Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2012

Rewolucja w obrazkach

Wrzuciłam na bloga MNW oficjalne podsumowanie ostatnich tygodni. U mnie dla odmiany kilka z pewnie setek filmów i obrazków, które w tym czasie powstały.

Na początek - rewolucyjna mowa Gosi podczas manifestacji na Placu Zamkowym:



i nawiązujący do niej rysunek Kasi:

Kolejny, zachęcający do dołączenia do "piknikiety" pod Sejmem:
Impresje z ostatniego dnia pod Sejmem, kiedy to żegnaliśmy i żegnałyśmy posłów i posłanki przed ich wakacjami:


Mem Gosi zainspirowany decyzją Komisji Ustawodawczej:

i jeszcze jeden, powstały tuż po tym, jak Sejm postanowił nie zajmować się projektami ustaw:

To wydarzenie zainspirowało też Huberta. Tu komentuje słowa posła Dery z debaty o związkach, podczas której wspomniał on o "lobby jednopłciowym":
Tu - wywiad ze Stefanem Niesiołowskim, gdzie padły słowa o leżących na trawie pod Sejmem lesbijkach i o tym, że zamierzamy pana posła pobić, w związku z czym on z nami rozmawiać nie będzie:
Ten mem doczekał się zresztą drugiego życia w postaci nap…

Fajni chłopcy, dobrze, że geje

Nigdy się specjalnie nie przyglądałam fejsowym inicjatywom w rodzaju "Piękna jest miłość między dwiema kobietami" czy "Boy of the day". Ot, stronki, jakich wiele, których idea opiera się na dzieleniu się ładnymi fotkami. I rzeczywiście, o to mniej więcej chodzi. Tyle że: nie tylko.

Stronę "Fajny chłopiec. Dobrze, że gej" zauważyłam po raz pierwszy, gdy jej twórcy w przerwach między wrzucaniem kolejnych zdjęć zaczęli informować o naszych protestach pod Sejmem i zachęcać do włączenia się w działania. Na zachętach jednak nie poprzestali. Gdy okazało się, że pierwszego czytania projektów nie będzie, błyskawicznie zainicjowali akcję "Podziękuj" posłowi za pozbawienie Cię prawa do szczęścia. Pomysł prosty i ostatnio popularny - pisanie do posłów i posłanek, tym razem o swoim rozgoryczeniu ich ostatnią decyzją. Efekt? M.in słynna już odpowiedź Barbary Bartuś na list Patryka, którą wrzuciłam tu, a o której zdążyły już napisać m.in. takie portale jak One…

Poseł Dunin pokazał ustawę

News dnia: Dunin pokazał swoją ustawę. Moja opinia na gorąco tu. Na mniej gorąco - dopracowane to to nie jest. No ale od czego są komisje, jak nie od poprawiania projektów partii rządzącej. O ile oczywiście ten tam trafi.

Czego nie ma w projekcie PO? Niestety wielu rzeczy, w tym m.in. możliwości wspólnego rozliczania, zmiany nazwiska, rozwiązanych kwestii związków z cudzoziemcami i wydawania zaświadczeń o stanie cywilnym, zwolnienia od podatku od darowizn, możliwości przejęcia emerytury czy renty partnera lub partnerki po jego lub jej śmierci, otrzymania zasiłku, gdy opieka nad drugą osobą uniemożliwia pracę, i rzecz jasna przysposobienia dzieci. Oraz porządnego uzasadnienia, z ponoć obowiązkową oceną skutków, również finansowych, wprowadzenia regulacji.

Co jest? M.in. trzyletni obowiązek alimentacyjny w razie gdy po rozstaniu jedna strona pozostanie w niedostatku, powstanie wspólnoty majątkowej, prawo do pochówku, prawo do dziedziczenia na tych samych zasadach co małżonkowie (ale dop…

I tak w końcu wygramy

Nie udało się. Projekty ustaw o związkach partnerskich nie idą do pierwszego czytania. Za tym, by dopuścić choć do debaty nad ustawami, było 88 posłów i posłanek. SLD. RP. Kilkanaścioro "sprawiedliwych" z PO. Żeby było jeszcze zabawniej, posłowie z tego samego PO godzinę później zapewniali na konferencji prasowej w Sejmie, że absolutnie są za związkami partnerskimi i już za chwileczkę, już za momencik pokażą swoją ustawę. A te projekty, nad którymi nie chcieli debatować, były po prostu niekonstytucyjne, bo dawały prawa, a nie nakładały obowiązków. Dopytywani, których konkretnie obowiązków nie ma w projektach i czy aby na pewno je przeczytali, zaczęli bełkotać coś o możliwych malwersacjach i prokreacji. Co o tym myślę, miałam okazję powiedzieć przed kamerami chwilę po nich. Może któryś obejrzał i się zastanowił. Może.



Choć nie da się ukryć, że tak szybkie rozprawienie się z naszymi ustawami trochę nas zmroziło, nie uderzamy w żałobne tony i walczymy dalej. Bo projekty można …

Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej

Weekendowa akcja przygotowywania 460 przesyłek edukacyjnych do posłów i posłanek zakończona (jak wyglądało wypalanie płytek i pakowanie przesyłek można obejrzeć tu i tu). W poniedziałek rano osobiście wrzucimy je do sejmowych skrzynek. Co się znajdzie w poselskim pakiecie edukacyjnym? Płytka ze zlinkowanym tu filmem oraz list wyjaśniający, co jest, a czego nie ma w projektach ustaw o związkach. Wprawdzie to wszystko poszło już w ubiegłym tygodniu na poselskie e-maile, ale próbujemy dotrzeć do tych, którzy i które już we wtorek zadecydują o losach naszych ustaw, wszystkimi możliwymi drogami. Dlaczego to ważne? Proste - bo posłowie i posłanki w większości nie mają pojęcia, co jest w projektach. Widać to m.in. w efektach korespondencji z nimi, np. Witold Pahl (PO) wysyła wszystkim schemacik z takim oto kwiatkiem:
Przywileje podatkowe, prawo do świadczeń rentowych i emerytalnych po partnerze, brak obowiązku alimentacyjnego naruszają w sposób oczywisty konstytucyjną zasadę równości wobec …

Ile można?!

"Sorry, ale już mam dość tego tematu. Ile można?! Ja wszystko rozumiem, ale ile?! Jestem za, ale ILE?!" - taki oto komentarz pojawił się pod kolejnym okołozwiązkowym wpisem na fejsie MNW. Szczerze? Rozumiem autora. Też mam momentami dość, i to bardzo. I domyślam się, że i wy macie już dość tego mojego ciągłego pisania o tym samym. Z przyjemnością wrzuciłabym jakiś wpisik o czymś, co niedawno przeczytałam czy obejrzałam. Czy pohejterzyłabym na foremki z Kobiety Kobietom. Ale: to jest ten czas. Maksymalnej mobilizacji, bo niecodziennie w Sejmie obraduje się nad ustawami o związkach partnerskich. Nie zrobiliśmy nic albo prawie nic w 2004, kiedy była realna szansa przepchnięcia projektu Marii Szyszkowskiej. Nie wiem, dlaczego nie było nas wtedy na ulicach, dlaczego nie naciskaliśmy na posłów i posłanki, dlaczego zostawiliśmy swój los w rękach polityków i polityczek. Teraz za to płacimy i będziemy płacić jeszcze przez jakiś czas, oby jak najkrótszy. Ale nic, tego już nie zmienim…

U Kopacz: spotkanie i... badanie

Dziś był długi i emocjonujący dzień po równie emocjonującym wczorajszym wieczorze. Co się stało wczoraj? Ano okazało się, że pierwsze czytanie ustaw o związkach partnerskich wcale nie jest takie pewne. Bo Prawo i Sprawiedliwość zgłosiło sprzeciw, tak że ustawy znalazły się w porządku obrad na 24 lipca jako punkt sporny. Oznacza to, że o tym, czy pójdą do czytania, posłowie i posłanki zadecydują tego samego dnia podczas porannego głosowania. Tak że musieliśmy przyspieszyć wszystkie planowane akcje - m.in. pisania listów do posłów i posłanek i kręcenia klipu, który do nich roześlemy - oraz ogłosić mobilizację pod Sejmem już na wtorek rano. Sporo osób deklaruje, że będzie, tak że mamy nadzieję, że nasza obecność da spieszącym na obrady parlamentarzystkom i parlamentarzystom do myślenia.

Dziś o 15.30 w sporym gronie aktywistycznym stawiliśmy się w Sejmie na spotkaniu z marszałkinią Ewą Kopacz. Oficjalna notka ze spotkania tu, a u nas tradycyjnie trochę impresji.

Było spokojnie, merytoryc…

Coś drgnęło

Kiedy pisałam tekst „Nasza bardzo wielka wina”, nie tylko miałam ochotę wylać swoją frustrację, ale także wstrząsnąć nieistniejącym środowiskiem. Dostaję sygnały, że kilkoma osobami się udało. Jednak dużo silniejszą i ważniejszą motywacją dla więcej niż kilku osób były z pewnością ostatnie działania MNW, takie jak stanie z banerem z hasłem „Żądamy ustawy o związkach partnerskich” pod Sejmem czy współudział w konferencji prasowej zorganizowanej przez KPH Wrocław (już niedługo Q Alternatywie) w Sejmie.
Ludzie zobaczyli, że garstka osób jest w stanie zmienić rzeczywistość. Może wydawać się niewielkim sukcesem, że w ciągu pięciu dni przy Różowym (jak nazywamy nasz baner) przewinęła się prawie setka osób. Ale, i to jest ważne, w większości były to osoby niezwiązane z żadnymi organizacjami czy inicjatywami. I dzięki temu zaangażowaniu, w co wierzę, "niszczarka" nie zdążyła pociąć na drobne projektu Ustawy o Związkach Partnerskich.  Pokazaliśmy, ze nam zależy. Nie czekaliśmy z zało…

Brak dzieci w ustawach to błąd

Gdy dotarła do mnie informacja, że „Newsweek” przygotowuje materiał o parach jednopłciowych wychowujących dzieci, nie sądziłam, że któraś z rodzin, z którymi rozmawiają, pokaże twarze. Choć takich tekstów było w ostatnich latach kilka, to dotąd, poza kilkoma wyjątkami bohaterowie i bohaterki pozostawali anonimowi. Pomyliłam się. Znalazły się dwie odważne kobiety, które w ostatnich dniach rozpętały debatę na temat rodzicielstwa osób nieheteronormatywnych. Opowiedziały mi, co wpłynęło na ten coming out, czego się najbardziej obawiały i co sądzą o pomijaniu kwestii dzieci w dotychczasowych projektach ustaw o związkach partnerskich.

Co pomyślałyście, gdy dostałyście propozycję z „Newsweeka”? Długo się zastanawiałyście? Co przeważyło, że zdecydowałyście się nie tylko opowiedzieć o swojej rodzinie, ale też pokazać twarze?

Justyna: O propozycji „Newsweeka” dowiedziałam się dzień po ogłoszeniu wyniku głosowania Komisji Ustawodawczej w sprawie ustawy o związkach partnerskich. 15 głosów przeciw,…

Różowe miasteczko

I koniec. Różowy baner, po pięciu dniach pobytu pod Sejmem, zwinął się i udał na zasłużony urlop. Niestety krótki, bo wróci już 24 lipca, a może i wcześniej. Wróci, bo już na następnym posiedzeniu Sejmu (24-27 lipca) czeka nas pierwsze czytanie ustaw o związkach partnerskich.
To był dobry tydzień. Demonstracja na Placu Zamkowym rozczarowująca frekwencyjnie, ale osłodzona pierwszym w Polsce tak odważnym coming outem tęczowych mam. Pierwszy dzień pod banerem dość nerwowy, wyglądało na to, że jak dotrwamy do środy, to będzie dobrze. Rano trzy osoby, potem trzy, dwie, przez chwilę byłam sama. Pod koniec dnia bodaj pięć. I, na osłodę, kilka wizyt posłów i posłanek oraz spore zainteresowanie mediów, na przemian nami i naszym współdemonstrantem, głodującym współwłaścicielem Malmy. Wtorek od rana świetny. Trochę pewnie za sprawą tego, że tego dnia miała zapaść decyzja co do ustaw, więc podkreślaliśmy, że naprawdę warto tam być. W południe emocjonująca wizyta w Sejmie. Krótko po niej informac…

Projekty idą pod obrady Sejmu

Walka o to, by, mimo negatywnego zaopiniowania projektów ustaw o związkach partnerskich przez komisję ustawodawczą, marszałkini Kopacz skierowała je pod obrady Sejmu, zakończyła się zwycięstwem. Projektom ustaw nadano dziś numery druków sejmowych. To oznacza, że będzie przynajmniej jedno czytanie.

Co robiliśmy? W sobotę pikietowaliśmy na Placu Zamkowym. Od poniedziałku jesteśmy z naszym różowym banerem pod Sejmem:
Będziemy tam do końca tygodnia. Dziś w doborowym gronie KPH plus MNW plus osoby niezrzeszone, w tym absolutnie fantastyczny siedemnastolatek z Otwocka o pięknym imieniu Patryk, byliśmy też w Sejmie. Zorganizowaliśmy krótką konferencję prasową na temat naszych działań i złożyliśmy w biurze Ewy Kopacz apele MNW i KPH o dalsze prace nad ustawą, podpisane przez ponad 7 tysięcy osób, i petycję podpisaną przez organizacje pozarządowe.
Była też akcja wysyłania maili do marszałkini, trwa odwiedzanie posłów i posłanek w ich biurach. Sporo osób, niezależnie od bardziej zorganizowanych…

Jeszcze nie mamy dość

Sobotnia demonstracja na Placu Zamkowym pod hasłem "Mamy dość! Żądamy ustawy o związkach partnerskich" przyciągnęła sto, może sto pięćdziesiąt osób. Nie, żebym się spodziewała lepszej frekwencji, ale mimo wszystko - słabo. Bardzo słabo. I nieszczególnie pociesza mnie fakt, że była to największa z dotychczasowych czysto "związkowych" manifestacji. Niestety, pospolite ruszenie nadal najlepiej wychodzi nam na fejsie. Bo nie ma co zrzucać winy na pogodę, burze, upały, wakacje, urlopy itd. Większości się po prostu nie chciało. Większość nadal uważa, że samo się załatwi, organizacje załatwią, politycy i polityczki załatwią, fejs załatwi. Lub też wydaje im się, że wystarczy samo "uświadamianie" najbliższego otoczenia.

A jak było? Upalnie i burzowo, rewolucyjnie i muzycznie. Mam nadzieję, że następnym razem - bo tak, będzie następny raz - dopiszę również: tłumnie. A póki co podziękowania dla tych, którym nie "przeszkodziła" pogoda i masa innych równie i…

Paluszek i główka

Nie, to nie będzie tekst o tym, jak to ludzie wymawiają się od zrobienia czegoś, np. od udziału w sobotniej manifestacji na Placu Zamkowym, podczas której domagać się będziemy ustawy o związkach partnerskich (szczegóły tu). Stety albo i niestety. Dla mnie niestety, bo, nawet jeśli chciałabym taki tekst napisać, to póki co byłby on bardzo krótki. Powód? Złamanie środkowego palca prawej ręki. Jak? Podczas próby złapania naszego spanikowanego psiaka, który na wczorajszą burzę zareagował, cóż, jak zwykle. Pies ma się dobrze, ja mam się tak:

Tak że z przykrością ogłaszam przerwę w blogowaniu. No, może jakaś galeryjka z soboty się pojawi.

Przygoda pana Joanny

Czas nerwowy i pełen napięcia, ustawę o związkach wyrzucono do kosza, zanim ktokolwiek ją dobrze przeczytał. No cóż. Jedziemy dalej.

Od czasów szczenięctwa jestem wielką zwolenniczką pracy u podstaw. Kiedy byłam mała, uczyłam dzieciaki z podwórka dobrych manier, które przekazywała mi moja babcia. Pewnie trochę byłam w tym narwana, ale do tej pory, jak spotykam ludzi ze swojego osiedla, mówią mi „dzień dobry”. Co ma to wspólnego z walką o nasze prawa i szacunek? Ano wiele. Moja wersja pracy u podstaw polega na tym, że nie zamykam się w sobie, gdy lecą dowcipy o pedałach, nie udaję, że nie słyszę głupich docinek, reaguję.

Za przykład takiej, moim zdaniem dobrej, postawy homo-obywatelskiej niech posłuży moja osobista kobieta, która zgodziła się na udostępnienie wszystkim pewnego wydarzenia z naszego życia.

Natura obdarzyła moją ukochaną wieloma fajnymi rzeczami i paroma, których pewnie by się chętnie pozbyła, ale ci, którzy ją znają, wiedzą, że w oprawie dużego wzrostu i krótkich włosów …