Przejdź do głównej zawartości

Zawsze przechodzę na czerwonym


Pamiętacie portal "pozytywnie homofobiczny" Prohomofobia.pl, któremu już kilka dni po narodzinach wieszczyłam (trafnie) rychły upadek? Właśnie pojawił się ktoś, kto ma szansę wypełnić pustkę po LOLkontencie, który z upodobaniem serwowali nam państwo homofobowie, z nieocenioną Marią Czerw na czele. Niejaki pan Maciej Kaczka (pseudo artystyczne), krakowski kabareciarz i niezły fotograf, postanowił odświeżyć jakże szlachetną ideę pozytywnej homofobii na kolejnym ze swoich rozlicznych blogów o jakże chwytliwej nazwie Kampania Pozytywnej Homofobii. Notki póki co popełnił dwie, ale obie są przednie, tak że jeżeli nie porzuci tematu, zapowiada się niezła zabawa.

Wstęp:
Założyłem nowego bloga poświęconego sprawom społecznym. Jego misją będzie nauczenie osób o orientacji homoseksualnej rozumienia podstawowych pojęć z zakresu praworządności, celem ułatwienia im prawidłowego funkcjonowania w polskim społeczeństwie. Na początku opiszę swoje własne doświadczenia, później z pewnością dołączą do mnie inni. 
Czyli szykuje się nam kurs z wiedzy o społeczeństwie dla lesb i pedałów połączony z ich reedukacją i mający na celu asymilację ze społeczeństwem, obowiązkowo polskim? Intrygujące. Choć nawet się nie domyślacie, jak bardzo.

No to jedziemy:
Prawicowe koła opiniotwórcze, atakujące polskich homoseksualistów za ich rzekomą niemoralność, obrzydliwość i sprzeczne z naturą zachowania, w rzeczywistości wyrządzają im wielką przysługę. Z jednej strony – prezentują emocje, które łatwo zbić racjonalnymi argumentami. Z drugiej – budują niezwykle wygodny, ale fałszywy, czarno-biały obraz świata. Pozwalają „odmieńcom” chodzić w glorii prześladowanych przez ciemnogród heroldów nowoczesności.
Homofobia jest nieracjonalna, ale w sumie robi nam dobrze. W porządku, to już mamy przerobione. Kontynuujmy dalej, panie profesorze.
A rzeczywisty problem leży być może gdzie indziej. To co piszę wynika z moich licznych osobistych doświadczeń. Rzucam tezę: Orientacja homoseksualna sprzyja nasileniu negatywnych cech ludzkich, które – w przeciwieństwie do uprawianej w domowym zaciszu erotyki, źle wpływają funkcjonowanie tych osób życiu społecznym. Te cechy to: fałszywość, nieuczciwość, złośliwość, awanturnictwo, infantylna megalomania, niepraworządność i – o ironio! – wyjątkowa nietolerancja.
A także głupiość, tchórzlistwo, dwulicnictwo, podglądactwo i ocieraczość. A nie, przepraszam, te dwie ostatnie cechy dają o sobie znać w trakcie uprawianej w zaciszu domowym erotyki, a ta, jak już wiemy, nie jest problemem (doceńcie nowatorskość tego podejścia. Ja doceniam). Choć to tylko teza. Czas na argumenty na jej poparcie.
Nie musisz obawiać się Polaku, że polski gej złapie cię za genitalia w tramwaju, przemocą uprowadzi twojego nastoletniego syna, albo zbezcześci katolicką świątynię wieszając na monstrancji różowe boa. Bardziej pewne jest, że ci nie odda pożyczki, oszuka w interesach, absurdalnie zwyzywa przy znajomych, albo – jeśli nie daj Boże zechcesz podziałać w sferze gdzie ma władzę – potraktuje w sposób upokarzający i nikczemny.
No w sumie racja, punkt dla pana Kaczki. Nawet polscy geje częściej nie oddają pożyczek czy traktują innych w sposób upokarzający i nikczemny, niż łapią obcych za genitalia w tramwaju czy uprowadzają cudzą młodzież, o bezczeszczeniu świątyń nie wspominając. Tylko czy ma to coś wspólnego z ich orientacją? A jeśli tak, to co?
Wynika to być może stąd, że polscy geje, przez dziesiątki lat życia „w szafie” – ukrywając swoją orientację seksualną, ukrywali i inne związane z nią przypadłości. Teraz, ujawniając się w dobie liberalizacji, oprócz idei wolnej miłości, wyciągnęli z tej szafy mniej przyjemną część psychologicznej garderoby. Tak jak topniejący na wiosnę śnieg, oprócz zieleni i kwiatów, odsłania multum nagromadzonych śmieci.
No więc ma to być może coś wspólnego, choć nie wiadomo, co i skąd ta wiedza. Za to mamy ciekawą metaforę. Czy ja dobrze czytam, że owa orientacja oraz nieodłączna od niej idea wolnej miłości to zieleń i kwiaty? Wygląda na to, że zamiast obiecanego kursu praworządności mamy tu dość smutną opowieść o zawodzie miłosnym. Niech go ktoś przytuli! Albo chociaż w tramwaju złapie i otuli różowym boa!
Charakterystyczne jest, że ci – którzy na co dzień mają gęby pełne frazesów o równości, we własnych gettach, w tych branżach gdzie zdobyli znaczące wpływy, kultywują koszmarne, feudalno-niewolnicze układy. Jakakolwiek próba wyłamania się poza sztywno ustalone reguły ubioru, zachowania, zakresu zachowań dozwolonych osobom w określonym wieku, skutkuje seansem nienawiści i wykluczeniem.
Och nie! Nie dość, że zawód miłosny, to jeszcze kolejny, na polu zawodowym. Choć jak dla mnie pan trochę przesadza, bo owe feudalno-niewolnicze układy brzmią cokolwiek ekscytująco. To zaprzęganie biednych heteroseksualistów do pługa, to zakuwanie na noc w łańcuchy... Tylko po co te seanse nienawiści w stosunku do niepokornych? To takie, fuj, nowoczesne. Podwiesić za ręce w lochu i po sprawie.
Może być Wowereit burmistrzem Berlina a Westerwelle ministrem spraw zagranicznych Niemiec. W Polsce nie wyobrażam sobie jeszcze powierzenia poważnej funkcji publicznej komuś o tej orientacji. Jeśli mamy w Sejmie jedną piskliwą polską ciotę to jest wesoło. Ale gdyby takich była większość, ustrój społeczny naszego kraju mógłby cofnąć się do stanu sprzed kilku wieków.
Czyli że co? Jeszcze kilkuset Biedroniów i staniemy się monarchią konstytucyjną? Patrymonialną, stanową? A może jeszcze inną, dla której charakterystyczne było to, że władcy piszczeli, nie oddawali pożyczek, nie porywali nastolatków w celach bezecnych i karali chłostą za ubiór niestosowny do wieku? Ktoś mi podpowie, jak się to to nazywa? Bo niestety na pana Kaczkę liczyć nie mogę - właśnie odpłynął:
Pewien pedał opowiedział mi niedawno historię o tym jak przechodził z przyjacielem jezdnię na czerwonym świetle. A jak nas ktoś przejedzie? – zapytał drugi – oskarżymy go o homofobię! To odzwierciedla niebezpieczeństwo tworzenia kolejnej kasty świętych krów, kolejnego tabu politycznej niepoprawności. 
Kurczę, serio pewien pedał? A myślałam, że jesteśmy z Gosią takie oryginalne. Czyli na koniec mamy drugi punkt dla pana Kaczki. Nawet kilka punktów, bo zdarza się nam też powarkiwać na homofobię nieuprzejmych pań w sklepie, kierowców autobusów, ba, nawet pogodynek zapowiadających deszcz na czas, kiedy planujemy urlop. I to wszystko śmiertelnie serio. No serio, serio.
Postuluję – skończmy z archaicznymi schematami. Polsce potrzebna jest fala homofobii nowoczesnej i pozytywnej. Piętnujmy nie za seks, ale za karygodne zachowania, bez żadnej ulgowej taryfy. Nauczmy homoseksualistów prawidłowego rozumienia praw i wartości, również tych o które sami głośno walczą.
Popieram, skończmy, nauczmy! Dość tego tyrania w homoseksualnym jarzmie (tak na marginesie - w których to branżach mamy znaczące wpływy? Chętnie się przekwalifikuję), dość wytyczania zakresu zachowań dozwolonych w określonym wieku, w czym, jak wszyscy wiedzą, choć dopiero pan Kaczka to głośno powiedział, celujemy, gdy tylko mamy władzę. I więcej Kaczki - z rodzynkami, jabłkami, w sosie własnym i bez. W końcu klasyczna homofobia, poza tym, że niefajna, jest też koszmarnie nudna w swej powtarzalności. Nowoczesny, homofobicznie pozytywny odjazd to jest dopiero coś.

fot. SvonHalenbach, Wikimedia Commons

Komentarze

  1. Pan Kaczka występował chyba zarówno na imprezach Innej Strony, jak i w warszawskiej Skarpie, na którejś z oficjalnych imprez poparadowych (trzy-cztery lata temu...?), więc zapewne wie, co pisze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak i pan Cameron, który oparł swoje wnioski na badaniach robionych w więzieniach i lekturze nekrologów. To ma sens:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale że co? że w Coconie jak w zakładzie penitencjarnym...? hmmm... coś w tym jest... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, naprawdę? Muszę się wybrać!

    Choć tu akurat chodziło mi o myślenie spod znaku: znam tych ludzi. Byłem w ICH klubie. Choć z tego, co widzę na fotoblogu pana Kaczki, nie tylko o klub chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiecie co jest najlepsze? Jakieś 40 minut temu przeszłam na czerwonym świetle. Nic nie jechało, było pusto na drodze, a przede mnie wybiegły hetero koleżanki, ale fakt jest faktem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam tylko jedną kastę świętych krów w tym kraju, a zarazem najbardziej zapedaloną grupę zawodową. I co ciekawego - pan K. jakoś nie mówi o niej ani słowa, choć jest to potężna armia urzędników pana B. w czarnych sukienkach! Pozdrawiam - Vislanijczyk

    OdpowiedzUsuń
  7. Fałszuje swoje "badania" Cameron, fałszował i Kinsey. Taka amerykańska "przypadłość"?

    OdpowiedzUsuń
  8. Straszliwie perwersyjnie fantazyjny ten Pan Kaczka. Ta pochwała "uprawianej w domowym zaciszu erotyki" przeciwstawianej publicznej zgniliźnie, ten brak strachu przed "łapaniem przez polskiego geja za genitalia w tramwaju" , to uprowadzenie nastolatka za pośrednictwem przemocy,... i ani słowa o paskudnych lesbijkach, ba... o jakichkolwiek kobietach. Polski homoseksualizm wg Kaczki jest fantazyjnie męski.

    OdpowiedzUsuń
  9. @lipshit
    "Polski homoseksualizm wg Kaczki jest fantazyjnie męski."
    Albo jego homofobia jest wyłącznie "męska". Tak wewogle jest, przede wszystkim, "męska", na całym świecie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny artykuł, dobrze się czyta:) Dziwny ten Pan Kaczka ale przynajmniej jest z czego się pośmiać:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Boli mnie głowa od robienia headdesków po zajrzeniu na blogaska. Jak czytam Kaczkę, to się wkurzam, ale jak zobaczyłam tę piękną analizę jego wypowiedzi, to nic, jeno zakrzyknąć - więcej! Znakomity tekst, jak świetnie poprawia humor! :)
    a-be

    OdpowiedzUsuń
  12. @Jenny Schecter
    Zgodnie z logiką pana Kaczki powinnaś po przejściu oskarżyć koleżanki o homofobię.

    @la_petite_parisienne
    W sumie nie tyle fałszował, co korzystał z nieco tendencyjnie dobranej grupy badawczej. Choć przypadek fałszerstwa też pamiętam, do którego zresztą się przyznał i od razu je usprawiedliwił - że wprawdzie tę konkretną sytuację wymyślił (molestowanie chłopca w toalecie, którego ponoć był świadkiem), ale "oni" na pewno tak robią.

    @lipshit
    Dlatego mam wrażenie, że to nie tyle uprzedzenia, co jakiś uraz uczuciowy. Ale może to moja fantazja.

    @Nieszka, a-be
    Dzięki. Ciężko się go rozgryzało, ale widać się opłaciło:)

    OdpowiedzUsuń
  13. @Ewa
    Tendencyjne dobranie grupy, to fałszowanie badań, jakby nie patrzeć...Niestety, to zjawisko nie jest rzadkością.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli dobrze odczytałam zarówno tekst p. Kaczki, jak i powyższe uwagi, w tym osób, które znają zalety p. Kaczki, wypada mi stwierdzić, że:
    Pan Kaczka wszedł z otwartymi ramiony i bezpretensjonalnie otwartą umysłowością swoją w rozpasaną czeluść homiczej zbiorowości, by odważnie i bezprzykładnie dzielić się z nią własnym, rozkwitłym, jak róża po burzy, talyntem. Niestety, coś nie zaiskrzyło. Naturalnie, jak wiemy, nie z braku talyntu p. Kaczki, bo jak to wieszczyła nasza wspaniała poetka Wisława Szymborska: "Od absyntu, zanik talyntu", a wszak absynt dawno z produkcji i dystrybucji wycofany, nie mógł być zatem przyczyną NIEZAISKRZENIA pomiędzy p. Kaczką a środowiskiem (wyżej niechętnie wspomnianym). A, skoro nie absynt, to co? Ewa, z właściwą sobie troską, pochylając się nad losem p. Kaczki, sugeruje delikatnie, czy aby nie chodzi o uraz uczuciowy? No fakt, wyrazem urazu uczuciowego mogą być uczucia negatywne skierowane ku obiektowi dotychczasowych uczuć pozytywnych. Wydaje mi się jednak, że ta - jakże serdeczna - hipoteza Ewy, jest fałszywa. Wybacz, Ewo, ale Twoja fiksacja na uczuciach, zawęża Twój horyzont percepcji (wiem, Ty się nie zmienisz). Urazów bowiem jest cała plejada i byłoby niesprawiedliwe, niestosowne i - tak - małostkowe, gdybyśmy tego nie uwzględnili. Z szacunku dla p. Kaczki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Maciej Kaczka? TEN Maciej Kaczka? http://www.gilling.info/59np-2006-05-19/images/IMG_0824.JPG

    Albo to zaczątek nowego z jego żartów, gdzie chce wyciągnąć homofobów na zwierzenia i potem ich wyśmiać, albo już zupełnie zagubił się w swoich comingoutach i swoich comebackinach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten sam. I sądząc z jego wpisów na FB, to jednak nie żart, choć tak wygląda. Ale czy to dziwne? W końcu i wewnątrzśrodowiskowe mity na temat LGBTQetcetera mają się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za recenzję. Wkrótce dam sporo nowych materiałów od przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…