wtorek, 16 października 2012

Kolory jesieni


Kolory jesieni są cudowne, nie sądzicie? Wielobarwność tej pory roku zawsze mnie zachwycała, ale nigdy nie tak jak teraz. Powód? Mogę tę feerię barw zobaczyć. Mogę siedzieć z podwiniętymi nogami, laptopem na kolanach i pisać tę notkę. Mogę, bo widzę. I mojemu wzrokowi raczej już nic nie zagraża.

Kiedy czasem zaczynam marudzić, że moje leczenie jeszcze tyle potrwa, myślę o tym, co napisałam powyżej, i jakoś tak od razu przestaję kwękać.

Choroba, która mnie dotknęła, jest chorobą z cyklu upierdliwych, przewlekłych i, jak to ze mną bywa, zaleczalnych, lecz nieuleczalnych. Dopadło mnie bowiem dwóch kolesi o wdzięcznych nazwiskach Graves i Basedow. Choroba Gravesa-Basedewa to autoimmunologiczna choroba tarczycy. Jednym z jej mniej fajnych objawów jest orbitopatia, która charakteryzuje się między innymi wytrzeszczem oczu. Leczona jest sterydami, a tych z kolei efektem ubocznym jest zbieranie się wody w organizmie, co powoduje ogólne opuchnięcie. Ja przez dłuższy czas wyglądałam jak bardzo, bardzo wkurzony chomiczek.

Przy orbitopatii może pojawić się również neuropatia, czyli nacisk na nerw wzrokowy. Nieleczona prowadzi do utraty wzroku. Leczenie jest długotrwałe. U mnie to serie tzw. pulsów sterydowych dożylnie, potem naświetlania oczodołów, a w trakcie jeszcze ich operacyjna dekompresja. Takich sytuacji jak ponowna dekompresja, czy też wycięcie tarczycy, nie planuję. Wyraźnie bowiem powiedziałam swojej tarczycy, że ja bez niej przeżyję, ale ona beze mnie stanie się zwykłym odpadem medycznym. Tak więc ma przestać się wygłupiać i zacząć pracować normalnie.

Piszę o tym z dwóch względów. Po pierwsze, żeby się nieco wyżalić, a co. Po drugie i ważniejsze dlatego, że nie wiem, czy to nie przez własną głupotę i zaniedbanie zafundowałam sobie całą powyższą przygodę. Rok temu bowiem pewna lekarka zasugerowała mi, żebym zrobiła sobie badania krwi w kierunku hormonów tarczycy. Nawet chciałam, ale zawsze coś mi wypadało, a głównie oczywiście praca. Brak czasu, a jak już trafiałam do lekarza, to zapominałam poprosić o odpowiednie skierowanie. Kto wie, czy gdybym wtedy zaczęła leczyć nadczynność tarczycy, teraz też bym miała tak wątpliwej jakości przeżycia.

Na moje poczucie własnego debilizmu zbawienny wpływ mają lekarze, którzy twierdzą, że wcześniejsze rozpoznanie choroby i kuracja nie miałyby wpływu na to, co się teraz dzieje. Bardzo chciałabym im wierzyć, ale moją wątpliwość budzi to, że być może chcą kryć swoich kolegów (i koleżanki też) po fachu, którzy i które przez miesiąc (14 lekarzy, 3 wizyty na ostrym dyżurze w 3 szpitalach) nie potrafili zdiagnozować przełomu tarczycowego. Więcej, nikt z nich nie zlecił kobiecie w średnim wieku odpowiednich badań. Dopiero Ewa i dr Google podpowiedzieli, co mi jest. Swoją drogą to cudowny widok, kiedy Ewa dyktuje lekarce, jakie badania ma mi zlecić (ja byłam już tak słaba, że bez mojej żony ruszać się nie byłam w stanie, a w gabinecie natychmiast zajmowałam kozetkę). W związku z tym nadal nie czuję się rozgrzeszona. Cieszę się tylko, że moja głupota i zaniedbanie nie skończyły się czymś gorszym.

Jak się okazało, nie jestem w tym wszystkim sama - ostatnio również kilka moich przyjaciółek miało więcej szczęścia niż rozumu i w ostatniej chwili udało się lekarzom co nieco w ich organizmach naprawić, dzięki czemu dzisiaj mogą wieść spokojny i w miarę, jak nie całkiem, zdrowy żywot.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że jasne, że w wielu przypadkach winę za złą diagnozę ponoszą lekarze (patrz wyżej), ale w jeszcze większej liczbie winni jesteśmy sami. Nasza bezmyślność, zaniedbanie, odkładanie na jutro może być dla nas wręcz zabójcze.

Ilu z was, czytających te słowa, zrobiło sobie w ostatnim roku rzetelne badania, takie od A do Z? Kiedy, drogie czytelniczki, ostatni raz zrobiłyście sobie cytologię? A badanie piersi? Uwierzcie, nieważny jest wiek, w szpitalu nie spotykam tylko osób w moim wieku i starszych. Zdaję sobie sprawę, że nieco (?) moralizuję, ale ktoś kiedyś powiedział „uczcie się na cudzych błędach, wszystkich nie zdążycie popełnić”. I jakkolwiek miło by mi było przeczytać w komentarzach, jaka to jestem dzielna, że życzycie mi powrotu do zdrowia i że wszystko będzie dobrze, wolałabym, abyście napisali i napisały, że dzięki temu tekstowi umówiłyście się na wizytę u ginekologa, poszliście po skierowania na badania. Albo też że jesteście mądrzejsi i mądrzejsze niż ja i po prostu robicie to regularnie.

PS Podaję namiary na sprawdzonych lekarzy:
Ginekolożka: Anna Wiczyńska-Zając, przyjmuje w Dantex Medzie w Warszawie, tel. 22 636 81 71
Endokrylonolog: Piotr Miśkiewicz, http://www.endokrynolog.org/kontakt.
Okulistka: Alina Szajkowska, przyjmuje między innymi u optyka przy ul. Duracza 6, Warszawa, w poniedziałki, tel. 22 633 28 02

Fot. Wingchi, Wikimedia Commons

67 komentarze :

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że widzę ten wpis. Od kilku miesięcy trzymam za Ciebie kciuki żebyś wyzdrowiała i popatrz (bo w końcu możesz wyraźnie) zadziałało ;D
Wracaj do pełni sił i niedługo widzimy się na spotkaniu MNW i pod Sejmem, bo bez "Ciotki Rewolucji" sobie nie poradzimy.
I gratuluję wspaniałej współmałżonki która walczyła o Ciebie jak lwica z lekarzami i chorobą. Tylko pogratulować:)

Gosia, przede wszystkim ten tekst jest bardzo odważny, bo osobisty.
A po drugie - ja zawsze jak idę do lekarza internisty to głupio jest mi prosić o skierowania na podstawowe badania ("w końcu mam 25 lat, co mi może grozić? Jeszcze mnie za hipochondryczkę weźmie"). Ale po Twoim poście pójdę przynajmniej do tych lekarzy, których najbardziej zaniedbuję.

Szymon: Dzięki, robię wszystko co w mojej mocy:)
Marcin: Dziękuję za już, proszę o więcej:) Dobra energia tego mi trzeba, abym zrealizowała plan gwiazdkowy i zrobiła sobie i Ewie najlepszy prezent:) A dzielności Ewy nie mogę się nadziwić.

Obydwaj Panowie: Was też tekst dotyczy, na badania marsz.

eNZet: Osobisty tak, bo tak najlepiej dociera. Odważny, nie sądzę, bo co odważnego w użalaniu się nad sobą?;)
A lekarze niech biorą Cię za hipochondryczkę, co Ci szkodzi? Ich zadaniem jest nie tylko leczyć, ale i zapobiegać. Poza tym większość weźmie Cię za osobę odpowiedzialną.

Moja lekarka pierwszego kontaktu nie ucieka z krzykiem jak mnie widzi w drzwiach gabinetu chyba tylko dlatego, że ma krótką pamięć ;). Ale jak zerka w kartę i stwierdza, że niemal wyczerpała wszystkie NFZtowskie limity skierowań na badania, to tylko oczy do nieba wznosi ;) i wypisuje kolejne.
Ale faktem jest, że mnie też mój stan zdrowia zmusił do zmiany podejścia i zarzucenia olewczego stosunku do własnego ciała. Zdążyłam nauczyć się na własnych błędach, życzę innym.
A, u ginekologa dawno nie byłam. Dzięki za przypomnienie.

a ja o swojej przyjaciółce chorobie dowiedziałam się w 25 urodziny. całkiem przypadkiem, kiedy dr Google podpowiedział mi czemu się bada prolaktynę, korzystając z okazji zrobiłam sobie kilka innych badań. nie wiedząc czy śmiać się czy płakać poszłam do domu, jednak popłakać. w głowie miałam 1500 wizji na nędzę, bo oczywiście stwierdziłam, że będę niezdatna do użytku w ciągu najbliższych kilku lat. później, gdy się już oswoiłam postanowiłam żerować na swoim stanie gdy mi się pogorszy, bo pracy zawodowej raczej wykonywać żadnej nie będę. i tak oto będę pierwszą ślepą, która będzie jeździć na nartach, zacznę śpiewać i malować obrazy ;)

a tak na poważnie wizja przyszłości zmusiła mnie do zastanowienia się ileż ograniczeń w normalnym w miarę życiu ma człowiek, który nie posiada wszystkich zmysłów. wcześniej rozczulałam się nad barierami architektonicznymi, nigdy nie przyszło mi do głowy, ze niewidomi są też i to tak bardzo wykluczeni społecznie.


wzruszające wyznania, wiem :D

''Do czego zmierzam? Ano do tego, że jasne, że w wielu przypadkach winę za złą diagnozę ponoszą lekarze (patrz wyżej).''

...(14 lekarzy, 3 wizyty na ostrym dyżurze w 3 szpitalach)...

Winę za złą diagnozę ponieśliby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby Cię nie zbadali lub zbagatelizowali ewidentnie niepokojące objawy.

Myślę też, że szukanie winnego do niczgo dobrego nie prowadzi.

pzdr i zdrówka!:)

Uschi: To potwierdza dlaczego masz opinię rozsądnej:)

Mateusz: Ja nie szukam winnych swojej choroby, co jasno wynika z tekstu. I nie zarzucam, że lekarze się nie starali. Jednak z uporem maniaka będę twierdzić, że stawiali złą diagnozę przez miesiąc. Ba byłam nawet posądzana o to, że moje dolegliwości są psychosomatyczne.
Anonimowy: A tak podpisać się chociaż literką?;) A historia wzruszająca faktycznie, mam nadzieję, że nie jest/będzie źle.

"Winę za złą diagnozę ponieśliby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby Cię nie zbadali lub zbagatelizowali ewidentnie niepokojące objawy"

Mateuszu, nie denerwuj mnie:) Jeśli masz zapalenie płuc, a Twój lekarz przez miesiąc tego nie dostrzega i uparcie szuka zapalenia pęcherza, a potem cię na nie leczy, choć nie jest pewny diagnozy, to jest to jego wina. Tu sytuacja była analogiczna - wszyscy lekarze, mimo że byli z tej samej placówki i mieli dostęp do badań i diagnoz poprzedników, uparcie powtarzali te same badania (bodaj 3 razy USG brzucha i około 10 morfologii ogólnych) i wysuwali coraz fantastyczniejsze diagnozy, choć przyczynę miel podaną na talerzu (jeżeli mnie do diagnozy wystarczył Google, to mogę swobodnie tak powiedzieć). A przypominam, że tu zła diagnoza mogła się równać uśmierceniu pacjentki. Tak że ów koszmarny miesiąc, który przeżyłyśmy, był winą lekarzy. Sama choroba - nie.

przeczytałam i od razu wzięłam telefon :) i zadzwoniłam do okulisty (głowa mnie boli, jak zdejmuję okulary) i co? i w grę wchodzi wizyta prywatna, wyłącznie.. bo moja pani doktor od oczu nie ma podpisanej umowy z NFZ :/ to jest nienormalne! ubolewam, ale wzrok sprawdzić chcę tylko u tej lekarki (wg mnie najbardziej fachowa z fachowych), więc wyłożę te 70 złotych, z bólem, ale wyłożę..

Gosiu - zdrowia życzę, pozdrawiam i dziękuję za ten tekst :)

Marchewa

Girls, zapewniam Was, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a im światlejszy umysł, tym ostrożniejszy w sądach i ferowaniu wyroków.

W dzisiejszych czasach nie mówi się już o niepowodzeniu terapeutycznym czy diagnostycznym, tylko wiesza się psy na lekarzach, którzy rzekomo popełnili błąd medyczny, a inni go tylko kryją.

Zdziwiło i zasmuciło mnie kilka sformułowań, zarówno w felietonie, jak i w komentarzach, ale to nie miejsce do mojego wywnętrzania się, tym bardziej, że komentarze te nie dotyczą mnie, a osób, które same potrafiłyby się obronić. Zaprotestuję więc tylko w jednym miejscu:

''byłam nawet posądzana o to, że moje dolegliwości są psychosomatyczne.''

Wykluczasz i negatywnie dyskryminujesz osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne.

@Ewa: ''ów koszmarny miesiąc, który przeżyłyśmy, był winą lekarzy'' wszystkich? moją też? lekarza od USG? lekarza dyżurnego SORu? endokrynologa? chirurgów oka?

Morał: kunszt lekarza poznajemy przede wszystkim po tym, czy potrafi wzbudzić zaufanie u swoich pacjentów. Zawód lekarza to najpiękniejsza z wszystkich profesja, a zarazem nabardziej chujowa, szczególnie w epoce metalowych brzóz, walącej się służby zdrowia, neoliberalizmu, deregulacji, Uwagi na TVNie i o 3:27 na SORze w mieście powiatowym na suwalszczyźnie.

Mati

PS Ciężko przeżyłaś chorobę. Może dobrym pomysłem byłoby umówienie się na wizytę z Twoim zaufanym lekarzem rodzinnym/okulistą, który Cię prowadzi, opowiedzenie mu o swoich lękach i przeżyciach, wątpliwościach związanych z dotychczasowym i dalszym leczeniem?

serdeczności M.


@Marchewka

Wybacz, ale fakt, że nie każdy lekarz ma ochotę podpisać umowę z tak uroczą instytucją jak NFZ dla mnie niekoniecznie jest sytuacją nienormalną - naprawdę trudno mi dostrzec cóż jest tak strasznie nagannego w fakcie istnienia sektora prywatnego usług medycznych. Jego istnienie oznacza jedynie, że niektórzy lekarze cenią swoją wiedzę i umiejętności (lub swój czas) zbyt bardzo, by zgodzić się na warunki oferowane przez naszego narodowego ubezpieczyciela. I nie, nie sądzę żeby jego zlikwidowanie cokolwiek zmieniło - ten system potrzebuje co prawda reorganizacji, ale też po prostu wymaga wpompowania w niego większej ilości pieniędzy. I to duuuużo większej.

@Anonimowy
Chyba jasno jest napisane, czyją winą jest brak prawidłowej diagnozy. Tej czternastki internistów, którzy nie potrafili postawić diagnozy mimo ewidentnych objawów. Radiologów nie liczę, bo oni jedynie wykonywali zalecenia. Endokrynologów i chirurgów w zestawieniu nie ma, bo nikomu nie przyszło do głowy, by Gosię do któregokolwiek z nich skierować. A czyją Twoim zdaniem? Moją, bo za późno postanowiłam zajrzeć w Google?

Znam wielu wspaniałych lekarzy i lekarek. Ba, moja mama przez całe życie pracowała w ochronie zdrowia. Ale wiem też (i wszyscy wiedzą), że lekarze popełniają błędy. Są tylko ludźmi. Twierdząc, że nie powinno się o tych błędach mówić, wyrządzasz niedźwiedzią przysługę swoim kolegom i koleżankom. Bo sugerujesz, że cała ta grupa zawodowa odpowiedzialność za swoje błędy zrzuca na pacjentów. Co jest ewidentną bzdurą.

PS Poza tym o takich sytuacjach należy pisać z jednego prostego powodu - żeby ludzie wiedzieli, że lekarz nie jest Bogiem i też może popełnić błąd w diagnozie. Pomyślałeś choć przez chwilę, co by było, gdyby np. Gosia uwierzyła lekarzowi, który sugerował przyczyny psychosomatyczne, odpuściła dalsze konsultacje i zgodnie z jego zaleceniami piła dużo wody i jadła dużo owoców (koniec zaleceń)? Ja wolę nie myśleć. Bo wiem, jak się zazwyczaj kończy nierozpoznany przełom tarczycowy.

Mati: Oj rany czepiasz się;)Z tekstu jednoznacznie wynika, że pretensje mamy tylko do tej konkretnej 14-stki.
Obecnie jestem pod opieką dr Piotra Miśkiewicza i jego ekipy z kliniki endokrynologii na Banacha. Każdemu ich polecam. Gdyby nie wygląd szpitala czułabym się jak w szpitalu w Leśnej Górze czy tym nowym toruńskim;)
Pod postem podaję kontakty do lekarzy. Skąd więc wniosek, że potępiam w czambuł wszystkich wykonujących ten zawód?
"Wykluczasz i negatywnie dyskryminujesz osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne." - przepraszam, a w którym miejscu je wykluczam i dyskryminuję? To jakaś nadinterpretacja. Dobrze wiesz czym może zakończyć się przełom tarczycowy, prawda? Nie tylko byłam tak słaba, że nie mogłam siedzieć, ale na dokładkę trzęsły mi się mięśnie, serce biło jak oszalałe, a i wole było powiększone (powiększyło się psychosomatycznie?;). Noszfak jak w mordę strzelił objawy nadczynności tarczycy, a kobita mi wmawia, że mi się wydaje!
Wybacz, ale kiedy pomyślę, że dzięki niej i 13 innym mogłam zejść z tego świata,to nie mam chęci ani ochoty szukać dla nich usprawiedliwienia. Przypomnę, miesiąc (30 dni) 14 lekarzy, charakterystyczne objawy i dopiero Ewa i google doszli do tego co mi jest.
W każdym fachu spotyka się partaczy, ja miałam nieszczęście spotkać ich w tak dużej masie. No chyba, że według Ciebie żaden z nich nie popełnił błędu, a to ja się fatalnie zdiagnozowałam? Jeśli tak, to ja się dziwię, że Ty się dziwisz, że panuje ogólne przekonanie, że lekarze kryją się nawzajem.

Dzięki za radę, ale jak wspominałam powyżej, mam już bardzo dobrą opiekę.

Mat: I jeszcze: Ewa i ja nie czujemy się winne, gdy źle mówi się o dziennikarzach czy blogerach. Są dobrzy i źli. Tak jak lekarze. Nie warto brać wszystkiego do siebie.

Nikogo tutaj nie bronię, zwracam tylko uwagę na fakt, że - z całym szacunkiem - nie macie wystarczającej wiedzy, aby w miarę obiektywnie ocenić działania lekarzy. Widzę też wiele negatywnych emocji, złości, rozżalenia, które jak najbardziej rozumiem, a które do niczego konstruktywnego nie prowadzą.

Dlatego też polecam, abyście znalazły zaufanego lekarza rodzinnego.

Swoją drogą, przeraża mnie ten kryzys zaufania społecznego...

Inaczej pojmujemy także kwestie błędów/niepowodzeń w leczeniu. Patrzycie na ten problem z perspektywy odbiorcy usługi. Ja znam od środka cały mechanizm, sam będąc również pacjentem. M.

BTW Ewo, widzę, że w Waszym związku to Ty jesteś mężczyzną :P

A Ty dla odmiany nie masz wystarczającej wiedzy, by oceniać nasz związek, więc tego nie rób.

Nie wiem, jakiej niby wiedzy potrzeba, by stwierdzić, że lekarz postawił złą diagnozę. W tym przypadku raczej niespecjalnej, skoro dalszy rozwój wydarzeń to potwierdził. Niepotrzebnie próbujesz bronić kolegów i koleżanek, bo efekt jest odwrotny do zamierzonego - osłabiasz zaufanie do swojej grupy zawodowej.

"nie macie wystarczającej wiedzy, aby w miarę obiektywnie ocenić działania lekarzy." - buahaha, o nie, o rety, leżę i kwiczę! gdyby nie fakt poznania 358 lekarzy i 79 różnych diagnoz to może i te słowa miałyby rację bytu.

fakt, praca w mieście powiatowym na sorze turboratownika bądź sfrustrowanego doktorka potrafi dobić. nie chcę ciebie oceniać człowieku po 2 wpisach, ale wyzwalasz we mnie najzgryźliwsze uwagi.

Espedientka (wcześniej psiałam jako anonim o ślepocie ;))

Mati zaprezentował właśnie stereotypowego doktorka, który wie lepiej, a nawet jak nie wie to i tak wie. Kiedy zabrakło mu argumentów strzelił stereotypowego gejowskiego focha;)

No i teraz będę się bała chodzić do wszystkich lekarzy o imieniu "Mateusz". A to takie ładne imię. Smuteczek.

Oh, ale takie zachowanie lekarzy też ma swoje powody - pierwszą rzeczą jaką zrobiła moja korepetytorka z fizyki po tym, jak powiedziałem jej, że dostałem się na medycynę było urządzenie mi półgodzinnego maratonu narzekania na lekarzy (i dobrze wiedziała, że jestem z raczej medycznej rodziny) oraz udzielania dobrych rad typu: "jak już zostaniesz tym konowałem, to postaraj się być tym lepszym konowałem". Powód? Sfochała się na cały świat, bo dość późno wykryto u niej zapalenie opon mózgowych i musiała być hospitalizowana. I nic to, że wczesne objawy zapalenia opon mózgowych są w większości przepadków ABSOLUTNIE niecharakterystyczne - bo skoro lekarze, to powinni wiedzieć; no po prostu witki opadają.
Nie chcę powiedzieć Gosiu, że Twój przypadek jest analogiczny, bo nie wiem jak to wyglądało. Ale warto też czasem sobie przypomnieć, że lekarze szklanych kul nie mają, a wielu pacjentów zachowuje się tak, jak gdyby niepostawienie natychmiastowej diagnozy było jednoznaczne z niekompetencją, idiotyzmem i było błędem w sztuce lekarskiej.

Wiesz, tylko że w tym przypadku niepostawienie diagnozy (nawet nienatychmiastowe - przypominam: miesiąc, 14 lekarzy) mogło się równać uśmierceniu pacjentki. I zauważ, że koniec końców to ja ją postawiłam, wpisując objawy w Google - tak że musiały być charakterystyczne. Ja rozumiem, że pierwszych dwóch lekarzy mogło się pomylić. Ale tego, dlaczego kolejna dwunastka uparcie powtarzała te same badania, które dawały te same wyniki - nie rozumiem. Nadczynność tarczycy nie jest żadną niezwykłą, trudno diagnozowalną chorobą. Szczególnie jak pacjent/ka ma powiększone wole. To nie był przypadek dla doktora House'a, a dla "zwykłego" lekarza, który po prostu przyjrzy się pacjentowi. A nawet - jak się okazało - dla zwykłej użytkowniczki internetu z wykształceniem polonistycznym.

Kumiho: Ja doskonale rozumiem to o czym piszesz i wiem, że w wielu przypadkach nie można postawić jednoznacznej diagnozy, ale u mnie objawy były bardzo typowe. Nie wierzę, że po 6 latach studiów, roku stażu i minimum 3 latach specjalizacji lekarze nie słyszeli o czymś takim jak nadczynność tarczycy i o objawach tej choroby? Tym bardziej, że moje powiększone wole świadczyło samo za siebie, tak jak i większość dolegliwości.
Dlaczego dopiero po dotarciu do dyrektorki przychodni i specjalnej opiece kierowniczki medycznej zaczęto szukać innej diagnozy?
Trudno mi uwierzyć, że lekarze widząc mnie w takim stanie zrobili wszystko według najlepszej swej wiedzy.
Czy naprawdę tak trudno braci lekarskiej przyznać, że ich koledzy po fachu bywają niedouczeni? Popełniają błędy?
Szanuję ten zawód, wiem jaki jest trudny, wiem jak odpowiedzialny, ale nie szanuję ludzi, którzy nie traktują go odpowiedzialnie. Przecież ja w ręce Twoich kolegów po fachu składam swoje zdrowie i życie!
Czy tak trudno zrozumieć, że oczekiwałam od nich kompetencji i wiedzy oraz szczególnego wysiłku kiedy byłam w bardzo ciężkim stanie? I że mam prawo czuć się zawiedziona tym, że tak się nie stało, bo komuś albo zabrakło chęci, albo wiedzy żeby mi pomóc? Nie wspomniałam, że kilku potraktowało mnie jak hipochondryczkę i odnosiło się do mnie lekceważąco i niemiło.

@Ruda i Ewa
Tak, oczywiście masz prawo być wściekła, każdy kto znalazł by się w takiej sytuacji ma do tego prawo. Jak pisałem w poście powyżej nie twierdzę, że sytuacja w której się znalazłaś była analogiczna do tej opisanej przeze mnie. Trudno po prostu zaakceptować mi fakt, że 14 lekarzy nie rozpoznało czegoś (jak mówicie) tak oczywistego, ale może wynika to z mojego jednak dość idealistycznego stosunku do lekarzy (tak przynajmniej twierdzi rodzinka :P). Pozostaje mi więc tylko życzyć ci zdrowia, a samemu wracać do kucia anatomii, bo w przyszłym tygodniu kolokwium...

Lekarze?

Skorumpowany cech, śliska droga do kariery (sprzedane egzaminy wstępne na pniu, niewykupionych jest maks 30% miejsc), sprzedawane egzaminy semestralne.

What's next?

Układy w rozdzielaniu miejsc na rezydenturach. Poza tym chciwość, branie nierozsądnej liczby dyżurów bez ekonomicznego uzasadnienia. Szybka chata, szybka fura i super komóra.

Etyka pracy - ręka rękę myje, błędy w sztuce praktycznie nie do udowodnienia, kruczki prawne opanowane do perfekcji.

Wniosek?

Jeśli w tej kołomyji ostaje się 10% dobrych lekarzy i lekarek, którym w ogóle zależy na dobru pacjentów i pacjentek, to trzeba mieć megaszczęście, żeby na kogoś takiego natrafić i trzeba kogoś takiego chwalić.

A resztę? No... na pewno nie chwalić.


chciałam tylko napisać, że cudna fotografia na początku. kolorystyka - miód!

@Kumiho
Szanuję i podziwiam lekarzy. Wiem, że zostanie takowym wymaga lat ciężkiej pracy i mnóstwa wyrzeczeń. I na dodatek ten zawód, jak żaden inny, wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Za zdrowie i życie wielu osób. Nie każdego na to stać (mnie z pewnością nie). I idealistycznie wierzę, że ogromna rzesza ludzi zostaje lekarzami z powołania, a nie dla prestiżu i kasy. Naprawdę. I spotkałam na swojej drodze bardzo wiele osób, które to potwierdzają.

Ale: jak ktoś mi wyskakuje z tekstem, że nie mnie oceniać działania tych konkretnych lekarzy, że nie mam ku temu kompetencji, to trafia mnie ciężki szlag. To ja byłam z Gosią przez ten miesiąc. Ja się nią opiekowałam i z przerażeniem obserwowałam, jak robi się coraz słabsza, jak przestaje jeść, jak nie ma już siły, by dojść do łazienki. To ja jeździłam z nią po tych wszystkich lekarzach i ostrych dyżurach, pokazywałam rosnącą stertę wyników badań i opowiadałam, co się działo dzień po dniu, co mówili poprzednicy, co zlecali, co diagnozowali i jakie są objawy. To ja z każdą diagnozą i każdym nowym zestawem leków (wcale nie tanich) miałam nadzieję, że to w końcu jest to, że będzie lepiej. I to ja w końcu powiedziałam kolejnej z rzędu lekarce, że ma zlecić takie a nie inne badania. Szczęśliwie ona nie uznała, jak jej kolega wypowiadający się powyżej, że nie mam wystarczających kompetencji, by cokolwiek oceniać, i owe badania zleciła. Co ostatecznie pozwoliło Gosię prawidłowo zdiagnozować, ale, przypominam, wcale nie zakończyło sprawy, bo cała zabawa zaczęła się na początku maja, trwa do dziś i jeszcze potrwa.

A wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że wystarczyło kilka dni brania hormonów, by poczuła się lepiej. Gdyby któryś z pierwszych lekarzy zauważył, co się dzieje, już po kilku dniach byłoby lepiej i nie byłoby tego miesiąca i wszystkich problemów dodatkowych, wcale niebagatelnych. Problemów z Gosi pracą, bo ma własną działalność, więc nie może sobie po prostu pójść na zwolnienie i mieć wszystkiego w głębokim poważaniu. Jej ZUS nie da 80 procent pensji, a jedynie zasiłek, który nie wystarcza nawet na lekarstwa. Problemów z moją pracą, bo musiałam brać wolne, by się Gosią opiekować. A przede wszystkim nie byłoby tego życia w strachu, że to już koniec, że nikt nam nie pomoże. Ja byłam przerażona. I wolę nie myśleć, jak przerażona była Gosia, której to bezpośrednio dotykało.

I to wszystko tylko dlatego, że przez miesiąc nikt nie potrafił postawić prawidłowej diagnozy.

No dobra, dość, wyżaliłam się. Żeby nie było: to nic osobistego i nie zamierzam Cię pouczać, kim masz być, a kim nie. Powodzenia na kolokwium/egzaminie:)

jaki kraj taki dr House! ;)

Ruda, zawsze możesz złożyć skargę na lekarzy. O błędach medycznych rozstrzyga sąd.

I proszę się na mnie nie wytrząsać.
A zresztą... jedźcie po mnie dalej :)

I spokojna Ewy rozczochrana, jestem pewien, że nie trafisz do mnie, lekarza-potwora, aborcjonisty, łapówkarza, lekarza bez sumienia, eugenika, Mengele XXI wieku.

Kumiho - wyświadczę Ci niedźwiedzią przysługę, ale gratuluję wyważonych komentarzy. Ucz się pilnie, trzymam kciuki.

Kumhi: Z jednej strony to dobrze, że tak idealistycznie patrzysz na lekarzy. Znaczy to, że w Twojej rodzinie są medycy, z których, jak bym musiała, chciała spotykać na swojej drodze. Z drugiej zaś współczuję już teraz zetknięcia z rzeczywistością.

Z mojej strony ten miesięczny okres mojej choroby wyglądał nieciekawie. Nie tylko z powodu dolegliwości, ale faktu, że był to najgorszy czas Ewy w pracy ze względu na ilość obowiązków. Obiecałam jej, że w tym czasie będzie mogła skupić się wyłącznie na tym, ja zajmę się wszystkim innym. Stało się inaczej, co jak można się domyślić, nie poprawiało mi samopoczucia. A oprócz strachu, takiego ludzkiego, że być może nie skończę już mojej powieści fantasy;), bałam się co stanie z Ewą, jak sobie poradzi, przecież nie spisałam testamentu. A nawet jeśli wszystko co nasze przypadnie jej czy da radę to zachować, przez te cholerne podatki. Wiem, że to brzmi dramatycznie, ale tak było. I to o czym Ewa mówiła podczas MNW-oskiej kampanii na rzecz związków partnerskich, to nie było udawane, to była nasza rzeczywistość.
A to poczucie zawdzięczam głównie tej niekompetentnej grupie lekarzy. Mam wrażenie, że ta miesięczna walka mojego organizmu osłabiła go na tyle, że rozwinęła się orbitopatia. Kiedy od endokrynologa usłyszałam, że z każdą wziętą przeze mnie tabletką będzie lepiej, nie wierzyłam. Tym razem jednak lekarskie słowa okazały się prorocze.
Chyba rozumiesz dlaczego taką niechęcią pałamy do tej "parszywej" 14?

Gosiu, cieszę się, że kuracja przynosi efekty i możecie już z Ewą Wasze przejścia z medykami uznać za miniony szczęśliwie koszmar. Nie potrafię znaleźć najmniejszego usprawiedliwienia dla tych kilkunastu lekarzy! Choroby związane z funkcjami tarczycy są tak częste, a ich objawy tak czytelne, że w głowie mi się nie mieści podobna ignorancja. Gdyby to się działo 20-30 lat temu, kiedy to zdarzało się, że np. osoby z niedoczynnością tarczycy diagnozowane były jako "psychiczne" i lądowały na miesiące, a nawet lata w szpitalu psychiatrycznym. Ale dzisiaj? Mówi się, że służba zdrowia jest niedofinansowana. A pomyślcie, ile kosztowało zlecanie Gosi tych samych badań, gdy w tym samym czasie, za te wywalone w błoto pieniądze, powinna być prawidłowo zdiagnozowana i poddana leczeniu.
Jest w medycynie wiele przypadków mniej oczywistych. Przez coś takiego przechodzimy od 2 miesięcy z Alą: wciąż na etapie diagnozowania, wykluczania kolejnych hipotez. I, ok. Nie oczekuję od lekarzy omnipotencji lecz dociekliwości i rzetelności. I na takich, jak dotąd (no, z jednym wyjątkiem)trafiamy, fakt, że zasięgając uprzednio opinii o nich u dobrze zorientowanych przyjaciół i znajomych.
Dobrze, że opisałyście tę historię. Pozdrawiam serdecznie

przejścia z medykami czy przejścia z chorobą, w wyjściu z której lekarze starali się pomóc?
nie potrafisz, bo nie masz najmniejszej wiedzy o przedmiocie sporu (wedle zasady ''nie znam się, więc się wypowiem'')
funkcjami? to tarczyca ile ma tych funkcji? a może funkcją? ja znam jedna - wewnatrzwydzielnicza. chyba ze funkcja wątroby jest tez nowotworzenie, albo funkcją nogi - żeby bolała :) bądźmy precyzyjni, skoro jesteśmy ekspertkami w tej materii
objawy są czytelne? doprawdy? w którym podręczniku o tym przeczytałaś? ilu pacjentow w swoim zyciu widzialas?
Twoja ignorancja nie mieści ci się w głowie? nie dziwota wiec, ze sie wylewa.
powiem ci w sekrecie, ze dzisiaj tez tak sie dzieje (no, może nie sa leczeni w oddziale psychiatrycznym przez lata, ale przez godziny/dni na pewno) i w jeszcze wiekszym sekrecie, ze tez nie jest to błąd medyczny (już widzę wściekłość na Twym licu).
mówi się, bo tak jest. a przy tym fatalnie zarzadzana na szczeblu centralnym
jeśli Gosie nazywasz błotem, to na pewno masz rację
czy była prawidłowo diagnozowana, na ten temat wypowiedza sie biegli w sądzie
a skąd wiesz, ze przypadek Gosi był oczywisty? ja nie wiem, wiec nie szczuję publicznie na bliźnich
skąd wiesz, że lekarze Gosi byli niedociekliwi i nierzetelni (i przeczytaj mój pierwszy komentarz w tej uroczej napierdalance po łbach znienawidzonej grupy zawodowej)
Przyjaciele i znajomi mają jakieś pojęcie o medycynie, czy też wiedzą tyle, ile zjedzą?
czy dobrze? apel i dbanie o siebie jak najbardziej popieram, a publiczne szkalowanie czyjejs dobrej opinii bez powiedzenia tego wprost najbardziej zainteresowanym uważam za... kopytko

widzicie, ja tez potrafie byc ironiczny

po raz enty powiem: nie bronie tu tych konkretnych lekarzy. może popełnili błąd, może nie. o tym, czy byl to blad czy niepowodzenie medyczne, w sprawach spornych rozstrzygaja sądy.

taaaa, głównie potyczki między doktorkami na oddziale są winą szczebla centralnego.
to teraz czytaj anonimie - cobyś nie zarzucił mi ignorancji to pochwalę ci się możliwością doświadczania od wewnątrz środowiska, nie powiatowego szpitalika, więc dziewczęta i chłopcy mogą się rozwijać. w przypadku autorek bloga też nie siedziały na jakimś zadupiu a w wawie, co ma kilka uczelni medycznych wiec kadrę też powinna mieć w miarę ok. i nie spinam pośladów bo nie mam w tym interesu.

może nie praktykujecie tam u was gdy przychodzi pacjent ze swoistymi objawami, że po morfologii i całej tej zapchajdziurze po to by nabić kosztów, bądź ukryć niekompetencję łapiducha i jego strach przed podpisaniem karty że wypuścił pacjenta, choć w głębi duszy zdaje sobie sprawę, że wiedzę ma znikomą więc każdemu robi enzymy sercowe na wszelki wypadek.

no ale jak już jebnie te enzymy, a wszystko wychodzi ok, no to co następnie? zamyka sprawę mówiąc ma pani nerwicę, czy wyklucza kolejne rzeczy dalszą diagnostyką?

tak, ludzie oglądają leśną gore i chcieliby żeby w szpitalu tak było, ale nie jest. doktory jednak też nie przyczyniają się jakoś szczególnie do poprawy ludzkich wrażeń.
świadomość ludzi się jednak zmienia, wiedza już że istnieje rzecznik praw pacjenta, nagłaśnia się sprawy typu, że personel ma przy nich nakładać rękawiczki. to niby małe rzeczy, ale nadejdzie taki czas gdy swoich wątpliwości zaczną dochodzić w sądzie i co? w 80% przypadków mają realne szanse wygrać taką sprawę. mylę się?

to nie jest niepowodzenie medyczne tylko jebana rutyna i tumiwisizm. a może brak koperty na wejściu? tyle z mojej strony.

@frog@dog
Przykro mi, że nadal jesteście na etapie wykluczania, a nie leczenia. Jeżeli będziecie szukać kontaktów do dobrych specjalistów z jakiejś dziedziny, daj znać, może akurat będziemy mogły kogoś polecić. Trzymam kciuki za Was obie!

@Ekspedientka
Rutyna, tumiwisizm, limity w przychodni (15 minut na pacjenta) itd. Ale czy to materiał na zakładanie sprawy? Obiektywne szkody - i zdrowotne, i finansowe - są. Zawsze jednak istnieje zagrożenie, że niedostatecznie duże - w końcu pacjentka żyje. Ale to mnie akurat nie martwi.

@ Ewa - jeszcze nie są te czasy na materiał, bo musimy dogonić standardy te, które ta strasznie nam za granica imponują. ale za kilkanaście lat - nie mówmy hop ;) i BARDZO DOBRZE! wykluczając kolejnych konowałów z zawodu możemy pomóc innym ;)
nie ma co się zasłaniać polską bieda i limitami, bo 1. na diagnostykę bezdomnego żula nas stać, (niechby się okazało, ze żul fiknie za rogiem wypuszczony bez badań i znajdzie się kumata rodzina :D). 2. mimo całego tego syfu jest odsetek doktorów, którzy mają czas, powołanie i nie kręcą się w kółko w ramach limitu 15 minut - więc widać można. tylko do tego trzeba oleju w głowie, a nie studiów zaliczonych psim swędem, bądź uporem, bo rodzina taka, a nie inna.

czasy mamy takie, ze coraz bardziej jesteśmy skazani na durniów w sporej ilości dziedzin życia i to co nas jeszcze bawi u amerykanów, że sądzą się z producentem reklamówek,ze nie napisał ostrzenia, by jej nie wkładać na głowę nadejdą - bo muszą. a że wiąże się to z ryzykiem przegięcia w drugą stronę - cóż, przynajmniej człowiek wie na czym stoi ;)

Anonimowy@ Na moim licu wściekłości nie zobaczysz, bo z natury się nie wściekam, nie ryczę, nie jestem mściwa itp. To, że do szpitali psychiatrycznych i dzisiaj trafiają osoby, którym nie psychiatra jest potrzebny, wiem, ale - jak sam powiedziałeś - są to już zdarzenia krótkotrwałe, bo i narzędzia diagnostyczne są lepsze, czulsze i jest ich więcej.
Nie bardzo natomiast rozumiem powód Twojego zacietrzewienia? Nie musisz się czuć odpowiedzialny za całe środowisko medyczne i tak ksobnie odbierać krytyki. A to, co nazwałeś ironizowaniem, raczej kiepsko Ci wychodzi. Mam nadzieję, że jesteś dobrym lekarzem i w kontakcie z pacjentami kontrolujesz swoje emocje.
Ewa@ Dziękuję. Na razie od kardiologa wracamy do neurologa. Ale ważne, że ma to "ręce i nogi":)

Mati: Frog wie, że objawy były oczywiste, a lekarze nierzetelni bądź niedouczeni, bądź olewczy,bo czyta ze zrozumieniem co napisałam. No chyba, że wg Twojej wiedzy medycznej powiększone wole i towarzyszące temu typowe objawy (wymieniane również na stronach tworzonych przez lekarzy) oczywiste nie są. Jeśli tak, to biorąc pod uwagę Twoje zacietrzewienie, Twoje podejście wielkiego mędrca nad nami głupimi maluczkimi, dochodzę do wniosku, że zaliczasz się do grupy konowałów, a nie lekarzy.
A nad ironią to musisz jeszcze dużo popracować.
Mam jeszcze pytanko, Ty naprawdę wierzysz w nieomylność lekarzy?

Ladies! szybkiego powrotu do zdrowia pacjentce, do pelni sil jej opiekunce i calej rodzinie do powrotu na zwykle tory zycia zycze! :)
po wlasnych doswiadczeniach bardzo podobnych do Waszych, i jeszcze paru innych opowiedzianych przez znajomych juz wiem, ze tylko na siebie mozna liczyc (no i dr Google) - i im szybciej zdamy sobie sprawe, tym lepiej.. zadajac rozne pytania lekarzowi w trakcie diagnozy, przypominajac, niepytani, jakie leki bierzemy (czy na pewno zawsze lekarz pamieta o interakcjach?), studiujac z koniecznosci fragmentarycznie rozne teksty zrodlowe...
bo inaczej.. trafimy w rece coraz mniej odpowiedzialnych za wlasna wiedze i umiejetnosci lekarzy...
jezcze raz pozdrowienia, dzis o 19.30 przesle duza dawke energii Reiki :)

Wiecie co laski?

Tak se was czytam i w pale mi się nie mieści,co wy tutaj wypisujecie.Koleś jest gościem na blogu Ewy,a Ewka na nim pazury ostrzy.Nie ma to jak dobre wycowanie!Jakieś obrzydliwe kommenty o łapówkach,fałszowanych egzaminach.W ogóle doktorka nie słuchacie,tylko trąbicie w kółko to samp.Jak te baby spod gabinetu.Byłam ostatnio po eL4.Po 15 minutach w kolejce wyszłam z poczkalni z chorobą morską.

"nie bronie tu tych konkretnych lekarzy. może popełnili błąd, może nie. o tym, czy byl to blad czy niepowodzenie medyczne, w sprawach spornych rozstrzygaja sądy./Mati
Cytat nr. 2: Mam jeszcze pytanko, Ty naprawdę wierzysz w nieomylność lekarzy?/Rude

Nie!W Hefalumpy wierzy.I Wuzle.

sorry
wiem, solidarność macic, szmery-bajery
ale zachowujecie się poniżej krytyki
jak przekupy na bazarku
PinEska

Dobre wychowanie to nie grzeczne potakiwanie, gdy się z kimś nie zgadzamy. Takie coś nazywa się potulność. Nie widzę powodu, by osoby wypowiadające się na moim blogu były potulne. I by wypierały się własnych doświadczeń, aby komuś przypadkiem nie zrobiło się przykro. Szczególnie że pan doktor sam do uprzejmych nie należy. Było argumentować merytorycznie i odpuścić sobie osobiste przytyki, nie byłoby problemu.

@@Tomaszewiczowa: Szczególnie że pan doktor sam do uprzejmych nie należy.
??????
where?
Takie texty jakimi strzelacie w dokorka, to jest chamstwo.Jesteście po prostu przemądrzałe.Te teorie spiskowe, jakieś rzucanie procentami z dupy wziętymi...że jakieś 10%, 30%miejsc...nie znacie się na tym i tyle...stado konowałów, nikt nie zauważył.a może zauważył, tylko chcieli wykluczyć np.białaczkę?Miałam zapalenie wyrostka kiedyś.Teraz sobie czytam o tej nadczynności tarczyc na Wiki i tak se myśle...Może ten wyrostek mi wypruli niepotrzebnie, bo w rzeczywistości miałam kolegę Grawesa?Jakbym Solidarnych słuchała.Mnie też z 10 osób badało.Może wszyscy oni kupili te pieczątki na bazarku?

Itak se myśle...piszesz o wieeeelkich wolach.Jakby mi się te wole porobiły, to bym spytała"doktorku a co to je, bo tu coś wyrosło".Nie bijcie mnie.Już sobie idę:DDPE

Przepraszam, a co to za "wy"? O procencie miejsc pisała jedna konkretna osoba, o łapówkach też jedna. I nie była to "Tomaszewiczowa" (a cóż to za jedna? Żona Tomaszewicza?). Chcieli wykluczyć białaczkę, dziesięciokrotnie zlecając podstawową morfologię i ogólne badania moczu i trzykrotnie USG brzucha? Wykluczeniu białaczki służyło stwierdzenie, że choroba Gosi jest psychosomatyczna? Ciekawe.

A co do "zauważenia" - nie, nie zauważyli. Żaden i żadna nawet na tarczycę nie spojrzał/a, nie mówiąc o osłuchaniu (a wystarczyłoby przyłożyć stetoskop, bo w takim stanie słychać przepływy) czy zleceniu badania poziomu hormonów we krwi. Przełom tarczycowy to nie jest siniak na kolanie, to stan zagrażający życiu. Nie czeka się z jego potwierdzeniem, gdy się go podejrzewa.

A co do przemądrzałości - cóż, moja bardzo mnie cieszy. Bo być może tylko dzięki temu, że ja maluczka ośmieliłam się wymusić na lekarce zlecenie zbadania poziomu hormonów tarczycy Gosia jeszcze żyje. A w razie gdyby, odpukać, znów wydarzyła nam się podobna historia, zamierzam być równie przemądrzała. Nawet jeśli lekarz będzie sprawdzony i polecony.

Doktor Mateusz i Anonim powyżej coś podobny styl mają (i to zamiłowanie do małych liter na początku zdania, te emocje, krótkie akapity, specyficzne podejście do odstępów po przecinkach...). Na pewno to nie ta sama osoba? A może wezwana na ratunek rodzina?:)

WyTomaszewiczowa, bo nie skasowałaś tego kommcia.Mimo, że obraża twojego gościa.Skoro Gosia była taka umierająca, to dlaczego nikt nie kazał jej w szpitalu zostać???Coś kręcicie dziewczynki.Wymusić na lekarce?hahahha Wyrwałaś jej pieczątkę czy zagroziłaś, że zabijesz jej matkę...i matkę jej matki...a na koniec udusisz psa?Coś koloryzujecie koleżanko.Badania moczu?A gdyby Gosia miała sepse?Zapalenie opon?Raka trzustki?Też byś pluła jadem na forum tak jak z tarczycą?A Gosia to sama nie mogła powiedzieć, że jej jabłko Adama urosło do wieeeelkich rozmiarów?A w ogóle dlaczego nie zrobiła sobie bada jak koniował kiedyś prosił?I nie udawaj kochana, że nie wiesz, co znaczy przemądrzała.
from Bura Suka PinEska with love, co osśmiela się powiedzieć Joannie d'Arc spod sejmu, że może(MOŻE, a MOŻE NIE!) niesprawiedliwie kogoś ocenia.Jakby w ogóle miało prawo do oceniania kogoś o niebo od siebie lepiej w medycynie wykształconego

Nie doktorek Mateusz i Ewa Tomaszewiczówna to te same osoby!!

Nieśmiało sugeruję, by anonima spuścić na bambus. Poziom agresji jak dla mnie przekroczył dopuszczalne normy. A tak na marginesie, to ciekawe, że "plucie jadem" najchętniej zarzucają innym osoby specjalizujące się w tego typu zagrywkach (kłamiecie, kręcicie, plujecie, mądrzycie się, nie macie prawa!). I jeszcze umyślne przekręcanie nazwiska, aby sprowokować do pyskówki. Podziwiam Twój spokój, Ewo.

doleję oliwy do ognia bo temat mnie arcy bawi a raczej komentarze : odnoszę wrażenie, ze się jakiś kijas naprostowuje i zaraz może się zahaczyć o groźby duszenia psa.

ciekawostka anonimie miałam tachykardie - la la la - na koniec dostałam świstek "oznaczenie tsh" jak widać nie jest to coś nietypowego, nie zwiedziłam 14 lekarzy i nie miałam 3 usg, a moje wole jest zwyczajne.
nawiązując do wylewu różnych straszliwych chorób, bohaterka nie opisała jakby jakąkolwiek inną diagnostykę miała prowadzoną, coś co mogłoby przypominać WYKLUCZANIE, skoro lekarz jest człowiek, a nie alfa i omega.

kolejna sprawa anonimie, czego ci nie nigdy nie życzę, byś się przekonał nad nieudolnością doktorów nie wywołaną NFZtem, nie spotkał z ich kompleksem boga i dyskusjami w korytarzu o życiu lub nie życiu. byś nie musiał zwiedzać pięknego kraju wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu kogoś kompetentnego, żebyś nie był uwiązany do szpitali dłuższy czas i nie miał okazji przekonać się na własnej skórze jak to jest.

a jeśli swój jad wylewasz z WŁASNYCH doświadczeń, a nie ze świetlanej teorii - to tylko pogratulować szczęścia.

z własnego ogródka mogłabym przepastną książkę napisać o pewnych idiotyzmach ludzi, nie samego systemu.

nie wiem do kogo było to picie w koperty, ja również o nich wspomniałam - nie mów, ze nie znasz nikogo kto miał podróż z kopertą do doktora. a jak nie znasz to podpytaj.

Nie no, było wykluczanie. USG brzucha miało wykluczyć zapalenie wyrostka (tak stoi na skierowaniu). Choć chyba nie był to najlepszy pomysł, bo na wynikach znalazła się adnotacja radiologa, że za pomocą USG nie da się tego wykluczyć (w ogóle, nie tylko w tym przypadku; no chyba że wyrostek się rozleje). Ot, kolejna ciekawostka. Co miały wykluczyć kolejne USG tej samej części ciała i powtarzane do znudzenia morfologie ogólne i badania moczu, jest dla mnie zagadką. Oprócz tych wykonywanych w szpitalach, bo to akurat wiem - do nieplanowego przyjęcia trzeba mieć podstawy, więc sprawdzano podejrzenia lekarzy, którzy wystawiali skierowania. A jako że wyniki były w normie, to można było pacjentkę prewencyjnie nawodnić i odesłać do domu. Idą za radą lekarza z ostrego w szpitalu zakaźnym (jedynego, jeśli chodzi o szpitale, który uznał że Gosia nie wymyśla i szukał przyczyny jej stanu), poprosiłam też w przychodni o zrobienie posiewu. Tak że dwie rzeczy wykluczono, w pozostałych przypadkach albo lekarze stawiali diagnozę (grypa, przeziębienie, zapalenie pęcherza) i wypisywali receptę, albo rozkładali bezradnie ręce i wystawiali skierowanie do szpitala/wzywali karetkę.

Mnie ta dyskusja bawi średnio, może będzie bawić bardziej, gdy Gosia będzie naprawdę zdrowa i skończą się cotygodniowe wizyty w szpitalu i branie garściami pigułek. No ale dobrze, że kogoś bawi, bo to w sumie fajne uczucie:)

I jeszcze jedno, bardzo ważne: obecni lekarze Gosi, którzy opiekują się nią od sierpnia, nie twierdzą, że postępowanie ich kolegów było w porządku. Przeciwnie - są, delikatnie mówiąc, zaskoczeni, że nikt, ale to nikt nie zlecił oznaczenie hormonów tarczycy w tak ewidentnym przypadku. Jedyne, co mówią, to to, że tak późne zdiagnozowanie przełomu tarczycowego być może nie miało wpływu na rozwinięcie się choroby Gravesa-Basedowa i na jej bardzo ciężki przebieg. Tak że potwierdzają nasze zarzuty. A niewątpliwie wykształcenie medyczne posiadają.

Wszyscy kochamy temat służby zdrowia, bo któż nie choruje?
Moja znajoma jakieś 4 lata próbowała być leczona na naprawdę wiele różnych rzeczy, zanim odpowiedni lekarz znalazł co trzeba. Miała diagnozy od haszimoto, przez psychomatyczne, po brak minerałów przez wegetarianizm.
Ja badam się w miarę regularnie - 3 miesiące temu wzrok, podobnie ginekolog, z 5 temu HIV... odpukać. Czeka mnie kardiolog, ale się boję..
ale warto pamiętać, że nie wszystkim się udaje... Ania Laszuk miała bóle brzucha i nie miała wielkiej ochoty iść z tym do lekarza (przynajmniej tak mi powiedziano, nigdy z nią o tym nie rozmawiałam).
Moja ciocia też. Nie lubiła lekarzy. Zachorowała na grypę. W tym roku minęła 6 rocznica jej śmierci... cysta...

Moniko: Nie kocham tematu służby zdrowia. Ba, wolałabym tego tematu nie poruszać w jakimkolwiek kontekście.
Napisałam ją w nie po to by jeździć po służbie zdrowia, a mogłabym ponieważ przepracowałam w strukturze MZ 5 lat, ale po to by uczulić ludzi, żeby się badali. Co, z dumą zauważyłam, w skali lokalnej mi się udało.

Ewo, Gosiu od kiedy rozmawiamy z trollami O_o ?
Nie szkoda nam czasu na to ? Tym bardziej, że jedzie zbyt osobiście jak na mój gust ?
Niech anonimowy doktorek poda namiary, gdzie tak świetnie leczy- chętnie się przejdę sprawdzić :).
Ciekawe czy tak empatycznie leczy jak pisze.
Jak zwykle okazuje się, że niektórzy uważają, że "anonimowo" można wszystko. Również obrażać autorki bloga.

Gosiu, wszystko będzie dobrze! Musi być!
Co do przekazu tekstu - osiągnęłaś sukces. Rychła wizyta u ginekologa i kardiologa.
Trzymam za Ciebie kciuki.

Czytelniczka

Maćku, dziękuję za energię:) Pomogła:)
Czytelniczko: Dziękuję i cieszę się:)
Dubiduu: Racja, alr czasem tak dobrze jest podyskutować:)

A ja chce powiedziec, ze regularnie sie badam co roku wraz z cytologia. To chyba ja jestem z tych madrzejszych ha ha. Moja pani endokrynolog zdiagnozowala u mnie guzy tarczycy jak bylam w Polsce na wakacjach. Ja na stale mieszkam w Irlandii. Lekarze podejrzewaja raka brodawkowatego tarczycy. Jestem juz po operacji, teraz czekam na potwierdzenie diagnozy. 12 grudnia mam wizyte. Choroba tarczycy dopadla mnie zupelnie niespodziwanie, jednak tutejsi lekaze sa wspaniali i dobrze sie mna opiekuja. Zmierzam do tego, ze rzeczywiscie nie odlkadajcie regularnych badan na pozniej, bo to jest czysta glupota, a badania nie bola. Chce tylko powiedziec ze dzieki temu byc moze lekaze uratowali mi zycie. Gdybym sie nie badala to pewnie nie wiem jak dlugo bym zyla w nieswadomosci mojej chorby, a wtedy mogloby byc juz za pozno. Takze dolaczam sie do autorki testu . BADAJCIE SIE REGULARNIE!!! I ZYCZE TOBIE RYCHLEGO POWROTU DO ZDROWIA!!! Olka

Wracaj jak najszybciej do zdrowia! :*

To mi przypomina, ze w styczniu powinienem ruszyc swoje iles tam liter (ze względu na wiek juz nie wiem jak to kwalifikować) i zrobić komplet profilaktycznycyh badań...

Super, że trafiłam na ten blog! Jakoś od razu lżej.
Powodzenia.
Moja choroba uczy mnie kochać samą siebie! A tarczyca choć niegrzeczna jest moim największym przyjacielem:)
Powodzenia tobie, sobie i wam życzę!

A ja sie badam regularnie dwa razy do roku pelna morfologia, mocz, usg calej jamy brzusznej i pecherza, markery rakowe, testy watrobowe, testy wydolnosci nerek, raz na dwa lata gastroskopia, przezylem pierwsza w zyciu kolonoskopie, dwa razy do roku krew ukryta, cholesterol, puls i cisnienie spoczynkowe i wyczynowe, HIV, Hepatis B i C, wzrok, sluch, niespelna rok temu pelna TK kregoslupa. I nie nie czuje sie w zaden sposob hipochondrykiem... uwazam ze kazdy musi robic badania czy wszystko jest ok. Ja zdecydowalem ze robie to od tego roku w Tajlandii bo maja doskonala sluzbe zdrowia i doskonale ceny.

Mnie też Moje Kocięcie poratowało jak już było ze mną naprawdę źle więc wiem jak to jest, szczególnie jak lekarz wypisuje Cię do domu ze skierowaniem na naukę języka bo za młoda jesteś na zabieg :-/
Tak więc dobrze jest mieć kogoś kto ma "łeb na karku" i umie "tupać"
Teraz jesteśmy mocniejsze o tamte doświadczenia.
Pamiętaj co nas nie zabije to nas wzmocni ;-)
Frick

Gośka, jasne, że jesteś dzielna, ale przede wszystkim (co wiedziałam od zawsze!) jesteś pięknym człowiekiem! To jak pięknie piszesz o żyiu, (samo)świadomości, jak się tym dzielnie dzielisz i jakie masz refleksje! I wiesz wzrusza mnie to kiedy widzę, że (wreszcie) jest tak, że piszesz o Ewie "żona". To znaczy, że wszystko jest możliwe jeśli się tylko chce, w to inwestuje i w tym wytrwa. Tak też będzie z Twoją chorobą. Trzymam kciuki i wysyłam pierwszą porcję ciepłych myśli!
A tak a propos przedwczoraj byłam (kontrolnie) na kolonoskopii...

Prześlij komentarz