poniedziałek, 7 stycznia 2013

Lesbijka Małgorzata...


Szczególnie w 2012 roku miałam wrażenie, że zawężam cały mój świat do bycia lesbijką, pomijając inne aspekty mojego życia, pomijając to, co zawsze mówiłam, że najpierw jestem człowiekiem, potem kobietą, a moja orientacja to sprawa trzeciorzędna (chociaż popełniłam ten tekst).

Powód jest prosty. Rok 2012, poza moimi zmaganiami z chorobą, upłynął mi pod znakiem walki o równość wobec prawa (chociaż taką mniej równą), czyli o związki partnerskie, o czym Ewa dzielnie pisała na trzyczęściowym. A to wylądowałam pod kolumną Zygmunta, a to piknikowałam pod Sejmem, a to spotykałam się z marszałkinią Sejmu, a to nagrywałam płyty z odezwą do (p)osłów.

Ostatnio coraz więcej rzeczy udowadnia mi, że ani nie przesadziłam, zawężając mój świat do bycia lesbijką, ani moja orientacja nie jest sprawą trzeciorzędną.

Zacznę od ostatniej przykrej informacji. Samobójstwa nastoletniego geja. Nie wiem, dlaczego zdecydował się na ten krok. Był prześladowany w szkole? W domu? Przez znajomych? Czytając, słysząc o losie innego młodego geja, którego miałam przyjemność poznać w wakacje pod Sejmem, nie uważam tego za niemożliwe.

Jak silnym trzeba być, żeby znosić codzienne obelgi, ostracyzm, a nawet przemoc fizyczną?  Szczególnie w wieku, kiedy istnieje tak wielka potrzeba bycia akceptowanym. I pisze to licealna outsiderka, która niby była nią z wyboru, ale za każdy odruch sympatii, akceptacji gotowa była oddać całe swoje serce. Dlatego nie dziwi mnie, że aż 63 procent nastolatków LGB myślało o samobójstwie (raport Lambdy i KPH za lata 2010-2011). Nie dziwi, ale smuci i przeraża.

A przecież im dalej w las, tym gorzej. Zewsząd, z każdego kąta, z każdej dziury, na każdym etapie swojego życia słyszymy, czytamy o swojej nienormalności, o tym, że takie osoby jak my należy leczyć (wersja łagodna), wysłać na bezludną wyspę (wersja medium), czy do gazu (wersja horror). I nie są to głosy ludzi z marginesu, niewykształconych, ludzi niemających wpływu na nasz kraj. Słyszymy to z ust polityków, (p)osłów, premiera i prezydenta. No od tych ostatnich może w bardziej zawoalowanej formie, ale jednak. Politycy partii mającej w nazwie "prawo" i "sprawiedliwość" oczywiście w tym przodują, ale ich koledzy z partii mającej w nazwie "obywatelska", kreujący się na zbawców i homo friendly, są tylko od nich nieco kulturalniejsi, a w głębi ducha myślą to samo. Znam przypadek jednego (p)osła z tegoż ugrupowania, który potrafi niewybrednymi słowami gnoić (bo inaczej tego nazwać nie można) swoją rodzoną siostrę lesbijkę, a w Sejmie udawać, że tak, jak najbardziej sprawę związków partnerskich należy uregulować.

Niestety i w partiach mieniących się lewicowymi czy liberalnymi również znajdują się osobniki takowe poglądy głoszące.

O hipokrytach od miłości bliźniego obszerniej wspomnę w swojej kolejnej notce, ale ich pogarda, ich słowa mogą ranić jeszcze mocniej tych, którym Jezus kojarzy się jeszcze z kościołem katolickim (tak, specjalnie pisane małymi literami).

Możemy sobie wmawiać, że wisi nam to, że takie głosy mamy w dupie, że świadczą one nie o nas, lecz o mówiących, ale nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że jakiś ślad to w nas zostawia. U niektórych maleńką rysę niewidoczną gołym okiem, u innych ogromną wyrwę. To właśnie kretynom z wyższego szczebla zawdzięczam to, że moja orientacja nie jest sprawą trzeciorzędną, że staje się moim nemezis i katharsis jednocześnie. Że swoje życie jej podporządkowuję. Ludzie wokół mnie są zaskoczeni i przerażeni, jak im cytuję co "ciekawsze" opinie na temat osób LGBTetc. Na mój, Twój, Wasz, Nasz temat. Dlatego trudno, ale witaj z powrotem Zoja, witaj z powrotem: „Lesbijko Małgorzato Rawińska”.

15 komentarze :

Historia prawdziwa.

Zaproszony idę na imprezę. Gości znam. Wśród nich proboszcz podłódzkiej parafii i jego partner. Gospodarze to katoliccy geje. Ja: ateista, antyklerykał z opadłymi skrzydłami, wróg zakłamania, świeżo poinformowany o samobójstwie chłopaka w małej parafii.
Ja: Tacy jak ty mają krew na rękach!
Pozostali: Ćśśśśś, uspokój się.
Proboszcz: To nie było w mojej parafii!
Ja: A w swojej parafii wciskasz owieczkom do głowy coś innego niż potepienie za odstępstwa od tego czemu przysięgałeś, a co masz w dupie?

Zostaliśmy rozdzieleni.

Ani gospodarzy, ani ich gości nigdy więcej nie widziałem. I nie chcę.

Rude de Wredne: A ja jestem wściekły, że ludzie nie myślom ;)

I co najważniejsze, to nie same osoby LGQBT zawężają siebie tylko do swojej orientacji. To ta cała banda pożytecznych kretynów i homofobów wyrzuca temat orientacji na pierwszy plan, robiąc z niego straszak i kozła ofiarnego. I to właśnie nie ci ponurzy łysi panowie są tutaj najgorsi, lecz to chowane na kwejku pokolenie, któremu roi się, ze jest nowoczesne i liberalne, ale w rzeczywistości jest jeszcze silniej osadzone w lękach i uprzedzeniach niż pokolenia ich rodziców i dziadków.
O postawie kościoła nie ma co wspominać, jeżeli bardziej przejmujesz się losem kiboli niż maltretowanych kobiet, to mam złe wieści dla twojego systemu wartości...

Tutaj będzie miało miejsce małe wynurzenie osobiste.
Kiedyś byłem homofobem i męskim szowinistą, miałem prawicowe poglądy i uznawałem homoseksualizm za zagrożenie dla europejskiej cywilizacji. Co ciekawe, większym gniewem otaczałem lesbijki niż gejów (co jest raczej atypowe u męskich homofobów), jednakże z czasem skonfrontowałem się ze światem, poznałem obłudę dotychczasowych poglądów i uświadomiłem sobie, że moja homo(a właściwie les)fobia brała się ze strachu. Otóż bałem się, że lesbijki są dowodem na to, ze jako mężczyzna jestem niepotrzebny, że dwie kobiety stanowią wspaniałą całość w której nie ma, nie było i nie będzie dla mnie miejsca. hodowałem w sobie paranoiczne przekonanie, że wszystkie kobiety są lesbijkami, że nigdy nie będę wstanie zbudować trwałego związku z żadną kobietą, gdyż któregoś dnia osoba którą kocham spotka kobietę z którą będzie szczęśliwsza niż kiedykolwiek ze mną. Przypłaciłem to poważną depresją, nienawidziłem samego siebie za to, ze jestem mężczyzną. Do dzisiaj żyje we mnie ten niepokój, ale uczę się nad nim panować, wiem, że nie mogę winić innych za własne problemy, no i staram się jak w mojej mocy zrozumieć kobiety. I poniekąd właśnie dlatego tu jestem, by jak tylko jest to możliwe zrozumieć kobiecość nawet w tych aspektach, w których na zawsze będzie dla mnie nie dostępna.

Przepraszam za tę emocjonalną prywatę, jeśli jest ona nie na miejscu oddaje się pod nożyczki adminki.:)

Biały hetero: dla mnie bomba, a o mnie tu http://odswietnateresa.blogspot.com/2012/05/wyznania-homoseksualisty-bylem.html

Szukamy i fajnie jest jesli znajdujemy. Rozwodzimy się, bo popełniamy pomyłki. I szukamy dalej. W końcu znajdujemy - albo tak nam się wydaje.

La Strada.

Ter SA: Blog znam, raz, czy dwa nawet odwiedziłem. :)

U mnie jedyna różnica, że rozwój nie zmierzał do odkrycia swojej orientacji (tej jestem w 100% pewien), ale "wyleczenia się" z uprzedzeń i kompleksów. I nie żałuję tego, mogę cieszyć się kontaktów z ciekawymi ludźmi i poszerzania własnych horyzontów.:)

TerSa: co do myślenia przez jednostki ludzkie: niestety nie da się im wgrać paru linijek kodu do mózgu, żeby im włączyć ten proces. U niektórych po prostu mode off. Nad czym ubolewam.
A u czarnych sukienkowych nie o niemyślenie chodzi, a o ich zakłamanie...

@BiałyHetero
Twoja historia jest bardzo fajna, bo pokazuje, że można - wystarczy chcieć. Choć łatwe to nie jest, wiem to po sobie. W końcu przynależność do dyskryminowanej grupy nie oznacza, że jest się z automatu otwartą, tolerancyjną itd. (czasami jest wręcz przeciwnie).

@Ewa,

Zgadzam się, czasem starczy po prostu przełknąć ślinę i skonfrontować się z tym czego się boimy. Co prawda, to przez co ja przeszedłem i wciąż przechodzę, (bo z tego lęku i poczucia winy wciąż się w pełni nie wyrwałem, ale przynajmniej jest to ucywilizowane:)), jest tak naprawdę niczym wobec tego przez co muszą przechodzić ci, którzy należą do grup dyskryminowanych.

Najgorsze jest jednak to, że obecnie politycy, duchwowni i rozmaite "moralne ałtorytety", starają się robic cnotę właśnie z tego lęku, a nie ze zwalczania go, co jest droga do samounicestwienia. Ani jednostka, ani społeczeństwo nie może żyć jeżeli oparte jest wyłącznie na lęku.

Co się zaś tyczy związku z byciem mniejszościa a postawą wobec innych, to zgadzam się w zupełności, nie raz wieksze pokłady jadu i wrogości widziałem u znajomych ateistów niz ludzi wierzących. tutaj chyba trudno o jedną zasadę.

a jak zdrowie? :) pozdrowienia

Podłączam się do pytania Maćka, ale nie odpowiadaj, po prostu wiedz, że jak najlepiej Ci życzymy :)
Mnie ten raport też wpadł w ręce, wcześniej poruszyłam temat na swoim blogu (http://wp.me/p2Jh9v-H) i o depresji pohomofobicznej też będę pisała.
Przepraszam, że wpycham się z reklamą, ale temat ważny jak tysiąc pińcet.
Pozdrawiam i walczcie dalej!

U mnie choc rodzina wie, wszyscy wiedzą, Nam stuknie 4 rocznica to nadal zdarzają się różne homofobiczne teksty czy sytuacje - nieświadomie, ale są... Tak jakby homofobia była juz na stałe im do głowy wbita... albo stereotypowe traktowanie którejs jak faceta - coś w deseń "ona pracuje to ty się sama domem powinnas zajmować" "która z Was naprawia usterki?" "a to jak A sie maluje to ty jestes tą chłopczycą co się nie maluje tak?" -.-"

I w takich momentach mam ochotę... A z resztą.

Zdrowia!

Maćku, Firenzo: Dzięki, wierzę, że będzie lepiej już niedługo:)

trzymamy kciuki, czy wszystko, co tam trzeba trzymac! :)

Do Ter Sa i Rude de Wredne
Jest takie głupawe określenie że dupa nie ciągnik a jednak ciągnie !
A by móc o sobie mówić człowiek , należało by najpierw żyć jak przysłowiowy pies .One kochają bez warunkowo , bez ocen . A człowiek to miernota przy nim . Wiec jeśli jesteśmy stworzeni na rzekome podobieństwo do boga . To czym jest kler by to podważać ?!

Prześlij komentarz