poniedziałek, 29 października 2012

Wywiad z Winterson - kulisy


Rozmowy z osobami, które podziwiam, zawsze są dla mnie emocjonujące. Pamiętam swój pierwszy taki wywiad - z Sarą Waters. Niby byłam przygotowana, ale gdyby nie to, że Sarah jest bardzo ciepłą, przyjazną osobą, prawdopodobnie zakończyłby się on klęską. Nie dość bowiem, że byłam po prostu zdenerwowana, to jeszcze pisarka pojawiła się w umówionym miejscu, zanim przyszła tłumaczka i po tym, jak zamieniłyśmy trzy zdania, stwierdziła, że przecież świetnie sobie radzę z angielskim i nie potrzebuję pomocy. Nie wypadało zaprzeczyć, i tak wszystkie moje cudowne, skomplikowane pytania odpłynęły w słodki niebyt, bo wcale tak świetnie sobie nie radziłam. Ale udało się, choć głównie dzięki urokowi Waters.

W ostatnią sobotę spełniło się kolejne moje marzenie - udało mi się porozmawiać z Jeanette Winterson. Efekt możecie zobaczyć na Innej Stronie. Choć sam wywiad wyszedł, mam wrażenie, dobrze, to to, co się przed nim działo, zapamiętam na długo. Bo naprawdę niewiele brakowało, bym spanikowała i z realizacji tego marzenia po prostu zrezygnowała. Co się wydarzyło? Na początku może wyjaśnię, dlaczego o tym piszę. Nie po to, aby się wyżalić, bo nic złego mnie nie spotkało, przeciwnie - było to wspaniałe doświadczenie. Sęk w tym, że mogło takie nie być, gdyby nie to, że parę osób zadzwoniło do mnie w dniu wywiadu i ostrzegło, że niektórych pytań pisarce zadawać nie należy, bo może odmówić nie tylko udzielenia odpowiedzi na nie, ale w ogóle całej rozmowy (to nie przesada, naprawdę zdarzają się takie sytuacje). W efekcie na ostatnią chwilę zmieniałam koncepcję rozmowy, a i tak nie byłam pewna, czy trafnie odgadłam, co Winterson lubi, a czego nie, i czy mnie nie pogoni (co byłoby wystarczająco przykre nawet gdybym nie była jej wielbicielką). Tak że mam nadzieję, że ten wpis pomoże przyszłym potencjalnym rozmówcom i rozmówczyniom pisarki. Oraz organizatorom i organizatorkom spotkań z nią.

Jakich zatem pytań nie lubi Winterson? Niespodzianka - dotyczących jej twórczości. A konkretnie tego, co jest w książkach i co każdy i każda może sobie przeczytać. Nie ma więc opcji, by jeszcze raz opowiedziała to, co już napisała. Nie ma też co się zagłębiać w bolesne szczegóły z jej życia opisane chociażby w "Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?" Choć to akurat chyba jest zrozumiałe - w końcu gdy ma się dziesięć półgodzinnych wywiadów w ciągu dnia, to niekoniecznie ma się ochotę opowiadać o tym, jak spędzało się za karę noce na progu własnego domu czy w komórce na węgiel. A na jakie pytania odpowie? Ja odniosłam wrażenie, że lubi sobie po prostu sobie z dziennikarzem czy dziennikarką porozmawiać. O życiu, wszechświecie i całej reszcie. Oraz że lubi, gdy jej się mówi, jak bardzo się ceni jej twórczość. Co akurat w moim przypadku trudne nie było.

Również organizując spotkanie z pisarką, można trafić na rafę, co świetnie było widać w czwartek w Krakowie, gdzie po prostu nie odpowiedziała na pytania zadawane przez prowadzącą spotkanie Bożenę Keff, i, trochę mniej, w piątek w Warszawie, gdzie też mówiła, co chciała, ale przynajmniej nie okazywała, że pytania Marty Konarzewskiej ją irytują. Winterson sama prowadzi spotkania z czytelnikami i czytelniczkami, a ewentualna dodatkowa osoba jest jej potrzebna jedynie do trzymania mikrofonu i powiedzenia kilku słów na początku. Co bynajmniej nie sprawia, że nie jest fajnie - jest. Pisarka jest cudowną mówczynią, świetnie łapie kontakt z ludźmi i nawet jeśli zdarzy jej się na kogoś nawarczeć, bo zada "złe" pytanie, to zazwyczaj większość osób i tak jest zachwycona. Tyle że po prostu nie warto dawać jej do pary osób, które mogłyby chcieć powiedzieć coś więcej poza tym, z kim właściwie jest dane spotkanie.

I w zasadzie tyle - mam nadzieję, że komuś się to przyda i pomoże uniknąć ewentualnych przykrości. Ja w każdym razie jestem bardzo wdzięczna tym osobom, które zadzwoniły do mnie w sobotę i dzięki którym, zamiast potencjalnego horroru (bo tak, oczywiście, że pierwotnie zamierzałam rozmawiać o jej nowej książce), przeżyłam naprawdę wspaniałe pół godziny.

Fot. miive

4 komentarze :

W Krakowie jednemu z zadających pytanie odpowiedziała: 'it's ridiculous, sit down and shut up' :)

Nim doszło do tej ostrej reakcji, pisarka przez długi czas słuchała, jak prowadząca interpretuje jej twórczość - sama zaś siedziała i pełniła funkcję paprotki. Gdy wspomniany przez K.K. pan zabrał głos, było to w tym samym, nieodpowiadającym pisarce duchu. Poza tym gdy raz nie udzieliła odpowiedzi na pytanie prowadzącej, ta wkrótce wróciła z tym samym, przeformułowanym. Uważam, że krakowskie spotkanie było bardzo nieudane. Telefoniczne rady nie pojawiły się ot, bez powodu.

Właśnie słyszałam. I choć rozumiem irytację Winterson (ale, przy całym moim uwielbieniu dla niej, nie bawią mnie odzywki w stylu "zamknij się"), trudno mi w tym widzieć winę prowadzącej - w końcu miała prawo uważać, że zaproszono ją po coś więcej, niż tylko do trzymania mikrofonu. Bożena Keff też napisała książkę o toksycznej relacji z matką, więc w sumie było logiczne, że uznała, że właśnie o tym powinna z Winterson rozmawiać. Ot, niedogadanie, a wyszła spora przykrość. Jedyna nadzieja w tym, że organizatorzy wyciągną wnioski z tego, co się stało, i nie powtórzą drugi raz tych samych błędów.

a jakie to pytanie czytelnika wywolalo az tak chamska reakcje?

Prześlij komentarz