Przejdź do głównej zawartości

Naprawdę jest lepiej? [LIST]


Po ostatnich dość ponurych postach planowałam napisać coś weselszego. W międzyczasie dostałam jednak maila od A. i postanowiłam go opublikować. A. pisze o polskiej odpowiedzi na kampanię "It Gets Better" - emitowanych od niedawna w MTV spotach z cyklu "Będzie lepiej". A konkretnie o tym, jak to "lepiej" wygląda w jej przypadku. To tekst napisany z zupełnie innej perspektywy niż te, które zwykle możecie tutaj przeczytać. Macie podobne doświadczenia? A może przeciwnie - bliżej wam do bohaterów "Będzie lepiej", u których z czasem naprawdę było lepiej albo w ogóle nie było źle? Zapraszam do przeczytania listu od A. i dzielenia się swoimi historiami w komentarzach.

JAK TO TAK NAPRAWDĘ PÓŹNIEJ WYGLĄDA?

Po wielu podejściach zdecydowałam się coś napisać. Swego czasu oglądałam chyba prawie wszystkie programy i projekty poświęcone tematyce LGBT. Najlepiej do tego nadawał się internet i, co tu ukrywać, zagraniczne strony, głównie angielskie albo amerykańskie. Jakby jakiś psycholog robił mi wtedy analizę, pewnie stwierdziłby, że jestem zagubiona i szukam swojej tożsamości, nie jestem pewna, co czuję, kim jestem... i tego typu pierdoły. Wtedy pewnie bardzo bym się obruszyła, a teraz... w zasadzie przyznałabym mu rację. Skoro nie mogłam porozmawiać o tym z rodzicami, koleżankami, znalazłam internet. Nie chodzi mi tu jednak o wylewanie żali, jaka to byłam nieszczęśliwa i zagubiona w swoich nastoletnich rozterkach.

Ostatnio, przerzucając kanały, natrafiłam na MTV. Nie żebym spodziewała się tam muzyki, raczej jakiegoś programu randkowego w autobusie z napalonymi młodymi ludźmi, ale ku mojemu zdziwieniu na ekranie pojawił się wszystkim znany, nie do końca lubiany pan Michał Piróg, który opowiadał o swoich doświadczeniach dotyczących jego orientacji. I co ja na to? "Polska wersja It Gets Better?" No cóż, pomysł jak najbardziej popieram, nie będę się odnosić, co można by zrobić lepiej, gorzej, dlaczego tak, a nie w inny sposób itd., bo to już osobny temat. Okazało się, że oprócz wspomnianego już pana w podobnych spotach występuje jeszcze kilka osób i wszystkie opowiadają o tym, jak było, jak jest i że będzie jeszcze lepiej, podpierając się swoimi historiami.

Przypomniałam sobie te wszystkie gadki, że "po liceum będzie lepiej", "pójdziesz na studia, poznasz innych, otwartych ludzi", "w większym mieście jest lepiej, tam jest inne życie". I tu pojawia się moje pytanie do tych wszystkich ludzi: CZYŻBY?! Otóż mam te wszystkie etapy za sobą i muszę wam powiedzieć, że wcale nie jest lepiej! Jakiś czas temu skończyłam liceum, jestem na ostatniej prostej na studiach i teraz najlepsze: w miejscu, w którym pokładałam największe nadzieje (czytaj: uniwersytet), poznałam bardziej zamkniętych, homofobicznych i niewyrozumiałych ludzi niż w liceum. Tyczy się to zarówno studentów, jak i nauczycieli akademickich, choć muszę przyznać, że w większym stopniu tej pierwszej grupy. Po pierwszej dyskusji, która wywiązała się przypadkowo, nie pozostało mi nic innego jak skulić się w sobie i nigdy więcej nie zabierać głosu w tej sprawie. Tak, wiem, powinnam wstać i głośno zaprotestować, ale przyznaję, nie miałam i, co jest najgorsze, nadal nie mam tyle odwagi, żeby się przeciwstawić i obronić.

I tak sobie myślę: może i jest lepiej, ale gdy siedzę w domu, przed komputerem. A jak już naładuję baterie i wydaje mi się, że przecież teraz jest ok, nie ma co narzekać ani się poddawać, wychodzę z domu i bam! Dostaję od życia w twarz. Zdaję sobie sprawę, że aby mogło być lepiej, najlepszym wyjściem jest coming out, ale pomimo to nie potrafię. Chcę, ale nie potrafię. [A.]

Komentarze

  1. Całe gimnazjum i liceum, na studiach i w pracy wychodziłam z szafy. Nie ma lepszego rozwiązania. Chodziłam do klasy z mocno ograniczonymi jednostkami, ale nigdy nie zdarzyły mi się żadne nieprzyjemności ze strony osób, które wiedziały. Zdarzyły się kilka razy jakieś pokrzykiwania osób z niższych klas, dla których plotki o mojej orientacji były tak eksctujące, że nie potrafiły się powstrzymać od komentarzy, ale zapytanie ich wprost czy mają z tym problem zawsze kończyło sprawę.

    Ostatnio przechodzę kryzys wiary w to, że jest lepiej ze względu na 2 pobicia moich kolegów i serię ataków na UFĘ, ale to są problemy "wyższej rangi". Z nieprzychylnymi dyskusjami, czy przytykami możemy i powinniśmy radzić sobie sami. Nic nie działa tak skutecznie jak postawienie sprawy wprost. Bardzo wiele osób da sobie spokój z wyrażaniem swoich poglądów bo nie będą mieli odwagi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na naszym portalu pojawiło się podobne "świadectwo" http://homiki.pl/index.php/2012/09/o-paleniu-szafy/

    A osobiście myślę - choć może to zarozumiałe? - że to "lepiej" wypracowujemy sobie sami, swoim własnym podejściem. I jest lepiej za każdy razem, kiedy się outujemy - lepiej, bo mamy więcej odwagi, mniej się trzęsą ręce i głos, za każdym razem wychodzi to naturalniej.

    Plus: "Tak, wiem, powinnam wstać i głośno zaprotestować, ale przyznaję, nie miałam i, co jest najgorsze, nadal nie mam tyle odwagi, żeby się przeciwstawić i obronić." - takie wstanie, zaprotestowanie itp. to nie może być przymus. Jeśli nie umiesz tak, rób inaczej, mniej widocznie, na swoją miarę i na swój sposób. Uważam, że nad obowiązkiem outowania się wszędzie i zawsze góruje obowiązek dbania o swój dobry stan psychiczny. Może kroki, które podejmujesz, powinny być jeszcze mniejsze, jeszcze oszczędniejsze? Byle nie ustawać w ich robieniu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam to szczęście, że trafiłam na cudowną klasę i na trzydzieści osób nie znalazła się ani jedna, która zareagowałaby źle na moją orientację. Podobnie w całej szkole, wręcz z moją byłą dziewczyną uchodzimy za legendę szkoły jako pierwsza jawna para homoseksualna i nigdy nie spotkało nas nic niemiłego. Możliwe, że kiedyś przejadę się na tej otwartości, ale odkąd wyszłam z szafy minęło trzy lata i nie zdarzyło się, żeby ktoś mnie źle przez to potraktował. Natomiast myślę, że przede mną długa droga do rodzinnego coming outu :(
    Pozostaje mi życzyć autorce listu i wszystkim innym, żeby poznali ludzi, dla których nie ma to znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Długie życie siedziałam w szafie, mieszkałam w małej miejscowości i samo myślenie o mnie sprawiało mi problem. Zaowocowało frustracją, poczuciem winy, uzależnieniem i w końcu skokiem przez okno, potem podcięciem żył, terapiami i szpitalami. Nie byłam silna, nie znałam w ogóle pojęcia lesbijka, a leczono mnie na wszystko inne, tyko nie to co mnie bolało. Ujawniłam się w wieku 36 lat, mając za sobą dwa lata terapii u seksuolog, która nie uległa mojej kolejnej manipulacji.
    Straciłam i zyskałam wiele przez ten czas, ale czy nie można by prościej?
    Pozdrawiam Was wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś tak mam dziwne wrażenie, że jedyne "lepiej" jakie można sobie znaleźć, trzeba zbudować samodzielnie. Dobrać sobie towarzystwo, stworzyć strefę intymności że tak to ujmę. Przypadkowe grupy ludzi będą zawsze reagować, tego, przypadkowo, a statystyka jest przeciwko nam. Pozostaje nie dawać faka, albo udawać że temat nie istnieje.
    To moje osobiste wrażenia, ale jakoś tak nie udało mi się natrafić na przypadkowo spotkaną grupę (uczelnianą, zawodową, wstawić-cokolwiek) która będzie na tyle przyjaznym środowiskiem by mówić otwarcie o swoich poglądach i sobie. Oczywiście rodzina jest jedną z tych grup.
    No i warto dodać, że z zewnątrz jestem idealnym przypadkiem Narodu - mam rodzinę, dzieci i ślub kościelny, więc jestem Normalne. Przynajmniej dopóki trzymam buzię na kłódkę, lub opowiadam o swoich dzieciach, co zawsze daje temat do rozmowy na neutralnym gruncie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam prawdopodobnie szczęście w życiu, bo niemal zawsze trafiałam na grupy, w których mogłam mówić otwarcie - o sobie i o swoich poglądach. Choć początkowo nie wszystko na to wskazywało i zdarzały się sytuacje, które dosłownie mroziły mi krew w żyłach. Ale w momencie konfrontacji okazywało się, że nie wszystko jest zero-jedynkowe i również osoby, które wydawały mi się skrajnie homofobiczne, zupełnie inaczej reagowały, gdy dowiadywały się, że chodzi o mnie. Sęk w tym, że trzeba im dać szansę się dowiedzieć - to jest ten najtrudniejszy moment.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kto jak nie ja?04.12.2012, 15:36

    Ja uczę się w 3 klasie gimnazjum i powiem, że dopóki nikt nie wiedział, to faktycznie było źle. Bo to każdy jest nietolerancyjny, gada na pedałów i tak dalej. Im więcej osób wie, tym faktycznie jest lepiej, wszyscy (oprócz kryptogejów- diagnoza na podstawie gejradaru i kilkuletniej, bliskiej znajomości) akceptują bez problemu, chociaż to małe miasteczko żyjące plotkami... Myślę, że autorka maila nie przyznaje się do siebie i dlatego właśnie słyszy złe rzeczy i uważa, że jest gorzej. A pomysł "Będzie lepiej" jest świetny, oglądam każdy odcinek na fejsbukowym profilu MTV Polska, lub na kanale MTV.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli nie teraz, na studiach to po studiach, gdy poznasz druga połowke w końcu poczujesz ze jest lepiej. Musisz pamietac ze ta akcja została wymyślona z myślą o nastolatkach LGBT mających myśli samobójcze bo "nikt nie jest taki jak ja, zawsze będę tak samotny jak teraz i nigdy się nie ułoży" żeby uświadomić tym 15, 16-latkom ze za 5, 10, 15 lat będzie ten moment w życiu kiedy poczują ze warto było zostać i nie odbierać sobie życia bo jednak da się znaleźć kogoś koło kogo nie jesteśmy samotni i da się znaleźć to miejsce na ziemi a nie do końca oto czy będziesz mieć mniej lub bardziej honofobiczne osoby na samym początku studiów.
    Karina

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ukrywam, że dobrze jest czuć wsparcie, bo w ten sposób odbieram Wasze komentarze i dziękuję za nie. Tak jak napisałam wiem, że coming out jest najlepszym rozwiązaniem i powiem więcej, ja wiem, że on kiedyś nastąpi, nie jestem pewna czy za miesiąc, rok czy więcej, ale wiem, że nastąpi. Jednak wszelkie negatywne komentarze, docinki, podśmiewywanie się otoczenia, bliższego i dalszego nie ułatwiają zadania. Nie sądzę żeby ktokolwiek z nich kierował je pod moim adresem, raczej są to ogólne stwierdzenia rzucane w przestrzeń, ale czy tego chcę czy nie, odbieram je osobiście.Mówiąc, a właściwie pisząc to wszystko, nie odkrywam przysłowiowej "Ameryki", temat był wałkowany wielokrotnie i pewnie będzie jeszcze mnóstwo razy poruszany, ale dobrze jest to czasami z siebie wyrzucić i zrobić sobie trochę miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kto jak nie ja?04.12.2012, 23:20

    A.- Jak już pisałem, w moim otoczeniu też były takie żarty, złośliwe komentarze, ale zobaczysz, że ludzie, którzy Cię lubią, szanują, zrozumieją to i nie będzie żadnego problemu. Teraz się boisz, ja bałem się przez prawie 2 lata (dla niektórych bardzo krótko, ale połączone było to z moim wielkim zakochaniem) i dla mnie to stracone 2 lata! W końcu przełamałem strach, zacząłem mówić o sobie i naprawdę jest dużo, dużo lepiej. Powodzenia życzę, outuj się, a będzie lepiej, naprawdę ;) Ja w to nie wierzyłem, chciałem uciec po osiemnastce na inny kontynent i nie utrzymywać kontaktów z rodziną (bo przecież w Polsce mnie nikt nie zaakceptuje), a tu nagle wielka niespodzianka i wszystko super ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze wszystkich wypowiedzi z cyklu "it gets better" najlepsza jest, moim zdaniem, Hala Duncana - jest właśnie o tym, że być może wcale nie będzie lepiej. Można ją znaleźć na YT.

    OdpowiedzUsuń
  12. wszystko tak naprawde rozbija sie o to na ile czujemy sie wewnetrznie dobrze ze soba i na poczuciu wlasnej wartosci; docinki, komentarze czy zlosliwosci sa do przezycia jesli jestemy w stanie spojrzec na to z dystansem, zrozumiec, ze w 90% takie zachowanie wynika z leku a czasem po prostu z glupoty; czy czyjas glupota i ignorancja rzeczywiscie uderza we mnie? czy jestem w stanie byc ponad to? co by sie stalo gdyby jednak nie podkulac ogona? uwazam, ze zanim dokona sie publicznego coming outu- w szkole, na uczelni, w pracy warto najpierw zapewnic sobie background w postaci kilku zaprzyjaznionych osob, ktore w razie czego dadza wsparcie, stana murem za nami; to wymaga odwagi ale czesto sie oplaca; okazuje sie bowiem, ze ludzie skonfrontowani z czyjas szczeroscia czesto przestaja powtarzac obiegowe glupoty tylko zaczynaja myslec samodzielnie i analizowac i odplacaja sie za szczerosc zrozumieniem i akceptacja- no ale trzeba zaryzykowac- iles tam osob sie odsunie( czasem po prostu potrzebuja czasu na przetrawienie informacji)iles bedzie chcialo sie zblizyc, iles pozostanie obojetne- jak to w zyciu

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma jednej recepty, nie ma sytuacji z zabezpieczeniem, że nic nam nie grozi, to co może nam pomóc, to jedynie nasza własna wewnętrzna siła, którą trzeba zbudować różnymi drogami, i każda_y sam ją znajduje.
    Będzie lepiej tylko wtedy, kiedy same_i dotrzemy do siebie. Świat zewnętrzny musi przestać istnieć chociaż na jakiś czas, na czas budowy, potem można przywracać rzeczywistość, ale wtedy już będziemy mocne_i i nic nas nie złamie.
    Dlaczego?
    Bo doświadczymy szczęścia w całym jego wymiarze, bo posmakujemy Życia, od którego uwalniać się nie będziemy chciały_li, będziemy prawdziwe_i
    BĘDZIEMY SOBĄ!

    OdpowiedzUsuń
  14. Lepiej - już było!

    Czy potrzebujemy projektu, żeby widzieć jutro? Czy koniecznie mamy sobie wmawiać, że będzie albo musi być lepiej?

    Co decyduje o tym, jakie będzie to jutro, albo kto? Międzynarodowy kapitał, trendy, protesty?

    Czy lesbijki i geje chcą, żeby było inaczej, niż jest?

    Dlaczego dzis dzwoniła do mnie pewna dziewczyna, a mój telefon znowu milczał? Dlaczego ten telefon jest wyciszony, dlaczego w ogóle się go nie pozbędę?

    Dlaczego chcę byleczego z bylekim, ale nie relacji z tą właściwą dziewczyną?

    Dlaczego już teraz nic mnie to nie obchodzi, co pomyślę o tym jutro, i jutro prawdopodobnie przestanę już o tym myśleć?

    Dlaczego ulgę przynosi mi to, że rzeczywistość jest taka nieciągła? Dlaczego jest mi tak lekko a zarazem brnę jak przez ołów?

    Przerażałoby mnie prowadzenie podwójnego zycia, więc dużo lepiej znoszę całkowity miszmasz uczuć i zalezności. Ja nie mam dwóch imion, mam ich osiemset i przyznam z pewną ulgą, że są ze sobą zupełnie nieskłócone.


    Wiem, dlaczego i wobec czego należy stawiać opór, ale przegrywam i to jest źródłem mojej rezygnacji. Nie stawiam już większego oporu niesprawiedliwości tylko uciekam za kolejną przecznicę. Bezsilność wytrąciła mnie z równowagi, niech inni wynajduja zlote środki, tylko błagam, niech zaczną od siebie.

    A czy ja zaczynam od siebie? Oj nie wiem, bo gdzie to ja właściwie jestem... nigdzie, Panna Nikt!

    Panna Nikt... to miała być też metafora Polski, narysowana jednym gestem. Wiadomo że wyszla trochę kulawo, ale jest dość prawdziwa. Czy będzie lepiej? Oj nie.

    OdpowiedzUsuń
  15. odkopam, ale może autorka przeczyta - lepiej się robi z chwilą kiedy się zlewa wszystkich bardziej moralnych od nas samych ciepłym moczem. nie trzeba walić kijem między oczy, ale też nie ma sensu się kryć. ktoś ma problem? jego problem :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…