środa, 2 maja 2012

Z jakiej bajki?

Będąc ponadtrzydziestoletnią osobą żeńskiej proweniencji, z tożsamością UCF na ramieniu, nerwowo poprawiając nowe włosy, okulary i szelki, jako doczepka do siostry i jej dziewczyny, ruszyłem na wrocławskie kobiece – marcową i kwietniową. Zabawa była boska w Formie i dobra w Concrecie (tu wszystko zrekompensowało mi to, że moja siostra wygrała w loterii:), organizatorkom kłaniam się nisko.

Od miesiąca zmagam się z kolosalnymi problemami z napisaniem tekstu, będącego moją, najmojszą nierelacją z wdepnięcia na imprezę (obecnie raczej „imprezy”). A miałem okropną ochotę go napisać, zwłaszcza po przeczytaniu wywiadu z organizatorkami, które tak zachęcająco mówią o „marginesach marginesów” i antytożsamościowości. Problem polega jednak na tym, że w zasadzie nie wiem, do czego w ogóle porównać to doświadczenie. Może to trochę zmutowany Mały Książę, który nagle widzi rosarium i uświadamia sobie, że ten Róż, którego codziennie widzi w lustrze, nie jest jedyny?

żródło: wikipedia.en

Może solidnie zmutowany Kopciuszek, u którego pojawiają się nagle dwie dobhe whóżki (skąd się wzięły we dwie z taką samą wadą wymowy?) i za pomocą magicznego eliksihu zwanego mocną tathą ohaz GPS-owej kahocy (gdzie ta fohma, gdzie ta fohma – „tutaj!”  krzyczą do nas z prawej… aaaaa, to faktycznie tutaj) odrywają go od przebierania grochu z popiołu i przenoszą na bal, lekko zagubionego i przykurzonego?

żródło: lubimyczytac.pl

Może do A. w krainie czarów i po drugiej stronie lustra? W której A. codziennie je „zjedz mnie” w pracy śniadanie i „rośnie” na największego frika na swojej małej dzielni, a co jakiś czas pije „wypij mnie” piwo w jednym czy drugim klubie i „maleje” do jednego z wielu przypadków środowiskowo popularnego ubraniowego zjawiska?


Zaraz po wejściu na salę balową, od ręki przypomniało mi się złośliwe pytanie, które kiedyś padło na garniaku: „Jeśli twierdzę, że mój babochłopi wygląd to moja przekora wobec stereotypu, to jak ta przekora działałaby w środowisku, w którym jest dużo babochłopów i to właśnie  one nadają ton?”. Bardzo obawiam się, co się będzie działo pod moim wpisem, zwłaszcza po powyższym zdaniu, ja piszący o imprezie dla les/bi to prawie jak Amerykanin w szortach i japonkach opisujący Japonkom Japonię.  Nie wiem, jak to wygląda od środka, ale od zewnątrz właśnie tak, wyglądowy ton jest zdecydowanie niecisowy.

O ile funkcjonując na co dzień, stanowię pewne kuriozum, nienazywane (ona tak ma) albo nazywane jako coś w rodzaju „chłopczyca”, o tyle, wpadając na kobiecą, staję się jakimś stanem skupienia buczowatości, niezbyt przesadnej zresztą. Nie mogę powiedzieć, że włączyła mi się przekora każąca lecieć do domu po kieckę. Może tylko odrobinkę przekory przejawiającej się we wstawianiu „numerów mieszanych” w typie „zrób minę angry birda i zatrzep przy tym rzęsami”. Mogę powiedzieć, że włączył mi się raczej podglądacz trendów, nie tylko mnie zresztą. „Dawno nie widziałam tylu dobhych mahynahek i świetnych koszul” - bardzo ładnie podsumowała imprezowa współtowarzyszka. „Było pytać, skąd!” „Nienie, bo by wyszło, że to bahdzo kiepski podhyw.” Jeśli chodzi o mnie, jak ryba w wodzie się nie czułem, ale mówią, że wizualnego wyłamu nie było. Chodzą słuchy, że należę do rodziny komplemenciarzy. Rodzina się powiększa, a ja ponoć mam niezłe szelki.


Do koszul i marynarek, dodam od siebie, że zwisające z tyłka spodnie też są całkiem gud, ale nie na moją figurę;) I co ta fryzura robi z człowiekem! W domu mówią, że obciąłem się na chłopaka. Zdecydowanie nie widzieli jeszcze cięcia na chłopaka, a ja nie wiem, czy prędko im pokażę. Duże nagromadzenie ciekawej biżuterii i zdobień (tunele, tatuaże… cuda wianki) i żal, że moje ulubione – jakoś nagle bardzo mało odjazdowe - srebrne blaszki szlag trafił, gdy ktosia mi w tańcu zahaczyła o ucho. Zatem ogólny rachunek imprezy wyrównany, dwie blaszki za dwie dychy sztuka wdeptane w podłogę - to tak jak wypić na imprezie pięć piw i dać pięć złotych napiwku. A nie wypić jedno!

Serio serio i a propos wróżek oraz pojawiającego się w wywiadzie słowa „getto”. Gdyby moja siostra nie była nieheteronormatywna, w ogóle nie byłoby mnie na tej imprezie. To głupie, wiem, ale brakowałoby mi „legitymacji” do wsadzania się w nieswoje środowisko, zwłaszcza po wszystkim, co przeczytać można na temat zaburzonych emocjonalnie mężatek w kryzysie (jak się zdaje synonim „kobietożernej rosiczki”). Własna tożsamość „Under Construction Forever” nie wydaje mi się tu wystarczająca. Wiadomo, że samemu na imprezę w ogóle się głupio idzie, ale gdy kiedyś wypad na kobiecą proponowała mi cis hetero koleżanka, to jakoś mi się to w ogóle nie widziało. I nie chodziło o gorszość, może raczej o ekskluzywność.  

 źródło: wikimedia.org

Mimo wszystko trudno mi – z boku patrząc – przyjąć argumentację na temat „tworzenia getta”. Nie kiedy patrzę na moją bujającą się ze swoją dziewczyną siostrę i oddycham z ulgą, że przynajmniej tu przez chwilę mogą się tak normalnie pobujać, nie wzbudzając nadmiernej sensacji. Ale… nieodparte wrażenie bycia pasażerem na gapę i kto wie, czym jeszcze, mimo braku intencji zrosiczkowania kogokolwiek.


I taki majowy konkursik lajtowy – z jakiej bajki pochodzi ostatni obrazek? Kto pierwszy odpowie, może mi podać temat następnego wpisu, który napiszę… kiedyś.

25 komentarze :

Ha, ja wiem, ja wiem! Obrazek jest z Groovie Goolies :)

No, faktycznie tak jest.
Po polsku nazwali to "Strachy na lachy" i puszczali w latach osiemdziesiątych:)
Postać nazywa się Orville :)

Fragmencik:
http://www.youtube.com/watch?v=fmHFKJeFG0Q&feature=related


Zwycięstwo Galadhil, czyli że masz dla mnie jakiś temat?

Co do czucia się jak kosmita na różnych imprezach tego typu.

Dziewczęta w ogóle chyba są takie "psiapsiółkowate", bardziej od chłopców. Z moich obserwacji - znacznie częściej chodzą stadami i raczej ciężko jest nawiązać swobodną, dowcipną, inteligentną, naprawdę niezobowiązującą i nic nie znaczącą rozmowę przy barze. Więc chyba każda ktosia, która nie przyszła z własnym dużym stadem, czuje się na takich imprezach ciut nieswojo.

Co do getta i gettowości. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie sami je sobie najczęściej sprawiają, a chodzenie na branżowe lub tematyczne imprezy nie ma z tym nic wspólnego.

Ja mam pomysł na temat do napisania.
Napisałeś kiedyś, że wychowujesz dziecko? Dobrze pamiętam? Napisz o macierzyństwie/tacierzyństwie.

@kratka
W ogóle jak nawiązać niezobowiązującą rozmowę przy barze lub popielniczce, skoro generalnie głośno jest a plucie w uszy lub oczy osobie nieznajomej nie jest ogólnie przyjęte za normalne?
Ta, duże stado załatwia w sumie wszystko.

Co do tematu wpisu, umówmy się tak, że jeśli Galadhil odda
wyzwanie/wygranie walkowerem, to biorę Twoje, prawem wtórkupu:)

Jeśli nie, to poczeka w kolejce, czyli nic straconego, choć oczywiście - ryzyk fizyk, temat do najłatwiejszych dla mnie nie należy, zwłaszcza obecnie.
Ale jak się powiedziało a, to nie wypada mówić mehehe.

Och, no jeżeli głośno, to można by się chociaż jakoś uśmiechnąć i nawiązać kontakt wzrokowy przy rzeczonym barze albo porozmawiać o muzyce klasycznej lub najnowszych trendach w sztuce nowoczesnej, oczekując wspólnie na wolną kabinę w toalecie. To naprawdę nie jest równoznaczne z deklaracją poważnych zamiarów i nie kończy się tą pointą o meblach.
Niestetyż. Ciężko jest ciężko.

Mnie poczucie bycia kosmitą nawiedza regularnie, to znaczy zawsze, gdy wychodzę z domu poponiewierać się po mieście z koleżanką/ami. Czyli co weekend lub góra co dwa. Gdyż - uwaga uwaga, chciałam teraz poczynić szokujące i bardzo intymne wyznanie - mamy więcej niż 30 lat i chodzimy po knajpach! PO KNAJPACH!!! Czyli egzotyka równa temu piratowi, co w przebraniu chodzi po starówce w Gdańsku i pozuje do zdjęć za 5 zł. Wiadomo wszak powszechnie, iż kobieta w wieku postudenckim siedzi w domu, dzierga na drutach, uprawia sztukę wysoką, słucha pieśni nieanglojęzycznych lub ogląda Klan. Nie żebym coś miała przeciwko tym czynnościom. Każdemu jego porno ;) Ale już mi słabo od tych wszystkich ról, modeli i stereotypów (również tych powielanych nieświadomie przez fajnych i inteligentnych ludzi), i doprawdy, nie wiadomo, co z nimi robić.

Allku, nic na siłę :) Jeżeli nie masz ochoty pisać o rodzicielstwie, to nie pisz ;) Ale wydaje mi się to i ważne, i ciekawe, i chętnie bym przeczytała :)Gdyż co jak co, ale "matka Polka zawsze dziewica wszystko dla dobra dziecka" wiecznie żywa i naprawdę potrafi zatruć życie, nawet jeżeli utrzymujemy, że nie.

Nie wspominałem, że mam 32 lata? Przeoczenie... I do tego rodzic dziecku nastoletniemu (eegrhhh, jak dla mnie nastoletniość zaczyna się trochę później, nie czysto liczbowo, ale - jak się okazało - to takie moje, staroświeckie zdanie tylko). To już nie wiem, czego ja w tych klubach szukam. I na tej uczelni. Przecież robótka szydełkowa czeka. Sieć, telewizor, czy inny łotewer.
Wiesz, jeden problem jest z młodzieżą i poważnym wiekiem - obawiam się, że gdyby oni mieli swoją własną wygodną kanapę, lodówkę i łazienkę na wyłączność plus stosowne RTV i IT to też by ich mniej goniło po świecie, a nie wiedzą oni tego na razie, biedaczki.

Uśmiechać się można, czemu nie, bez przesady w schizach. Ale ja mam niestety dwa stany skupienia - nadmiernie zamknięty i nadmiernie wylewny i brak tych miłych, środkowych opcji w typie small talk. Wolę poczekać aż ktoś sam zacznie.

Zresztą, przepraszam, jeśli chodzi o szybkie rozmowy z nieznajomymi w kolejce od kibla, to udało mi się zagadnąć szanowną organizatorkę (znajomość z niebieskiej strony i starych blogów liczy się za nieznajomość), kiedy latała w te i wewte i obwieszczała wszem i wobec, że nikomu nie wolno wyrywać armatury sanitarnej ani demontować zlewów, suszarek i toalet. Nie miałem moralnej siły powstrzymać się od pytania, czy można zatem wyrwać kafle i fugi. Do żadnych mebli nie doszło, ot, powiedziała, że też nie można...

Czy ja wiem, czy na siłę? Raczej coś w deseń że "a ile ja jeszcze razy będę pisać o rodzicielstwie". Garniak to nie są moje pierwsze teksty w życiu przecież. Ale że jestem dr Jekyll Mrs Hyde, to cały wcześniejszy klimat dryfuje sobie całkiem gdzie indziej.

No może być ciekawie.

@Allek - nie znam polskiej wersji, a w googlach po wpisaniu wyskakuje głównie zespół o tej nazwie :) Jeśli zaś chodzi o temat, to muszę się nad tym jeszcze zastanowić. Fajnie i ciekawie piszesz, dlatego niedobrze byłoby zmarnować to na coś nieprzemyślanego :) No chyba, że Ci się z tym spieszy ;)

A, widzę że ktoś sie już w komentarzach zgłosił z pomysłem na wpis - ok, oddaję kolejkę, nie ma na co czekać :) Będę się dobijać później, jak na coś ciekawego wpadnę.

Ja mam więcej (lat), więc mi nie zaimponowałeś ;)

Sorki, że nie na temat, ale właśnie znalazłam stary odcinek "Na każdy temat" z Gosią i go oglądam :) Pozdrawiam Gosię!! :)

@Kratka, @Allek
Znaczy co? Zakładamy klub 30+, co to na mieście bywa? Chociaż, moment, ja mało bywam. A jak już, to na spotkaniach MNW. Nuuda!

@mery
Uwielbiam ten odcinek. Gosia mniej i zupełnie nie wiem, czemu:)

@galadhil
Dziękuję. Bardzo dziękuję :) Z tematem możesz wyskoczyć w każdej chwili.
"Strachy na lachy" pamiętam z trzeszczącego czarno-białego telewizora na daczy moich dziadków.

@kratka
Skąd, nie chciałem Ci imponować, w ogóle, nosoty, soty.

Po prostu zaznaczam swoją przynależność do klubu 30+, fajny pomysł, @Ewa :)
Mam taki nawyk przyznawania się do wieku, bo w kontakcie bezpośrednim ludzie mnie zazwyczaj odmładzają o średnio 7 lat, co wcale nie zawsze mi pasuje.

Możemy założyć. Tylko wiecie, jak założymy, to trzeba będzie gdzieś pójść, żeby nie być gołosłownym. Przecież nie mogę za Was odwalać całej roboty ;P

@Kratka
No, ale trzeba założyć w statucie, czy gdzieśpójście ma polegać na tym, że każdy/a idzie w swoim mieście, czy że wszyscy idą razem:) a jeśli idą razem to w którym mieście...

W swoim mieście to każdy głupi potrafi pójść. To nie jest dla mnie żadne wyzwanie.

Proponuję pójść gdzieś w równym dystansie od każdego z miast. Na przykład w Działdowie. I koniecznie do rana!

Ou, nou, na pewno nie Działdowo, w żaden sposób nie wyjdzie równy dystans:)

W swoim mieście... a niech je grom. Słaby wybór, nie ma po co iść.
Ale chodzę:) W stolicy województwa zaś - jak wyżej.

Proponuję projekt badawczy - wszystkie miasta kolektywnie po kolei, w odpowiednim rozłożeniu czasowym i z odpowiednio mierzonymi wskaźnikami atrakcyjności dla egzotycznej grupy 30+:D
I za każdym razem do rana, zgodnie z postulatem przedmówczyni.

That's the spirit! Oto projekt badawczy godny mojej uwagi!
Jestem za!

Sorki, że znów nie na temat - byłyście już razem jak Gosia udzielała tego wywiadu? :)

;) Miała taki błysk w oku, jak mówiła o zakochaniu. Myślałam, że to o Tobie :)

A może zrobisz jakiś wpis, w którym opiszesz Waszą historię? :)

ach te moje zlosliwe pytania, zapadaja tak gleboko w psychike, ze powracaja do adresata po wielu miesiacach od ich zadania;)))
to moze zadam kolejne- rozumiem, ze wizualnie kolega Allek nie roznil sie od reszty butchowatych, niecisowych kolezanek jednak pozostalo uczucia bycia amerykaninem wsrod japonczykow;) jakby kolega sprobowal uchwycic skad to poczucie obcosci? gdzie tkwi roznica odrozniajaca kolege od reszty? shadow

Ach, shadow, to akurat Twoje pytanie było całkiem, całkiem, a ja pamięć mam owszem, owszem.

Z kolei obecne pytanie mnie dziwi. Bo odpowiedź na nie w tekście masz explicite a ja powtarzać się nie lubię.

no ja nie widze odpowiedzi na moje pytanie, poprosze o wskazanie palcem akapitu

No bez jaj. To naprawdę nie jest trudny tekst:)

no nie rozumiem:) bo z jednej strony mamy doswiadczenie pod tytulem- rozgladam sie wokol a tu pelno takich samych jak ja i cala moja orginalnosc i wyjatkowosc rozplywa sie i nagle staje sie czyms banalnym i pospolitym a z drugiej o braku legitymacji do bycia wsrod sobie podobnych bo jednak choc podobni to jednak nadal czuje obcosc i gdyby nie siostra to w ogole by mnie tam nie bylo;)

Prześlij komentarz