piątek, 21 grudnia 2012

Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia


Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia. Dokładnie tak samo, jak bawi mnie zachłyśnięcie się przez portale takie jak naTemat.pl czy Gazeta.pl tymi memami i szybciutkie odżegnanie od tego, że owo zachłyśnięcie zaistniało. Dokładnie tak samo, jak bawią mnie analizy mądrych głów, dlaczego owa Chytra Baba zaistniała i co to o nas wszystkich mówi.

Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia, bo jestem Chytrą Babą z Radomia, a właściwie z Gdańska, czy może z Warszawy, na jedno wychodzi. Przez siedem lat z rzędu, dwa razy do roku, byłam jedną z kilku tysięcy osób, które gromadziły się wokół wigilijnego/wielkanocnego stołu w Agorze. Nigdy nie pojawiłam się na poczęstunku na tyle wcześnie, by zająć miejsce w pierwszym rzędzie wokół uginających się pod jedzeniem stołów, i zawsze tego żałowałam. Stawałam więc w drugim rzędzie, trzymając w jednym ręku plastikowy talerzyk, w drugim plastikowy nóż i widelec. Nie słuchałam przemówień prezesów, patrzyłam na stół. Gdy tylko słyszałam sygnał, że można już jeść, niecierpliwie popatrywałam na osoby przede mną i mruczałam pod nosem, że może by się pospieszyły, bo ja też chcę sobie nałożyć wszystkiego po trochu, choć nie wszystko zjem teraz, trochę zjem później.

Pamiętam, jak przyszła pierwsza fala kryzysu. Osoby, które stwierdziły, że nie będą się pchać do stołu, że poczekają, aż wszyscy sobie nałożą, i potem wezmą coś dla siebie, załapały się jedynie na nędzne resztki. Nawet żonkile, które zdobiły stół, ktoś zgarnął. I serwetki. I natkę pietruszki. I inne ozdoby.

Pamiętam śniadania prasowe, konferencje i szkolenia, w których brałam udział. Zawsze prędzej czy później w centrum uwagi był stół z poczęstunkiem. Nie tylko mojej uwagi, choć możliwe, że tylko ja uważałam ów darmowy posiłek za aż tak pociągający i tylko ja walczyłam z chęcią nałożenia sobie wszystkiego po trochu. Bo jestem Chytrą Babą. Z Gdańska lub z Warszawy, na jedno wychodzi.

Przykro mi tylko, że to właśnie owa kanoniczna Chytra Baba nieświadomie stała się przedstawicielką nas wszystkich - Chytrych Bab z Polski, a może i nawet z Europy. Pewnie wybrano ją ze względu na to, jak była ubrana i w jakim jest wieku. Ot, stereotypowy wredny moher, taki, co to nie tylko napoje pod siebie zagarnie, ale i w autobusie będzie się przepychać, i do kolejki przed ciebie wejdzie. Z kogoś takiego łatwo się śmiać, w kimś takim łatwo zobaczyć wszystkie cechy, których nie lubimy u innych i których z pewnością nie mamy.

Też się śmieję. Bo paradoksalnie my, wszystkie Chytre Baby Świata, nie mogłyśmy sobie wyobrazić lepszej przedstawicielki. Lepszej lekcji pokory. Od teraz, ilekroć dostanę z łokcia w drzwiach autobusu, obiecuję nie sykać i nie oddawać (nawet dyskretnie). Bo przecież ja też chcę zająć to najlepsze albo jedyne miejsce, też uważam, że mi się należy. Tyle że się tych odczuć wstydzę. A zamiast po 3 cytryny sięgam po colę. I mam ciuchy z lepszymi metkami, i przez siedem lat z rzędu, dwa razy do roku, byłam jedną z kilku tysięcy osób zgromadzonych wokół ładniejszego stołu w ekskluzywnym budynku. Ale od teraz już się nie będę wstydzić. Swojego polactwa, swoich kompleksów, swojej zachłanności. Jestem Chytrą Babą z Radomia i jestem z tego dumna.

16 komentarze :

A ja tylko czekam, aż Chytra Baba popełni samobójstwo. Chociaż z drugiej strony mam nadzieję, ze taka osoba ma silniejszą psychikę, niż nieszczęsna pielęgniarka od niewinnego żartu australijskich dziennikarzy.

Nawet tak nie pisz (że czekasz). I nawet sobie nie wyobrażaj, co by to było, co by się wtedy pisało i jak nagle wszystkim byłoby przykro. I jak nadal nikt by nie rozumiał, jak i dlaczego się to zaczęło.

Pomyślałem to samo, co Hebius, z wyjątkiem słowa "czekam". W każdym razie cokolwiek by się wtedy wydarzyło, jedno pewne -- Kaczyński oskarżyłby Tuska.

to ciekawe, uslyszec glos z drugiej strony stolu, zawsze mnie zastanawial taki ped do darmowego zarcia, u osob o dobrej sytuacji materialnej, co mialem okazje obserwowac wiele razy na wlasnie np firmowych imprezach :) CB z Radomia i ew osoby nienajbogatsze mysle, ze rozumiem, ale skad ten instynkt u osob, ktore na takie cuda moga sobie pozwolic bez problemow i nie musza toczyc walki z innymi we wspolnym klebowisku? ;)

A ja widzę coś jeszcze: jeżeli dobrze przyjrzymy się filmowi z Wigilii w Radomiu, to zobaczymy, że kobieta nazwana Chytrą Babą podchodzi do stołu, kiedy niewiele już na nim zostało. A oczyszczają go w większości osoby znacznie młodsze i nie najgorzej ubrane. A pani najpierw bierze jeden napój, potem drugi, który podaje innej kobiecie stojącej za nią i dopiero później jeszcze raz sięga do stołu. I tak samo jak Maciek pomyślałem o tym, co się dzieje na różnego rodzaju imprezach firmowych i zacząłem się zastanawiać, ile z osób krytykujących panią z Radomia rzuca się na nich znacznie drapieżniej na darmowe żarcie i chlanie.

Na Chytrą Babę we mnie mam teorię, która być może nie jest prawdziwa. Otóż dawno, dawno temu takie frykasy oglądałam jedynie przy okazji wizyt u tej części rodziny, która była znacznie lepiej sytuowana niż my. My w ogóle nie byliśmy sytuowani. I tak mi zostało z tamtych czasów, że jak widzę taki stół, to ręce mi drżą, oczy stawiam w słup i nie mogę się doczekać, by nie zgarnąć czegoś dla siebie.

A tak naprawdę to chyba działa u mnie mechanizm - dają za darmo, to trzeba brać jak najwięcej, wszak to taaki interes. Bo przecież po to się chodzi na takie imprezy - nie żeby słuchać prezesów, a po to, by się nażreć i napić.

A moze to instykt tlumu? Jakby sobie wyizolowac w myslach taka sytuacje, ze taki sam stol stoi, tylko nie ma nikogo wokol, czy wtedy budza sie emocje? :) Bo ja mam koncepcje, ze to tylko wtedy dochodza do glosu instykty pierwotne, jak sie tlum stworzy :)

Na mnie tłum działa tak, że myślę, że nic dla mnie nie zostanie, więc tym bardziej się denerwuję. Ale i tak bym brała, nawet bez tłumu.:)

bo ja to bym chyba bral wlasnie bez tlumu bardziej, moze w tlumie sie wstydze :)

O bogini, właśnie mi się przypomniało, jak na szkolnej wycieczce wynieśliśmy alkohol z przyjęcia u burmistrza Grimsby (Wielka Brytania, wyjazd w ramach wymiany klasowej). Tak każdy z klasy coś wyniósł, im wyżej procentowego, tym lepiej. A nasi nauczyciele tylko się z nas śmiali. Ech, nie miałam szans tego z siebie wyplenić - Chytrą Babą się urodziłam i Chytrą Babą umrę.

Czy w starszej polszczyźnie taka osoba nie nazywała się pieczeniarzem? Pieczeniarz to, w dużym uproszczeniu, ktoś, kto przychodzi się nażreć. No to przyznaję, jestem pieczeniarą - całych butelek napoju nie zgarniam, ale jako raczej nałogowa słodyczożerczyni skrzętnie korzystam z okazji darmowego nażarcia się ciasteczek i wypicia herbaty np. przy różnych dyskusjach.

Zgadzam się, że gdyby Chytra coś sobie zrobiła byłoby wielkie halo w drugą stronę. Poza tym konkretem nie rozumiem czego tu bronić, braku zahamowań? Tego, że zamiast się spotkać i złożyć sobie życzenia bo między innymi taka jest tradycja stołów wigilijnych, zamiast dzielenia się miało miejsce zoo-show? Żenada i hipokryzja. Jak pomyślę, że ci sami ludzie po jutrze będą z przesłodzonymi uśmiechami na twarzach życzyć sobie dóbr wszelkich i polecą nazajutrz na mszę, chce mi się rzygać. Przyjść się nażreć- co kto lubi, ale skoro już ZAMIAST się jak ludzie spotkać, chcą ładować pół stołu do plecaka to nie widzę powodu do bronienia takich ucisninych. To nie jest Afryka,żeby zwalać coś takiego na instynkt, nikt nie umiera z głodu. zresztą już tam się czasem bardziej szanują nawzajem niż my. FlimpeL

Obrazki z panią z Radomia bywają ambiwalentne, nie wszystkie są fajne i przyjemne, choć ten z sykstyną jest akurat najlepszy!

Ten wycinek zdjęcia jest właściwie niemy i dlatego miał szansę zaistnieć jako uniwersalny-ambiwalentny symbol. Tak, symbol, właściwie kwintesencja naszego dziś, naszego tu i teraz. I dlatego właśnie on wypłynął.

Nie ma nędzy jednych bez pazerności drugich. Dlatego gest wyciągania po coś ręki, który wydaje się jednostronny, ma swój symetryczny podtekst: ludzie biedni wyciągają rękę po jałmużnę albo po niegodziwie płatną pracę na śmieciowych warunkach, a ludzie uprzywilejowani nigdy nie mają dość i wyciągają łapska po wino na wernisażach, pieczeń na firmowych poczęstunkach, wódkę na wyjazdach integracyjnych itd. I ciągle chcą mieć więcej "od życia".

I dlatego wszyscy się śmieją, bo to śmiech przez łzy. Nawet jeśli dochodzi do chwili autorefleksji, to jest to tylko mignięcie powieką.

Czy jakaś partia polityczna zdobylaby się na to aby utrwalić ten symbol, zmienić swoje logo na obrazek z kobietą wyciągającą rękę po resztki ze stołu?

To nie jest pomysł na kolejne memy, choć czemu by i nie - wpiszmy ten obrazek w logotypy wszystkich partii politycznych, to może wtedy zobaczymy pustkę?

Skaził mnie mój promotor - patrzę i widzę normy społeczne i wykreowane naprędce normy usprawiedliwiające zachowanie w innym kontekście uznane za łamiące normy, i wzajemne usprawiedliwianie się.

Miała być wigilia dla wszystkich, ale przecież nie można nie skorzystać z okazji, więc pojawiło się "wszyscy biorą, to ja też" (dla tych mniej refleksyjnych) oraz absolutnie cudowna rzecz, czyli wewnętrzna norma usprawiedliwiająca łamanie innej normy: można brać jedną rzecz, ale dwie to za dużo ("Czemu bierzesz dwa napoje, oddaj jeden. Spie...").
Potem nagle zdjęcie tej jednej, konkretnej osoby, trafiło do netu i zaczął się lincz, który też jest w normie, bo wszyscy to robią, a ewentualne tragiczne konsekwencje? To nie my! I komentarze pod tekstem lincz piętnującym: http://wyborcza.pl/1,95892,13086965,Nie_bawi_mnie__chytra_baba_z_Radomia_.html - że nie robiła jak wszyscy tylko kradła, więc piętnować należy, a komentujący są uczciwi i oni by tak nigdy nie zrobili.
I oni tak głęboko wierzą we własną uczciwość, że nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że w innych sytuacjach, gdy sami widzą okazję, też na bank robią jak wszyscy - może wynoszą rzeczy z firmy (ale tylko do pewnej ilości, normy muszą być), może atakują innych w sieci (ale tylko bez wyzwisk), może wychodzą na nadprogramowe przerwy w pracy (ale tylko na papierosa)...

W tym kontekście Twój tekst podoba mi się jeszcze bardziej :)

Nie ma jak to darmowa kawa, herbata i drożdżówki w bibliotekach na spotkaniach autorskich i warsztatach dla ubogich literatów :D

Ale wigilie to chyba coś z innej bajki... Zrobię dygresję prywatną: kiedyś byłam w napiętych stosunkach z rodziną, w związku z tym pierwszy raz nie spędzaliśmy razem świąt. Pomijając wszystko inne, rozważałam kiedyś pójście na tego typu wigilię dla towarzystwa, ale ostatecznie nie poszłam ("może i w chwili obecnej samotna, no ale na pewno nie bezdomna"). Skoro dzieją się takie rzeczy... jednak dobrze, że nie poszłam.

Mnie tej pani żal i współczuję jej.
I rzygać mi się chce, jak Polaczki same by brały więcej jakby miały okazję, ale zgodnie pomstują, że kradła, że chytra baba, że pazerna, że wolno taką linczować na internecie i się z niej wyśmiewać.
A co takiego strasznego zrobiła? 3 napoje trójcytrynowe wzięła... Żaden to luksusowy trunek. I czy nie stały te napoje po to, aby je ludzie brali? Przecież inni wokół niej brali tak samo.
Miała nieszczęście znaleźć się akurat przed czyimś obiektywem, reszta otoczenia mogła wziąć jeszcze więcej, ale tylko ona oberwała. Cena linczu i pośmiewiska dla całego krajowego internetu - 3 nędzne napoje...

Uśmiecham się czasem na widok nielicznych dobrych obrazków z jej memem, ale trochę się tego wstydzę... gdybym to była ja sama albo ktoś z mojej rodziny, przyjaciółka czy sąsiadka to nie powiem, żeby mi było do śmiechu.

Prześlij komentarz