Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Dostosuj się i milcz, katolożerczy inkwizytorze

Pamiętacie gazetę "Dziennik Polska-Europa-Świat"? Wychodziła od 2006 do 2009 roku, potem Axel Springer Polska sprzedał ją Inforowi, który połączył ją z "Gazetą Prawną" i zrobił z tego "Dziennik Gazetę Prawną". "Dziennik" do pewnego momentu był niezłą gazetą, daleko lepiej niż najbliższa mu światopoglądowo "Wyborcza" czującą młodszego czytelnika, niestroniącą od lekkich i lekko podanych tematów. Miał jednak problem, a tym problemem była właśnie "Wyborcza", z którą chciał konkurować. Na dwa sposoby - większym "obiektywizmem", co przejawiało się w oddawaniu łamów ówczesnym odpowiednikom braci Karnowskim, oraz atakowaniem okrętu flagowego Agory. Co jakiś czas więc pojawiały się w nim teksty spod znaku "tato, a Michnik powiedział". Ich ukoronowaniem było wywalenie w 2007 roku na czołówkę agitki Macieja Rybińskiego "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika". Po którym to tekście na zawsze pożegnałam się z &…

Głupi, pazerni czy hipokryci?

„Czy w Polsce mamy dyktaturę mniejszości seksualnych?” – zapytał parę dni temu „prowokacyjnie” Kuba Strzyczkowski w programie "Za a nawet przeciw" w radiowej Trójce. „Czy przeszkadzają mi homoseksualiści w życiu publicznym?” – pytał kilka miesięcy wcześniej. „Czy homoseksualizm sprzyja pedofilii?” – zastanawiano się dwa tygodnie temu w Polsacie. Każdemu z tych programów towarzyszyła sonda, za każdym razem widzowie i słuchacze zagłosowali na tak. W każdym też, w ramach dziennikarskiego „obiektywizmu”, posadzono osobę niehetero lub działającą na rzecz osób niehetero, aby tłumaczyła, że nie jest wielbłądem. Po drugiej stronie miała albo wielce uczone autorytety, w rodzaju księdza Oko, albo po prostu osoby dzwoniące do studia i wylewające pomyje na osoby LGBTQetcetera. Byli też rzecz jasna prowadzący, którzy ograniczyli się do udzielania głosu kolejnym osobom i, rzadko po rzadko, ale radość tym większa, komentarzy w rodzaju „No ale teraz to już pan trochę przesadził”.

Po co rob…

Twarze gender [WYNIKI KONKURSU]

Aktualizacja: I oto są! Dwie alegorie Gender, które przyniosą sławę i chwałę autorom i naszej wspólnej działalności.

Miejsce pierwsze: Ideologia Gender atakuje polską rodzinę. Olej na płótnie.
Miejsce drugie: Rozpracowany plan Genderterrorystów. Napisy na obrazkach.

Autorowi i autorce (jak ładnie parytetowo wyszło) gratulujemy. A wszystkim Wam dziękujemy za zapał, kreatywność, no i tak entuzjastyczny udział w zabawie.

Niech Gender będzie z Wami!
***
Gender opanował Polskę, pożerając niewinne dziatki, przebierając liderów ruchu narodowego w różowe spódniczki, wykupując mydło z drogerii i ziemniaki ze straganów, piekąc biszkopty z zakalcem i zastępując Freddiego w snach licealistów. Od kilku dni panoszy się też na naszym fanpejdżu, gdzie wspólnie z czytelniczkami i czytelnikami tropimy jego działalność i pokazujemy jego prawdziwą twarz. Udało się nam go znaleźć w sztuce, popkulturze, świecie owadów, a nawet w sympatycznej psiej mordce.

Teraz nadszedł czas na fazę drugą - wybór Miss Gende…

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…

Została satysfakcja, ale nawet jej brak

Ach, jak bardzo chce mi się od wczoraj powtarzać: a nie mówiłam? A nie pisałam - rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu, jakie to fajne te Marsze Niepodległości są? I jak bardzo co poniektórzy dają się wkręcać w historyjki o lewackich prowokacjach, o Kolorowej Niepodległej, co to napadła na biednych narodowców maszerujących pół kilometra od niej i zdemolowała pl. Konstytucji? Jak bezsensowne są teorie o wszelkiej symetrii, bo tu nie ma symetrii, nie ma prowokujących i prowokowanych, tu jest bomba z wcale nieopóźnionym zapłonem, której wystarczy, że jest w ruchu, by wybuchła? I co? I teraz już chyba nikt, nawet wątpliwi bohaterzy wczorajszego popołudnia, nie wierzy w opowieści o tym, że to tęcza zaczęła, że skłotersi zaczęli, że ambasada zaczęła i samochody, drzewka i kostka brukowa zaczęły. Teraz mamy wielkie poruszenie, premiera, rząd, ministrów, którzy w końcu zauważyli, że tu nie starły się żadne dwa ekstremizmy, ale po raz kolejny pokazał, co potrafi, jeden tylko, również przez …

Fuck you Mr Cameron!

W tym tygodniu Paul Cameron, znany homikożerca, dla niepoznaki określany mianem "kontrowersyjnego psychologa", odbył tradycyjne już tournée po Polsce. Odwiedził Rzeszów, Kraków, Warszawę, Białą Podlaskę, Opole i Białystok. Występował w salkach katechetycznych, klubach i, niestety, na dwóch uniwersytetach. Wszędzie opowiadał mniej więcej o tym samym: że winne niżowi demograficznemu są kobiety, którym zachciało się kształcić i pracować, i pigułki antykoncepcyjne, że program równościowe przedszkole to jak oddanie dzieci pod opiekę dra Mengele, że osoby nieheteroseksualne częściej powodują wypadki i wsiadają za kółko po pijanemu, że większość z nich ma doświadczenia seksualne z płcią przeciwną, co dowodzi, że są w rzeczywistości heteroseksualne, że żyją krócej, częściej popadają w nałogi, tworzą związki oparte na przemocy i molestują nieletnich. W związku z tym homoseksualność należy zdelegalizować, a osoby niehetero izolować od zdrowego społeczeństwa, a już szczególnie od dzie…

Walczę z wiatrakami

Tak naprawdę nie pamiętam już chyba tekstu na temat osób nieheteronormatywnych w mainstreamowych mediach, który by mnie w jakimś stopniu nie zirytował. Niemal zawsze jest coś nie tak. A to dziennikarz się upiera, że pierwotny projekt ustawy o związkach partnerskich autorstwa Dunina dawał możliwość dziedziczenia na tych samych zasadach co małżonkowie, a to pisząc o stygmatyzującym osoby LGBTQ prawie w Rosji, uparcie określa je jako "zakazujące homoseksualnej propagandy", a to miesza transpłciowość z interseksualizmem i w efekcie mu wychodzi, że autorzy projektu ustawy o uzgodnieniu płci chcą, by operacja korekty płci mogła być możliwa od 13 roku życia... Co gorsza, te błędy zazwyczaj nie wynikają ze złej woli, a z braku wiedzy i staranności przy przygotowywaniu materiału. Oczywiście te niedostatki (delikatnie mówiąc) warsztatowe objawiają się nie tylko w tekstach o nas. Zaryzykowałabym jednak stwierdzenie, że inne są skutki braku rzetelności, gdy pisze się o grupach stygmaty…

"Po stronie duchów, na lewym brzegu"

To nie tak miało być.
To nie był mój pierwszy blog. Schemat "blog-blog-blog-block!" mam już przećwiczony gdzie indziej. Ale to nie tak miało być.

Alek miał zostać felietonistą Wysokich Obcasów i czarować Was swoją niepokojącą osobowością w "męskiej końcówce". Rachunki z tytułu umowy o dzieło wystawiałby na fikcyjne nazwisko. Miał za trzecim razem dać się namówić na wystąpienie w Mieście Kobiet. Zapewne pokazałby się jako przyciemniona sylwetka, mówiąca sztucznym głosem z puszki. Przede wszystkim zaś miał stać się stałym elementem trzyczęściowego garnituru, kto wie, może z czasem nawet krawatem? Przecież chyłkiem, skoczkiem, boczkiem mógłby się nawet kiedyś spotkać w realu z pozostałym autorkami czy kilkoma uroczymi dyskutant(k)ami. Może by się nie wydało. Na pewno udawałoby się balansować na granicy zwierzenia osobistego i bezosobowego ogólnika. Że kto jak kto, ale ja umiem sobie z takimi rzeczami radzić. Śpiewająco.


Co zamiast tego? Miesiące przymusowej ciszy po…

To nigdy nie jest tylko serial

"Orange Is the New Black", "The Fosters" i "Orphan Black"* to trzy seriale, które zaczęłam oglądać w ostatnich tygodniach. Co je łączy? Nieheteronormatywne bohaterki i bohaterowie. Co dzieli? Praktyczne wszystko. Pierwszy to tragikomiczna obyczajówka oparta na wspomnieniach pewnej kobiety, która wprost z wygodnego mieszkanka i życia w Nowym Jorku trafiła do więzienia. Drugi - naprawdę dobry i mądry serial rodzinny o dwóch paniach, które prowadzą rodzinę zastępczą, i perypetiach ich dzieci. Trzeci - będąca na bakier z logiką, ale za to fantastycznie zagrana produkcja science-fiction. Wszystkie trzy można określić jako skierowane do szerokiej publiczności. W promocji żadnego nie podkreśla się, że mają swojego geja, lesbijkę, osobę biseksualną czy transpłciową (a właściwie to mają ich znacznie więcej), bo te postacie nie robią w nich za politpoprawne dodatki do fabuły. Po prostu są, tak jak nie brakuje ich w innych produkcjach, jak chociażby w "Grze o …

Wszędzie widzę homofobię

"Nie jesteśmy homofobami" - zgodnie mówią o sobie Jarosław Gowin, Lech Wałęsa, Robert Węgrzyn, Antoni Mężydło, Grzegorz Pellowski, Michał Kamiński. "Nie jestem homofobką" - twierdzi Krystyna Pawłowicz. Codziennie dzielnie wtóruje im rzesza internautów i internautek na blogach, forach i innych takich. Nie są homofobami, bo mają przyjaciół gejów, nic nie mają do lesbijek, w ogóle nic nie mają do osób nieheteronormatywnych, tylko nie bardzo chcą je oglądać, mają inne poglądy dotyczące równych praw, nigdy się nie zgodzą, by dwóch mężczyzn mogło wychowywać dziecko, bo się nie boją gejów, tylko czują do nich obrzydzenie... Takich niehomofobów jest jak na moje oko już znacznie więcej niż osób, które z dumą przyznają, że tak, homofobami są. I z jednej strony całkiem to radosna wieść, bo świadczy o tym, że gdzieś tam w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku udało się sprawić, że bycie homofobką czy homofobem to na tyle wstydliwa sprawa, że mało kto z grona niby-oświeconych i …

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Parada 2013: z warunkowym patronatem

Plan był taki, że w czasie Parady Równości miałyśmy być gdzie indziej. Wylegiwać się na pomoście nad jakimś jeziorem, rzucać psu piłeczkę do wody, odpocząć i odstresować się na tyle, na ile da się to zrobić w dwa dni. Szyki pokrzyżowała nam Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, a konkretnie jej "warunkowy patronat" nad największą polską imprezą LGBTQ:
Jestem pierwszym politykiem, który dał patronat tej imprezie, ale za cel postawiłam sobie, że marsz równości będzie marszem nie tylko jednej grupy narażonej na wykluczenie. Chcę uświadomić jego organizatorom, że będzie on zgodny z nazwą, tylko wtedy, gdy pojawią się na nim również przedstawiciele m.in. osób z niepełnosprawnością, osoby starsze, czujące się wykluczone z różnych względów, mniejszości etniczne i narodowe, ludzie chorzy... Jeśli jednak nie uda się tak zorganizować tegorocznego marszu, jeśli kolejny raz będzie on monotematyczny, to nie zdecyduję się na kolejne patronaty. Te słowa bardzo ładnie obrazują problem, jaki mam z …