Przejdź do głównej zawartości

Gdzie jest Jessica Hyde?


Wierzycie w spiskowe teorie dziejów? Międzynarodowe tajne organizacje, które pragną zniszczyć świat czy połowę ludzkości? Przyszło wam kiedyś do głowy, że świńska i ptasia grypa powstały w laboratoriach? A może po prostu lubicie mocne, pogmatwane seriale, gdzie każdy odcinek, zamiast odpowiadać na pytania z poprzednich, nadbudowuje nowe? Nawet jeżeli wasza odpowiedź na każde z tych pytań brzmi "nie", nie mogę wam nie polecić nowego brytyjskiego miniserialu "Utopia". Bo przede wszystkim to kawał dobrego kina.

Tytułowa "Utopia" to powieść graficzna o szalonym naukowcu, który zaprzedał duszę diabłu. Jej wyznawcy i wyznawczynie (bo trudno mówić o nich po prostu jako o fanach) kontaktują się przez poświęconą jej stronę internetową. Wierzą, że kryje się w niej prawdziwa historia eksperymentu, którego celem jest zniszczenie lub zarażenie jakimś paskudztwem części ludzkości. Pewnego dnia jeden z nich zdobywa drugą część powieści. Kontaktuje się na czacie z czterema przypadkowymi osobami i umawia się z nimi na spotkanie w pubie. Niestety, nie dotrze na nie, bo złoży mu wizytę dwóch smutnych panów z żółtą torbą, w której znajdują się takie cudeńka jak gaz duszący i wymyślne narzędzia tortur. Przyjdą po drugą część "Utopii", ale też zapytać go o tajemniczą Jessicę Hyde, o której on w życiu nie słyszał. Niczego od niego nie dostaną, co nie przeszkodzi im zrzucić go z tarasu. Wszystko to zobaczy może dziesięcioletni Grant, który zamiast wybrać się do pubu, postanowił przekonać się na własne oczy, kim jest gość, który zdobył kontynuację "Utopii". W efekcie na spotkanie dotrze tylko trójka bohaterów - Becky, Ian i Wilson. Następnego dnia dwoje z nich zostanie aresztowanych pod pretekstem popełnienia przez nich przestępstw seksualnych. Trzeciego odwiedzą smutni panowie z żółtą torbą. Nagle okaże się, że dotychczasowe życie Iana, Becky, Wilsona i Granta skończyło. Muszą się odnaleźć i trzymać razem, aby przeżyć, choć nie mają pojęcia, kto i dlaczego dokładnie ich ściga. Poza tym, że ma to coś wspólnego z "Utopią" i Jessiką Hyde.

Plusy serialu? Właściwie trudno jest mi znaleźć jakieś minusy. Może jeden: łatwo odpuścić po pierwszym odcinku, bo jest zwyczajnie dość drastyczny. Ale warto nie odpuszczać. Potem jest już dużo mniej strasznie, a za to coraz bardziej wciągająco. No dobrze - plusy. Scenariusz. Do czwartego odcinka (w sumie jest sześć) napięcie i ciekawość, kto jest kim oraz co i dla kogo właściwie robi, tylko rosną. Potem zagadki powoli się rozwiązują, ale nie liczcie na to, że autorzy nie zostawili czegoś na finał. Aktorstwo. Ale to nic dziwnego, w końcu to brytyjski serial. Ze znanych i lubianych znalazłam wprawdzie tylko Stephena Rea (kto pamięta, skąd go znamy?), ale przecież nie trzeba być znanym, by być dobrym. Różnorodność bohaterek i bohaterów. Z głębokim ukłonem w stronę osób, które kręcą postaci w typie Lisbeth Salander, ale też równie głębokim w kierunku tych, które wolą małych brudnych uliczników, znerwicowanych urzędników ministerialnych, gości przekonanych, że każdy ich krok jest pod pilną obserwacją sekretnych organizacji czy dziewczynki owładnięte Dostojewskim. Klimat. Budowany przez hipnotyzującą ścieżkę dźwiękową autorstwa Cristobala Tapia de Veera i niesamowicie nasycone kolory. Niejednoznaczność. Niby wiemy, że ci źli chodzą i mordują ludzi, aby ich mroczny sekret nie wyszedł na jaw, a ci dobrzy starają się im wymknąć, tyle że ucieczka przed tak potężną i okrutną siłą wymaga utraty niewinności, a i ścigający mają swoją historię i motywy, które może i są potworne, ale niekoniecznie potworne pobudki za nimi stoją. Humor. Smoliście czarny, ale też nieodparty. Przewijające się przez pierwsze odcinki pytanie "Where's Jessica Hyde" na dobre już weszło do naszego domowego repertuaru.

Jak nie cierpię słowa "kultowy", tak nie mogę nie napisać, że ów dziwaczny thriller z elementami science fiction zdecydowanie aspiruje do takiego właśnie statusu. To zdecydowanie najlepszy i najbardziej oryginalny serial, na jaki trafiłam w ostatnich latach. Taki, o którego ewentualnych kolejnych sezonach tyleż marzę, ileż się ich boję. Bo niejeden świetny serial poległ już na próbach rozciągnięcia go na więcej odcinków, niż pierwotnie planowano. Ale mimo wszystko - jeśli będzie ciąg dalszy, z pewnością go nie przegapię.

Na zachętę: muzyka ze smutnymi panami w tle (dialog pochodzi z pierwszej sceny serialu):

Komentarze

  1. Tą muzyką mnie przekonałaś ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite dla mnie jest to, że ja nawet nie lubię takiej muzyki. A ta mnie zafascynowała (początkowo w połączeniu z całością, bo osobno pewnie bym na nią nie zwróciła uwagi).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ja nie mogę przestać tej muzyki, jest uzależniająca ;) Serialu jeszcze nie oglądałem, ale mam zamiar nadrobić tę zaległośc dziś wieczorem, bo zapowiada się naprawdę nieźle. Właściwie to gdzie ja byłem, że nie słyszałem o nim? o.O

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero co Channel 4 wyemitowało ostatni odcinek, tak że mogłeś o nim nie słyszeć. Miłego oglądania (choć nie wiem, czy "miłe" to najlepsze słowo w tym przypadku).

    OdpowiedzUsuń
  5. Obejrzałyśmy niemal hurtowo, w dwa wieczory:). Podpisujemy się pod powyższą recenzją. A co z kolejnym sezonem?:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…