niedziela, 10 czerwca 2012

Not Your Kind of People


Garbage to jedyna grupa (wykonawca, wykonawczyni...), której słucham nieprzerwanie od czasów licealnych. Wszystkie fascynacje z tamtych lat, od Doorsów, przez grunge, brit pop po industrial gdzieś się po drodze wykruszyły, ustępując miejsca nudziarom z gitarami tudzież klawiszami. Wszystkie oprócz tej jednej. Choć trudno mi stwierdzić, dlaczego niektóre rzeczy nagle przestają się podobać, a inne nie, to mam kilka teorii co do mojej nieustającej sympatii do Shirley Manson i ekipy. Ma ona coś wspólnego z muzyką, którą tworzą - to, jak w jednym kawałku potrafią połączyć tak wydawałoby się skrajnie różne brzmienia jak niemal disco, elektro, industrial, ostry rock, punk, i to, jak pięknie to ze sobą współgra, od lat mnie zadziwia. Podobnie eklektyczny jak ich muzyka jest image frontmanki zespołu, która równie dobrze sprawdza się w roli klasycznej diwy, punkówy z rudym kokiem, jak i androgynicznej ikony s/m. Ważne są też teksty, rozedrgane, paranoiczne, antywykluczeniowe, czasami z mocnym politycznym przesłaniem (szczególnie widocznym na czwartej płycie grupy "Bleed Like Me"). Oraz - co tu ukrywać - światopogląd Shirley, bliski mojemu. Tak, wiem, muzyka to niby tylko muzyka, ale nie potrafiłabym już ani kupić, ani słuchać płyty kogoś, czyje poglądy mnie odrzucają.

Jakoś na początku kwietnia stwierdziłam, że chciałabym ich w końcu zobaczyć na żywo. I proszę, dwa dni później pojawił się news, że zagrają na Orange Warsaw Festival. I zagrali - wczoraj. Nie jako gwiazda wieczoru niestety (tu musieli ustąpić pola Linkin Park), tak że ani tak długo, jak bym chciała, ani przed idealną dla siebie publicznością, ale jednak tak. Jak było? Dużo lepiej, niż się spodziewałam. W ostatnich dniach przesłuchałam sobie trochę ich ostatnich koncertowych rzeczy na You Tube i wyszło mi, że tak jak na scenie są świetni, energetyczni i w ogóle, tak Shirley ewidentnie jeszcze się nie rozśpiewała po długiej przerwie (przedostatni album, pomijając składankę "Absolute Garbage" wydali w 2005 roku, teraz ruszyli z promocją ostatniego, świeżo wydanego "Not Your Kind of People"). Szczęśliwie, choć zdarzało jej się trochę mijać z dźwiękiem, zdecydowanie jest w formie. Nowe kawałki (szczególnie "Blood For Poppies" i "Control") dają radę, starsze brzmiały równie dobrze jak kiedyś. Z moich absolutnych faworytów pojawiły się "I Think I'm Paranoid":



"Cherry Lips":



i "Queer":



oraz słynne bondowskie "The World Is Not Enough". Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko "Androgyny" i "Bleed Like Me". Oraz nieobecności "I'm Only Happy When It Rains", którego fenomenu, tak jak kilku innych rzeczy opartych o melodyjną ścianę gitar i ginący w nich wokal (nie da się ukryć, że charakterystycznych dla zespołu), nigdy do końca nie zrozumiem. No ale co kto lubi, ja zdecydowanie wolę trochę bardziej eklektyczne kawałki (i chyba też dlatego najbardziej lubię płytę "Beautiful Garbage", która zresztą sprzedała się najgorzej ze wszystkich). A poza tym? Za mało bisów (cena niebycia gwiazdą wieczoru), za mało gadania (lubię, jak występujący nawiązują dialog z publiką), choć stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy w wieku pierwszego albumu zespołu lub młodsi było naprawdę urocze, no i nie najlepsza akustyka. Pewien niedosyt więc jest, ale w 99 procentach nie ma nic wspólnego z tym, co pokazało Garbage. Tak że nowa płyta zakupiona i leci w słuchawkach, a ja nie mogę się doczekać następnego razu.

4 komentarze :

Nikt jeszcze się nie odezwał. No to ja się narażę. Nie wiem, nie znam się, za stara jestem. A, poza tym oczywistym żartem, trudno dyskutować o preferencjach jakichkolwiek, w tym muzycznych. To, co powyżej nijak mnie nie "bierze", ale też trudno w tak technicznie fatalnym odtworzeniu mieć zdanie. Ja myślę, że z tego typu muzyką i muzykami, to jest tak, że gdzieś, dla kogoś zbiegli się oni w czasie, i wówczas nie ma znaczenia obiektywna ocena ich artystycznego poziomu, tylko ta "miłość od pierwszego wejrzenia". Dla mnie taką "miłością" jest Ewa Demarczyk. Porównywanie jest bez sensu (wcale nie mówię tu o klasie, bo są zupełnie różne), natomiast, gdy idzie o przeżycia, emocje i ich natężenie - to pewnie dla każdej z nas podobne. Czekam zatem na pytanie, którego tu zabrakło: czego oczekujesz, Ewo, po Swojej impresji z powyższego koncertu? Bo chyba wprawiłaś nas w konsternację... Mało kto był pewnie, no i co komentować?

Na blogu pojawiają się czasami relacje z koncertów i jeszcze nie raz będą, bo muzyka jest bardzo ważną częścią mojego życia. I zazwyczaj mają mało komentarzy, podobnie zresztą jak recenzje książek czy filmów. Tak że niczego nie oczekuję, po prostu dzielę się tym, co lubię:)

koncert był świetny! jeszcze gdyby tak do jakiegoś klubu przyjechali, to dopiero byłoby super. osobiście zastanawiam sie nad wizytą w Berlinie w listopadzie. płyta naprawdę dopracowana. dzięki za posta:)

Dla mnie Garbage jest w porządku. Teledysk do "I Think I'm Paranoid" jest świetny!
Bardzo lubię muzykę, przekopuję się przez różne gatunki muzyczne. Nie to, że słucham tylko cyrkowej muzy na zasadzie Tegan i Sary, Kaki Kingowe, Melissy Etheridge, Austry, The Knify, The Clicksy, Herculesy and Love Affairy, Davidy Bowie, ale lubię sięgać uchem także możliwie w najbardziej oddalone zakamarki muzyczne, gdzie wiele osób się nie odważy zapuścić.

Piszę bo jestem ciekawa opinii Ewy odnośnie muzyki Anny Calvi. Dziewczynina jest cicha jak myszka odnośnie siebie. Między wierszami w piosenkach można się jednak wiele domyślać. Anka unika jak ognia za bardzo personalnych pytań. "Suzanne And I" czy "I'll Be Your Man", "Jezebel", "Eliza" wykonane z ikrą są jednymi z jej najlepszych tekstów. Pomijam oczywiście "Jezebel" Edith Piaf. Po prostu nie można o Calvi nie pisać.

Wiem, że miało być o Śmieciach, ale oj tam, e tam... Tak mają fanki Calvinowskie. Ewo, lubisz jej muzykę? Pozdrawiam, 3maj się ciepło bo wieje i pada, prawdziwa zagłada. ;/
P.S. Zazdroszczę mieszkania w dużym mieście, że taki łatwy dostęp macie do muzyki granej na żywo.

Prześlij komentarz