Przejdź do głównej zawartości

Ostrożnie z żartami, bo mogą się spełnić

Wiecie, co mi najbardziej poprawiło humor w ostatnich dniach? Nie fantastyczna akcja "Związki partnerskie nie są dla nas zagrożeniem" (choć jest naprawdę świetna). Nie znęcanie się nad politykami Platformy w wydaniu Hanny Lis czy Justyny Pochanke. Nie pokajanie się przez Gowina, który przyznał, że nie miał prawa wyskoczyć z niekonstytucyjnością projektów ustaw o związkach partnerskich tuż przed głosowaniem nad ich odrzuceniem. Nie żadne inne wydarzenie czy sytuacja pokazujące, że naszych spraw nie udało się po raz kolejny zamieść pod dywan i że rzeczywiście jest ileś tam osób, które poczuły się autentycznie oburzone i postanowiły coś zrobić. Nie, najwięcej radości dostarczyła mi absurdalna akcja polegająca na stworzeniu na Facebooku dziesiątek sekcji Ruchu Narodowego (sekcji LGBT, tańca współczesnego, izraelskiej, masońskiej, lewackiej, satanistycznej, policyjnej, zwłok... Zresztą zobaczcie chociażby komentarze tu). Głupie, prawda? No głupie, ale nic nie poradzę - bawi mnie to. Niemożebnie. I jest dla mnie cudowną odtrutką na ostatnio niefajną rzeczywistość.

Czasami jednak coś (i czasami niestety), co wydaje się po prostu niezłym, choć może trochę gorzkim, żartem, staje się rzeczywistością. Gdzieś w sierpniu ubiegłego roku, gdy Jacek Żalek po raz pierwszy zaczął przebąkiwać o swoim pomyśle na rozwiązania kwestii związków partnerskich, Hubert z akcji Miłość Nie Wyklucza przygotował coś takiego:

To był świetny dowcip - wtedy. Wszak oczywiste było, że Żalek wyskoczył ze swoim pomysłem tylko po to, aby zaistnieć, podobnie jak to się miało z klauzulą sumienia dla aptekarzy czy zakazem palenia w mieszkaniach, czyż nie? No i absolutnie niemożliwe było, by nad tym czy jakimkolwiek innym projektem pochylił się Gowin, prawda? I chyba nikt nie potraktowałby serio idei opisanej m.in. w Wyborczej, by rozwiązać problemy osób, które nie chcą lub nie mogą sformalizować swoich związków, w ten sposób, że ilekroć będą miały potrzebę skorzystać ze swoich praw (w szpitalu, w urzędzie, w sądzie), będą składać odpowiednie oświadczenia? Wyobrażacie to sobie? Składać za każdym razem oświadczenie? Przed panią w szpitalnej recepcji, pielęgniarką, lekarką, lekarzem prowadzącym i ordynatorem, które i którzy rzecz jasna będą mieli mnóstwo czasu, by z nami pogadać, przyjrzeć się oświadczeniom, stwierdzić ich prawdziwość i zadecydować, że tak, to my, właśnie my mamy prawo się dowiedzieć, w jakim stanie jest nasz partner? Cóż, jeśli dotąd nie zdarzyło się wam snuć takich scenariuszy - czas zacząć to robić. 

Bo oto tak się złożyło, że szalona myśl Huberta stała się ciałem i za wypracowanie związkowego "kompromisu" naprawdę wzięli się Żalek z Gowinem do spółki. Pobłogosławieni przez miłościwie nam panującego pana prezydenta, który stwierdził, że skoro są wątpliwości co do zgodności dotychczas wnoszonych projektów z Konstytucją, to w takim razie należy... Rozwiać je? Nie, po prostu trzeba zrezygnować z jakiejkolwiek, a chociażby i odbywającej się w okienku na poczcie, rejestracji związków. A to wszystko w imię rozsądku, umiaru, zgody narodowej i ułatwiania życia obywatelom rzecz jasna. 

I tak głupi, nic niewnoszący i dający ogromne pole do nadużyć (bo co przeszkodzi np. dwóm przestępcom złożyć oświadczenie w sądzie, że są parą?) pomysł Żalka zyskał całkiem spore szanse nie tylko na to, że ktoś się nad nim na serio pochyli, ale nawet, że zostanie wprowadzony w życie. 

Tak, wiem. Powinnam się cieszyć. Wszak stała się rzeczy do niedawna niesłychana: oto nad naszymi problemami pochylają się pan prezydent, pan premier i pan minister sprawiedliwości. I nawet pan Niesiołowski łaskawie stwierdza, że on wprawdzie chciałby, żeby nas nie było, no ale skoro zrobiliśmy mu taką ogromną przykrość i śmiemy istnieć, to trzeba nas jakoś tam brać pod uwagę. Więcej! Nawet PiS nie mówi "nie, nie, nie, adopcja, pedofilia, kazirodztwo, seks z kozą", a stwierdza, że jak już projekt powstanie, to na niego popatrzy. No sukces goni sukces po prostu. Problem w tym, że panowie od "ustawy o wspólnym pożyciu" nie tylko nie uznali za stosowne skonsultować się z ludźmi, których ich pomysły dotyczą (co było akurat do przewidzenia, wszak nie jesteśmy stroną, a co najwyżej "tymi ludźmi"), ale nawet nie przyszło im do głowy, by poddać je jakiemukolwiek testowi rzeczywistości. Na dodatek - nie chcę się nawet zakładać, że mam rację, bo po prostu wiem, że tak będzie - gdy już ich projekt ujrzy światło dzienne, to wszelkie protesty i argumenty za tym, że tak się po prostu nie da, zostaną uznane za dowód na to, że nie, wcale nie chodzi nam o normalne życie i rozwiązanie naszych kłopotów - po prostu chcemy zamknąć homofobów w gettach, odebrać Terlikowskiemu dzieci i zmienić kościoły w dyskoteki.

Choć w sumie... To chyba nie jest dziwne, że czasami mam właśnie na to ochotę, prawda?

Komentarze

  1. Nie jest dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Projekt ustawy o TRWALYM pozyciu ktory zaklada KAZDORAZOWE skladanie oswiadczenia?
    1. Does not compute.
    2. W czym to zmieni obecna (czesta przy tych do znudzenia powtarzanych odwiedzinach w szpitalu) sytuacje "daj w lape albo won"? Przeciez takie oswiadczenie mialoby mniejsza lub w najlepszym razie taka sama wage jak obecne oswiadczenia notarialne, a te sa rutynowo ignorowane bez konsekwencji.
    3. Jesli "trwalego pozycia" nie da sie (bo i niby jak?) udowodnic ani wykluczyc, a oswiadczenia maja byc skladane na kolanie w kazdej sytuacji osobno, to jak wykluczyc naduzycia z odmowa zeznan?

    To jest kompletna bzdura od a do zet.

    OdpowiedzUsuń
  3. zewsząd i znikąd10.02.2013, 00:28

    Owszem. A nawet od a do żet. I po prostu przykro, kiedy ludzi pokroju Gowina tak zaślepia homofobia, że nawet kulawe, koślawe związki partnerskie uznają za zagrożenie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…