Przejdź do głównej zawartości

Przygoda pana Joanny



Czas nerwowy i pełen napięcia, ustawę o związkach wyrzucono do kosza, zanim ktokolwiek ją dobrze przeczytał. No cóż. Jedziemy dalej.

Od czasów szczenięctwa jestem wielką zwolenniczką pracy u podstaw. Kiedy byłam mała, uczyłam dzieciaki z podwórka dobrych manier, które przekazywała mi moja babcia. Pewnie trochę byłam w tym narwana, ale do tej pory, jak spotykam ludzi ze swojego osiedla, mówią mi „dzień dobry”. Co ma to wspólnego z walką o nasze prawa i szacunek? Ano wiele. Moja wersja pracy u podstaw polega na tym, że nie zamykam się w sobie, gdy lecą dowcipy o pedałach, nie udaję, że nie słyszę głupich docinek, reaguję.

Za przykład takiej, moim zdaniem dobrej, postawy homo-obywatelskiej niech posłuży moja osobista kobieta, która zgodziła się na udostępnienie wszystkim pewnego wydarzenia z naszego życia.

Natura obdarzyła moją ukochaną wieloma fajnymi rzeczami i paroma, których pewnie by się chętnie pozbyła, ale ci, którzy ją znają, wiedzą, że w oprawie dużego wzrostu i krótkich włosów kryje się dusza delikatna. Mieszanka wybuchowa, bo jak tu wytłumaczyć, że jest się wiotką kobietką o uwodzącym głosie, kiedy ma się metr osiemdziesiąt wzrostu, spore plecy i krótkie włosy? No właśnie. Można ewentualnie przez telefon, ale o tym może kiedyś innym razem.

Tak więc sfera wewnętrzna nie idzie tu w parze z zewnętrznością. Znacie to?

Joanna zna to bardzo dobrze, nie ma praktycznie dnia, kiedy nie byłaby mylona z facetem. Kiedyś się tym martwiła i złościła, obwiniała świat za swój trudny los, ale potem przyszła refleksja, że najlepszą bronią w takich sytuacjach jest śmiech. Śmiech i ironia z innych. Żeby czegoś nauczyć i żeby postawić granicę chamstwu, brakowi obycia itp.

No bo jak tu inaczej zareagować w sytuacji, jaka wydarzyła się pewnego zimowego dnia, gdy Joanna spokojnie jechała tramwajem. Pojazd zapchany, godziny szczytu, tłum ludzi wisi nad głowami siedzących szczęśliwców. Słowem koszmar. W tym momencie zawisa nad Joanną, okutaną w czapkę i kurtkę, kanar w postaci męskiej. „Bilet proszę!” - mówi, „Już, już” - odpowiada Joanna i wyciąga z kurtki kartę miejską. Kanar bacznym okiem ogląda kawałek plastiku i nagle wydziera się na cały tramwaj „Ha! Pan Joanna! Dowodzik poproszę!”. Tłumek, wyrwany z zimowego snu, zaczyna się wiercić, wyciągają się ciekawe szyje. Musicie uwierzyć mi na słowo, że moja kobieta, gdy się zdenerwuje, zaczyna mówić falsetem. A więc wstaje i tym falsetem, wyższa o dwie głowy od kanara, zaczyna do niego piszczeć: „Jaki pan Joanna? Jaki pan Joanna? Oszalałeś człowieku? Może warto okulary sobie kupić?”. Tłumek zaczyna się leciutko śmiać. Przystanek długi, kanar, patrząc w górę w kierunku pana Joanny, głupieje kompletnie. „Dowodzik poproszę?” - powtarza już mniej śmiało. „Ma pan jakieś kłopoty z rozumieniem?” - dochodzi go falsecik z góry. „Nie widzi pan, że ma przed sobą kobietę?” Tłumek pasażerów rży. Kanar ogląda się za kolegą ale liczba ludzi nie pozwala mu ani na ucieczkę, ani na wezwanie posiłków. Kanar coraz mniej pewny siebie, wbijając wzrok w obfity biust mojej żony, mówi cichutko „Tooo jaaa, eee, to ja nooo…” „No co? No co?” - falset nie ustępuje. Tramwaj hamuje, ludzie szykują się do wyjścia, rżąc już głośno. „To ja przepraszam” - rzuca kanar i ucieka na przystanek.

Można? Można. Można się chować, dawać się obrażać, nie wychodzić z domu, próbować udawać kogoś innego. Ale można też zachować własną godność, pokazać, że nie damy się szmacić.

Pan Joanna - po tym wydarzeniu nazwałyśmy tak wszystkie tego typu sytuacje: w publicznej toalecie, knajpie, autobusie, pociągu, urzędzie itp.

Drogie odbiegające od wizerunku Barbie, pamiętajcie o panu Joannie za każdym razem, kiedy ktoś was będzie chciał obrazić. Edukujmy tych wszystkich ślepych i głuchych na naukę ludzi. Nie obrażajmy się za każdym razem jak usłyszymy za sobą „pedał” czy „lesba”.

Tak „pedał”, „lesba” - i co z tego? Niech pan Joanna będzie z Wami ;).

Komentarze

  1. A ja uważam, że nie powinno się nikomu wmawiać poczucia winy albo sugerować, że ktoś jest gorszy, bo niby nie potrafil się zachować. Każdy ma prawo być lesbijką, osoba towarzyska i mizantrop na rownych prawach. To jak ktoś reaguje w realnej sytuacji zależy od usposobienia i nie wolno nikogo piętnować za charakter, jeżeli nie robi ta osoba nikomu nic złego. Nie wolno nikogo zmieniać na siłę, zaś klaunowanie i lizanie dupy pospólstwu jest domeną ludzi towarzyskich ;P Ja na przyklad brzydze się taką postawą i uważam trochę za narzucanie mi warunkow gry.
    Przepraszam za ostre slowa, zgadzam się z większością tez na tym blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak się to robi, że się człowiek doczytuje rzeczy, których autor nie miał na myśli ?
    Chciałabym wiedzieć, bo jak widać to jest jakiś trend, którego nie pojmuję ;)
    Nie wiem o jakie klaunowanie i lizanie dupy pospólstwu masz na myśli.
    Przecież właśnie o równych prawach tu mowa ale widac, że chyba nie wiem o czym piszę.
    O matko i córko... Pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  3. @dubiduu
    Mam podobnie jak Ty, jestem zwolenniczką pracy u podstaw.
    Nie mogę się, w związku z tym, powstrzymać i nie powiedzieć, że dobrze jest znać obowiązujące prawo.
    Pan Joanna powinien sobie spokojnie siedzieć (o ile nie miał zamiaru właśnie wysiąść) i zamiast falsetem, którego używa gdy się zdenerwuje, spokojnie, swoim normalnym głosem z dowolną intonacją i sposobem akcentowania, odpowiedzieć "kanarowi", że zgodnie z art. 33a, ustawy "Prawo przewozowe" może się on (ten "kanar" znaczy) ugryźć w dowolną część ciała a, dowodziku mu Pan Joanna nie pokaże bo nie ma takiego obowiązku, gdyż albowiem "kanar" nie jest w świetle obowiązującego w Polsce prawa osobą właściwą do ustalania tożsamości osób.

    OdpowiedzUsuń
  4. eeeee bo mi sie te piski i falset skojarzyły z pajacowaniem, ale przeczytałam jeszcze raz, zauwazyłam, że umknąl mi fakt, że to nie bylo celowe i bije się w pierś, coś ten upal mnie oslabia dzisiaj ;P :) może faktycznie była to nadinterpretacja i następnym razem przeczytam pięć razy zanim coś napisze ;P
    mimo wszystko podtrzymuję swoją opinię, jako taką ogólną refleksję, a nie komentarz do artykułu....

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz bardziej mam wrażenie dziewczyny, że mój mózg pracuje jakoś inaczej, bo dla mnie wszystkie (mówię do Tych, które deklarują, że mają tego typu przeboje) wyglądacie MEGA kobieca i ja zupełnie nic z tego nie kumam. Nie mam pojęcia jak można Asię z jej kształtami wszelkimi pomylić z chłopem. I to jest odbiór autentyczny bez żadnej ściemy. No nie kumam tego wątku z męskimi, no zupełnie nie kumam. Może to kwestia zaburzonej gospodarki hormonalnej?

    OdpowiedzUsuń
  6. La pietite- no wiesz, kobieta się zdenerwowała i tyle. W ogóle to oaza spokoju;)
    Gadu-gadanie- mam swoją teorię mówiącą o niedostatecznym zdiagnozowaniu krótkowzroczności u 80% społeczeństwa ;))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…