czwartek, 17 stycznia 2013

Grzeszne lesby chorują na związki

"Znowu uśmiercałaś Gosię" - taką wiadomość dostałam od znajomego tuż po tym, jak wyszłam z dzisiejszego porannego programu Hanny Lis (do obejrzenia tu). Program był o tym, co w Sejmie już za tydzień, czyli o związkach partnerskich. A jak o związkach, to też o tym, po co nam one, więc tradycyjnie już posiłkując się Gosi i moją sytuacją życiową, wytłumaczyłam, po co. Bo choć uprawianie związkowej nekrofilii nieszczególnie mnie bawi, to z drugiej strony wiem, jak dobrze działają argumenty typu "opowiem wam moją historię" (moją, nie kolegi, znajomego, przeczytaną, zasłyszaną). I, niespodzianka, tym razem też zadziałały - link do wideo ślicznie się rozchodzi po fejsie, a moja "ulubiona" dziennikarka naTemat.pl Anna Wittenberg wysmażyła na jego podstawie tekścik, który, mimo że (a może właśnie dlatego?) jest okropny, też robi niezły szum.

Czemu okropny? Bo, choć pokazuje związki partnerskie przez pryzmat codziennych problemów (i za to pani Annie cześć i chwała), to nie dość, że przeinacza fakty, to jeszcze jest napisany w iście tabloidowym stylu.

Po kolei. Pierwszy klaps należy się pani Wittenberg za tytuł: "Homoseksualizm to grzech? Rośnie kolejne pokolenie homofobów? Gorąca dyskusja u Hanny Lis". Trzy zdania, dwie głupoty. O grzeszności homoseksualności w programie nie było słowa (homoseksualizm jako grzech i choroba pojawił się za to, nie wiedzieć czemu, na belce pod naszymi buźkami; tak na marginesie - w życiu bym nie poszła do programu o takiej tematyce), tak że i w artykule nic o niej nie ma, więc tytuł jest podwójnie od czapki. A dyskusja u Hanny Lis była być może interesująca, ale z pewnością nie gorąca - miło sobie z gawędziłyśmy, chyba nawet jedna drugiej (i trzeciej) nie przerywając.

Drugi za "lesbijki". W programie były trzy kobiety - prowadząca Hanna Lis, psycholożka, współautorka raportu o nieheteronormatywnej młodzieży i była szefowa KPH Marta Abramowicz i ja z ramienia akcji Miłość Nie Wyklucza. Dla Wittenberg były to jednak "lesbijka Ewa Tomaszewicz" i "Marta Abramowicz, także lesbijka" (przy czym nie było rzecz jasna "heteroseksualistki Hanny Lis"). Może i to prawda, tyle że nie pojawiłyśmy się tam z powodu tego, kim jesteśmy, a z powodu tego, co robimy. Nie mówiąc już o tym, że skoro zdanie wcześniej pani Anna cytuje moją wypowiedź, w której używam zwrotu "moja partnerka", to chyba nie musi mnie chwilę później etykietować.

Trzeciego klapsa daję za zdanie "Jako pierwsza w Polsce, dzięki akcji Love is in the air przeprowadzonej przez linie lotnicze, wzięła monopłciowy ślub". Wprawdzie miło być "pierwszą w Polsce", tyle że przed nami śluby wzięło (oczywiście nie w Polsce, chyba że mowa o ceremoniach humanistycznych) pewnie parędziesiąt, jak nie więcej, polskich par. I miło wziąć ślub, ale litości - nie "monopłciowy"! Jakoś nie kojarzę, by pary różnopłciowe zawierały związki "stereo", a poliamoryści "dolby surround".

Czwartego - za położenie Gosi do szpitala (pewnie na stałe), podczas gdy ja mówiłam jedynie, że Gosia w ostatnim czasie często w szpitalach bywała. I te wszystkie "drobne nieścisłości" pojawiły się w króciutkim artykule, opisującym niespełna siedmiominutową (bardzo fajną i merytoryczną) rozmowę, w trakcie której milczałam przez jakieś cztery minuty. No po prostu brawo.

Wiem, wiem. Nie powinnam się czepiać, ogólna idea tekstu jest wszak w porządku. A to, że nasza historia została odpowiednio udramatyzowana, tylko wychodzi na plus, podobnie jak tabloidowy tytuł i robienie wielkiego halo wokół tego, że tam, w tym telewizorze, to były LESBIJKI - wszak więcej osób kliknie w grzeszną lesbę niż w Ewę, której partnerka jest chora i leży (lub nie) w łóżeczku. Doskonale też zdaję sobie sprawę, że bez wsparcia mediów sprawy związków wygrać się nam nie uda. Zastanawiam się tylko, czy takie podkręcane na siłę teksty robią nam dobrze, czy niekonieczne. Wiem na pewno, że mi niekoniecznie - w końcu skoro już "sprzedaję" swoje prywatne życie, to miło by było, gdyby przynajmniej opiniotwórcze media (a za takowe naTemat.pl chce chyba uchodzić) nie robiły z niego cyrku.

6 komentarze :

Napiszę po swojemu - mogłabyś być biseksem np. i też mieć dziewczynę ;) Tylko wtedy to już nikt by nic nie skumał :)
Eile

Biseksem, panseksualistką albo jeszcze kimś innym. No ale tak, tak, to za trudne, stanowczo.

Rozłożyłaś mnie związkami stereo i dolby surround. Poza tym, świetny tekst i sposób wypunktowania nieścisłości w artykuliku.
Opinie o NaTemat.pl mam bardzo mieszaną, czasem wieje Pudelkiem, czasem Faktem, ale rzadko Wyborczą czy też HuffPost (które niby jest pierwowzorem dla serwisu).

No niestety, naTemat.pl jest bardzo niejednorodne. Trochę świetnych blogów (Dehnel, Dryjańska) i sporo, cóż, takich sobie. Z tym że pani Wittenberg jest zdaje się etatową dziennikarką, więc od niej wymagam trochę więcej.

@"Drugi klaps" (jeśli można użyć takiej konstrukcji tekstu :) )

To świetnie współgra z wcześniejszym waszym tekstem o zawężaniu swoje tożsamości do orientacji. Wtedy też pisałem, że w waszym przypadku jest to reakcja na postawę mainstreamu, który właściwie ogranicza was tylko do tego aspektu waszej osobowości.
Tutaj mamy piękny przykład.
Niezaleznie od tego, czy było celowy zabieg, mający na celu wzrost klikalności, czy też nie. Sporo to mówi o naszym społeczeństwie, a właściwie o tej heteronormatywnej jego cześci. Bardzo pachnie mi to freudyzmem, jesli w kraju rzekomo "katolickim", "na wartościach" i "broniącym się przed sekularyzmem" sferę ludzkiej seksualności sprowadza sie do wulgarnej biologii (nie tylko w stosunku do LGQBT, ale też i do hetero). Ale i tak ostatnio sądzę, że to co tu mamy w Polsce, to budowanie katolickiej antycywilizacji, cywilizacji śmierci if you will.

Sam program w wolnej chwili może obejrzę.:)

Pozdrawiam :)

No i co wy na to? Ciagle to samo nie bo nie! Ile można prosić o równe prawa obywatelskie ? Płacę te holerne podatki i co w zamian! ? Rany czy nie można prostu zaskarżyć tego kraju ? Choćby za brak równych praw obywatelskich.

Prześlij komentarz