Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

Gościnnie o Gowinie i Konstytucji

Kiedy latem dyżurowaliśmy pod Sejmem, w pewnym momencie obok naszej zebranej wokół słynnego już różowego banera grupy przeszedł Jarosław Gowin. Zaczęliśmy się do niego uśmiechać i machać w jego kierunku. On się uśmiechnął do nas i odmachał. Wcześniej i później mijało nas wielu posłów i posłanek – w drodze z i do Sejmu. Część – z przyjaznych nam partii – zatrzymywała się, żeby porozmawiać. Część udawała, że nas nie widzi. Zdarzyło się kilku, którzy pokazali wulgarny gest. Zdarzył się też poseł Niesiołowski, który uciekł bocznym wyjściem, by potem wygłosić w mediach mowę o tym, że on do nas nie wyjdzie, bo się boi, że go pobijemy...

Całość na Queer.pl. Zapraszam do lektury!

Szczególnie zadowolona jestem z fragmentu, w którym piszę o konstytucyjności projektów ustaw o związkach partnerskich. A konkretnie z zestawienia różnych podejść konstytucjonalistów i teorii, że skoro nie ma sposobu, by jednoznacznie i raz na zawsze stwierdzić, która interpretacja art. 18 jest właściwa, to powoływan…

Strach się bać

Ewa napisała wczoraj, co myśli na temat nagłego zrywu „oburzonych”. Jak to Ewa - dość spokojnie i rozsądnie. Ja już nie muszę tak pisać.

Cieszą mnie te inicjatywy. Serio.

I śmieszą, bo podobno „oburzonych”, „liberalnych” itd. jest dużo dużo więcej niż klikniętych „wezmę udział” na FB pod wydarzeniem „Occupy Wiejska” czy kilka tysięcy, które wysłały 220000 mejli do konserwatywnych posłów i posłanek PO z gotowej formatki. Mniej więcej 2 sekundy zajmuje kliknięcie „lubię to” czy „wezmę udział”, od 30 do 60 - wpisanie imienia, nazwiska i adresu e-mail oraz kliknięcie „wyślij”. Mając to na uwadze, nadal ktoś sądzi, że podane przeze mnie liczby naprawdę są oszałamiające? Nawet jak dołożymy do tego wydarzenia "Popieramy związki partnerskie" i kilka podobnych, które zgromadziły po kilka tysięcy lubiących?

Z zainteresowaniem śledzić będę losy innego wydarzenia „Wstyd w sejmie. Wesprzyj związki partnerskie. Niedziela - w samo południe”. Organizatorzy nawołują w nim do pojawienia się …

Sejm powiedział związkom pa, pa!

"Oglądam i ryczę", "Zaraz zwymiotuję", "Cały się trzęsę i nie mogę nic zrobić", "Dość, emigruję" - tak komentowali i komentowały wczorajsze sejmowe "obrady" nad projektami ustaw o związkach partnerskich moi przyjaciele i przyjaciółki. "Nie martwcie się, nie przejmujcie się, nie słuchajcie tego", "Jest mi wstyd, że żyję w kraju, który tak traktuje swoich obywateli", "To też moja wina - bo nic nie robię i pozwalam innym tak was traktować" - pisali mi znajomi, którzy dotąd niespecjalnie interesowali się naszymi prawami. "Żegnaj, Platformo", "Platforma ma dziś twarz posłanki Pawłowicz", "Czy zagłosujesz jeszcze na PO?" - czytam dzisiaj w mediach.

Szok, wściekłość i oburzenie. Nie dlatego, że wszystkie projekty, nawet ogryzek PO, przepadły w pierwszym czytaniu. Niespodzianką byłoby, gdyby nie przepadły. Dlatego, że na sali sejmowej padło wiele potwornych, obrzydliwych i podłych sł…

A może getta dla dziennikarzy?

Osoby homoseksualne od lat zajmują pierwsze miejsce wśród grup, których najbardziej nie lubią i obawiają się Polacy. Homofobia nie ma racjonalnych podstaw, tak więc aby ją usprawiedliwić, korzysta się z całego wachlarza pseudoargumentów. A to cytuje "naukowe" badania hochsztaplerów w rodzaju Paula Camerona, a to stosuje zasadę odpowiedzialności zbiorowej (gej zamordował partnera? Wszyscy geje mordują partnerów!), a to przeinacza fakty, aby "udowodnić" terrorystyczne zapędy światowego homolobby. Osoby uprzedzone z upodobaniem opowiadają, jak to szwedzki pastor  Ake Green został skazany za to, że cytował podczas kazania, co Biblia mówi o homoseksualności (w rzeczywistości pastor nie ograniczył się do cytatów z Biblii, ale stwierdził, że akceptacja homoseksualizmu otwiera drogę takim dewiacjom jak zoofilia i pedofilia oraz nazwał homoseksualizm zboczeniem i rakiem toczącym zdrowe społeczeństwo; mimo że szwedzki Sąd Najwyższy uznał, że złamał prawo, to Green został un…

Grzeszne lesby chorują na związki

"Znowu uśmiercałaś Gosię" - taką wiadomość dostałam od znajomego tuż po tym, jak wyszłam z dzisiejszego porannego programu Hanny Lis (do obejrzenia tu). Program był o tym, co w Sejmie już za tydzień, czyli o związkach partnerskich. A jak o związkach, to też o tym, po co nam one, więc tradycyjnie już posiłkując się Gosi i moją sytuacją życiową, wytłumaczyłam, po co. Bo choć uprawianie związkowej nekrofilii nieszczególnie mnie bawi, to z drugiej strony wiem, jak dobrze działają argumenty typu "opowiem wam moją historię" (moją, nie kolegi, znajomego, przeczytaną, zasłyszaną). I, niespodzianka, tym razem też zadziałały - link do wideo ślicznie się rozchodzi po fejsie, a moja "ulubiona" dziennikarka naTemat.pl Anna Wittenberg wysmażyła na jego podstawie tekścik, który, mimo że (a może właśnie dlatego?) jest okropny, też robi niezły szum.

Czemu okropny? Bo, choć pokazuje związki partnerskie przez pryzmat codziennych problemów (i za to pani Annie cześć i chwała…

Czarny PR

Od początku naszego związku Ewa próbowała walczyć z moim antyklerykalizmem. I chyba nadal próbuje. Tę jedną z nielicznych naszych batalii przegrywa sromotnie. Ilekroć widzę funkcjonariusza kościoła katolickiego, od razu pojawia się opcja hejt mode on, a z gardła wyrywa mi się warkot, którego nawet Absik (nasz kundel) by się nie powstydził. Skąd mi się to wzięło, opisałam w tym poście.

Instytucja nazywana w skrócie kk od zawsze miała na celu grabieże i morderstwa. Od samego początku jej funkcjonariusze znajdowali cudowne (i pewnie objawione) usprawiedliwienia, czemuż w imię religii przyciągającej cudownym hasłem "miłuj bliźniego" dokonuje się tychże czynów.

Tak pojmowana "miłość bliźniego" pokutuje wśród homo klerikus do dzisiaj. Coraz mocniej "miłują" oni homoseksualistów, coraz częściej oskarżają ich o całe zło współczesnego świata. Zacznijmy od samej góry, czyli od zwierzchnika tychże, zwanego papieżem. Otóż całkiem niedawno był on łaskaw nie tylko pod…

Argumenty

Temat związków partnerskich wraca na tapetę. Za dwa tygodnie Sejm zajmie się (a przynajmniej ma to w porządku obrad) trzema projektami ustaw - ogryzkiem Dunina i nieco przyjemniejszymi projektami, pod którymi podpisały się strona społeczna, SLD i RP. Z tej okazji jeden z blogerów naTemat.pl postanowił napisać o... homorodzicielstwie. O którym słowa we wspomnianych projektach nie ma, ale tego się nie czepiam - w końcu dyskusja o dzieciach i tak jest u nas spóźniona o ładnych parę lat, więc każda okazja jest dobra. Czepnę się za to samego artykułu. Bo jest niedobry. Bardzo niedobry. Choć autor niewątpliwie tego nie chciał.

Tekst zaczyna się od tradycyjnego zestawu argumentów przeciw - że pary jednopłciowe nie będą dobrymi rodzicami i że "zarażą" dziecko homoseksualizmem. A następnie daje im odpór... tradycyjnym zestawem opowieści o bitych, zaniedbywanych, molestowanych i zabijanych dzieciach wychowywanych "tradycyjnym katolickim środowisku" (zabrakło tylko dzieci w …

Lesbijka Małgorzata...

Szczególnie w 2012 roku miałam wrażenie, że zawężam cały mój świat do bycia lesbijką, pomijając inne aspekty mojego życia, pomijając to, co zawsze mówiłam, że najpierw jestem człowiekiem, potem kobietą, a moja orientacja to sprawa trzeciorzędna (chociaż popełniłam ten tekst).

Powód jest prosty. Rok 2012, poza moimi zmaganiami z chorobą, upłynął mi pod znakiem walki o równość wobec prawa (chociaż taką mniej równą), czyli o związki partnerskie, o czym Ewa dzielnie pisała na trzyczęściowym. A to wylądowałam pod kolumną Zygmunta, a to piknikowałam pod Sejmem, a to spotykałam się z marszałkinią Sejmu, a to nagrywałam płyty z odezwą do (p)osłów.

Ostatnio coraz więcej rzeczy udowadnia mi, że ani nie przesadziłam, zawężając mój świat do bycia lesbijką, ani moja orientacja nie jest sprawą trzeciorzędną.

Zacznę od ostatniej przykrej informacji. Samobójstwa nastoletniego geja. Nie wiem, dlaczego zdecydował się na ten krok. Był prześladowany w szkole? W domu? Przez znajomych? Czytając, słysząc o…