poniedziałek, 2 stycznia 2012

Z życia homoseksualistek: niechciany podryw

Dziś nieco nietypowa historia z zaniedbanego ostatnio cyklu o homoseksualistkach, bo spojrzymy na facetów z waginami oczami zadeklarowanej heteroseksualistki. Wprawdzie w hejterzeniu nad jej wpisem ubiegł mnie navaira (ale jest mu wybaczone, bo, co tu ukrywać, jest w tym znakomity, a poza tym napisał, od kogo to ma; ja mam dla odmiany od Sylwka, żeby nie było), szczęśliwie jednak w międzyczasie jego autorka postanowiła odpowiedzieć navairze, mam więc pretekst, aby włączyć się do rozmowy.

Na początek kontekst*: tekst niejakiej Damy Kier, który zniszczył navaira, tak pokrótce jest o tym, jak to pewna deklarująca się jako heteroseksualna kobieta naoglądała się filmów z "lesbijkami" i nabrała ochoty na "biseksualne zabawy". Prawdopodobnie (bo czas i miejsce akcji nieco w tej opowieści szwankują) udała się w tym celu do klubu bądź innego miejsca, o którym słyszała, że bywają w nim lesbijki i tam stała się obiektem niechcianego zainteresowania ze strony, jak sama pisze, męskiej lesby. Efekt? Szok, bo o ile podryw w wydaniu nieciekawego dla niej mężczyzny jest czymś, z czym z miejsca sobie potrafi poradzić, o tyle tu ją zamurowało i dopiero po chwili wykrztusiła, że z takim wyglądem podrywająca wychylać się nie powinna, szczególnie gdy nie ma pewności co do orientacji obiektu zainteresowania. W odpowiedzi o mały włos dostałaby od niewyjściowej lesbijki w papę, co, rzecz jasna, było objawem wyjątkowego braku tolerancji dla cudzych poglądów. Wszyscy wszak wiedzą, że jedyną właściwą reakcją na podryw ze strony kogoś, kto się nam nie podoba, jest: "z taką gębą to ty lepiej siedź w domu, a jeśli już musisz wyjść na miasto, to załóż kominiarkę", a jedyną właściwą reakcją na taką reakcję jest potulne zastosowanie się do tej jakże grzecznej porady. Cała ta sytuacja spowodowała u niedoszłej zwolenniczki "biseksualnych zabaw" traumę tak głęboką, że w swoim internetowym pamiętniczku wytoczyła przeciw męskim lesbom ciężkie (i znane już czytelniczkom i czytelnikom tego bloga) działa spod znaku "faceci z waginami psują opinię normalnym lesbijkom i biseksualistkom", ewentualnie "możecie sobie być, jakie chcecie, bylebyście nie były takie, jakie jesteście".

Znamy? Pewnie że znamy, wszak i takie "wnioski", i opowieści o tym, jak to ktoś uprzedził się do (zwykle) gejów po tym, jak któryś próbował go poderwać, krążą po świecie od lat. Pewne novum w tej historii jest takie, że tu uprzedzona obiektem podrywu być chciała, tyle że na jej wdzięki skusiła się niewłaściwa według niej osoba. Zupełna nowość (przynajmniej dla mnie) pojawia się za to w drugim tekście Damy (ach, jak kusi mnie, by napisać "Damy", ale to już by było niegrzeczne, nieprawdaż?):

Napisałam niedawno o męskich lesbach (podkreślam LESBACH). (...) Zapomniałam (...) napisać jasno, że męskie lesbijki mogą być ok, ale męskie lesby już nie (lesba a lesbijka różni się tak samo jak gej a pedał).

Moje ulubione dyskutantki z forum Kobiety Kobietom napisałby zapewne, że tomboye mogą być ok, ale butche już nie. Ewentualnie, że ładne butche są w porządku, a brzydkie (ach, te uniwersalne kanony piękna) nie. Możliwe jednak, że "Damie" Damie (ojej, o mały włos napisałabym w cudzysłowie!) chodzi po prostu o potoczne rozumienie słów "pedał" i "lesba" jako dość powszechnych wulgaryzmów wyrażających pogardliwe nastawienie piszącego do osób nimi określonych. Możliwe też, że ma na myśli coś zupełnie innego. W każdym razie o podziale na "męskie lesbijki" i "męskie lesby" przeczytałam dziś po raz pierwszy i jestem w szoku nie mniejszym niż bohaterka tego tekstu po tym, gdy pewna lesba sprawiła, że przez chwilę nie wiedziała, jak kulturalnie wybrnąć z sytuacji. Ale jakoś sobie z tym szokiem poradzę. Z wrodzonym wdziękiem i kulturą osobistą.

I jeszcze dwie dygresje. W okolicach finału swojej opowieści "Dama" zauważa, że zachowanie owej męskiej lesby było tyleż krzywdzące dla "normalnych kobiet nieheteroseksualnych", co dla niej samej, bo ona poczuła się w tym wszystkim źle. Mimo że, jako często identyfikowana z męskimi lesbami, jestem zupełnie pozbawiona empatii, też poczułam się niemal źle, czytając ten fragment:

Gorzej się poczułam, gdy les mister chciała mi dać w papę za urażenie jej godności, a ja przecież tylko byłam szczera mówiąc, iż z takim wyglądem nie powinna się wychylać nie mając pewności... poza tym nie mam na czole napisane "lesbijka" więc skąd przyszło jej do głowy by pakować łapsko na mój tyłek?

Co spowodowało mój dyskomfort? Pewnie kojarzycie, na co zdarza się żalić "kobiecym" kobietom nieheteroseksualnym - że często brane są za heteryczki, które, wzorem autorki tekstu, nad którym wcale się nie znęcam, chcą sobie poeksperymentować. Gdybym była empatyczna (jak nie jestem), napisałabym, że Miss Kier swoim zachowaniem krzywdę zrobiła właśnie im, umacniając ów stereotyp. Ale nie jestem, więc nie napiszę. Szczególnie że zupełnie mi takie eksperymentatorki nie przeszkadzają, nawet gdy potem płaczą w internetsach, jak to im nie wyszło.

W końcówce ciętej riposty, ekhem, Damy na hejterzenie navairy jest dla odmiany coś o nas:

Dziękuje męskiej lesbie (i ekipie) za reklamę, za pewne ma też od groma antyfanów, toteż liczę na ich przyjazne zdania. Panie odziane w garnitur w trzech częściach pewnie osobiście się tutaj nie pokażą. Muszę im przyznać, na interpunkcji znają się lepiej niż ja, ale interpunkcją nie wszystko się da nadrobić.

Choć "Buszujący w zbożu" nie należy do moich ulubionych lektur, to tu pewna scena pasuje jak ulał. Tuż przed ucieczką Holdena ze szkoły jego kolega Stradlater prosi, by napisał za niego wypracowanie. "Tylko nie napisz za dobrze" - mówi. "Hartzell uważa ciebie za asa w angielskim, a wie, że mieszkasz ze mną w tym samym pokoju. Więc proszę cię, nie pakuj wszystkich przecinków i takich tam różności wszędzie, gdzie należy". "Stradlater nigdy nie omieszka powiedzieć ci czegoś w tym rodzaju. Próbuje ci wmówić, że idiotyzm jego własnych wypracowań polega wyłącznie na złym rozmieszczeniu przecinków" - konstatuje Holden.

I niech właśnie ta konstatacja posłuży za pointę tego wpisu.

*Reszta akapitu po słowie "kontekst" jest tyleż streszczeniem, co moją interpretacją wpisu DK, czyli nie zabawą spod znaku "co autorka miała na myśli", ale "co, być może niechcący, napisała".

23 komentarze :

Hej,
ja tak nie na temat...
Bardzo ładne włosy masz Ewo,
jaka to farba, zdradzisz? :) :) :)

Pozdrawiam,
A.

Nie mam pojęcia, nasza stylistka coś pomieszała;P Ale jak jesteś z Wa-wy, to mogę dać do niej telefon (przyjmuje w domu, ceny konkurencyjne). Jak coś to pisz na trzyczesciowygarnitur@gmail.com.

To ja też zapytam, a właciwie poproszę: czy mogłabyś ją zapytać, czy da się osiągnąć taki efekt farbami ziołowymi? Mój ostatni eksperyment z farbą do włosów, 9 lat temu, zakończył się bardzo nieprzyjemnie, tj. wszystkie zadrapania pomiędzy włosami (przy uczuleniu nieuniknione) mi się pootwierały i przez trzy dni budziłam się z włosami posklejanymi ropą i wymagającymi natychmiastowego mycia i rozczesania na mokro. Brrr... wiem, to było obrzydliwe, ale uczulenie to straszliwie nieprzyjemna choroba.
Za to łagodne farby typu płukanki dają u mnie dokładnie zero efektu. A czasami chciałabym móc zmienić kolor włosów...

Nie ma jak fryzjerski off-top w poniedziałkowy wieczór.

Sure, zapytam. Z kolejnymi pytaniami odnośnie włosów/makijażu/stroju itp. zapraszam na @.

Że też się Wam chce taką cieniznę literacko-intelektualną czytać (Damulkę Kier znaczy się) i komentować. Choć mam wrażenie, że się dobrze przy tym bawicie, potwory.

Poczytałam i się załamałam, logika tej pani poraża.
Ona po kimś jedzie = wolność słowa
Ktoś jedzie po jej tekście = nagonka i kneblowanie
Aż się Lem , internet i idioci przypominają.

W.

@Lin

Właściwie, nie czytamy pani damy kier.

Przypadkiem wpadamy na nią w lolaśnych miejscach i odkrywamy, że sama umościła gniazdka, w których podhodowała lolerkę jakiej doprawdy rzadko można uświadczyć w takiej jakości.

@Ewa Why captcha (again)?

@Lin
Zapewniam, że się wcale dobrze nie bawię. Płakałam co najmniej trzykrotnie, pisząc ten tekst.

@W
Jak ktoś chce być uprzedzony, to powód zawsze znajdzie. Wcześniej było to "Bo ona mnie dotknęła-a", teraz doszło do tego "Bo oni mnie kneblu-u-j-ą-ą".

@Sylewk
Captcha została się po raczej nieudanej próbie ostudzenia emocji w komentarzach jakiś miesiąc temu. Już zdjęta.

Karmicie trolla, to będzie szczekał. A szczekający troll to troll szczęśliwy ponad miarę.

Co innego mnie zainteresowało. Ewo, nie przepadasz za "Buszującym"? Przecież Holden jest tak przyjemnie queerowy, choć to taki raczkujący jeszcze queer.
Cytat bardzo w pytkę. Lubię jak do blogerki udaje się przemycić trochę dobrej literatury retro.

Trolle mają smutne życie, tak że jestem wręcz szczęśliwa, mogąc im dać trochę radości (i odsłon pamiętniczka).

"Buszujący w zbożu" - jakoś nie jestem w stanie tego już czytać (paręnaście lat temu robiłam to przynajmniej raz w roku). Ale nadal widzę jeden plus tej książki - bazujący na niej film "Six degrees of separation" z zaskakująco dobrym Willem Smithem. Muszę jeszcze przetestować pozostałe rzeczy Salingera, którymi kiedyś się zachwycałam ("Franny i Zoey", "Seymour: introdukcja", "Dziewięć opowiadań"), żeby sprawdzić, czy problem tkwi w treści, czy w sposobie opowiadania.

Salinger nie zmienia ani zbytnio techniki ani zakresu literackich zainteresowań. Szczególnie w cyklu o Glassach. Jeśli to coś więcej niż zmęczenie materiału w przypadku "Buszującego" (re-read co roku, można trochę wyeksploatować nawet coś bardziej złożonego niż marudzącego wiecznie Holdena) podejrzewam, że zniechęcisz się jeszcze bardziej. Ale spróbuj, give it a try! Dobrej jakości literatura jest jak zdrowe jedzenie. Nawet jeśli ją odgrzewasz ;)

ej, kurcze to sfrustrowana siedemnacha? ciekawam ile razy spojrzała w lustro zanim ulżyła sobie wpisem. galopujące kompleksy nic więcej :)
niektóre kobiety próbują namawiać inne by były odrobinę "tęższe" bo to się mężczyznom podoba. tu widzę dla dobra ogółu "lesb" warto upleść warkoczyka. oh jej.

Marta

A ja chyba znam damę Kier... może, no ale to byla pozanetowa znajomosc, od lat jej nie widziałam...

Wszystko zalezy od tego, jak dalej sie ten blog rozwinie, ale wydaje mi sie, że może zobaczymy na nim coś ambitniejszego? Ta afera z pierwszego posta to na pewno proba głośnego startu...

Nie da się jednak ukryć, że ona będzie kąsać!

@b
Jest takie powiedzenie, z którym niekoniecznie się zgadzam (w sensie - zazwyczaj go nie stosuję w życiu), ale które tu idealnie pasuje: "pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz". Tak że życzę Damie powodzenia w rozwoju, ale śledzić go nie będę.

"A moim zdaniem, Dama Kier marzy aby trafić w ręce takiej strasznej, męskiej lesby. Marzy, żeby rzuciła ją na łóżko i..." (rudaiwredna)
To też była moja pierwsza myśl, kiedy przeczytałam wpis tej pani :P A "waginarium" powaliło mnie na kolana :DDDD

Zakładając, że Dama Kier, to rzeczywiście kobieta, która po rozczarowaniu mężczyznami z penisem, wpadła z deszczu pod rynnę, zastanawiam się, jaki cel ma jej jadowity tekst o mężczyznach z waginą.

1. Odbicie sobie żalu i poczucia poniżenia faktem, że nie udało się jej zrealizować swoich fantazji o przygodzie z lesbijkami?
2. Obwieszczenie wszystkim, że jest jednak mocno hetero? Na wypadek gdyby ktoś zobaczył ją w klubie i miał jakieś wątpliwości.
3. Typowa w narodzie chęć wylewania kubła pomyj na kogo popadnie (oczywiście zza bezpiecznej zasłony anonimowości)? W tym wypadku padło na "wdzięczny" temat "waginariów".
4. Obsesyjna chęć pouczania wszystkich, jak mają żyć, wyglądać, jak myśleć?
5. Ćwiczenie się w twórczym pisaniu? Każdy temat jest dobry, szczególnie temat, o którym się nie ma pojęcia.
6. Realizacja tematu pracy licencjackiej/magisterskiej po jakimś światłym promotorstwem? Może był to jakiś wstępny research typu 'praca w terenie'?

A tak na marginesie, tylko kulturze i powściągliwości spotkanego męskiego 'monstrum waginarium' zawdzięcza, że po otwarciu dzioba nie dostała z liścia. Prawdziwy oblech z blokowiska by się nie wahał, a koledzy zrobiliby resztę tak, że zapamiętałaby tę 'farsę' na całe życie i ani byłoby jej w głowie dobroczynne czepianie się ich wizerunku w blogu.

@lingwistka
Oj, nie przypuszczałam, żeś taka drapieżna:)

Co do celu - jakoś mam wrażenie, że takie teksty nie mają celu. Ot, po prostu pseudokontrowersyjna pisanina obliczona na wywołanie reakcji grupy, na którą się pluje.

tak sie zastanawiam czy gdyby jakis oblesny facet polozyl autorce bloga reke na tylku albo cycku wbrew jej checi- to jaka bylaby jej reakcja?
czy jesli ja osobiscie mialabym ochote takiego delikwenta strzelic w twarz to rownie oblesna butch powinnam za takie samo zachowanie potraktowac tak samo, czy moze w pierwszym przypadku reakcja bylaby ze wszechmiar sluszna i pozadana to w drugim bylaby wyrazem mojej homofobi?

Razi mnie komentarz lingwistki.
Nielanie po mordzie debila, wygłaszającego debilne komentarze na nasz temat nie jest oznaką kultury i powściągliwości, tylko zdrowia psychicznego.

W ogóle zastanawiam się nad tą przemocą w obronie koniecznej.
Po cholerę lać po mordzie oblecha dowolnej płci i orientacji, skoro w takiej sytuacji można go wcale nieźle odpalić werbalnie. A może ja mam za mało doświadczenia w czuciu się zbrukanym czyjąś łapą...

I jeszcze jedno a propos anonima powyżej - o homofobii tej niemądrej pani to się chyba rozmawia z powodu jej durnych generalizujących i dyktatorskich komentarzy do zdarzenia a nie emocji towarzyszących tej sytuacji.

O, shadow wróciła. One zawsze wracają:) Shadow, tym razem w wersji anonimowej, proponuję takie oto ćwiczenie: zamień sobie w tym poście oraz w poście źródłowym męską lesbę na zwiewną nimfetkę (co pozwoli ci spojrzeć na historię bez uprzedzeń), a potem odpowiedz sobie na pytanie, czy problemem jest dokonana po zdarzeniu generalizacja na wszystkie zwiewne nimfetki, czy też samo zdarzenie.

w tekscie nie bylo generalizacji- bylo wlasnie rozroznienie- na meskie lesbijki, ktore wg tej autorki sa ok i nasladujace meski obskurantyzm chamidla, z ktorym to przypadkiem autorka miala doczynienia
@Allek- jesli ktos, kto fizycznie i poprzez swoje maniery odstrecza Cie, polozy Ci reke na tylku, przekroczy Twoje intymne granice to ja osobiscie nie wdawalabym sie w dyskusje bo to nie jest partner do dyskusji

Srsly? Nie było generalizacji?

"Elaborat ten, poświęcę męskim lesbijkom, gdyż działają mi na nerwy. "
"Pewnie, że są i takie zupełnie kobiece i urodziwe lesbijki, ja jednak miałam nieprzyjemność poznać te, które do obrazu kobiety maja daleko. Spocone, chamowate, ubrane w jakieś dresy albo rozciągnięte koszulki, zmaskulinizowane stwory z waginą... chociaż szczerze mówiąc, nie wiem co one w majtkach mają, może i nie waginę... nie, wole nie wnikać. Zapomniałabym jeszcze o fryzurze- krótkie włosy, obcięte na jeża - bardzo często aczkolwiek nie zawsze. Makijażu używają chyba tylko pod przymusem, w damskie ubranie - jak podejrzewam - wcisną się tylko wtedy, kiedy ktoś im przystawi rewolwer do głowy."

Ja tu widzę pisanie nie o jednej osobie, a o grupie, której cechą wspólną jest to, że nie są "kobiece".

"Wy*******j z łapami bucu!" w decybelach na całe pomieszczenie, plus natychmiastowe strącenie łapy, ofkors, to nie jest dyskusja. To tylko niezłe werbalne załatwienie sprawy, no dobra, nie do końca werbalne, ale bez lania w mordę.
Poza tym ważne byłoby dla mnie nie tylko to, czy osoba z łapą jest dla mnie atrakcyjna, ale także to, co miał w danej chwili oznaczać ten gest. Oczywiście w takiej sytuacji "myśli" adrenalina, ale ona właśnie takie rzeczy błyskawicznie bierze pod uwagę.

Zaprzeczanie istnieniu generalizacji w tym tekście - nawet nie chce mi się o tym dyskutować.

Prześlij komentarz