Przejdź do głównej zawartości

Niehigieniczny PRL


"Jak mam o siebie dbać w PRL-u? Jak sobie poradzić bez odżywki najnowszej generacji, bez depilatora i mikrodermabrazji? Te pytania nie dają mi spokoju, od kiedy na nocnych pogaduchach z przyjaciółmi zobaczyłam rząd ogolonych kobiecych nóg. Ja swoich nie golę od paru tygodni." Oto początek artykułu, który przeczytacie tu. Jest to fragment książki napisanej przez dwójkę młodych ludzi, którzy przeprowadzili "niesamowity" eksperyment i przenieśli się w czasie do lat 80. ubiegłego stulecia. Gdyby chociaż użyli wehikułu czasu, ale nie. Zamieszkali w M-3 (dla nieuświadomionych - dwa pokoje z kuchnią), on zapuścił wąsy, a ona przestała golić nogi i zrobiła sobie trwałą. O swoich przeżyciach napisali książkę "Mój mały PRL".

Już po przeczytaniu tego wstępu powinnam rozsądnie i z dbałością o swoje zdrowie (stres mi wyjątkowo szkodzi) zarzucić czytanie. Ale nie. I mam za swoje. Otóż dowiedziałam się z lektury, że kobiety w latach 80. wszystkie bez wyjątku miały trwałą, chodziły w bistorowych sukienkach, nie goliły nóg i pach, podczas okresu używały tylko waty, bo nie było podpasek ani tamponów, nie używały dezodorantów, bo ponoć też ich nie było, używały za to jakichś tragicznych śmierdzących szamponów. Generalnie wszyscy śmierdzieli.

Przeczytałam raz, przeczytałam drugi raz i się przeraziłam, że moja choroba i związane z nią problemy z pamięcią są poważniejsze niż myślałam. Skonsultowałam się więc nie tylko z Ewą (chociaż gówniara – czułe określenie mojego brata – ale co nieco z lat 80. pamięta), ale także z moją rodziną. Oto jak według rodu Rawińskich wyglądała sytuacja:

Oprócz braku towarów związanego z zawirowaniami na początku lat 80. XX wieku (strajki, stan wojenny), później nie było tak źle. Tampony (OB) i podpaski (bodajże Bella i o zgrozo bez skrzydełek; tak na marginesie, „fruwające” podpaski pojawiły się na świecie w 1994 roku) były dostępne zarówno w aptekach, jak i w kioskach Ruchu. Nie wiem, jak tampony, ale podpaski, chociaż miały klej, i tak się przesuwały. Fakt, było to dość niewygodne i nierzadko krępujące, kiedy podpaska próbowała wydostać się ze spodni od strony czterech liter.

Szampony pamiętam firmy Pollena – brzozowy i rumiankowy. Później pojawiły się jakieś zagraniczne, ale po początkowym zachwycie wróciłam do naszych rodzimych. Nie dostawałam po nich łupieżu.

Dezodoranty. Fakt, chyba był z nimi jakiś problem, ale do dzisiaj pamiętam jeden z nich, polskiej produkcji, w atomizerze, którego zapach mnie zniewolił. Niestety nazwy nie pamiętam, jedynie to, że żadne 8x4 czy mityczne już fawkulce nie było go w stanie pobić. A skoro przy pachnidłach już jesteśmy, to właśnie w tych czasach dostałam swoje pierwsze perfumy marki Opium, a moja rodzicielka wzdychała do niedostępnych dla niej finansowo, a stojących na sklepowych półkach perfum Channel 5. Oczywiście były też słynne perfumy Biały bez – wyjątkowe paskudztwo.

Proszki do prania z tamtych czasów to IXI, OMO i E. U nas używany był ten pierwszy. Celem zmiękczania tkanin rodzice dosypywali wiórków szarego mydła. Jakoś nie pamiętam, abym drapała się po nich jak po obecnych proszkach. A co do ich możliwości, napiszę tylko, że talenty pralnicze mojej matki można zobrazować dowcipem: "Kochanie, zobacz, twoja koszula jest śnieżnobiała po praniu. – Dziękuję najdroższa, ale wolałem, jak była w paski".

Mydło najbardziej lubiłam dziecięce i na szczęście było ono dostępne. Inne też, ale pachniało zielonym jabłuszkiem, fuj.

Nogi i pachy goliłam maszynką ojca, który, zaciąwszy się po raz kolejny, kazał mi albo używać zużytych żyletek, albo kupić swoje własne. Dla świętego spokoju i całej twarzy mojego taty tak też uczyniłam - udało mi się z trudem zdobyć własne. Coś szybko znikały, ponieważ tatuś mi je podkradał.

Fakt, ludzie śmierdzieli potem. Co ciekawe, mając teraz dużo, dużo i jeszcze raz dużo większą różnorodność środków do higieny osobistej, również śmierdzą.

Co do strojów i sukienek z bistoru. Osobiście byłam abnegatką, ale jako że uczulały mnie wszystkie sztuczne tkaniny, musiałam nosić bawełnianą bieliznę i ją nosiłam. Za to moje znajome z liceum chodziły naprawdę fajnie i gustownie ubrane. A fryzury były różnorakie. Trwałe jakoś mi się po oczach specjalnie nie rzuciły, a uwierzcie, zwracałam na to uwagę.

Jasne. Czasy PRL to nie był raj. To czas w najlepszym wypadku gorzkiej czekolady i wyrobów czekoladopodobnych. Ale irytuje mnie fakt, że ktoś, a dokładniej dwoje ktosiów (nazwisk nie wymieniam celowo, bo litościwa jestem) opisuje swój durny eksperyment bez przeprowadzenia rzetelnego rozeznania i na podstawie opinii jednej sąsiadki. Wyobraźcie sobie, że podobne im osobniki na początku XXII wieku, opierając się na podobnych przesłankach, będą chciały opisać nasze czasy. I wyjdzie im na przykład, że kobiety były spalone na solarium, pachniały konglomeratem podrobionych perfum znanych marek i ostrych dezodorantów z antyperspirantem, zaopatrzone były w zestaw tipsów, ubrane w minispódniczki zrobione ze skóry z węża strażackiego, bluzeczki odsłaniające pępek i kurtki ze sztucznym futerkiem, i wymalowane jak ściana z graffiti. Mężczyźni zaś chodzili w dresach, a na szyi nosili złote łańcuchy. Tylko smród przebijający spod perfum i wody kolońskiej pozostanie ten sam.

Ech.

PS A produkty firmy o wdzięcznej nazwie Biały Jeleń dotąd niepodzielnie królują w naszej łazience.

Komentarze

  1. To również efekt tego, że ludzie bezkrytycznie przejmują takie przerysowane i do tego seksistowskie filmy jak "Miś". (bardzo szkodliwy i nieprawdziwy film, który obecnie ludzie biorą jak jeden do jednego)

    A dlaczego?

    Bo starsze pokolenie generalnie zapadło na amnezję i nie edukuje. Wszyscy przyjęli dla świętego (sic!) katolickiego spokoju, że kapitalizm jest super i że PRL to w najlepszym wypadku motyw do żartów.

    Ta obezwładniająca bezkrytyczność - wobec tego, co było i tego, co jest. To poczucie, żeby się nie wychylać, bo najpierw jest stan zastany i nie należy z nim dyskutować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, czytałam ich pierwszy reportaż w Dużym Formacie o tym "eksperymencie". Lektura zrodziła we mnie tylko jedno pytanie "no dobrze, ale po co???" Nie miałam pojęcia, że dzieciaki poszły za ciosem i napisały o tym książkę.

    Reportaż, jak pamiętam, był słaby. Ani mądry, ani fajny, ani dowcipny, ani w ogóle. No i po co? PO CO???

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm. Z tymi podpaskami to nie tak do końca było. Z początku dostępne było coś oczko wyżej od waty luzem - znaczy się wata w siateczce. Jak się pojawiły pierwsze przyklejane to to była rewolucja...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bejbe: Mnie przeraziło to, że książkę i eksperyment popełnili młodzi ludzie. Zaś osoby dorastające w tym okresie lub już dorosłe okres ten upiększając zapominając o tamtych problemach dnia codziennego.
    Kratka: Jak się gdzieś tłumaczyli coby nie mitologizować tamtego okresu. Ale szkoda lasów na tę książkę.
    Spriggana: Będę się kłócić i twierdzić, że w latach 80-tych takie cudo jak podpaska już była. Wiem, bo używałam i dokładnie pamiętam ten moment jak moja przyjaciółka pokazała mi to cudo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mówię że nie było wcale - mówię, że zaczynałam od nieszczęsnych siatek. Lata 80 to w końcu 10 lat, nie? Ze trzy rewolucje można w nich upchnąć :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprigana: I tyle się chyba nawet upchnęło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mitologizować? Teraz to dopiero mitologia ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. a mi sie ten eksperyment bardzo podoba
    po co? chocby po to zeby sie zastanowic jak ta zmieniajaca sie wokol nas rzeczywistosc wplywa na nasze zycie; czy jeszcze jestesmy w stanie wyobrazic sobie zycie bez komorki, netu, konsumpcji nieograniczonych dobr, dostepnych 24 h na dobe, pracy po 10 h w koroporacjach, tv z 200 programami itd
    co zyskalismy a co( jesli w ogole) stracilismy
    kwestia golenia nog- bardzo ciekawa- z jednej strony kobiety mialy mniejsze mozliwosci pozbywania sie wlosow( nie bylo depilatorow, laserow, wosku)a z drugiej byc moze podlegaly mniejszej presji piekna, mowiacej ze jedyna mozliwa opcja to zupelne wydepilowanie
    kasiazka jest zabawnym , troche przerysowanym eksperymentem i pokazuje zycie w prl typowej rodziny; moja matka nigdy trwalej nie miala, ojciec nigdy nie mial wasow ale jak wspominam prl to wlasnie taki mniej wiecej mam obraz jaki pokazali Ci dziennikarze
    zreszta pomysl ksiazki zrodzil sie gdy byli na Kubie i ktos zadal im pytanie o to co zyskali dzieki kapitalizmowi- bardzo frapujace pytanie- shadow

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko jedno dodam...Depilator w kremie produkcji NRD (nazwy nie pamiętam), dostępny bywał w drogeriach (ktoś jeszcze używa tej nazwy?). Stosowałam go, wymiennie z żyletkami (Polsilver), śmierdział ale był skuteczny. Pamietam rozczarowanie, kiedy kupiłam sobie (w Pewexie) depilator Veet, który mniej śmierdział ale się nie umywał do "dederonowskiego".

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka jest haniebnie zakłamana i obawiam się że jej celem jest gloryfikacja "okrągłego stołu" i ustawienie jego uczestników na pozycji wybawców tej dzikiej, barbarzyńskiej krainy:)
    Dyskwalifikującym błędem jest tu stawianie znaku równości między PRLem a stanem wojennym czyli latami 80tymi. Epoka gierkowska była czasem jasnym, kolorowym,względnie dostatnim, kulturalnym
    i paradoksalnie europejskim.Stan wojenny to ciemna karta w naszych najnowszych dziejach,czas który zaowocował uwstecznieniem i degradacją cywilizacyjną niespotykaną od wojny ale jak się to przyzna to może okazać się że jego autorzy bezpośredni lub pośredni to dzisiejsze ikony demokracji i liberalizmu:)
    Nigdy nie chodziłam w bistorze, nawet dla mojej mamy to było obciachowe. Chodziłyśmy w etnicznych , haftowanych bluzkach z Orientu, jeansach z Pewexu (dobre Rifle po 6$ Wranglery 12-14),świetnych włoskich i polskich ciuchach z Mody Polskiej (pamiętam jedwabne bluzki od Kirizi), Hoff oczywiście,szwedzkie saboty:), świetnie skórzane buty i torby enerdowskie i węgerskie, pachniałyśmy Sawą (świetny zapach) i pewexem oczywiście,
    ale to naprawdę wychodziło niedrogo, Coty już było.
    A kiedy generał odebrał nam to wszystko by jego córka mogła zalśnić jako ikona mody :) zaczęła się pomoc humanitarna i twórcze radzenie sobie :)
    Polki zawsze trzymały klasę :)
    Zapamiętajcie to sobie..i nie wierzcie w te bzdury o brudzie i smrodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. aaa golić zaczęłam się jak większość moich koleżanek w 8 klasie , moja mama tego do tej pory nie robiła ale zaczęła ze mną, podpaski i tampony były dokładnie takie jak dziś Bella, były również takie pakuły w siatkach ale my z mamą brzydziłyśmy się ich:)w czasie najgorszego kryzysu, kiedy nie było już nic była zawsze lignina w aptekach i wystarczyło pociąć ją sobie i plastrem przykleić do bielizny:)
    płaszcz od Antkowiaka mam do dziś :) z pięknej czarnej wełny, krojony jak sukmana z takimi zakładeczkami w tyle, tylko rękawy dałam zwęzić , wkładam go na wyjątkowe okazje i zawsze budzi podziw:)

    OdpowiedzUsuń
  12. No proszę ile to rzeczy jednak było i ile można było zdobyć. Może i było często niefajnie, ale nie ąz tak jak próbują nam wmówić autorzy "eksperymentu".

    OdpowiedzUsuń
  13. i nie o przedmioty tu chodzi..studia na dowolnej ilości kierunków bezpłatne,z dużą dostępnością i szerokim wachlarzem stypendiów np za średnią ( ja za to pachniałam i wyglądałam :),w zasadzie nie ograniczone możliwości zarobkowania np w spółdzielniach studenckich, na obozach pracy również zagranicznych, wysoki poziom nauki i indywidualne traktowanie uczniów i studentów, książki, bilety do teatrów, oper, filharmonii, na koncerty tanie jak barszcz, wystawa za wystawą..dziś czytam jak niektórzy odkrywają Szapocznikow..ja ją odkryłam w latach 70 ubiegłego wieku :)
    i w ogóle to dzisiaj ciemnota i bida
    naprawdę :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonim, no podpisz się jedną literką, proszę:) I coś w tym jest co piszesz, niestety. Modą nie było przerabianie się na bezdomnych za duże pieniądze, a czytanie książek, oglądanie sztuk w teatrze i telewizji, wizyty w muzeach, ech

    OdpowiedzUsuń
  15. A propos telewizji...Reżimowej, cenzurowanej pełnej propagandy sukcesu...
    Ilość znakomitych przedstawień w poniedziałkowym Teatrze Telewizji, w gwiazdorskich obsadach, kapitalych scenografiach i w świetnej reżyserii była powalająca. Niestety, była. Czas przeszły, dokonany...

    OdpowiedzUsuń
  16. ja nie jestem anonimowa, na KK występuję pod artystycznym pseudonimem Jakakolwiek i podałam tam swój adres mailowy bakrzan@wp.pl:)bo do szału doprowadza mnie obecny stan ideologicznej manipulacją :)
    Naprawdę dziwi mnie to że biorąc się do takich "eksperymentów"nie rozmawia się przedtem z ludźmi..przecież my żyjemy , jesteśmy normalni,kumaci, dzisiejsi..może właśnie w tym problem, że nie wyglądamy na zombie:)a przeciwnie- całkiem żywych :)

    OdpowiedzUsuń
  17. stan ideologicznej manipulacji informacją...jak widać nawet myślimy i jesteśmy zdolni do samokrytycyzmu:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ooo, znajome pseudo z KK. Jak miło :)

    OdpowiedzUsuń
  19. i naprawdę nie o mnie tu chodzi:)ja naprawdę mam wrażenie że tu się jakąś alternatywną wersję historii tworzy i to na oczach tych którzy nie dość że żyją to jeszcze fizycznie, psychicznie i intelektualnie mają się nieźle :)
    a propos teatru...Łomnicki w " Ja Feuerbach " i "Karierze Artura Ui"..kto tego nie widział nic nie wie o aktorstwie
    Oczywiście że wszystkiego było za mało , że trzeba było główkować żeby zdobyć wiele dóbr materialnych, że inna była rzeczywistość dużego miasta uniwersyteckiego a dziurą na ścianie wschodniej ..ale obraz brudu smrodu i ciemnoty...:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Golilam nogi i pachy od momentu dojrzewania 75 rok.dezodorant polski mietowy byl za grosze w kiosku.mialam tez spray do ust mentolowy.raz na pare miesiecy kupowalam krem w pewexie za 1.1o$.wlosy to szampon jajeczny i odzywka subrina jedyna na polskim rynku.w latach 80 jezdzilam w wakacje pracowac do szwecji i pewex byl moim przyjacielem.nigdy nie mialam trwalej i od 74 roku chodzilam w lewisach z ciuchow trampkach i swetrach szetlandowych .fryzure cale zycie mam taka sama

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…