Przejdź do głównej zawartości

To bi or not to bi


Poniżej opisana historia lepiej pasuje do pewnego zaprzyjaźnionego bloga niż na garniturek, ale pozwolę sobie ją tutaj przedstawić. Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone.

Rozmawiam ze swoją przyjaciółką, której wymagania względem mężczyzn są dokładnie tym, co to słowo znaczy, czyli Wymaganiami. Otóż ideał musi być: inteligentny, z dużym (i specyficznym) poczuciem humoru, czuły, ciepły, troskliwy itd., itp. I w tym miejscu pozwolę sobie mniej więcej zacytować naszą rozmowę, od razu zaznaczając, że owa przyjaciółka podoba się obu płciom.

Ja: Może jednak odkryjesz w sobie pierwiastek biseksualny?
Ona: Dobrze by było.
Ja: Podobna każda kobieta jest biseksualna, tak mówią.
Ona: To dotyczy każdego człowieka.
Ja: No widzisz. Spróbuj, przynajmniej będziesz miała 50 procent szans więcej na sobotnią randkę.
Ona: Próbowałam.
Ja: I?
Ona: To nie dla mnie.
Ja: Bo?
Ona: Jakoś nie podeszło. Nie czułam tego.
Ja: A może źle próbowałaś? Z nieodpowiednią osobą...
Ona: Myślisz? Nie wydaje mi się. Zresztą, kiedyś ci opowiem, to jako ekspertka ocenisz.

W tym momencie naszła mnie refleksja, że przecież taki dialog jest dość typowy, tylko role trzeba by odwrócić. Nie pomnę, ile razy słyszałam, że moja chęć bycia tylko i wyłącznie z kobietą wynika z faktu, że nie trafiłam na odpowiedniego mężczyznę. Radzono mi również, abym spróbowała z innym, bo może trafię na swojego, a wtedy wszystko będzie dobrze (jakby z kobietami było mi źle). Oczywiście złościło mnie to straszliwie.

Pomyślałam więc, że stosuję na przyjaciółce rodzaj nacisku i że może poczuć się zirytowana lub oburzona, bo przecież doskonale wie, co dla niej jest najlepsze. Skoro tłumaczy mi, że dla niej pocałunek z kobietą to nie było to i w ogóle, to powinnam wykazać się pełnym zrozumieniem.

I pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że sama kiedyś myślałam, że to faceci nie potrafią się całować. Do czasu.

Na jednej ze świetnych (jak zawsze) imprez u K., przesadziwszy nieco z "niebieską lemoniadą", przeprowadziłam pewien eksperyment. Do swojego doświadczenia wybrałam sześć osób – dwie kobiety i czterech mężczyzn. Celem badania było udowodnienie, że pocałunku kobiety nie da się pomylić z pocałunkiem mężczyzny.

Nie do końca poszło to po mojej myśli. Nie ujmując niczego pozostałym osobom dobrowolnie biorącym udział w eksperymencie, pocałunek jednego z panów był, hm, no cóż, mogę tylko napisać, że testowanie trwało dłuższą chwilę, a w celu dokładnego udokumentowania zostało powtórzone.

Biorąc powyższe pod uwagę, chyba będę namawiać przyjaciółkę dalej, ku chwale zawrócenia kolejnej istoty na właściwą drogę.

A tak na poważnie, to jak to dziwnie się los plecie. Wyobrażacie sobie taką rozmowę lat naście temu? Przeprowadzoną na poważnie, bez wyraźnego odżegnywania się, oburzenia czy wyśmiania? Ja jakoś nie potrafię.

Komentarze

  1. Pewnie jeszcze zależy z kim.

    Generalnie to my jesteśmy jeszcze bardzo daleko od poważnego traktowania biseksualności. O ile homoseksualizm jest czymś niebezpiecznym, ale poważnym, o tyle biseksualizm jest zabawą, testowaniem albo fanaberią. Osoba biseksualna to jest ktoś mało poważny albo zachwiany emocjonalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. podobnie jak Ty, moja wyobraźnia nie ogarnia tej rozmowy kilka lat wcześniej

    OdpowiedzUsuń
  3. gadugadanie: nawet jeśli ktoś był światły, to nie zadałby raczej pytania, które padło czyli "Myślisz?". Podejrzewam, że zaparłby się przednimi i zadnimi łapami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróciłam właśnie z imprezy koleżeńsko-profesjonalnej.
    Uściskałam (całować pani doktor nie wypadało) pewną damę, która będąc naprawdę oddaną katoliczką, w kontekście moich wyborów powiedziała- "Nie oceniam ludzi, niech robią co chcą, przecież mój kościół nie ma monopolu na mądrość. Ja będąc katoliczką jestem wolna."
    Takiej rozmowy też sobie nie wyobrażałam parę lat temu. A jednak :)
    I paradoksalnie odkryłyśmy, że ja- wychowana w duchu laickim, mam mniej dylematów, niż gdybym była wychowana inaczej.
    Może to komentarz nie do końca na temat ale tak mi się nasunęło.
    Uwielbiam tę osobę, jako kobietę, profesjonalistę i jako katoliczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakby nie patrzeć świadomość społeczna i akceptacja fanaberii (biseksualizm lub katolicyzm) w Narodzie rośnie ;DDDDD

    OdpowiedzUsuń
  6. dubiduu: Komentarz jak najbardziej na temat:)
    Nie rozumiem tylko zdania "I paradoksalnie odkryłyśmy, że ja- wychowana w duchu laickim, mam mniej dylematów, niż gdybym była wychowana inaczej.", bo dla mnie nie ma w nim paradoksu. Ale może czegoś nie załapałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieheteronormatywna03.03.2012, 14:29

    Właśnie zdałam sobie sprawę, że nieporównywalnie gorzej denerwują mnie próby naprowadzania na tę 'dobrą, właściwą' drogę (tj. 'nie trafiłaś jeszcze na TEGO odpowiedniego') niż sytuacje odwrotne. (Tu powinnam dodać, że zostałam wychowana w bardzo pobożnej, katolickiej rodzinie i poniekąd mam też dość konserwatywne poglądy na niektóre kwestie, na te, które nie kłócą się z moją 'odmienną' orientacją.) Sytuacja odwrotna - tj. ta zła, ba! mało tego - dewiacyjna wręcz(!), gdzie człowiek słyszy, że powinien spróbować z osobą tej samej płci ale to, prawie na pewno, wynika z mojej orientacji. Dodam jeszcze, że byłam w obu tych sytuacjach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieheteronormatywna: Rozumiem, że chodziło Ci o to, że mniej denerwują Cię próby naprowadzenia na właściwą drogę, jeżeli chodzi o tę samą płeć? Tak?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieheteronormatywna03.03.2012, 20:09

    'właściwą drogę, jeżeli chodzi o tę samą płeć'? Nie za bardzo rozumiem. Powiem troszkę dosadniej: gorsze jest wtykanie na siłę faceta, gdy jesteś homoseksualna niż wtykanie heteroseksualnej kobiecie kobiety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie trafiłam na takiego faceta szczerze mówiąc :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Podoba mi się Twoja teza o bi-nacisku, który czasem nas dotyka, niezależnie od płci czy orientacji.

    - Nie mogę sobie znaleźć drugiej połowy.
    - Pewnie jesteś bi.
    - Nie jestem.
    - Jesteś. Wszyscy są.

    Kto z nas tego nie słyszał? Upraszczam, ale coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…