Przejdź do głównej zawartości

Wrocławskie kobiece

fot. Anna Smarzyńska
Wrocław to drugie polskie miasto, zaraz po Warszawie, w którym mogłabym mieszkać. Jest wystarczająco duży, wystarczająco stary i piękny, i, w przeciwieństwie do stolicy, nigdy nie zasypia. Przynajmniej tak go pamiętam sprzed tych kilku lat, kiedy miałam okazję być tam po raz ostatni. Wybrałyśmy się z Gosią na nocny spacer po mieście. Była trzecia nad ranem, impreza na rynku trwała w najlepsze. Kilku wariatów kąpało się w fontannie. Czemu wariatów? Był listopad.

Jednym z wycinków nocnego życia Wrocławia są imprezy dla kobiet organizowane przez xxx kolektyw, nad którymi właśnie objęłyśmy matronat. To wydarzenie z niezłą już historią, bo pierwszą taką imprezę we Wrocławiu zorganizował tamtejszy oddział Kampanii Przeciw Homofobii w 2008 roku. Z upływem czasu małe lokalne wydarzenia przekształciły się w regularne zabawy kobiet z całej Polski. XXX kolektyw kontynuuje tę tradycję. Co mu przyświeca?

Chcemy tworzyć przestrzeń, w której kobiety będą mogły czuć się swobodnie. Chcemy promować kobiece talenty. Chcemy działać na rzecz tolerancji i różnorodności. Chcemy organizować imprezy, na których same chciałybyśmy się bawić! – napisały mi, poproszone o „ideolo”. Zabrzmiało na tyle dobrze, że nie mogłam sobie odmówić dopytania o szczegóły. Tak że dziś na blogu bodaj pierwszy w jego krótkiej historii wywiad. Z Gośką i Lary, czyli xxx kolektywem.

Zacznijmy od początku…

Gośka: We Wrocławiu brakowało przestrzeni dla kobiet, miejsca, gdzie mogłyby kogoś poznać lub pobawić się we własnym gronie. Kluby gejowskie były (Lary: i w sumie są nadal) klubami gejowskimi, a lesbijkę widziało się w nich tylko wtedy, gdy wchodziła do środka, potem ginęła w tłumie mężczyzn. Tak mniej więcej opowiadały o tym dziewczyny z KPH, które w 2008 po raz pierwszy zorganizowały wrocławskie kobiece. Nie mamy pojęcia, czyj był pomysł, ale na początku koordynatorką projektu była Alena Shumchyk, która wykonała dużo dobrej roboty i przetarła szlaki. Kiedy ja w 2010 przejęłam organizację imprez, miałam już dużo lżej. Pod koniec 2011 nasza grupa lokalna została rozwiązana, a Lary i ja połączyłyśmy siły jako xxx kolektyw.

Lary: Cały czas chcemy robić coś nie tylko dla siebie, a ponieważ nikt nie przejął organizacji imprez, postanowiłyśmy się za to zabrać, żeby nie marnować potencjału.

Słyszałam, że pojawiają się na nich setki kobiet z całej Polski. W czym tkwi wyjątkowość tego wydarzenia?

Lary: To prawda, od dłuższego czasu na imprezy przychodzi średnio 200 osób i można na nich spotkać nie tylko dziewczyny z Wrocławia i okolic, bo przyjeżdżają grupy nawet znad morza. Z czego to wynika?

Gośka: Przede wszystkim wrocławskie kobiece to pierwsze tego typu imprezy w Polsce. Mają już swoją markę i mają małe tradycje. Po drugie liczy się dobra promocja i organizacja wydarzenia. To są te rzeczy, które, połączone, z reguły kończą się sukcesem.

Lary: Trafiamy w niezaspokojone potrzeby, brakuje we Wrocławiu i w ogóle w Polsce imprez skierowanych do kobiet, zwłaszcza tych nieheteroseksualnych. Cieszę się bardzo, że aktualnie są już podobne imprezy w wielu miastach Polski, ale z tego, co się orientuję, być może będzie to nieskromne, to te wrocławskie są wciąż największe, co też przyciąga uczestniczki. Także to, o czym wspominała Gośka - nie przestajemy się rozwijać, staramy się słuchać dziewczyn, czego chcą na tych imprezach, co im się podoba, na co narzekają. No i też robimy te imprezy dla siebie, więc staramy się, żeby zabawa była jak najlepsza. Może jako organizatorki bawimy się trochę mniej, bo trzeba pilnować porządku itp., ale ja z każdej wychodzę usatysfakcjonowana. Czasem żałuję tylko, że nie wypada mi brać udziału w loterii, bo zawsze staramy się zorganizować fajne nagrody.

Dla kogo właściwie są wasze imprezy? Rozumiem, że mile widziane są metrykalne i zarazem psychiczne kobiety, a poza tym?

Gośka: Mile widziane są te, które czują się kobietami, bez względu na płeć czy orientację. Najwięcej jest oczywiście lesbijek, przychodzi też dużo dziewczyn hetero, co niezmiernie nas cieszy. Każda kobieta, która jest metrykalnie lub psychicznie kobietą, może wpaść.

Lary: Ja nie wierzę w binaryzm płciowy. Mamy tylko jedno wymaganie do osób metrykalnie męskich, żeby przyszły en femme, to ze względu na to, żeby uniknąć nachalnych, ciekawskich facetów i żeby wszystkie dziewczyny czuły się swobodnie. Ale przychodzą głównie metrykalne kobiety i w dodatku coraz młodsze, średnia wieku to, myślę, 22-25 lat. Cały czas zastanawiamy się, jak wyciągnąć z domu kobiety po 30, dobra zabawa to przecież nie jest domena nastolatek. Słyszymy czasem, że nie przychodzą, bo średnia wieku jest za niska, ale jeśli nie przyjdą, to przecież sztucznie tej średniej nie podwyższymy.

Zdarza wam się słyszeć zarzuty, że tego typu imprezy to gettoizacja? Lub że to dyskryminacja mężczyzn?

Gośka: Jest duży odsetek dziewczyn na kobiecych, które mówią właśnie w ten sposób. Na dodatek przeważnie są stałymi bywalczyniami. Nie przejmuję się tym za bardzo. A jeśli zarzuciłby mi to mój kumpel, to umówiłabym się z nim na piwo - tylko w innym terminie.

Lary: Malkontentki znajdą się zawsze, w niektórych kręgach wręcz modne jest niechodzenie na kobiece. Myślę, że każdy ma prawo wybrać, jak się bawi. Z tego, co zauważyłam, to duża część tych, które marudzą, w dniu kobiecych robi bifory w domu lub w plenerze i czeka tylko, aż otworzy się bramka. Widocznie coś w tych imprezach jednak jest!

A czy to gettoizacja? Każdy przeżywa swoją tożsamość po swojemu, są osoby, które identyfikują się jako kobiety, jako lesbijki, jako biseksualistki. My z Gosią mamy sprawy tożsamościowe, comingoutowe już w większości za sobą. Ja jestem z założenia antytożsamościowa, ale też pamiętam, jaką drogę musiałam przejść do obecnych poglądów, a zaczynałam właśnie od utożsamiania się z grupą. Musiałam szufladki sama rozpracować, żeby móc z nich wyjść. I nie uważam, że to jakiś wyższy poziom rozwoju, po prostu on mi pasuje, a że innym pasują określone tożsamości, to też dobrze. Daleko mi do oceniania, co jest właściwą postawą. Widzę po prostu, że jest potrzeba, żeby takie imprezy były, a to znaczy, że są kobiety, którym taki profil pasuje, dla których być może identyfikacja z płcią, z orientacją jest ważnym elementem ich życia. Poza tym nie wydaje mi się, żeby organizowanie się ze względu na przynależność do jakiejś grupy było złe, jeśli ta grupa nam odpowiada.

Czy dyskryminujemy mężczyzn? Oni mają we Wrocławiu swoje imprezy praktycznie co tydzień w klubie. Był pomysł organizowania męskich, ale nikt się za to nie zabrał, więc widocznie nie czują takiej potrzeby. Chyba po prostu nie muszą, jakoś naturalnie wpisują się w schemat, że na imprezach zawłaszczają przestrzeń, a dziewczyny się usuwają. No i organizowałyśmy imprezy otwarte, queerowe. Były zdecydowanie mniej popularne, więc widocznie te potrzeby realizowane są gdzieś indziej.

Z trochę lżejszych „kontrowersji” - czytałam kiedyś na Kobiety Kobietom o jakimś niesmacznym według niektórych pomyśle z opaskami w różnych kolorach. O co chodzi?  

Gośka: Opaski! Przypomniało mi się. Stara dostawa skończyła się już w listopadzie. Trzeba zacząć myśleć o nowej, bo to był naprawdę fajny pomysł. Czerwone znaczyły "chcę się zabawić", zielone - "szukam związku" – białe - "jestem w związku" lub "nie jestem zainteresowana znajomościami". Gdzieś tak w okolicach północy pod bramką ustawiała się kolejka tylko i wyłącznie po czerwone.

Lary: W sumie nie pamiętam żadnej afery z opaskami, zawsze mi się wydawało, że były przyjmowane z humorem, ale może to było kilka głosów. Pamiętam za to aferę, jaka się zrobiła, kiedy jasno powiedziałyśmy, że zapraszamy kobiety bez względu na płeć biologiczną, odezwały się wtedy wyznawczynie jedynego właściwego podziału na biologiczne kobiety i biologicznych mężczyzn. Ale to działo się głównie w internecie, w realu nie za bardzo mamy możliwość to sprawdzić, bo osoby transgenderowe rzadko się u nas pojawiają. Myślę, że także dlatego, że reklamujemy się jednak głównie wśród lesbijek i biseksualistek. I jeszcze pamiętam problemy z didżejkami, np. jeszcze w czasach, gdy imprezy organizowała Alena, zaprosiłyśmy didżejkę, która grała muzykę spoza typowych tanecznych hitów, odzewem był natychmiastowy sprzeciw. Mam nadzieję jednak, że i to się zmieni, właśnie zaprosiłyśmy nowe didżejki, zobaczymy, jak wyjdzie.

A jak z waszej perspektywy wygląda stereotyp, którym często usprawiedliwia się gorszą ofertę dla kobiet, że kobiety niehetero są gorszymi klientkami niż mężczyźni? Wiesz, że będą siedzieć przez cały wieczór przy jednym piwie albo wniosą swój alkohol, że są agresywne itd.?  

Lary: Czy można to sprowadzać tylko do orientacji? Ta myśl wynika chyba ze stereotypu lesbijki jako nie-kobiety. Oczywiście, zdarzają się różne wybryki, czasem dziewczyny przesadzają z próbami zaoszczędzenia albo z "zabawą", ale myślę, że w takim stopniu jak na każdej innej dużej imprezie.

Niestety, zdarzają się też nieprzyjemne, agresywne incydenty, za dużo byłych i obecnych w jednych miejscu sprawia, że atmosfera bywa gorąca, ale chcemy podkreślić jasno, że tego typu wyskoki nie są i nie będą akceptowane. Potrafimy rozrabiające dziewczyny wyrzucić z imprezy i mamy jasny przekaz - imprezy są miejscem do zabawy, problemy rozwiązujcie gdzie indziej, a najlepiej w inny sposób niż za pomocą pięści.
Na szczęście moje doświadczenie pokazuje, że groźba wyrzucenia z imprezy na ogół działa uspokajająco. Chcę tylko jeszcze raz podkreślić, że zachowania przemocowe nie są tolerowane.

Imprezy to plan docelowy, czy myślicie o czymś szerszym? Własnym klubie na przykład?

Gośka: Pomysły są, były zawsze. Niedawno powstał nasz mały projekt xxx kolektyw - połączyłyśmy siły i skupiłyśmy się na organizacji kobiecych. Z dalszych planów marzy mi się tworzenie cyklicznych queerowych eventów tu we Wrocławiu. Z koncertami, imprezami i tęczowym polem namiotowym. Ach, i gwiazdka z nieba. Pewnie jeszcze trochę na to wszystko trzeba będzie poczekać

Lary: Ja interesuję się głównie nieheteronormatywnym seksem - różnymi formami ekspresji pożądania, praktykami seksualnymi, alternatywnymi formami związków. Mam w związku z tym parę pomysłów na wydarzenia, ale nie chcę jeszcze o tym mówić, żeby nie zapeszać. Chyba obie zgadzamy się, że chciałybyśmy poruszać tematy, o których we Wro rzadko się mówi, wyjść wreszcie z zamkniętego kręgu rozmów o coming outach, związkach partnerskich itp. Oczywiście nie znaczy to, że jesteśmy przeciw, jesteśmy za ustawą, ale po prostu mówi się o tym w kółko i mam wrażenie, że w kółko tak samo. Kusi mnie, żeby zrobić debatę o coming oucie jako o praktyce wywodzącej się w gruncie rzeczy z doświadczeń religijnych, porównać dyskurs coming outów z dyskursem świadectw z pism religijnych o wychodzeniu z grzechu bądź nawróceniu. Jak już mówiłam, mamy w sumie już te rzeczy tożsamościowe w mniejszym lub większym stopniu przerobione, mnie teraz bardziej interesuje rozwalanie tożsamości, marginesy marginesów.

To na koniec poproszę o najfajniejsze wspomnienie imprezowe.  

Lary: Dla mnie każda impreza jest unikalnym przeżyciem, najpierw dużo pracy i stresu, a potem, jak już się rozkręci - wielka radość i satysfakcja. Tych wspomnień jest na tyle dużo, że nie umiem wymienić najfajniejszego.

Gośka: Dreszczyk emocji tuż przed, to całe babskie przebieranie, malowanie się, obdzwanianie znajomych, kto będzie, a kogo nie. Uwielbiam ludzi, dobrze nastrajają i dodają energii, a kobiece to idealna okazja, by podładować Gośkaakumulatory.

Najbliższa impreza kobieca we Wrocławiu już dziś w klubie Forma. Informacji o kolejnych szukajcie na fejsbukowym profilu kolektywu.

Komentarze

  1. "porównać dyskurs coming outów z dyskursem świadectw z pism religijnych o wychodzeniu z grzechu bądź nawróceniu"

    - od dawna pisze o tym amerykanista dr T. Basiuk

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem, miałam z nim o tym zajęcia i były bardzo inspirujące, chciałabym go zaprosić do wrocławia.

    chodzi mi tylko o to, że wiesz to ty, wiem to ja, pewnie jeszcze iluś ludzi, ale jakieś 95% spotkań o CO, na których byłam polega na rozważaniu: "robić czy nie robić" i potem kilku opowieściach osób, które już mają to za sobą, dla mnie nuuda :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, racja! Być może wielu osobom - odcinającym się od chrześcijaństwa - zafunduje to zimny prysznic. Z drugiej strony to tradycja Kościołów protestanckich, czyli w Polsce jednak marginalna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie, brawa brawa :)
    Jakbym miała być aktywistką, to tylko taką ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnia kobieca w Formie była najlepsza. Martwi mnie i moje znajome, że w kwietniu kolektyw zrezygnował z "marcowych" didżejek. Chcemy je znowu, więcej i więcej :)

    PS. Bardzo dobry wywiad i przyjemnie czyta się takie odpowiedzi;)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowy
    Fakt, Benita i spółka grają świetnie. Nawet mnie potrafią na parkiet wyciągnąć. A to sztuka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też mam nadzieję, że majowa w Formie będzie z marcowymi didżejkami. Gadano-bujane też dobre, ale nie dla mnie, za mało concretu w tym concrecie ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…