Przejdź do głównej zawartości

Jak się nie ma, co się lubi


Wczoraj miałyśmy okazję porobić za panelistki podczas debaty o związkach partnerskich zorganizowanej w ramach Bydgoskich Dni Różnorodności. Tłumu nie było - kilkanaście osób na sali, zdecydowanie z opcji "przekonani" - a za gościa, oprócz nas, robił poseł Artur Dunin (Platforma Obywatelska), tak że i na jakąś specjalnie emocjonalną dyskusję szans nie było. My poopowiadałyśmy o projektach, które już są w Sejmie, poseł Dunin o swoim projekcie, który ponoć w tym tygodniu zaprezentuje klubowi PO. Zapewnił też, że prezydent i premier nie są przeciw, i optymistycznie stwierdził, że ustawa ma szanse przejść jeszcze w tej kadencji. Patrząc na to, co się dzieje wokół ratyfikacji konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która tak naprawdę zupełnie nie dotyka kwestii naszych praw, a i tak, właśnie dlatego, że ponoć wspiera inne niż "tradycyjny" modele rodziny, budzi duży sprzeciw wśród sporej rzeszy posłów i posłanek z partii pana posła, trudno mi w to uwierzyć, ale z drugiej strony wolę pozytywne nastawienie Dunina od wyrażonej przez Roberta Biedronia bodaj na podobnym panelu w Łodzi opinii, że w tej kadencji nie ma na to szans. Może i nie ma, ale takie słowa w wydaniu osoby odpowiedzialnej za projekt zniechęcają do jakiegokolwiek działania. Nie żebym była jakąś szczególną fanką projektu PO, który, jeżeli wierzyć doniesieniom prasowym i pozaprasowym, będzie najskromniejszy z całej trójki, ale z drugiej strony lepsze to niż nic i lepsza jakakolwiek debata sejmowa niż żadna. Bo jest to jakiś początek. Tak że, choć kilkakrotnie podkreślałyśmy podczas panelu, że dla nas to za mało i że nawet jak już jakaś ustawa zostanie przyjęta, będziemy walczyć po prostu o małżeństwa, to zdaję sobie sprawę, że już doprowadzenie do tego, że projekty nie zostaną uwalone w pierwszym czytaniu i pójdą do komisji, będzie malutkim krokiem w dobrym kierunku.

A tymczasem ostatnio przekonałyśmy się z Gosią, jak ważne jest jakiekolwiek zabezpieczenie tej drugiej osoby. Krótko, choć może wkrótce pokuszę się o dłuższą opowieść, bo historia jest przednia, Gosia mi się rozchorowała (ciemne okulary na fotce powyżej, a konkretnie problemy z oczami, to jedna z pozostałości owej choroby). Na tyle poważnie, że przez ponad miesiąc praktycznie nie ruszała się z łóżka. Spora w tym "zasługa" lekarzy (w sumie chyba czternastu), którzy przez długi czas nie potrafili jej prawidłowo zdiagnozować i faszerowali lekami, które nie miały szansy pomóc. No a jako że Gosia leżała, to ja biegałam - po urzędach, szpitalach itd. I z kilkoma rzeczami z pewnością miałabym problem, gdybyśmy w marcu nie spisały w końcu pełnomocnictw, w których upoważniłyśmy się wzajemnie do reprezentowania drugiej osoby w takich sytuacjach. Jasne, że taki papier nie załatwia mnóstwa spraw, które załatwiłaby możliwość zawierania związków, ale warto go mieć. Bo to nie jest tak, że skoro nie mamy setki na karku, to nic nam nie grozi i nic złego się nie wydarzy, więc możemy sobie spokojnie (albo w ramach "buntu" przeciw rzeczywistości) czekać na związki, które dadzą to, co pełnomocnictwo, i wiele poza tym. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy się wydarzy, dlatego warto mieć i testament, i pełnomocnictwa, i inne upoważnienia, np. umożliwiające dowiadywanie się o stan zdrowia partnera/partnerki i wgląd do dokumentacji medycznej (można je wypełnić i zostawić w swojej przychodni/szpitalu). Tak że zachęcam. I wklejam nasze na wzór. Całkowity koszt dwóch pełnomocnictw i czterech wypisów to w naszym przypadku 338 złotych.

Komentarze

  1. ciekawy wzór pełnomocnictwa, dotychczas znałam (i uzywam) wersji w postaci pełnomocnictwa notarialnego, ale nie w formie aktu (być może w przypadku szczególnych zapisów potrzebna jest inna wersja). ciekawe też jak się ma decydowanie o pochówku wobec ustawy o chowaniu zmarłych - tam osoba "obca" czyli niespokrewniona lub niezłączona węzłem małżeńskim nie może pochować osoby bliskiej... nie wiem czy nadrzędna w tym wypadku będzie ustawa czy pełnomocnictwo?
    oczywiście to wszystko pokazuje że trzeba dodatkowego wysiłku i zapłacenia, aby mieć jakiekolwiek podstawowe prawa. ustawa o związkach powinna to jednorazowo wszystko rostrzygnąć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre pytanie - zadam je notariuszowi, gdy wybierzemy się spisać testamenty.

    OdpowiedzUsuń
  3. testamentów nie spisuje się u notariusza ;) to jedno z wielu fałszywych przekonań. mamy wzory ogólnodostępne na google docs, mogę podesłać linka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Testamentu nie MUSI się spisywać u notariusza, ale można. W sytuacji par jednopłciowych nawet bym polecała. W każdym razie myśmy tak zrobiły. Na logikę, wydaje mi się, że "notarialny" testament trudniej zakwestionować. A koszt, jeśli dobrze pamiętam, to około 50 zł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie w ten sposób myślimy - że jasne, że wystarczy druk z netu i dwóch świadków, ale notarialny wydaje się nam pewniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Ewa
    Pełnomocnictwo wygasa z chwilą śmierci. Klauzulę o tym, kto ma zająć się pochówkiem można umieścić w testamencie a, prawo do pochówku przysługuje, na mocy ustawy, dowolnej osobie, która się do tego dobrowolnie zobowiąże.
    Co do testamentu, zaś...Każdy testament można podważyć, nawet notarialny ale, faktycznie, sporządzenie testamentu u notariusza pozwala na uniknięcie błędów, niekoniecznie skutkujących podważeniem (przez kogoś) testamentu, co unieważnieniem go przez sąd, przy przyjmowaniu spadku przez spadkobiorcę/ców. Z ustawy "Prawo o notariacie" wynika obowiązek notariusza czuwania nad należytym zabezpieczeniem praw i słusznych interesów stron oraz innych osób, dla których czynność ta może powodować skutki prawne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Testament notarialny jest potrzebny. To jedyny pewny sposób, zwłaszcza jak środowisko nie jest życzliwe. Nie ma szansy zaginąć (zostaje w kancelarii), mniejsza szansa podważenia itd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Weszłam tu przypadkiem piszecie o ważnych sprawach , jest jedno ale z mej strony z tego co wiem wszystko opiera się na grupach podatkowych w przypadku spadku czy darowizny od rodziny tj 1grupa obdarowany nie płaci się podatku.Ale my dla państwa nie jesteśmy ani rodziną , małżeństwem praktycznie obcymi osobami co dla urzędu skarbowego oznacza 2 grupę spadkową czyli żniwa ! Trzeba zapłacić podatek od wzbogacenia jeśli się nie mylę.A to paranoja w przypadku wspólnego dorobku płacić podatek za na co wspólnie się pracowało.Możecie to sprawdzić nie chciałabym zostawić mojej dziewczyny na lodzie ,a rodzina jest jak sępy wiadomo . A.T.G.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, masz rację, to oznacza drugą grupę spadkową i ogromny podatek. I jest to paranoja - m.in. po to jest nam potrzebna ustawa o z.p., żeby to zmienić.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…