Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2012

2012: rodzinny i rozczarowujący

Sporo rozczarowań, kilka dobrych akcji, tęczowe mamy, rodzice osób LGBT, manifestacje pod Sejmem, Jeanette Winterson i Maria Konopnicka. Co zapamiętamy z 2012 roku? Przeczytajcie.    

Prawo

Początek roku był niezły. Wprawdzie chyba nikt nie miał złudzeń co do tego, że ten rok będzie dla naszych praw w jakiś sposób przełomowy, ale przynajmniej była nadzieja, że da się o nich na poziomie dużej polityki w miarę rzetelnie debatować. Potem było już tylko gorzej - nie udało się nawet porozmawiać (na sensownym poziomie) o projektach ustaw o związkach partnerskich czy oprzeciwdziałaniu przestępstwom motywowanym nienawiścią, kontrprojekty tychże ustaw zaproponowane przez partię rządzącą okazały się jedną wielką żenadą, na szczyty idiotyzmu wzniosła się dyskusja o (w końcu podpisanej) konwencji o przeciwdziałaniu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. W międzyczasie o mało co nie doszło do zaostrzenia i tak już restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, pełnomocniczka ds. równego traktowania zupełnie n…

Radykalnie prawicowe księżniczki

Pięć kobiet identyfikujących się z ruchem narodowym opowiedziało o sobie dziennikarzowi "Wysokich Obcasów". Zanim przejdę do subiektywnego wyboru najlepszych fragmentów, nie mogę bohaterkom tekstu nie oddać sprawiedliwości - czego jak czego, ale odwagi to im nie brakuje. Wypowiedzieć się dla tego feministycznego szmatławca wydawanego przez największego wroga prawdziwych Polaków? I to mając w pamięci, jak prawdziwi Polacy grozili ogoleniem głowy dziennikarce Frondy Marcie Brzezińskiej po tym, jak ta śmiała skrytykować osoby protestujące przeciw marszom równości - i to nie za ich poglądy, a wyłącznie za wygląd i agresję? Nie chcę być złą prorokinią, ale coś czuję, że panie przeczytają o sobie kilka niemiłych słów w "swoich" mediach. Na rozgrzewkę zatem - kilka niemiłych słów ode mnie.
Joanna, lat 22:
Przeszkadza mi, że wykształcony lekarz ma dokładnie takie samo prawo głosu jak człowiek, który w życiu nie pracował, tylko siedzi i piwo pije. (...) O tym, czym jest dob…

Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia

Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia. Dokładnie tak samo, jak bawi mnie zachłyśnięcie się przez portale takie jak naTemat.pl czy Gazeta.pl tymi memami i szybciutkie odżegnanie od tego, że owo zachłyśnięcie zaistniało. Dokładnie tak samo, jak bawią mnie analizy mądrych głów, dlaczego owa Chytra Baba zaistniała i co to o nas wszystkich mówi.

Bawią mnie memy z Chytrą Babą z Radomia, bo jestem Chytrą Babą z Radomia, a właściwie z Gdańska, czy może z Warszawy, na jedno wychodzi. Przez siedem lat z rzędu, dwa razy do roku, byłam jedną z kilku tysięcy osób, które gromadziły się wokół wigilijnego/wielkanocnego stołu w Agorze. Nigdy nie pojawiłam się na poczęstunku na tyle wcześnie, by zająć miejsce w pierwszym rzędzie wokół uginających się pod jedzeniem stołów, i zawsze tego żałowałam. Stawałam więc w drugim rzędzie, trzymając w jednym ręku plastikowy talerzyk, w drugim plastikowy nóż i widelec. Nie słuchałam przemówień prezesów, patrzyłam na stół. Gdy tylko słyszałam sygnał, że można już…

Jestem gejem i jestem normalny

"Jestem gejem i moje życie jest tysiąc razy trudniejsze" - napisał parę tygodni temu na Facebooku trójmiejski działacz Platformy Obywatelskiej Radomir Szumełda. Jego wypowiedź wywołała spory odzew - skomentowało ją ponad sto pięćdziesiąt osób, a niemal tyle samo polubiło. Krótko potem "Dziennik Bałtycki" opublikował obszerny wywiad z Szumełdą, w którym opowiedział o swojej drodze do samoakceptacji. Temat szybko podchwyciły inne media. I tak dorobiliśmy się pierwszego publicznie wyoutowanego geja w PO. Nic, tylko się cieszyć. Dlaczego się więc nie cieszę?

Kilka cytatów z owego wywiadu:
Stojąc przy barze w swoim klubie, zżyma się na doktrynerstwo kontrkandydatów. Prawa kobiet, prawa zwierząt, prawa gejów... Radek jest na listach Platformy, w tym samym okręgu co Robert Biedroń z Ruchu Palikota. Nie chce publicznie ujawniać orientacji. - Jeden gej w okręgu wystarczy - stwierdza żartobliwie. A na poważnie dodaje:
- To, że jestem gejem, nie ma tu żadnego znaczenia. Nie…

Ego jest najważniejsze

"Jestem za równouprawnieniem! Kobiety do kopalni, kopania rowów i śmieciarek! I koniec dawania kwiatków, otwierania drzwi, ustępowania miejsca w tramwaju i noszenia zakupów! Chcecie równości? To ją macie!" - znacie te argumenty? Pewnie, że znacie, wszak to antyfeministyczna klasyka gatunku. Można by do tego jeszcze dodać coś o różnicach płci, które to naturalnie predysponują kobiety do wykonywania jednych czynności, a mężczyzn do innych, komplementarności płci, bożym planie, ideologii gender, mentalnej kastracji, przemocy psychicznej kobiet wobec mężczyzn i brzydkich lesbach, których nikt nie chciał, i pakiet małego antyfeministy byłby niemal gotowy.

Jak może kojarzycie, ze wszystkich antycośtam zazwyczaj najbardziej mnie interesują nie te w wersji hard ("zabijemy, połamiemy, do gazu!") czy w wersji "jestem idiotą" ("brzydkie, głupie, niespełnione, boście chłopa dawno nie miały"), a te pozornie przyjazne, z rodzaju "jestem za, ale". C…

Za wszystkim stoją żydzi

Kiedy miałam piętnaście lat, pewien ksiądz powiedział, że mój ateizm wziął się z tego, że nasłuchałam się opowieści o bogactwie kleru, wypasionych furach, którymi jeździ, i innych takich. Usiłowałam mu wytłumaczyć, że nie, po prostu w pewnym momencie zwyczajnie przestałam wierzyć, ale on wiedział swoje. To był chyba pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z poglądem, że za moimi decyzjami stoi jeszcze ktoś poza mną. Że z pewnością nie mogłam samodzielnie dojść do wniosków, do których doszłam. Oraz że moje działania muszą mieć drugie, najlepiej nieszczególnie skomplikowane i obraźliwe dla mnie, dno. Obraźliwe - bo uznanie, że można przestać wierzyć z tak przyziemnego powodu, zwyczajnie umniejszyło rangę tego przeżycia. Bo gdy ma się piętnaście lat i nagle zdaje sobie sprawę, że bardzo ważny dotąd element życia przestał istnieć, to jest to poważna sprawa.

Nie mam pojęcia, czy również wtedy tak powszechne jak teraz było bezrefleksyjne wskazywanie odpowiedzialnych za wszelkie głośniejsze wydar…

Dawno, dawno temu...

Niemal rok temu Gosia pisała o pierwszym sezonie serialu "Once Upon a Time". Wtedy byłam na etapie raczej zerkania nań niż oglądania, nie mówiąc już o myśleniu o tym, co będzie dalej, chwilę po tym, jak skończyłam oglądać kolejny odcinek. Teraz, po obejrzeniu małego finału (bo co najmniej połowa historii jeszcze przed nami) drugiego sezonu spokojnie mogę się zaliczyć do grona wielbicielek i wielbicieli serialu. Z rodzaju tych fanatycznych, bo to, że na kolejne części muszę poczekać aż do stycznia, jest dla mnie niemal nie do zniesienia.

W czym tkwi urok tej historii? Co sprawia, że mimo drewnianego aktorstwa Jennifer Morrison, której przypadła jedna z głównych ról (Emmy Swan, czyli tamtejszego Harry'ego Pottera - wybawicielki, która pod koniec pierwszego sezonu zdejmuje ciążącą nad miastem klątwę), oraz kilku innych równie nieciekawych kreacji, mimo wprowadzenia w drugim sezonie tak plastikowych postaci jak Mulan, Aurora, Lancelot czy książę Philip, nadal jest to jedna …

Naprawdę jest lepiej? [LIST]

Po ostatnich dość ponurych postach planowałam napisać coś weselszego. W międzyczasie dostałam jednak maila od A. i postanowiłam go opublikować. A. pisze o polskiej odpowiedzi na kampanię "It Gets Better" - emitowanych od niedawna w MTV spotach z cyklu "Będzie lepiej". A konkretnie o tym, jak to "lepiej" wygląda w jej przypadku. To tekst napisany z zupełnie innej perspektywy niż te, które zwykle możecie tutaj przeczytać. Macie podobne doświadczenia? A może przeciwnie - bliżej wam do bohaterów "Będzie lepiej", u których z czasem naprawdę było lepiej albo w ogóle nie było źle? Zapraszam do przeczytania listu od A. i dzielenia się swoimi historiami w komentarzach.

JAK TO TAK NAPRAWDĘ PÓŹNIEJ WYGLĄDA?

Po wielu podejściach zdecydowałam się coś napisać. Swego czasu oglądałam chyba prawie wszystkie programy i projekty poświęcone tematyce LGBT. Najlepiej do tego nadawał się internet i, co tu ukrywać, zagraniczne strony, głównie angielskie albo amerykańsk…

Mnie to nie dotyczy

"Połowa nosicieli HIV, którzy zarazili się w ubiegłym roku, to homoseksualiści" - obwieściła Fronda z okazji Światowego Dnia AIDS. Akapit później wyszło, że nie chodzi o zakażonych w ogóle, a o mieszkańców Wielkiej Brytanii. Trzy akapity później - że nie chodzi o zakażenie, a o diagnozę, i nie o gejów, a o mężczyzn, którzy zakazili się poprzez kontakt seksualny z mężczyznami. Znalazł się tam za to inny błąd - jako synonim HIV pojawiło się AIDS. Oraz kolejne nadużycie - autor (autorka?) tekstu stwierdził, że z raportu wynika, że jeden na dwudziestu gejów jest nosicielem HIV. Raport można znaleźć tu. I naocznie się przekonać, że nie ma w nim słowa na ten temat. Tak jak i nie ma słowa na temat orientacji zakażonych.

Nie piszę o tym, by znęcać się nad poziomem frondowego dziennikarstwa - byłoby to zbyt łatwe zadanie. Piszę o tym, bo między innymi dzięki takiemu podejściu, jakie prezentuje autor tego tekstu, zakażeń jest tyle, ile jest. Ilekroć słyszę, jak ten czy inny mądrala r…