Przejdź do głównej zawartości

O'LESS Festiwal

News dnia: w wywiadzie dla "Vivy" Kasia Adamik powiedziała to, co już chyba wszyscy wiedzieli, czyli że jest związana z kobietą. Mimo że reakcje w "środowisku" to głównie "też mi nowość", to jednak jest to nowość, bo znane Polki otwarcie mówiące o swojej innej niż heteroseksualna orientacji można policzyć na palcach jednej ręki. Miło, że córka Agnieszki Holland dołączyła do tego niewielkiego grona.


Ale nie o tym dziś być miało (choć odnotować musiałam). Bo oto pierwszy raz w historii objęłyśmy, jako blog, matronat nad jakąś inicjatywą. A konkretnie nad naprawdę fantastycznym projektem O'LESS Festiwal. O co chodzi? O rodzimy lesbijski język, lesbijskie idolki, lesbijskie wzorce. O to, by spośród wątków LGBT w kulturze wyodrębnić i odkryć właśnie literkę L. Twórczynie festiwalu zdają sobie sprawę, że, w dobie zamazywania granic w pojęciu queer, taki tożsamościowy pomysł jest ryzykowny. Że trudno wyodrębnić to, co lesbijskie, że trudno ową "lesbijskość" zdefiniować. Ale: chcą poznać i pokazać polską LESShistorię, LESSkulturę, wyszukać nie/znane lesbijskie artystki. I w końcu stworzyć kulturalną LESSmapę. Mało? Będzie więcej. Gromadzenie materiałów i ich promocja na stronie festiwalu i podczas imprez organizowanych w Warszawie to tylko etap pierwszy, który potrwa do lipca 2012. Drugi jest jeszcze bardziej, przynajmniej dla mnie, smakowity - w planach jest bowiem finałowa impreza we wrześniu lub październiku tego roku.

Zapytacie, co mnie, fankę zamazywania granic, tak w tej imprezie zachwyca? Wszystko! Nie raz zdarzyło mi się pisać, że queer queerem, kłopot w tym, że myśmy do niego nie doszli/doszły, myśmy go dostali/dostały w pakiecie z podejściem tożsamościowym i paroma innymi wykluczającymi się wzajemnie pomysłami. Efekt? Mnóstwo nieprzerobionych tematów, mnóstwo zaniedbań i niewielka świadomość swojej historii, kultury, tożsamości, pomieszanie pojęć i podejść do siebie. Nie raz pisałam też, jak bardzo mi brakuje inicjatyw na miarę Michigan Womyn's Music Festival, naszych artystek, muzyczek, pisarek itd., itp. I oto pojawiło się coś, co daje szansę połączenia tych dwóch rzeczy - dania samoświadomości i pokazania naszej kultury. Jasne, że to dopiero początek, że o cyklicznej wielkiej imprezie można póki co jedynie pomarzyć, tyle że te wszystkie cykliczne wielkie imprezy (bo przecież Michfest to tylko jedna z nich), będące zarazem potężną siłą promującą i współtworzącą naszą kulturę, też kiedyś miały swój początek w tym, że komuś czegoś brakowało, więc postanowił/a to stworzyć.

Na koniec kilka słów o nazwie, bo było nad nią trochę żarcików (ale sympatycznych takich) na naszym fejsie. Co, jak się kojarzy ogłoszenia w stylu "sympatyczną less poznam", jest chyba zresztą zupełnie zrozumiałe. Monika Rak i Agnieszka Małgowska, współtwórczynie festiwalu, tak mi ją wytłumaczyły: "Jednym z motywów lesbijskich w literaturze i w filmie, a myślę, że w ogóle w kulturze lesbijskiej jest motyw sobowtór(ki). Motyw odbicia lustrzanego kobiety w kobiecie. Znanych jest tez kilka duetów artystycznych. Na przykład Wy i My i boginki od Sabatnika - nie wspomnimy o tych historycznych. Ta dwoistość jest jakimś znakiem. Dlatego też zabawiłyśmy się tym, tworząc nazwę i logo. Ale też samo słowo O'LESS jest jakimś zawołaniem, trochę na modłę hiszpańską w którym jest zabawa, a jednocześnie less-treść". Nie tylko nazwa jest zresztą symboliczna, również logo. "Apostrof między nawiasami jest klitoryczny. Biologizm waginy przekuwamy na znak, który składa się z elementów graficznych stosowanych w zapisie języka. Ale nie jest samym językiem. Ponieważ zależy nam na szukaniu własnego języka" - napisały mi Monika i Agnieszka.

To co? Włączacie się?

Komentarze

  1. No co ja poradzę, że się nie włączę, bo mnie z założenia wyłączono. Pchać się, gdzie mnie nie chcą, nie będę, i tylko częściowo piszę to żartobliwie.

    Gwoli wyjaśnienia - rozumiem ideę. Ale myślałam, że mimo nieprzerobienia pewnych tematów dorośliśmy już do łączenia L+B, G+B. A tu nie. Smutno :(

    Ta, wiem. DIY, czyli zrób se sama festiwal biseksów, a nie marudź. Może, kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Uschi
    Smuteczek rozumiem. I, pisząc ten tekst, wiedziałam, że również mnie w tym nie ma. Tyle że mi to akurat zupełnie nie przeszkadza, bo, choć nie jest "mój" (w sensie: mnie nie dotyczy), widzę potrzebę takiego projektu, znalezienia i nazwania siebie, swojej przestrzeni, tożsamości w tym ogólnym rozmyciu. I tak rozumiem ów pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale że jak ktosia jest biseks, to już taki festiwal nie dla niej? Tak?

    Hmm. No nie myślałam o tym w ten sposób.
    Każda inicjatywa, która nieheteronormatywna, jest cenna. Cieszmy się ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Uschi, Ewo, nic nie kapuję. Po pierwsze, dlaczego Was to nie dotyczy? Czy Uschi z powodu, że jest Bi? Tu się dziwię, bo po mojemu bi to lesbijka do półkwadratu. Oto dowód: kwadrat składa się z czterech współrzędnych (2 poziomych i 2 pionowych linii przecinających się pod kątem prostym. Gdyby Uschi zajmowała tylko jedną współrzędną - nie byłaby lesbijką (statystycznie), jeśli zajmuje dwie, a dwie następne nas nie obchodzą, to jest lesbijką. Jeśli tego nie rozumiecie, to trudno - pewnie miałyście kłopoty z geometrią. I nie będę wrzucać koncepcji Łobaczewskiego, bo to tylko skomplikuje ten oczywisty dowód. Oczywiście pojawia się pytanie: czy Uschi jest uparta? Czy upiera się, że - jak w tym czeskim dowcipie o Iżinku - należy się Jej osobny pokój (nie mylić z Wirginią Woolf). Jeśli się upiera, to znaczy, że szwankuje Jej poczucie humoru; jeśli nie - ta impreza jest także dla Niej, co może udowodnić włączając się w nią.
    Ewo, a Ty niby czemu, że to nie dla Ciebie? Dziennikarka, blogerka, kabareciarka i "zawodowa lesbijka"? Proszę, wyłuszcz mi, dlaczego CIEBIE nie dotyczy? Czy jest tam jakieś drugie dno? Bo ja, poza Konarzewską, nikogo z organizatorów nie kojarzę. A w kwestii celu, sensu itd. wypowiedzieć się, póki co, nie umiem, bo za bardzo "podrasowane" ideolo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nie dotyczy, bo: rozmycie tożsamości mi odpowiada, nie czuję potrzeby szukania swojego języka, historii, kultury. Już je mam. Ale - z opisanych w tekście powodów - inicjatywa mi się bardzo podoba i będę wspierać, pisząc i współuczestnicząc.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie tożsamości dzielą się na heteronormatywne i nieheteronormatywne. I tego się trzymajmy ;)

    Wszystko, co nieheteronormatywne, herstoryczne i z jakiejś innej nieco rzeczywistości niż postfreudowska, XIXwieczna rodzina - jest cenne, potrzebne i otwiera ludziom trochę głowy. I tego się trzymajmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko te granice między tym, co heteronormatywne a tym, co nieheteronormatywne też nie są takie wyraźne. Ale to chyba temat na osobny tekst (bo muszę przemyśleć, co właściwie mam na myśli).

    OdpowiedzUsuń
  8. No pewno, że tak. Ale uświadamiasz sobie to dopiero w momencie, gdy ktoś na sprawę rzuci inne światło niż światło postfreudowskiej, XIXwiecznej rodziny. Pary homoseksualne replikują wzorce w stylu rosół co niedziela u teściowej, ale to dalej wymaga wyjścia poza skrypt postfreudowskiej, XIXwiecznej rodziny.

    I każda inicjatywa, która pozwala spojrzeć na sprawę w innym świetle i z innej perspektywy, jest super.
    No chyba że jest grafomańska, kiczowata, albo wokalist(k)a strasznie fałszuje. To wtedy rzeczywiście lepiej żeby jej nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zwłaszcza kobieca inicjatywa.

    OdpowiedzUsuń
  10. No a ja właśnie trochę poczytałam i niekoniecznie mnie to przekonuje. Bo ja w tej kwestii raczej jestem na Twojej ścieżce. Co to np. ma znaczyć: malarstwo lesbijskie? Czy, jeśli jako lesbijka - namaluje supermena - to już będzie "nacechowany", czy też powinnam namalować supermenkę? To dla mnie pokręcone. Sztuka to sztuka. Męska supremacja w sztuce, to czas miniony. Porównaj choćby Kozyrę i Mitoraja (za którym zresztą nie przepadam - taka odbitka A. Szpocznikow). Gdybyś nie wiedziała które z nich co stworzyło, to myślę, że nie wskazałabyś bezbłędnie, kto czego jest autorem. A to dość prościutki, by nie powiedzieć - prostacki przykład. Czyli, niby na czym ma polegać odrębność i czytelność sztuki lesbijskiej? No, kurcze, Ewa, chyba czegoś nie rozumiem. Ale takie mnożenie bytów pachnie mi niezdrową emfazą! Proszę, wytłumacz mi, dlaczego ta inicjatywa Ci się podoba? No jasne, nie dzisiaj, bo późno. Dobrej nocy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. @frog@dog
    Re: "po mojemu bi to lesbijka do półkwadratu. Oto dowód: kwadrat składa się z czterech współrzędnych (2 poziomych i 2 pionowych linii przecinających się pod kątem prostym. Gdyby Uschi zajmowała tylko jedną współrzędną - nie byłaby lesbijką (statystycznie), jeśli zajmuje dwie, a dwie następne nas nie obchodzą, to jest lesbijką. "

    Wiesz, nie wypiłam jeszcze porannej kawy, a z matematyki byłam dobra tylko w podstawówce, ale wedle tego rozumowania to lesbijkę można nazwać gejem (jak to zresztą namiętnie robią media, mój ukochany casus to "Geje wygrali z politykami PiS" w przypadku NaszejSprawy1). Nie?

    Nie no, mi też się ta idea podoba właśnie trochę na zasadzie analogii do Michigan Womyn's Festival, ale tylko trochę, bo chyba powinnyśmy umieć już wyjść poza partykularyzm? Choć może moje namiętne szufladkowanie się jako bi jest też partykularyzmem...

    Idę po kawę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Poprosiłam organizatorki o komentarz do kwestii wyłączenia kobiet biseksualnych (i nie tylko). Przy okazji jest trochę więcej o idei festwialu. Zapraszam do lektury:

    STANOWISKO W SPRAWIE WYKLUCZENIA

    Nie jest zamiarem OLESSfestiwalu wykluczanie, a raczej - uwidocznienie i nadanie kształtu, nieustannie rozmydlanej kategorii less. Kiedyś wchłonął ją feminizm, dziś – queer. Rewolucyjne queer przybrało w Polsce dziwne formy, o czym już dyskuskutowano w Internaliach nr 5 i 6. Stało się nowym nie/heteroseksualnym schowkiem, ale też sposobem przymusu – modnym rodzajem zakazu kategoryzowania seksualnego? Ale są tacy, którzy nazywają siebie gejami, transeksualistami, lesbijkami! Każda grupa miewa swą specyfikę, choć nawet wewnątrz tych grup są sprzeczności, niejednoznaczności, ale ogólny charakter można rozpoznać. Dlaczego wiec to pomijać, a co gorsza unifikować?

    Zdecydowałyśmy więc, że świadomie zrobimy krok w tył - jeśli można uznać to za ruch wsteczny – zamiast być poza kategoriami, spróbujemy „przypomnieć” sobie i innym LESSkategorię. Zobaczyć ją znowu - najwyraźniej jak się da. Ten pomysł podsunęła Mary Daly, radykalna lesbijska feministka. Daly radziła, żeby kobiety - zanim zmierzą się ze światem – określiły same siebie, „zdefiniowały się”. Żeby nie ulegać manipulacjom, nie być ofiarami różnego rodzaju presji. Właśnie to chcemy zaproponować lesbijkom.

    Nie zakładamy, że wiemy, czym jest LESSkultura. Bardziej chcemy przyjrzeć się zjawisku, zbadać je, nie oceniając. Podczas spotkań grupy organizującej festiwal wciąż powracają pytania: kogo można nazwać lesbijką, czym jest lesbijstwo, jakie są wyznaczniki lesbijskiej sztuki? I wreszcie ile osób potrzebuje jednoznacznie określić swą tożsamość jako lesbijską? Widzimy to bardzo różnie. Mamy nadzieję, że znajdziemy odpowiedzi na te pytania, a jeśli nie - to przynajmniej padną te pytania w publicznej przestrzeni. Przyjrzymy im się przez debatę w necie - na blogach, na FB, ale przede wszystkim przez zgromadzenie polskich LESSartystek w jednym miejscu – wirtualnie i realnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie rozumiem. Organizatorki przyznają, że nie wiedzą, czym jest LESSkultura. No ale, skoro organizują takie przedsięwzięcie, to chyba są przekonane, że ona - ta LESSkultura -jest. Mówią dalej o wyznacznikach lesbijskiej sztuki (!) I tu padam na pysk z bezsiły! Bo niechby Organizatorki chociaż rzuciły jakąś hipotezę roboczą, definiującą na tę okoliczność LESSkulturę. To chyba nie taki problem?! Przypuszczam, że któraś uczestniczyła w zajęciach Gender i warto się trochę wysilić, niż tylko przywoływać Mary Daly (o której ni słowem nie wspominają, że była teolożką, za to, że "wojującą" lesbijką - i owszem, chociaż o takie informacje przeciętnej lesbijce (to ja)już trudniej. Sorry, ale przypomina mi to, wybaczcie brutalne porównanie, 15-latkę, która jest przekonana, że w ciążę można zajść siedząc na krześle księdza, w którym owa młoda się kocha. No, jeśli chcecie, to macie już pierwszą wypowiedź lesbijki o LEESkulturze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdefiniować - to nie takie proste. Istnieje ileś tam definicji roboczych "lesbijskości", ale właściwie każdą można spokojnie podważyć. Jak dla mnie lesbijskie jest to, co twórczyni uważa za lesbijskie. Pytanie, co to jest i czy da się znaleźć jakieś punkty zaczepienia. I wydaje mi się, że o to chodzi w tym festiwalu - by najpierw pokazać, a potem próbować definiować. W drugą stronę nie ma to większego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurczę, pomysł fajny. Ciężko zmieniać rzeczywistość. Niekiedy mi się wydaje, że to wręcz niemożliwe. Ale te akcję popieram:) jak najbrdziej. Nie mieszkam niestety w stolicy więc moje pole działania jest raczej ograniczone.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Nieszka
    Akcja jest ogólnopolska, tak że jeżeli tworzysz albo kogoś znasz i chcesz polecić, to jak najbardziej możesz się włączyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mało widać artystów i tematykę LGBT w sztuce plastycznej moim zdaniem powinno być tego więcej!
    Popieram działanie chociaż nie do końca się z nim zgadzam....
    Po dłuższym zastanowieniu może sama wezmę udział ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…