poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ego jest najważniejsze

"Jestem za równouprawnieniem! Kobiety do kopalni, kopania rowów i śmieciarek! I koniec dawania kwiatków, otwierania drzwi, ustępowania miejsca w tramwaju i noszenia zakupów! Chcecie równości? To ją macie!" - znacie te argumenty? Pewnie, że znacie, wszak to antyfeministyczna klasyka gatunku. Można by do tego jeszcze dodać coś o różnicach płci, które to naturalnie predysponują kobiety do wykonywania jednych czynności, a mężczyzn do innych, komplementarności płci, bożym planie, ideologii gender, mentalnej kastracji, przemocy psychicznej kobiet wobec mężczyzn i brzydkich lesbach, których nikt nie chciał, i pakiet małego antyfeministy byłby niemal gotowy.

Jak może kojarzycie, ze wszystkich antycośtam zazwyczaj najbardziej mnie interesują nie te w wersji hard ("zabijemy, połamiemy, do gazu!") czy w wersji "jestem idiotą" ("brzydkie, głupie, niespełnione, boście chłopa dawno nie miały"), a te pozornie przyjazne, z rodzaju "jestem za, ale". Czyli te, gdzie dana osoba jest święcie przekonana, że wcale nie jest anty, i zupełnie nie widzi, jak bardzo sama sobie zaprzecza. Ostatnio (może zresztą i nie ostatnio, ale fakt faktem, że dopiero go zauważyłam) w portalu naTemat.pl objawił się właśnie taki ktoś - niejaki pan Wojciech Łazarowicz, samozwańczy feminista, którego ambicją jest tłumaczenie feministkom i feministom (choć tej drugiej grupy zdaje się nie dostrzegać), jakie są ich cele, na czym NAPRAWDĘ polega równouprawnienie i co robią źle.

Małe the best off:

Feminista - pożyteczny idiota! Gorzkie żale na fujarce o tym, jak to seksizm wobec kobiet jest z automatu piętnowany (serio?!), a seksizm wobec mężczyzn uznawany przez feministki za narzędzie w walce o równouprawnienie. Dowody? Otóż autor przeczytał w "Wysokich Obcasach" wywiad z anonimową prawniczką (przynajmniej dla mnie anonimową, bo nie pokusił się ani o wymienienie jej nazwiska, ani o podanie linka do tekstu), w którym z ust owej pani padło sformułowanie, że chamstwo i prostactwo to cechy mężczyzn. Oczywiście owo stwierdzenie było wyjątkowo słabe i seksistowskie, tyle że nie ma nic wspólnego z feminizmem. No ale dla pana Wojciecha "Wysokie Obcasy" są najwyraźniej pismem feministycznym, a każda wypowiadająca się w nich kobieta feministką. Albo też nawet każda kobieta, która ma porządną pracę i mówi coś krytycznego na temat mężczyzn, jest dla niego feministką, kto wie. W dalszej części tekstu pojawia się dowód numer dwa. Na fejsbukowym profilu Anny Dryjańskiej (zadeklarowanej feministki, a jakże) autor znalazł okładkę nowego kalendarza Feminoteki z grafiką przedstawiającą kobietę dźwigającą na swoich barkach mężczyznę i dziecko, która to grafika ilustrowała raport o tym, ile czasu na nieodpłatną pracę w domu poświęcają kobiety, a ile mężczyźni. Według autora było to rzecz jasna przejawem potwornego seksizmu - wszak obrazek ten podtrzymuje stereotyp "kobiety dźwigającej na swoich barkach trutnia mężczyznę". Nic to, że takiego stereotypu nie ma (za to niewątpliwie stereotyp o tym, jak to kobiety są naturalnie predysponowane do sprzątania, gotowania i opieki nad dziećmi ma się świetnie) i że z badań wynika to, co wynika. Równość to równość, więc jeśli coś wskazuje na to, że gdzieś jej nie ma, to należy szybciutko znaleźć jakiś kompensujący ową nierówność przykład, żeby pan "feminista" nie poczuł się urażony. Na przykład napisać, że no tak, kobiety więcej pracują w domu, ale za to mężczyźni więcej pracują w pracy, więc jest po równo. I nieważne, że to nieprawda (bo badania pokazują, że nawet jak mężczyźni nie pracują zawodowo, to nadal mniej robią w domu), ważne, że nie będzie "seksistowsko".

Psia natura mężczyzn - mój zdecydowanie ulubiony tekst pana blogera. Oto wyczytał on z tekstu Anny Dryjańskiej "Żeby Wszystkim Było Lepiej" (świetnego, swoją drogą), że przemoc leży w naturze mężczyzn, i rzecz jasna potwornie się tym oburzył. Na wypadek, gdyby ktoś się zastanawiał - nie, Anna Dryjańska tego nie napisała. Przeciwnie, jakby przewidując, że komuś się zachce z nią polemizować, kilkakrotnie podkreśliła, że to, że większość sprawców przemocy domowej i gwałcicieli to mężczyźni, nie oznacza, że większość mężczyzn to sprawcy przemocy domowej i gwałciciele. Dodała też zdanie o innych niż naturalne przyczynach przemocy - znaczeniu norm, wartości społecznych i dominujących wzorców męskości. Skąd się więc panu Wojciechowi przeświadczenie, że Dryjańska tak podle pisze o naturze mężczyzn, wzięło? Z fragmentu jednego zdania: "Człowiek gryzie psa tak samo często, jak pies gryzie człowieka", z którego wywnioskował, że ów pies to mężczyzna, a sam fakt gryzienia wynika z jego natury (co jest bzdurą, nawet jeśli się przyjmie, że rzeczywiście o porównanie mężczyzny do psa chodziło, a nie o anegdotyczne "człowiek pogryzł psa"). I na tymże fragmencie jednego zdania zbudował swój kolejny tekścik "dowodzący", jak to potworne feministki dyskryminują mężczyzn i lżą ich najgorszymi epitetami. Oraz że statystyki to zło i że nie należy pisać, że przytłaczająca większość sprawców przemocy domowej i gwałtów to mężczyźni, bo to głupie i haniebne. I zapewne również seksistowskie.

Haters gonna hate - najnowsza produkcja pana antyfeministy, co to nie wie, że jest antyfeministą. O czym? Ano o tym, jak to przeciwnicy przemocy (a konkretnie feministki walczące z przemocą wobec kobiet), w przeciwieństwie do endeków, grożą mu pobiciem. No serio, serio, o tym. Pan Wojciech swojego czasu zanegował istnienie nowoczesnej myśli narodowej i nikt na niego z tego powodu nie nakrzyczał. A potem popełnił opisany powyżej tekścik o psiej naturze mężczyzn, pod którym, oprócz kilkudziesięciu merytorycznych komentarzy, znalazło się też kilka hejterskich. Merytoryczne rzecz jasna pominął, zacytował za to hejterskie i wysnuł z tego tezę, że feministki, zarzucając innym seksizm, czasami się do niego posuwają, a zwalczając przemoc, nie mogą się oprzeć, by komuś nie przywalić. I nieważne, że było to zaledwie parę komentarzy, tak naprawdę nie wiadomo, przez kogo napisanych (feministki? feministów? osoby zwalczające przemoc? kogoś innego?), a na dodatek wyjętych przez autora (który sam od takich komentarzy zresztą nie stroni) z kontekstu. Ważne, że pan bloger znalazł kolejny powód, by przywalić grupie, którą ponoć wspiera.

Nie twierdzę bynajmniej, że feministki i feminiści to samo piękno i dobro, i że nie zdarza im się strzelić jakiejś piramidalnej głupoty czy (raczej werbalnie niż fizycznie) przywalić komuś z liścia albo i z piąchy. Tyle że nie jest to żaden argument za czymś czy przeciw czemuś, tak samo jak żadnym argumentem za czy przeciw równouprawnieniu osób nieheteronormatywnych nie jest to, że ktoś tam żyje w otwartym związku, a ktoś inny jest zwolennikiem poliamorii. Nikt nie ma obowiązku bycia miłym, grzecznym i przykładnym, i dotyczy to w takim samym stopniu osób, które są reprezentantkami jakiejś idei, jak i wszystkich innych. Na tym też polega równość - że każdy ma prawo być wredny i niemiły, i nie powinno mieć to żadnego wpływu na jego sytuację prawną. Nie w tym rzecz jednak, przynajmniej nie do końca. 

W czym zatem? Ano w tym, że pan Wojciech, mimo deklarowanego feminizmu, tak naprawdę należy do grupy osób, które uważają, że równouprawnienie będzie wtedy, jak w kopalniach będzie tyle samo kobiet co mężczyzn. Nie można jego zdaniem mówić, że któraś płeć jest gdzieś nadreprezentowana (np. w gronie sprawców przemocy czy osób zajmujących się domem), bo jest to seksizm. Nie można twierdzić, że ktoś jest bucem, ma spadać i generalnie ma mu się ochotę przywalić (a choćby i pisał piramidalne głupoty, nadal nie wolno), bo jest to hipokryzja i zaprzeczanie swoim ideałom. Feministki powinny zwalczać wszelkie przejawy seksizmu wobec mężczyzn, bo inaczej pokazują, że tak naprawdę nie chodzi im o równość, a o własne interesy. Jednocześnie, zwalczając przemoc czy seksizm wobec kobiet, powinny to robić tak, aby uniknąć wskazywania na płeć sprawców, i na wszelki wypadek co chwila podkreślać, że oczywiście kobiety też bywają agresywne i seksistowskie. I wtedy będzie równość i wszyscy będą zadowoleni. A że owa równość nie będzie miała nic wspólnego z rzeczywistością, a za to sporo z dogadzaniem ego i graniem według reguł tego czy innego antyfeministy, co to nie wie, że jest antyfeministą? Drobiazg, ważne, aby nikt nie poczuł się urażony.

Fot. Perfilbtl, Wikimedia Commons

8 komentarze :

Świetna analiza toku myślenia antyfeministycznego pożytecznego idioty.

Wojciech Łazarowicz tak ma ze wszystkim, nie tylko w kwestiach związanych z feminizmem. Swoje teksty pisze zwykle w sposób nader bezceremonialny, żeby nie powiedzieć chamski. Obraża kogo popadnie, a jak ktoś mu odpowie w jego stylu, to Łazarowicz zaczyna piszczeć, że go nie szanują i chcą mu krzywdę zrobić. To typowy szkolny "bully". Niezbyt lotny, ale chętny do bitki. Warto mu powiedzieć "sprawdzam", bo za jego wynurzeniami nie stoi żadna rzetelna wiedza.

Ojtam, ja w tych tekstach widzę typowego wyznawcę "symetryzmu", innymi słowy buca próbującego nadużywać pojęć przeciw osobom domagającym się ich promowania. Chcesz tolerancji - toleruj pochód chłopców z wojskowymi fryzurami wrzeszczących "ped*y do gazu" bo jak tolerować to wszystko. Chcesz neutralności światopoglądowej, zaakceptuj że biskup ma prawo domagać się wliczania religii do średniej tak samo jak ty masz prawo domagać się by tego nie robiono. Chcesz równouprawnienia kobiet, zasuwaj babo do kopalni. Chcesz równości dla osób niehetero, spodziewaj się procesu o to że grupka agresywnych heteryków nie została wpuszczona do knajpy dla lesbijek.
Facet niczym się nie wyróżnia na ich tle, raczej szybko zdąża do bycia zamkniętym w Sevres jako wzorzec "symetrycznego buca".

Szkoda, że pominęłaś mizoginicny coming-out pana Jakuba Śpiewaka w komciach :)

@MG
Wyszło na to, że "sprawdzam" zadziałało. Od paru dni sobie z panem Wojtkiem prywatnie korespondujemy i nawet zaczyna nam z tego coś wspólnego wychodzić. Tylko jeszcze nie wiadomo, kto, kogo i kiedy.

@Jiima
No stąd mi właśnie ta równa liczna kobiet i mężczyzn w kopalniach wyszła - z "symetryzmu".

@Paczpan
To Śpiewak dopiero to przyznał? No nie wierzę. :)

A jesli jedna z najbardziej zagorzalych feministek jakie znam, rowniez prywatnie, w sytuacji, kiedy auto utknelo jej w blocie, mowi, cytuje doslownie "na szczescie mamy tu chlopcow, to sie tym zajma"? Czy to nie jest antyemancypacyjny przekaz "jestem taka slaba, zaopiekujcie sie"? Dodam, nie chodzilo o to, by chlopcy, i dziewczyny, pomogli owej osobie, ale zeby to chlopcy, bo sa wlasnie chlopcami, sie tym sami zajeli? Idea emancypacji konczy sie tam, gdzie jest niewygodna? Co myslicie?
Dobrych Swiat!

Trudno mi to ocenić bez kontekstu. Może "jestem słaba", a może po prostu "jesteście silniejsi", co jest zazwyczaj prawdą? A może "jak dobrze, że jesteście, sama bym sobie nie poradziła"? Czy gdy pomagam koledze zrobić coś na komputerze (bo on jest w tym kompletną nogą, choć stereotypowo powinien być w tym lepszy niż ja), to ma to coś wspólnego z emancypacją? Nie, po prostu mu pomagam, bo ja się znam, a on nie. Czy gdy podczas tapetowania ja "prowadzę", a mój brat tylko pomaga, bo, choć jestem słabsza i niższa, to po prostu równiej kładę tapety i jestem bardziej cierpliwa (to ważne przy tapetowaniu), ma to coś wspólnego z emancypacją? Nie, znowuż tylko z umiejętnościami - moimi i tego jednego konkretnego mężczyzny.

Nie znaczy to oczywiście, że nie zdarzają się przypadki nadużyć - o tym też piszę. Ale w emancypacji nie chodzi przecież o to, kto wniesie szafę na jedenaste piętro.

Najlepszego. :)

Prześlij komentarz