Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2012

Pełnomocniczka do spraw godności

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz ostatnio rozczarowuje. I to naprawdę delikatne określenie. Jestem w stanie przeżyć jej zapewnienia, że projekt ustawy o umowie związku partnerskiego przedstawiony przez jej partię jest świetny pod względem prawnym i w ogóle. Wszak trudno oczekiwać, że będzie krytykować coś, pod czym się podpisuje. Ale to, co z niej wyszło przy okazji debaty nad projektem ustawy o uzgodnieniu płci, do przeżycia już nie jest.

Jako pierwszy absurdalne wątpliwości do tego projektu zgłosił poseł Żalek, stwierdzając podczas obrad Komisji Ustawodawczej, że skoro nie ma w nim zapisanego obowiązku poddania się zabiegom chirurgicznym przed zmianą dokumentów, to będzie on furtką dla małżeństw jednopłciowych. Mądre to nie było, no ale pan poseł zdążył już chyba nas przyzwyczaić do tego, że merytorycznych uwag nie ma co się po nim spodziewać, za to dostrzegania za każdym rogiem gejów i lesbijek czyhających na instytucję małżeństwa jak najbardziej tak. Parę dni później równie przedziwn…

Rozsądna i umiarkowana większość

"Większość z nas jest rozsądna i umiarkowana, ale dajemy się zakrzyczeć radykałom" - taką tezę postawiła Anna Wittenberg z naTemat.pl. Na dowód przytacza fragmenty rozmowy (swojej?) z socjologiem PAN prof. Krzysztofem Wielickim. Co z niej wynika? Że radykałami są Palikot, Środa i osoby protestujące przeciw koncertowi Madonny. Że choć mniejszości mają prawo domagać się równych praw, to zbyt agresywne przedstawianie jakichś wartości może rodzić brak szacunku i budzić sprzeciw. Że trzeba zachować równowagę, bo inaczej powstaje konflikt społeczny, w prostej linii prowadzący do fundamentalizmu. Oraz że tej sytuacji (uwidacznianiu radykałów) winni są między innymi politycy i media. Te drugie, bo lubią przeciwstawiać skrajnie różne postawy (przy okazji - polecam zerknięcie na ilustrację do tekstu). Ci pierwsi, bo ponoć dożyliśmy czasów, w których odwoływanie się przez polityków do większości jest uznawane za ryzykowne politycznie i lepiej odwoływać się do fundamentalistów (z obu s…

Homo-pułapki - historia prawdziwa

Fronda ostatnio dostarcza mi dużo radości. Niedawno było tajne przesłanie w kreskówkowych awatarach, teraz mamy pierwszą polską antyhomoseksualną dystopię "Homo-pułapki" autorstwa blogerki Mamuchy.

O czym to? Zdaniem Mamuchy o czymś, co dzieje się już teraz, choć nie w Polsce, i ponoć jest celem działalności światowego homoseksualnego wszechlobby - o naszej dominacji nad biedną uciskaną heteroseksualną większością.
_ . _
Oto przykładna żona i matka Beata zostaje wezwana do nauczycielki swoich synów Michałka i Patryka. Z bardzo poważnego powodu - okazuje się, że Stowarzyszenie do Walki z Przemocą i Wykluczeniami założyło jej rodzinie "kartę zagrożenia". Powód? Ich jeden syn - Michałek - nie chodzi na edukację seksualną, a drugi - Patryk - nie pojawił się na urodzinach wychowywanego przez dwóch ojców Krystianka i odmówił przyjęcia od niego drobnego upominku. Beata jest przerażona. Boi się, że władze odbiorą im dzieci i oddadzą je do domu dziecka - były już takie prz…

Opowieści z Valdemaru

W ramach książkowych wykopalisk, zupełnie niezależnie od siebie, sięgnęłyśmy ostatnio z Gosią po Mercedes Lackey. Ta pani już pojawiła się kiedyś na blogasku w postaci wzmianki, ale, mimo że trudno ją nazwać wielką pisarką, po ponownej lekturze kilku jej opowieści doszłam do wniosku, że zasłużyła na trochę więcej.

Mercedes Lackey ma na koncie blisko osiemdziesiąt książek fantasy, z których w Polsce ukazało się nieco ponad dwadzieścia. Wydawcy szczególnie upodobali sobie cykl o Valdemarze - wbrew pierwszemu skojarzeniu to państwo, nie imię. Nie wiem, czy to za sprawą kiepskiego tłumaczenia lub redakcji, czy słabszej formy autorki, jak dotąd nie udało mi się przebrnąć przez całość - na lepsze dni czekają trylogie "Wojen magów" i "Magicznych burz". Miłośnikom i miłośniczkom gatunku (ale nie tylko) mogę za to z czystym sumieniem polecić cykle "Ostatni mag heroldów" ("Sługa magii", "Obietnica magii", "Cena magii"), "Heroldow…

Bo zupa była... [AKTUALIZACJA]

...prawdziwa. Na taki oto pomysł reklamy swoich produktów wpadła firma Profi:

Dawno nie widziałam czegoś równie obrzydliwego. Co gorsza owa nawiązująca do słynnej kampanii antyprzemocowej z 1997 roku reklama znalazła już swoich obrońców i obrończynie. Nie tylko na Wykopie (po którym, stereotypowo, przyznaję, właśnie tego się spodziewałam), gdzie znalazłam między innymi takie komentarze:
O matko, ja tu nie widzę żadnych powiązań z poprzednią kampanią... Zresztą ile to bylo w tamtym czasie przeróbek tej kampanii i jakos nikt nic nie mówił. Co za problem? Trochę dystansu do życia, myślałem, że będzie kobieta z siniakami, bo dostał złą zupę z proszku, a tu wręcz na odwrót - zupa tak dobra, że podziękował. Troszkę kontrowersyjne jest, ale nie jakoś specjalnie, zdarzały się gorsze "reklamy". ale i na fejsie Innej Strony (na szczęście tam takie głosy były w mniejszości), gdzie dowiedziałam się, że ta odzywka jest już legendarna, więc nie ma co się bulwersować, że przecież o to chod…

Po awatarach ich poznacie

Pamiętacie "prowokację dziennikarską" Frondy, w efekcie której na jaw wyszła przerażająca i głęboko skrywana prawda, że tak, pary jednopłciowe chciałyby mieć możliwość adopcji dzieci? Niedawno dziennikarz owego słynącego z obiektywizmu i rzetelności medium pokusił się o kolejną dogłębną inwigilację naszego środowiska, w efekcie której obalił twierdzenie, jakoby nieprawdą było, że geje są tak naprawdę pedofilami. Jak to zrobił? Uwaga, proszę o maksymalne skupienie: podając się za 14-letniego Łukasza, założył sobie konta na Gaymateo.pl i Gejowo.pl. I nikt mu ich nie usunął. Co było do udowodnienia.
No dobra, to nie wszystko, choć po tak dramatycznym wstępie myślałam, że skoro już miał profil, to jakoś go wykorzystał, pogadał z kimś, stał się obiektem jakichś szokujących wyznań i w ogóle. Ale nie, "Łukasz" okazał się nieśmiały. Założył owe konta tylko po to, aby sobie popatrzeć. I zobaczył. Że nastolatków na Gaymateo jest więcej (jej, to przecież niemożliwe, by nasto…

Będąc młodą skrytką

Pewnego środowego poranka, idąc pod górę i klnąc cicho pod nosem, przywalona plastikowymi płytami z hasłami w kolorze różowym, rzekłam do swojej ukochanej: "Wyobrażasz sobie, że robimy to parę lat temu?".

Ukochana, dzierżąca na ramieniu zrolowany ogromny różowy transparent, obracając się w moim kierunku i przy okazji omiatając banerem najbliższą okolicę, wysapała: "No coś ty?!".

Kilkadziesiąt minut później, próbując przybrać jak najbardziej wyuzdaną pozę na trawniku sejmowym i rozglądając się bacznie za ulubionym posłem Niesiołowskim, zaczęłam się zastanawiać, jakie wydarzenia mnie tu rzuciły. Co skłoniło akurat mnie, kobietę w średnim wieku, z jaką taką karierą, domowym zapleczem i dorastającym psem, do tego, żeby poprzedniego dnia wziąć urlop na żądanie i siedzieć w ten piękny poranek pod Sejmem. Co takiego stało się ze mną, że nie będąc żadną aktywistką, ani tym bardziej aktywistką LGBT, stałam pod tym samym Sejmem kilka tygodni wcześniej i darłam się w "s…

Rodzice

Ostatnie dni należały do rodziców osób nieheteronormatywnych. Na początku tygodnia Polskę odwiedzili Judy i Dennis Shepardowie, których syn Matthew został brutalnie zamordowany w 1998 roku z powodu swojej orientacji seksualnej. Spotkali się z grupą mam osób LGBTQ działającą przy Kampanii Przeciw Homofobii, wzięli też udział w spotkaniu otwartym w Fundacji Batorego oraz w konferencji poświęconej przestępstwom z nienawiści w Sejmie. Judy i Dennis to, jak powiedziała jedna z osób obecnych na spotkaniu otwartym, a pomyślało pewnie znacznie więcej, wymarzeni rodzice każdego geja czy lesbijki. Cudownie otwarci, ciepli, troskliwi, mądrzy, świadomi, zaangażowani w działanie na rzecz tego, by już nigdy nikogo nie spotkało to, co spotkało ich syna. Wyjątkowi. We wtorek miałam okazję z nimi porozmawiać. Wywiad znajdziecie na Innej Stronie, tu wrzucam tylko kilka fragmentów:
Matt był dla nas najważniejszą osobą na świecie, liczyła się więc nie jego seksualność, ale on jako osoba. Był naszym syne…

Z pamiętnika (nie)młodej działaczki

Dawno nie było lekcji historii. Co jakiś czas namawiam Gosię, by do nich wróciła. Póki co mi się to nie udaje, tak że tym razem coś, co planowałam dopiero wtedy, gdy ona skończy swój cykl. Historia nowsza, czyli moja.

Gdańsk, rok 2003. Jestem dobrych parę lat po coming oucie i pierwszej nieszczęśliwej miłości, której reperkusje posłużyły mi za temat jednego z późniejszych kabaretowych monologów. Mam za sobą ileś tam wyjazdów i imprez organizowanych przez dziewczyny z pierwszej listy Polles (ruja, poróbstwo, lesbodramy i kawał świetnej zabawy), udane próby usportowienia trójmiejskiego środowiska (w opozycji do szlajania się po klubach, które nigdy mnie jakoś nie wciągnęło) i pierwszy "publiczny" występ w mediach, a konkretnie w amerykańskiej edycji "Super Expressu", bo tylko na taki coming out było mnie wówczas stać. Oraz niewielki staż redaktorski w portalu Kobiety Kobietom, rzecz jasna jako abs_ik, nie jako ja. Kilka lat wcześniej zaczęłam też kolekcjonować wycin…

Co on by bez nas zrobił

"Co on by bez nas zrobił?" - pomyślałam sobie, oglądając konferencję prasową zorganizowaną w piątek przez Roberta Biedronia, w której wzięły udział również osoby z akcji Miłość Nie Wyklucza i Partnerstwa dla Związków. Skąd ta myśl? Widzicie, co jest na ekranie za panią tłumaczką? Tak, to nasza tabelka pokazująca, czym się różnią od siebie poszczególne projekty ustaw o związkach partnerskich. Z której pan poseł w trakcie swojej prezentacji często gęsto korzystał. Wiem, że lekuchno się wyzłośliwiam, bo po to ona jest, by się nią posługiwać. A pomysł, by pokazać ją właśnie tam, był bardzo dobry, bo może w końcu media przestaną jak mantrę powtarzać, że jedyna różnica między projektem PO a naszymi to brak w tym pierwszym możliwości wspólnego rozliczania i zmiany nazwiska.

Na tejże konferencji pojawiła się zapowiedź skierowania do ponownego rozpatrzenia przez Sejm naszych projektów ustaw oraz zorganizowania okrągłego stołu w sprawie związków partnerskich, z udziałem przedstawicie…