Przejdź do głównej zawartości

Eating Out


Tongariro Releasing (a właściwie jego nowa marka OutFilm.pl, specjalizująca się w mniej poważnych produkcjach) pokusiło się o wydanie kultowej serii "Eating Out". Pierwsza część dostępna jest już na DVD, a całość można obejrzeć w serwisie VOD OutFilm.pl, nowym projekcie Tongariro (to pierwsza tego typu inicjatywa skierowana do polskiej społeczności osób nieheteronormatywnych).

Na czym polega fenomen tej niezależnej produkcji, której pierwsza część, wydana w 2004 roku, doczekała się wielu nagród i wyróżnień (przyznawanych głównie przez publiczność), m.in. na festiwalach filmów LGBT w San Francisco, San Diego i Phoenix, a nawet dystrybucji w mainstreamowych kinach w Stanach? Przyznam szczerze, że nie wiem. Nie dlatego, że jest to film zły, bo trudno mi oceniać lekkie komedie lekko erotyczne w kategoriach zły/dobry. Bo w ogóle rzadko oglądam komedie. I - bo była to bodaj pierwsza komedia gejowska (chyba mogę ją tak nazwać), jaką kiedykolwiek widziałam. Tak że dla mnie było to przede wszystkim nowe doświadczenie. Być może z tym fenomenem chodzi o to, że tego typu produkcje (z pogranicza "American Pie" a kina, nazwijmy to, inicjacyjnego, z lat 80. ubiegłego wieku) kojarzą się głównie z nastoletnim heteronormatywnym odbiorcą, tak że zrobienie czegoś podobnego pod nastolatków niehetro z pewnością było przełomem. W końcu ile można oglądać śmiertelnie poważnych produkcji naszpikowanych nie wiadomo jakimi dylematami. Dlatego fajnie, że powstają takie "Eating Out" czy "D.E.B.S.", o którym kiedyś pisałam. Bo to znaczy, że jest po prostu normalnie.

No dobrze. Wiemy, że jest lekko i lekko erotycznie, a o czym konkretnie jest pierwsza część "Eating Out"? O dwóch fag hags (czule zwanych po polsku pedałówkami), jednej płci żeńskiej, drugiej płci męskiej, o wdzięcznych imionach Gwen i Caleb. I o dwóch ich przyjaciołach - odpowiednio Marku i Kyle'u. Caleba rzuciła dziewczyna, a któryś już z kolei chłopak Gwen okazuje się być gejem. Spotykają się na imprezie i Caleb postanawia ją poderwać. Ale nie ma lekko, bo Gwen zakochuje się wyłącznie w gejach - takie obciążenie po jej pierwszym facecie, czyli wspomnianym już Marku. Nadążacie? To lecimy dalej. Zupełnym przypadkiem przyjaciel i współlokator Caleba, czyli Kyle, kocha się Marku, który obecnie jest najlepszym przyjacielem i współlokatorem Gwen. Podsuwa więc Calebowi pomysł, by ten, udając geja, zbliżył się do Marka (a tak naprawdę do Gwen), by Kyle w końcu mógł poznać obiekt swoich westchnień (czyli Marka). Dalej nie opowiadam, bo i tak wiadomo, że, mimo pewnych komplikacji, wszystko dobrze się skończy. A przy okazji będzie mocno wulgarnie, lekko erotycznie (wspominałam już o tym, prawda?), a momentami całkiem zabawnie (dla mnie momentami, bo zakładam, że jest ileś tam osób, dla których wcale to nie będzie "momentami"). I, a co tam, krzepiąco, bo nie dość, że wyjdzie na to, że wygląd ("liga") to nie wszystko, to jeszcze coming out okaże się być przeżyciem może i dziwacznym, ale z pewnością pozytywnym. Czyli - "Eating Out" ma swój urok.

Na koniec - rozdaję prezenty. A konkretnie mam trzy egzemplarze pierwszej części "Eating Out" dla trzech pierwszych osób, które napiszą mi w komentarzach o jakiejś innej gejowskiej komedii z cyklu lekkich i niezbyt mądrych, ale za to bezproblemowych, gdzie nie opowiada się o orientacji, a o ludziach. To co? Do dzieła!

Specjalne podziękowania dla Marcina Pietrasa za błyskawiczny zastrzyk wiedzy o gejowskich komediach i festiwalach LGBT.

Komentarze

  1. z tą dystrybucją w kinach mainstreamowych to chyba było całkiem, jak u nas, bo film najwyraźniej krążył w jednej kopii (http://www.imdb.com/title/tt0372884/business) zapewne pomiędzy Nowym Jorkiem i San Francisco. co nie zmienia faktu, że zarobił trzy razy więcej niż kosztował :)
    pod całą resztą, zwłaszcza, że dla każdego coś miłego jest potrzebne, podpisuję się wszystkimi kończynami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, świetny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyzwanie przyjęte! Eating Out 2, 3, 4 i niedługo 5? :D Hm, chyba najprościej „Another Gay Movie” (2006) + druga część (2008). Dla mnie królem filmów tak złych, że aż dobrych jest „The Young the Gay and the Restless” (2006). Wydaje mi się, że też „Slutty Summer” (2004) spełnia kryteria. Jeszcze wspominając ostatni festiwal „Równe prawa do miłości” podbiję o „Is It Just Me?”. Do tego mogę dodać mniej pasującą do kryteriów ale za to ciekawą, ze względu na pochodzenie „Dostanę”. I jeszcze francuskie „Poltergay” (2006), które za sam pomysł trzeba wspomnieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie byłam zdecydowana, co do obejrzenia tego filmu, ale zachęciłaś mnie :). Z innych komedii (z lekką nutą dramatu), mogłabym polecić "Shortbus", no i oczywiście "Another Gay Movie" (choć ten akurat mnie nie śmieszył). I już zdecydowanie mniej spełniający warunki, ale który także miał swoje momenty - "I love you Philip Morris" (wiem, wyskoczyłam z tym jak Filip z konopi ;).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to ja podam filmy: "Bruno" - na pewno :) Lekka, głupia, a jakże mądra :) "Adam&Steve" - lekka komedia o chłopaczkach, romans. "Another gay movie" - uśmiałam się. To o 4 młodych gejach, którzy postanawiają sobie, że w określonym czasie prześpią się pierwszy raz :) "Be mine" - komedia romantyczna :) Lekka, głupia i niezbyt wysokich lotów, nie polecam, ale o gejach.
    No tak można by wymienić jeszcze kilka :) Jeśli jest potrzeba, to dodam jeszcze ;) Pozdrawiam! Manomento

    OdpowiedzUsuń
  6. @timofieusz
    Aż strach pomyśleć, ile by zarobił, gdyby były dwie kopie!

    @kat, Barbara, Manomento
    Wygląda na to, że filmy rozdane. Podrzućcie dane do wysyłki na @ (koperta w prawym górnym rogu bloga).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękujemy :))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za pech! ;( Na Trzyczęsciowy garnitur zaglądam regularnie, a akurat przy konkursie spóźniłem się ;)
    Brawa dla zwycięzców!

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się pod postem Manomento - dziękujemy! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Taki tam konkurs - prezenty rozdaję:) A że piękny dzień mamy dzisiaj, to, jak chcesz, zgłoś się na maila. Coś wykombinuję dla jednego z naszych ulubionych blogerów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Również dzięki. :) Ja za to pierwszy raz, ale będę od tej pory zaglądać częściej. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aha, P.S. Ewo jak się nie mylę na FB napisałaś, że na kolejne części się nie skusisz. No więc zachęcam do obejrzenia wszystkich części (nie dlatego, że EO robi się lepsze, ale obiera intrygujące kierunki) i wtedy czekam na opinię o całej serii! :>

    OdpowiedzUsuń
  13. Proszę bardzo, cieszę się, że filmy znalazły tyle chętnych rąk. Zabawna rzecz - myślałam, że "konkurs" robię raczej dla chłopaków, a wygrały same dziewczyny:)

    @kat
    Powiadasz, że intrygujące (jeszcze bardziej?!)? To może się skuszę:>

    OdpowiedzUsuń
  14. Przypadek, ale trafiłem nieźle: "Zachować twarz" ("Saving Face"), właśnie leci na Polsacie, a ja zamiast iść spać nie mogę się od telewizora oderwać. Rodzice wyrzucają swoja 48-letnią ciężarną niezamężną córkę z domu, więc wprowadza się do swojej dorosłej już córki. Córka właśnie zakochała się w poznanej dziewczynie, ale nie ma odwagi wyjść z nią z szafy. W końcu... ech... zakończeń jest parę (mam podać? nawet zaskakujące) ;)

    A wszystko w Hameryce wśród Chińczyków. Opisano jako komedia, choć jest raczej obyczajowo z dozą humoru. A wszystko kończy się dobrze... jak to w komedii ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie moge się powstrzymać, to jeszcze jeden wpis.

    Jest w tym filmie fajna scena: dziewczyna zwraca uwagę na drugą, gdy są blisko i jedna chyba czuje zapach włosów drugiej popadając w momentalne zauroczenie - ładne.

    OdpowiedzUsuń
  16. "Zachować twarz" to klasa sama w sobie. Jeden z lepszych filmów (nie tylko z kategorii "nasze"), jakie widziałam w ostatnich latach. Uroczy, subtelny, zabawny. To chyba jedyny powód, dla którego polska TV pokazuje go tak późno:/

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzę, że z Ciebie też sowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeszcze dorzuce dunski En kort en lang (ang. Shake It!).

    OdpowiedzUsuń
  19. Druga część "Eating Out" imho najlepsza z tej serii - jest kilka grepsów całkiem lolaśnych, a i wyraźny wątek edukacyjno-emancypacyjny, bo obśmiewa pseudoterapie konwersyjne.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Ter SA
    Ano sowa. Niestety tylko weekendowa, z permanentnym poniedziałkowym jet lagiem.

    @babette
    I to, widzę, z 2001 roku!

    @Maćq
    Nawet nie pytam, skąd wiesz, bo znowu pod koniec filmu pojawiło się znajome nazwisko:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…