Przejdź do głównej zawartości

Wokół O'LESS Festiwalu

Minęło półtora miesiąca dni od inauguracji O'LESS Festiwalu. Powolutku zapełnia się wirtualna mapa gromadząca informacje o działalności kulturalnej, społecznej, sportowej, naukowej i artystycznej osób identyfikujących się jako lesbijki, a także lesbijskich organizacji, grup, drużyn czy klubów z całej Polski. Z różnych miast, miasteczek i wsi. Zbieranie zgłoszeń kobiet z całej Polski i tworzenie mapy to - dla przypomnienia - pierwsza faza festiwalu, która potrwa do sierpnia 2012 roku.
Druga, bardziej dynamiczna, rozpocznie się na jesieni. Organizatorki już teraz zapraszają na spotkania, imprezy artystyczne, klubowe i sportowe, wystawy, mecze, tańce, romanse.

Jak oceniają pierwsze dziewięćdziesiąt dni projektu? - O’LESS Festiwal z złożenia jest procesem, badaniem żywego organizmu. Ten czas pozwolił nam przyjrzeć się pierwszym reakcjom na naszą inicjatywę. Nie zaskoczyła nas skrajność opinii: od zachwytów po niechęć - napisały mi Agnieszka Małgowska i Monika Rak, współtwórczynie projektu. - Naczytałyśmy się o zbyteczności lesbijskiej oddzielności w sztuce. Usłyszałyśmy zarzuty o koteryjność, o partykularyzm, o interesowność - inspirowanie samych siebie, czyli korzystanie z talentów innych, etc.

Ale dyskusja rozgorzała w sprawie oceny sztuki, z której my świadomie rezygnujemy. Jako organizatorki chcemy uwolnić się od własnej domniemanej pychy, która uczyniłaby nas ekspertkami. My nie wiemy, my chcemy się dowiedzieć, stworzyć przystań dla lesbijskich twórczyń.

Tymczasem odbiorcy sztuki są tak przyzwyczajeni do oceniania i autorytarnego wyznaczania miejsca w jakimś rankingu, że wszystko, co nie podlega ocenie, wydaje się podejrzane i nie/wartościowe. Większości z nas wydaje się, że stwierdzenie "sztuka jest albo dobra, albo zła" jest prawdą oczywistą. Ale czy zastanawiamy się, kto te kryteria ustalił? Czy zastanawiamy się, że może nas wyuczono "właściwego" gustu, tak jak wmówiono nam role płci? 

Zapominamy, jak traktowano pierwsze próby kobiecego pisania, jak postrzegano początkowo camp. Widzimy, jak łatwo dajemy skolonizować swą intuicję i percepcję uniwersalnej "mądrości". Tu odczułyśmy największy opór, w efekcie zostałyśmy posądzone o brak kompetencji i mętność idei. Ale my "upieramy się" przy naszych decyzjach i wciąż szukamy nowych dróg kontaktów, bo dotarcie do twórczyń – mimo pospolitego ruszenia w necie oraz poczty pantoflowej – wcale nie jest łatwe. Dlatego cieszy nas, że udało rozpocząć współpracę z lesbijskimi organizacjami, portalami, blogami, że zgłosiło się trochę artystek i grup – czasem zaskakujących, jak np. grupa chrześcijańska, którą zobaczymy w performensie. Niektóre artystki już przysłały zgłoszenia, inne się przygotowują, jeszcze inne nas ignorują. Bo tak też jest.

Z każdą odkrytą osobą uświadamiamy sobie, jak mało wiemy o LESSaktywności w Polsce. Jak potrzebne jest zebranie informacji, jak dobrze byłoby zbudować lesbijską sieć kontaktów, która nie byłoby wiedzą pojedynczych osób, a naszą – wspólną. W tę potrzebę idealnie wpasowała się propozycja redagowania Homopedii. Będziemy mogły stworzyć hasła lesbijskiego wątku, kształtować informację o nas samych. 

Powoli więc zaczynamy się gromadzić, liczymy, że do sierpnia będzie nas więcej. Dlatego teraz chciałybyśmy zaakcentować jeden z elementów festiwalu – LESSmapę.

Dyskusja o ocenie, kryteriach, braku eksperckości, ba, nawet braku wiedzy twórczyń projektu częściowo toczyła się również na tym blogu. To, jak się do tych zarzutów odnoszą organizatorki festiwalu, w dużej części pokrywa się z moimi przemyśleniami. Mnie osobiście zaś najbardziej rusza kwestia wspólnej wiedzy, której tak bardzo nam brakuje, co moim zdaniem przekłada się choćby na takie sytuacje, jak te opisane w tekście o rewolucji. Tak że zachęcam do zgłaszania swoich projektów, trzymam kciuki za wszystkie fazy festiwalu i na pewno będę jeszcze o nim przypominać.

Komentarze

  1. fajne! ale zastanawiam sie nad celowoscia uzywania wspolrzednych geograficznych do pokazania dzialalnosci autorek.. poza ogranym juz w sumie efektem wizualnym na mapie google. Czy dzialalnosc literacka jest zakotwiczona geograficznie? Jakis mętlik to wprowadza....

    OdpowiedzUsuń
  2. I właśnie w takich chwilach brak identyfikacji wychodzi mi bokiem. Fajnie jest należeć do jakiegoś zjawiska, fajnie jest być na mapie, fajnie jest być częścią festiwalu, nie tylko jako odbiorca. Niestety, na potrzeby znalezienia się w grupie nie oznaczę się jako lesbijska twórczyni. Wielkie zazdro dla tych mocno zidentyfikowanych i niewykluczonych z o'lessu (i ja tak na poważnie, bez cienia ironii, niemalże serio). W tym wypadku fajnie jest być lezbą.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Maciek
    Mi się pomysł mapy podoba. Często słyszy się o braku aktywności kobiet (i nie tylko) niehetero, o warszawocentryzmie. Jak już projektów na mapie będzie więcej, to w końcu będzie można się przekonać, ile i w ilu miejscach się dzieje.

    @lipshit
    Mam tak samo jak Ty. Ale może, jeżeli będzie udany, ten projekt stanie się wstępem do czegoś szerszego, zbierania informacji o aktywności osób niehetero w ogóle? Niekoniecznie w wydaniu tych samych osób, ale podobnymi metodami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej podoba mi się brak kryteriów wartościujących. Robisz coś twórczego, chodź do nas, mamy narzędzia żeby podkreślić twoje działania w kontekście grupy / zjawiska. I nie ma lepiej i gorzej, mniej lub bardziej. Ode mnie Wielkie Brawa. I też mi się marzy inicjatywa obejmująca również te niezrzeszone niehetero. Oby!
    Tymczasem będę dalej snuła teorie spiskowe jak się stać lesbijką na potrzeby festiwalu, unikając rozdwojenia jaźni, spektakularnego oszustwa czy wyrzutów sumienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, weszłam na O'LESS FESTIWAL, ale albom ślepa, albo cuś, bo nie znalazłam jakiegoś kontaktowego adresu. Pomysł O'LF najpierw poddałam "konstruktywnej krytyce", ale po Twoich jeszcze bardziej konstruktywnych wyjaśnieniach w atmosferze szacunku i zrozumienia, chyba zmieniłam zdanie na tyle, by się włączyć. Mam pewien pomysł plastyczny (i nie tylko), ale potrzebowałabym podpytać organizatorki w kwestii: co by było, gdyby...

    No i jeszcze o jednym sobie pomyślałam (boziu, czy ta intensywność używania szarej masy mózgowej mi nie zaszkodzi?), mianowicie: czy Barbie Girls nie SĄDZĄ, że mogłyby przygotować jakiś ekstrafestiwalowy program???

    OdpowiedzUsuń
  6. @lipshit
    Wiesz, w zasadzie ów brak wartościowania można by rozciągnąć i na orientację. Bo nie sądzę, by kogoś miałoby wykluczać zdefiniowanie się jako lesbijka na potrzeby festiwalu. Choć z drugiej strony to jednak kwestia samoodczuwania. I tu jest już problem. Ciekawam, jak go rozwiążesz.

    @frog@dog
    Na stronie festiwalu jest mail oles2012@gmail.com.
    A Barbie - cóż, na potrzeby tego festiwalu nie. Ale cusik nam chodzi po głowie w związku z COS. Więcej napiszę Tobie na priv, bo to Twoje dziecko, więc chciałabym Cię w to wciągnąć - w dowolnym charakterze.

    OdpowiedzUsuń
  7. @lipshit
    Chyba mam! Zobacz, co jest napisane na stronie "literatura" (http://olessliteratura.blogspot.com/): "Ślijcie Wasze teksty: feministyczne i politycznie niepoprawne. Femme, butch i tranny-queens. Erotyczne, różowe i sadologiczne... Opowiadania, wiersze, powieści (lub ich fragmenty); teksty lesbijek, biseksualistek i kobiet zafascynowanych kobietami. Transboyów i dziewczyn, dla których wszystko-co-„boy” czyli „męskie” kojarzy się tylko z odrazą".

    OdpowiedzUsuń
  8. @Ewo
    Dzięki. Znaczy - ślepam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba intelektualnie nie dorastam do pojęcia idei tego festiwalu. Czy jedynym kryterium jest brak kryteriów? Czy mówimy o zebraniu tekstów (kultury) lesbijskich czy lesbijskich autorek? Czy idea jest spójna czy właśnie ma polegać na niespójności?
    Identyfikowanie się z grupą tylko na potrzeby wejścia do grupy to mi się z takim słówkiem na hipo nieprzyjemnie kojarzy (nie, nie hipopotam).

    OdpowiedzUsuń
  10. Hipomania? Hipochondria?:)
    Frog przywołała Barbie Girls i to jest jakiś przykład działalności niebędącej lesbijską (w sensie stricte lesbijską), a tak identyfikowanej. I to bez sprzeciwu z naszej strony, bo, choć zdecydowanie bliżej było nam do identyfikacji queerowej, to jednak świadomie używałyśmy słowa "lesbijski", jako, w naszych realiach, bardziej wywrotowego. Podobnie było z Porozumieniem Lesbijek LBT.

    Co do festiwalu - po wstępnym zapoznaniu się z ideą byłam przekonana, że jedno kryterium jest, i jest nim właśnie lesbijska identyfikacja twórczyń (dość szeroko, bo indywidualnie, rozumiana). Po przeczytaniu zacytowanego fragmentu zaczęłam się zastanawiać, czy nie chodzi też o działalność rozumianą/odbieraną jako (w jakiejś części?) lesbijską, niezależnie od identyfikacji działających. I nad tym, co właściwie o tej identyfikacji przesądza - odbiór (patrz nasz kabaret) czy samoidentyfikacja (czy pomieszanie jednego i drugiego). I - nie wiem. Ale z pewnością zapytam przy okazji pisania kolejnego tekstu o festiwalu.

    OdpowiedzUsuń
  11. I nie hipokamp, jakkolwiek groźnie to brzmi.

    Och, ja mówiłam o postawie hipo w kontekście dalekim od świadomego sterowania kategorią. Tylko Panna Frank ma czasem takie myśli, że chociaż krzyczy że jest niehetero, to może na te kilka miesięcy stanie się ćwierćLezbą? Albo prawieLezbą lub KiedyśLezbą? Ciągle pokutuje we mnie silna potrzeba przynależności do zjawiska. A skoro moim ulubionym queerowym przysłowiem jest "nie ma ludzi homo i hetero, są tylko działania homo i hetero", oświadczam, że moją jedyną orientacją jest niehipo i będę do O'Lessu wzdychać z daleka. Skoro to lesbijski festiwal, który ma precyzyjnie nakreślać ramy zjawiska i lokować je na mapie, to po co rozmydlanie doświadczenia ćwierćlesbijkami? Choć w sumie ćwierćlezba to też lezba...

    Tylko właśnie, ciągle nie mamy jasnej odpowiedzi czy O'Less zbiera tylko lesbijki tworzące lesbijsko, czy również nielesbijki tworzące lesbijsko? Kurcze, te kategorie to ciężki kawałek chleba. I pisz o nich tak, żeby za ćwierćlezbę nikt się nie obraził... Ewo, jeśli będziesz pamiętała żeby dopytać, super! Takiej ciemnej masie jak ja wiele to rozjaśni.

    OdpowiedzUsuń
  12. to z zakładki o literaturze to Konarzewska napisała, a ona ma taki pretensjonalny sposób wypowiadania się, bo jest najbardziej do przodu na świecie (zresztą "kategoria" wyjaśniana przez odrazę do męskości, podana jako ostatnia spośród tylu innych, to strzał we własne kolano)

    OdpowiedzUsuń
  13. @lipshit
    Poproszę o jasną odpowiedź, sama jestem jej bardzo ciekawa!

    @Anonimowy/a
    Mała prośba - podpisuj się, jakkolwiek!
    Zakładam, że Marta nie robi tu za piątą kolumnę, a za równie oficjalny głos jak wszystkie inne, przez co zrobiło się jeszcze bardziej intrygująco.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…