Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2012

Nasza bardzo wielka wina

Wiele słów goryczy już padło, a padnie jeszcze więcej pod adresem Komisji Ustawodawczej, która negatywnie zaopiniowała zarówno ustawę o związkach partnerskich, jak i ustawę o umowach.

Zastanawiam się, czy taki, a nie inny wynik posiedzenia zawdzięczamy tej piętnastce posłów, która niefrasobliwie, za nic mając prawo do godnego i szczęśliwego życia największej mniejszości, nie licząc się z opinią publiczną, nie czyniąc najmniejszego wysiłku, aby zapoznać się z treścią obu ustaw, je odrzuciła.

Pierwsza i druga myśl (kto czytał Pratchetta, ten wie, co mam na myśli) gromko krzyczą: TAK! To oni są winni, ci kabotyni, ci katolicy z bożej łaski, te lenie, bezczelne, zarozumiale, pełne pychy (p)osły płci obojga. Ale włącza się trzecia myśl. Gorzka, ale jakże prawdziwa.

Szacunki mówią, że osób, jak to się teraz pięknie mówi, nieheteronarmatywnych, jest od 2 do 10% w każdym społeczeństwie (średnia - 6%). 6% z 40 000 000 (zaokrąglona liczba mieszkańców Polski) daje nam 2 400 000 takich osób. Z t…

I po ustawach?

Wygląda na to, że mamy koniec pieśni. Dziś komisja ustawodawcza, stosunkiem głosów 15 do 3, uznała oba projekty ustaw - o związkach partnerskich i o instytucji związku partnerskiego - za niezgodne z art. 18 Konstytucji. Przeciw temu wnioskowi byli tylko posłowie SLD i RP. To, co się działo, opisywałam na żywo na blogu akcji Miłość Nie Wyklucza, tak że po relację zapraszam tam. A tu kilka impresji.

Co najważniejsze - to jeszcze nie koniec. Wprawdzie trudno sobie wyobrazić, by marszałkini Ewa Kopacz zadecydowała teraz o kontynuacji prac nad projektami, ale mimo wszystko - to jeszcze nie koniec. A może to będzie kopniak dla tych wszystkich, co to myślą, że "samo zmieni się", by przestać tak myśleć. I wziąć swój los w swoje ręce. Może będzie to mobilizacja do działania, którego, nie oszukujmy się, bardzo nam ostatnio brakuje. Do tego, by wyjść na ulice nie po to, by po nich popląsać, a po to, by w końcu domagać się swoich praw. Do tego, by zacząć odwiedzać "swoich" po…

No przecież mogą wziąć ślub

Ruszyło się trochę w kwestii ustawy o związkach partnerskich. Już w najbliższy czwartek posiedzenie komisji ustawodawczej, na którym będzie zaopiniowany pierwszy, złożony w lutym tego roku, projekt ustawy, pojawiły się też dwie opinie na temat jego konstytucyjności - jedna na tak (konstytucjonalisty z UW) i jedna na i tak, i nie, ale raczej nie (konstytucjonalisty z KUL-u). Linki do obu tu. Temat wrócił też na łamy "Gazety Wyborczej". Z tekstów, które ukazały się w ostatnich dniach, wart przeczytania jest wywiad z Radomirem Szumełdą z PO, w którym opowiada on trochę o wewnętrznych układach w partii, ocenia poparcie dla ustawy i podnosi dość rzadko przywoływany argument, że na jej wprowadzeniu skorzysta całe społeczeństwo, a nie jedynie zainteresowani i zainteresowane:
Szacuję, że (...) są dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nie płacą w Polsce podatków, ZUS-u, nie pracują na nasze PKB. Zamiast tego budują dobrobyt brytyjski, holenderski czy skandynawski. Wyjeżdżają, bo urzędnic…

Zawsze przechodzę na czerwonym

Pamiętacie portal "pozytywnie homofobiczny" Prohomofobia.pl, któremu już kilka dni po narodzinach wieszczyłam (trafnie) rychły upadek? Właśnie pojawił się ktoś, kto ma szansę wypełnić pustkę po LOLkontencie, który z upodobaniem serwowali nam państwo homofobowie, z nieocenioną Marią Czerw na czele. Niejaki pan Maciej Kaczka (pseudo artystyczne), krakowski kabareciarz i niezły fotograf, postanowił odświeżyć jakże szlachetną ideę pozytywnej homofobii na kolejnym ze swoich rozlicznych blogów o jakże chwytliwej nazwie Kampania Pozytywnej Homofobii. Notki póki co popełnił dwie, ale obie są przednie, tak że jeżeli nie porzuci tematu, zapowiada się niezła zabawa.

Wstęp:
Założyłem nowego bloga poświęconego sprawom społecznym. Jego misją będzie nauczenie osób o orientacji homoseksualnej rozumienia podstawowych pojęć z zakresu praworządności, celem ułatwienia im prawidłowego funkcjonowania w polskim społeczeństwie. Na początku opiszę swoje własne doświadczenia, później z pewnością doł…

Jak się nie ma, co się lubi

Wczoraj miałyśmy okazję porobić za panelistki podczas debaty o związkach partnerskich zorganizowanej w ramach Bydgoskich Dni Różnorodności. Tłumu nie było - kilkanaście osób na sali, zdecydowanie z opcji "przekonani" - a za gościa, oprócz nas, robił poseł Artur Dunin (Platforma Obywatelska), tak że i na jakąś specjalnie emocjonalną dyskusję szans nie było. My poopowiadałyśmy o projektach, które już są w Sejmie, poseł Dunin o swoim projekcie, który ponoć w tym tygodniu zaprezentuje klubowi PO. Zapewnił też, że prezydent i premier nie są przeciw, i optymistycznie stwierdził, że ustawa ma szanse przejść jeszcze w tej kadencji. Patrząc na to, co się dzieje wokół ratyfikacji konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która tak naprawdę zupełnie nie dotyka kwestii naszych praw, a i tak, właśnie dlatego, że ponoć wspiera inne niż "tradycyjny" modele rodziny, budzi duży sprzeciw wśród sporej rzeszy posłów i posłanek z partii pana posła, trudno mi w to uwierzyć, a…

Dużo, dużo coming outów

Kilka dni temu, po blisko dwóch latach i dziesiątkach wysłanych maili, Facebook odblokował w końcu założoną przez nas na potrzeby konkursu "Love is in the Air" stronę Gosia & Ewa in the Air. Przy okazji jej porządkowania i uaktualniania naszło mnie trochę na wspominki, tak że i dzisiejszy wpis taki będzie. Ale bez obaw - nie zamierzam was znowu zamęczać obrazkami i historyjkami ze ślubu i podróży. Wspominki będą o czymś zupełnie innym - moich coming outach. Dlaczego akurat o nich? Od niedawna podczytuję bloga Moje Brokeback, którego autor dokumentuje swoją drogę do samoakceptacji i pierwsze wyjścia z szafy (tak na marginesie - mądry i fajnie pisany blog, polecam). I, skoro już jestem w takim przeszłościowym nastroju, zachciało mi się popisać - tak ku pokrzepieniu serc - o tym, jak to u mnie z tym wyłażeniem z szafy bywało.

Pierwszy coming out odwaliłam, dość standardowo, przed najbliższą przyjaciółką. Zabrałam ją do pubu, strzeliłam piwko na odwagę i zaczęłam słowami, k…

Niechciani sojusznicy

Ruch LGBTQ jest ruchem ludzi zamożnych ekonomicznie lub/i kulturowo i do takich samych ludzi, poprzez swoją formę, kieruje swój przekaz. Z perspektywy neofaszystów jest to idealne rozwiązanie, nie dość, że uczestnicy/czki ruchu LGBTQ nie wpisują się w akceptowalną w Polsce wizję męskości/kobiecości, to reprezentują uprzywilejowaną warstwę społeczną. Ruch LGBTQ wydaje się uważać, że rewolucyjne zmiany w mentalności mogą pochodzić wyłącznie od wyższych warstw społecznych. Myślenie to charakterystyczne jest dla ruchów społecznych skoncentrowanych wyłącznie na realizacji postulatów dotyczących własnej grupy. - taka diagnoza ostatnich lat działań ruchu LGBTQ pojawiła się na blogu Prosto antyfaszystowsko (zachęcam do lektury całości). Mimo że autor/autorka momentami upraszcza (np. w części o finansowaniu naszych organizacji czy o zniknięciu niezależnych inicjatyw queerowych), to trudno mi się z tym głosem nie zgodzić. Tak, to prawda, że ogólnoantywykluczeniowy charakter sporej części naszy…

Not Your Kind of People

Garbage to jedyna grupa (wykonawca, wykonawczyni...), której słucham nieprzerwanie od czasów licealnych. Wszystkie fascynacje z tamtych lat, od Doorsów, przez grunge, brit pop po industrial gdzieś się po drodze wykruszyły, ustępując miejsca nudziarom z gitarami tudzież klawiszami. Wszystkie oprócz tej jednej. Choć trudno mi stwierdzić, dlaczego niektóre rzeczy nagle przestają się podobać, a inne nie, to mam kilka teorii co do mojej nieustającej sympatii do Shirley Manson i ekipy. Ma ona coś wspólnego z muzyką, którą tworzą - to, jak w jednym kawałku potrafią połączyć tak wydawałoby się skrajnie różne brzmienia jak niemal disco, elektro, industrial, ostry rock, punk, i to, jak pięknie to ze sobą współgra, od lat mnie zadziwia. Podobnie eklektyczny jak ich muzyka jest image frontmanki zespołu, która równie dobrze sprawdza się w roli klasycznej diwy, punkówy z rudym kokiem, jak i androgynicznej ikony s/m. Ważne są też teksty, rozedrgane, paranoiczne, antywykluczeniowe, czasami z mocnym …

Nie ma vipów

Miałam już nie pisać o tegorocznej warszawskiej Paradzie Równości, ale jestem ciekawa, co sądzicie o tej historii. Tuż po przemarszu na fejsie Młodych Socjalistów ukazał się taki oto komunikat:
Co się dokładnie wydarzyło? Marcin Matuszewski, jeden ze sprawców zamieszania, w tekście "Tęcza na cenzurowanym" pisze tak: "Początek Parady Równości. (...) Rozwijamy transparent z wymalowanym czarno i tłusto: Równość jest jedna, nie ma VIP-ów na paradzie. Nie trzymaliśmy go długo. Wielce Szanowny Organizator w osobie Łukasza Pałuckiego podszedł do nas w eskorcie czterech ciężkozbrojnych policjantów i zagroził, że jeśli nie zwiniemy swojego hasła, to możemy spadać do domu". Zwinęli więc i dość szybko spadli, a jako że nie omieszkali po tym wszystkim sprawy nagłośnić, to doczekali się reakcji ze strony organizatorów:

Zasady i procedura. No tak. Ciekawa, czegóż to nie doczytali Młodzi (a zatem niewątpliwie głupi i niedojrzali, a w każdym razie z pewnością zasługujący na to, ab…

Parada 2012 i jej 13 kontrdemonstracji

Tak jak obiecałam w komentarzach pod poprzednim wpisem, tuż przed paradą wybrałam się pod Sejm, aby sprawdzić, czy prawdą jest, że, jak stwierdziła rzeczniczka zgromadzenia: "Nikt nie zjawi się pod Sejmem. Nikt tam nie dotrze z powodu zablokowania dojścia pod Sejm przez legalne (= nieusuwalne) manifestacje, które tam zgłoszono". Zaiste, rację miała, oprócz kilkunastu nieszczęśników, do których nie dotarła informacja o zmianie trasy, sporej liczby policjantów i bodaj piątki kontrmanifestantów w asyście stróżów prawa, nie było tam nikogo:



Jak mi się tam udało w takim razie dotrzeć (skoro nikogo nie było), niech pozostanie moją słodką tajemnicą. W każdym razie noc była chłodna.

W drodze spod Sejmu na pl. Konstytucji (nie pytajcie, jak się wydostałam, to zbyt straszne, by o tym mówić), miałam okazję świadkować zabawnej sytuacji. Prawą stroną ul. Pięknej szła grupka potencjalnych kontrmanifestantów (a ja za nimi), lewą - trzech już-za-chwilę-uczestników parady. Ci z prawej co ru…

Zmiana trasy Parady Równości

Taka informacja ukazała się wczoraj koło godziny 20 na stronie Gay.pl, oficjalnie wspierającej tegoroczną paradę. Redakcja chyba się trochę pospieszyła z newsem, bo ani na stronie parady, ani na jej fejsie nie ma słowa na ten temat, ale w fejsowych (i nie tylko, ale jedynie do nich mam w tej chwili dostęp) kuluarach ileś już tam osób potwierdziło, że to prawda, i podało, że oficjalny komunikat organizatorów będzie dziś. Dodatkowa przesłanka za tym, że parada przejdzie zupełnie inną trasą niż ta, która nadal jest we wszystkich materiałach informacyjnych, to milczenie organizatorów, mimo wielu pytań na ich stronach. W końcu, gdyby to była tylko plotka, to by ją po prostu zdementowali i już.

Jako że oficjalnego komunikatu jednak jeszcze nie ma (mimo że bomba wybuchła ponoć wczoraj koło 15), to mam dwie wersje komentarza. Pierwsza - przy założeniu, że to jednak nieprawda - organizatorom należą się baty za komunikację. Bo na kilkadziesiąt godzin przed wydarzeniem nie powinno być takiego z…