i nie tylko),
    - 8 lat temu Cimoszewicz uwalił ustawę Szyszkowskiej; dziś nie tylko partie zwane lewicowymi, ale nawet nasza wspaniała "centroprawica" umizgują się do środowiska LGBTQetcetera,
    - 9 lat temu (bodaj) wyszedł słynny numer "Więzi" o "leczeniu" z homoseksualizmu; dziś to samo pismo publikuje teksty, w których dopuszcza jakąś formę prawnej regulacji naszych związków; więcej - katolicki "Znak" zupełnie serio pisze o teologii queer,
    - w ubiegłym roku "społeczeństwo" zapytane przez CBOS czy inny OBOP o konkretne zapisy z ustawy o z.p. w większości (w sensie - ponad 50 procent) poparło rozwiązania dotyczące kwestii majątkowych czy związanych z opieką nad partnerem/partnerką
    itd.

    Jasne, że nadal brakuje kropki nad i w postaci sensownej ustawy. Jasne, że naszym politykom można bardzo wiele zarzucić. Ale widać, że klimat społeczny i polityczny się zmienia. My też się zmieniamy i nie idziemy za każdym, kto się do nas uśmiechnie, ale nie zrobi nic poza tym (o czym przekonało się w dniu wyborów SLD) i zaczynamy być odbierani jako siła, która w przyszłości może coś znaczyć.

    Pewnie, że jest ileś tam osób, które uśmieszki polityków kupują i robią za owo mięso wyborcze, tyle że celem MNW nie jest bycie przybudówką partii politycznych, a promocja i wspieranie idei związków partnerskich. I nie będziemy klaskać PACS-om. Co zresztą, mam nadzieję, widać w naszym oświadczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ewa.
    O, przepraszam. Czepiłam się Anonimowego, że się czepia. Zrobiłam to łagodnie bom z natury, taka. Twój tekst przeczytałam i, znajdując inkryminowane wątpliowści, nic o tym, akurat, nie pisałam. Wychodzi na to, że teraz Ty szukasz dziury w (moim) całym:D

    OdpowiedzUsuń
  36. A bo widzisz, źle ukierunkowałaś przedmiot czepnięcia, stąd twoje czepnięcie się wyglądało nie na czepnięcie, a na głos poparcia. Otóż należało się czepnąć nieumiejętności czytania ze zrozumieniem, a nie czepialstwa. Ale co ja tam wiem o czepianiu;P

    OdpowiedzUsuń
  37. @ Ewa: to o status quo odnosiło się do polityki i prawa. Zmiany społeczne dostrzegam, stąd myśl o nacisku na edukację, oczywiście najskuteczniejszą przez misyjne seriale TVP.

    A co do umizgiwania się partii, to może się umizgują wstydliwie i po cichutku, bo tu u mnie jakoś nie słychać...

    OdpowiedzUsuń
  38. Hm. Skoro zmiany społeczne następują, to czas najwyższy, by zająć się również (!) politycznymi.

    Co do umizgów - inaczej nie potrafię nazwać zagrywek w stylu "wyrzucamy Węgrzyna z PO, bo nie ma u nas miejsca dla homofobów" czy sytuacji, w której nagle mamy nie jedną ustawę, a trzy. Bo na pewno nie wynikają one z miłości do nas czy nagłego przejęcia się naszym ciężkim losem.

    OdpowiedzUsuń
  39. "domyślna rozdzielność majątkowa" czy dobrze wiec rozumiem, ze jeśli nie ureguluje się sprawy w odpowiednim czasie, w razie mojego ewentualnego wlecenia pod samochód przychodzi trzecia kuzynka jako najbliższa rodzina i zabiera to, czego nabyłam w trakcie trwania związku jako iż jest rozdzielność majątkowa, a ja nie zapisałam testamenciku na husteczce, ani u notariusza?

    OdpowiedzUsuń
  40. 1. To tylko projekt.
    2. To trzeba o tym pomyśleć zawczasu, nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
  41. Ewa.
    Uwaga, będę się czepiać.:D
    O tym, można pomyśleć zawczasu i teraz, bez ustawy, n'est-ce pas?;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie, nie można. Polskie prawo nie umożliwia dziedziczenia na takiej zasadzie jak rodzina/osoby spokrewnione osobom niebędącym rodziną/osobami spokrewnionymi. I tu żaden testament nie pomoże. Tak że po raz kolejny czepiasz się dla zwykłego czepialstwa, a nie po to, aby wnieść coś merytorycznego do dyskusji. Oczywiście - Twoje prawo, ale ja się z tej "rozmowy" wyłączam. Jak będę miała ochotę "podyskutować" z tego typu argumentami, wybiorę się na Frondę czy inną Rzepę.

    OdpowiedzUsuń
  43. w kazdym z tych trzech projektow jest mozliwosc ze para nie deklaruje wobec siebie zadnych zobowiazan i jest mozliwe rozwiazanie bezsadowne takiego zwiazku- jesli nie ma zobowiazan nie powinno byc tez praw

    OdpowiedzUsuń
  44. @Anonimowy
    Jasne. A podeślesz mi linki do tych projektów, o których piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  45. nie rozumiem- piszesz o trzech roznych projektach nie znajac ich?

    OdpowiedzUsuń
  46. Tak samo jak pozostałe media bazuję na informacjach podanych podczas konferencji prasowej w Sejmie oraz na wypowiedziach posła Dunina z PO. Żaden z projektów nie został jeszcze złożony w Sejmie, treść żadnego z nich nie została podana do wiadomości publicznej, tak że wszelkie "nie ma", "jest" nieoparte na informacjach podanych mediom to bazowanie na własnych wyobrażeniach na temat tego, co tam może być. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  47. Ewa. Polskie prawo nie uwzględnia takiej sytuacji ale uwzględnia możliwość rozporządzenia testamentowego z wyłączeniem "trzeciej kuzynki". Bo to owa, została przywołana w poście Anonimowego. I, do tego się odniosłam, Ty, z resztą, też.
    W tym, konkretnym przypadku dziedziczenia ustawowego, sam fakt pożycia to mało, jak również rejestracja związku partnerskiego bez zmiany stanu cywilnego to, w świetle doktryny, także mało.
    A, tak wogóle, pisząc poprzedniego posta myślałam o czymś zupełnie innym. Juz śpieszę z wyjaśnieniem...
    Niezależnie od tego, który z projektów, i w jakim kształcie, przejdzie ścieżkę legislacyjną, nadal sytuacja jak w sprawie Kozak vs Polska będzie możliwa. Mówię o sytuacji, w której jeden/a z partnerów/ek będzie (lub może być) wykluczona z objęcia mieszkania lokatorskiego, bądź spółdzielczego albo, w przypadku braku testamentu (żeby nie komplikować - notarialnego) na rzecz współpartnera/ki, przyjdzie "trzecia kuzynka" i zabierze wszystko, jako jedyna, żyjąca krewna bo niestety, żaden z projektów nie przewiduje takiej regulacji. Nie przewiduje, nie ze złośliwości czy zapomnienia tylko z powodu ograniczonego zasięgu.

    OdpowiedzUsuń
  48. A skąd wiesz, że nie przewiduje (zmiany stanu cywilnego, możliwości dziedziczenia prawa do mieszkania itd.)? Czytałaś te trzy projekty? Przypuszczam, że nie. Ba, przypuszczam, że nikt nie zna całej trójki. Czyli - jedynie uważasz, że ich twórcy nie przewidzieli takiej możliwości. Tak jak uważałaś, że KPH nie zajmuje się wspólnie z RPO dookreśleniem pojęcia osoby bliskiej, twórcy projektów nie wiedzą, że wprowadzenie z.p. oznacza zmianę iluś tam ustaw itd. Czyli szukasz dziury w całym:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Ewa. Trzy różne sprawy. Dookreślenie pojęcia "osoby bliskiej" tak ale nie tylko bo pozostaje, ważniejsze "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu". Pisałam, to jest zajęcie dla RPO ale nie via Ministerstwo Zdrowia. Ale ja nie o tym.
    Z powodu jakiegoś zawirowania, moja odpowiedź buja się gdzieś w przestrzeni wirtualnej, zamiast niej zduplikowła się mój poprzedni post. Wot, tiochnika;)
    Zmiana stanu cywilnego a zasięg działania ustawy o ZP to dwie różne rzeczy, choć się, częściowo łączą. Fakt, tutaj merytoryczną dyskuję uniemożliwia brak dostępu do projektów w ich ostatecznym kształcie. Obijamy się o to co w mediach a to, jak wiadomo, niekoniecznie musi być tak jak nam przedstawiono.
    Ponieważ nie jestem w stanie odtworzyć całości, skupię się na jednym. Zwróć uwagę, że mimo przejścia ustawy o ZP przez całą ścieżkę legislacyjną (mniejsza o wersję), nadal casus Kozak nie będzie uregulowany bo ustawa na to wpływu mieć nie może. To leży w zakresie doktryny a konkretnie koniecznej, korzystnej zmiany wykładni SN (wraz z uchwałą Izby Cywilnej). Warunkiem sine qua non, korzystania z dobrodziejstw ustawy (jeśli nastąpi zmiana stanu cywilnego, to tych korzyści będzie więcej) jest zawarcie związku partnerskiego. (Przy okazji, jeśli nie przejdzie - jestem w tym względzie pesymistką- zmiana stanu cywilnego to nici z wspólnego opodatkowania i dziedziczenia ustawowego.) Natomiast pary jednopłciowe, które takowego nie zawrą, nadal będa dyskryminowane. Bedzie to taka sama sytuacja, jak w przypadku małżeństw i konkubinatów, tyle, że pary jednopłciowe będą w gorszej sytuacji niż konkubenci. Nadal. Ustawa jest tylko fragmentem układanki. Założenie, że po uchwaleniu ustawy wszyscy jak jeden mąż czy żona, hurmem rzucą się rejestrować związki jest oparte na błędnych przesłankach. Wśród heteronormatywnej części społeczeństwa istnieje (rosnąca, wciąż) liczba par, które z jakichś powodów wolą byc w gorszej sytuacji (prawnej) niż iśc do USC i wypowiedziawszy sakramentalne "Tak", mieć "z górki". Ten sam mechanizm będzie działał w przypadku par jednopłciowych.
    Zrozum, że ja nie jestem przeciwna inicjatywie ustawy o ZP, bo dostrzegam potrzebę zmian prawnych w tym obszarze ale uważam, że najpierw trzeba szukać możliwośći zmian tam, gdzie nie ma możliwości etykietowania a zmiany dotyczą sprawniejszego funkcjonowania państwa i społeczeństwa en bloc a nie z wyraźnym podziałem na homo- i hetero (jako beneficjentów). Usunięcie niektórych przeszkód prawnych, najpierw, może albo powinno ułatwić procedowanie ustawy o ZP.

    OdpowiedzUsuń
  50. @la_petite
    Ty to tak serio piszesz? Naprawdę związki partnerskie nie rozwiążą problemów osób, które ich nie będą zawierać? Ale serio? No to zupełnie wywala mój światopogląd, bo zwasze mi się wydawało, że one są dla ludzi, którzy chcą je zawerać, a nie dla tych, którzy nie chcą. Może w takim razie zdelegalizujmy małżeństwa, bo one nie dość, że nie rozwiązują problemów ludzi, którzy nie chcą ich zawierać, to na dodatek również tych, którzy chcą, a nie mogą. Gorzej, nie pomagają też walczyć z głodem na świecie i brakiem poszanowania praw człowieka w Chinach. A jak już się uporamy z tymi problemami, to zastanowimy się, czy już czas na małżeństwa, czy jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń
  51. @ Ewa, re "Co do umizgów - inaczej nie potrafię nazwać zagrywek w stylu "wyrzucamy Węgrzyna z PO, bo nie ma u nas miejsca dla homofobów" czy sytuacji, w której nagle mamy nie jedną ustawę, a trzy. Bo na pewno nie wynikają one z miłości do nas czy nagłego przejęcia się naszym ciężkim losem."

    Węgrzyn to była jakaś byle płotka, prosty chłopina, któremu się wymskło, natomiast pierwszy z drugoligowców PO poseł Niesiołowki przemówił: "Czyli nie jest pan już przeciwnikiem związków partnerskich?

    - Jak słyszę same słowa: ‘związki partnerskie’, to już jestem przeciwko. Nie poprę związku dwóch homoseksualistów, którzy chcą na zasadzie umowy tworzyć małżeństwo sprzeczne z konstytucją. Zapomnijmy o ślubach homoseksualistów w Polsce. Tego PO na pewno nie poprze."

    I po pierwsze - nikt go nie wyrzuca, no bo przecież nic takiego nie powiedział (było jeszcze coś o tym, że lesbijki powszechnie kojarzą się z demoralizacją, no ale wiadomo co posłowie oglądają),
    a po drugie - no to jakie jest stanowisko PO?:>
    Posłanka Kidawa-Błońska, obdarzana mianem POstępowej, będzie sobie dziergać projekt związków i in vitro do końca kadencji, ktoś od Gowina może podzierga konkurencyjny, bo przecież w PO wolność światopoglądowa i pluralizm, po czym albo nie zdążą zagłosować, albo zdążą.

    PO ma 207 mandatów, ale na ok. 60 szacuje się grupę posłów "konserwatywnych". Głosując z PiS i PSL daje to ~228 głosów "konserwatywnych" przeciw głosom "postępowej" części PO plus Ruchu Palikota plus SLD = ~207 głosów.

    OdpowiedzUsuń
  52. Babette.
    Istnieje coś takiego jak dyscyplina głosowania:)

    OdpowiedzUsuń
  53. I kto by miał tę dyscyplinę wprowadzić? PO naraziłoby się na zarzut braku demokracji, zamordyzmu oraz ograniczania swobody do głosowania wg swojego światopoglądu. Już widzę jak taki Gowin sobie używa...

    OdpowiedzUsuń
  54. Babette.
    Dyscyplinę głosowania zarządza przewodniczący klubu po ustaleniach zapadających na kolegium. Rozważamy teoretycznie, więc taka opcja, też musi być brana pod uwagę. Swoją drogą, pewnym jest, że św. Stefan Zetchaenowski sie oburzy i wyłamie.;)
    Tak, całkiem na marginesie dodam, że odnoszę wrażenie, iż projekt ustawy o ZP jest przez RPP traktowany, z założenia, na odstrzał. Nie zdziwiłabym się, gdyby w ramach "rekompensaty", poparli propozycje kosmetycznych zmian, które, najprawdopodobniej, zgłosi PO.

    OdpowiedzUsuń
  55. Oczywiście, opcja dyscypliny jest możliwa, ale moim zdaniem - jak wszystko co tu piszę - bardzo mało prawdopodobna. Możliwa również, i bardziej prawdopodobna, jest taka opcja, że Ruch P. i/lub SLD nie poprze konkurencyjnego projektu, bo samo będzie mieć "lepszy" czy "mojszy" (właść. "swojszy").

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…