Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2013

W odpowiedzi Tomaszowi Lisowi

Z Tomaszem Lisem polemizuje dziś na blogu Wiktoria Beczek, jedna z bohaterek kampanii "Rodzice, odważcie się mówić" i nasza współtowarzyszka z akcji Miłość Nie Wyklucza. Zapraszamy do lektury.

"Bardzo bym nie chciał żyć w świecie i w Polsce, które Terlikowski uznawałby zapewne za idealne” - pisał redaktor Lis ponad pół roku temu.

Teraz, w odpowiedzi na liczne komentarze i analizy wywiadu z Małgorzatą Terlikowską zamieszczonego w "Wysokich Obcasach", apeluje o pozostawienie zarówno pani Małgorzaty, jak i całej jej rodziny w spokoju. O zaprzestanie krytyki, bo przecież Terlikowscy mają prawo żyć, jak im się podoba. Uzasadnia to słowami:
Jak ktoś nie chce mieć partnera, to jest singlem. Jak ktoś chce mieć partnera, ale nie chce się żenić, to żyje w związku nieformalnym. Jak ktoś chce żyć z partnerem w związku partnerskim, to ma do tego prawo. Jak ktoś chce mieć związek partnerski z osobą tej samej płci, to ma to tego prawo. Jak ktoś chce żyć w małżeństwie, ale ni…

Niech żyje homoterror!

Ewa jest załamana i jest jej źle i smutno. Ja, jak mała Mi z Muminków, nie umiem być smutna, umiem być tylko zła, zła, zła. Nasz, a właściwie Ewy, blog miał być eleganckim garniturkiem. Takim, na którym nawet użycie słowa "dupa" musi być celowe. Inne słowa wręcz nie wchodziły w grę. Nawet słowo "klecha" było przez Ewę tępione. Tym razem dostałam dyspensę. W końcu.

Wkurwia mnie, nie "złości", nie "trafia mnie szlag", a po prostu tak po ludzku wkurwia debata publiczna. Wkurwiają mnie Wałęsy, Szczepkowskie, Terlikowskie, Pawłowicze, kryptocioty Kaczyńskie (a niech mnie pozwie), Godsony, pożal się Bogini Żalki, Niesiołowskie od owadów i wszystkie inne kreatury, która może o prawach człowieka słyszały i nawet ich zwolennikami się deklarują, ale z ich słów, ich czynów absolutnie to nie wynika.

Kto tym nędznym postaciom dał prawo do mieszania mnie, mojej ukochanej, moich przyjaciół, moich znajomych z błotem? Skąd te marne istoty wiedzą, jak wygląda mo…

Pogoda, praca, kserokopiarka

Pod wpływem dyskusji o "obnoszeniu się" ze swoją seksualnością, która ostatnio zadziała się na naszym fejsie, urodziło mi się takie coś. Zapraszam do lektury i, tradycyjnie, kontynuowania zabawy w komentarzach. Tyle wstępu, a teraz: poznajcie Kasię i Bartka, młode małżeństwo, które bardzo się pilnuje, by się z TYM nie obnosić.

* * *
Po ośmiu chudych miesiącach wypełnionych czytaniem tysięcy ogłoszeń i wysyłaniem setek CV oraz kilku rozmowach kwalifikacyjnych Bartek w końcu dostał pracę. Oboje z Kasią są bardzo podekscytowani: nareszcie! Będzie można pospłacać długi, kupić synkowi wymarzoną konsolę, pojechać na wakacje dalej niż nad morze do rodziców. Radosne odliczanie dni, a potem godzin do chwili, w której Bartek wrzuci kanapki i zakupiony specjalnie na tę okazję kubek do nieco już podniszczonej aktówki i punktualnie o 7.30 wsiądzie do metra, które zawiezie go do nowej pracy, psuje im jedna myśl: jak się nie wygadać o Kasi. Bo Bartek i Kasia są normalnymi heteroseksualist…

Brzydkie słowo na "f"

Być może wpadło wam w oko, że w tym roku nie było na blogu relacji z Manify. Nie, nie znudziło mi się maszerowanie z przedstawicielami i przedstawicielkami cywilizacji śmierci. Byłam, słuchałam, szłam, podrygiwałam i pokrzykiwałam. Było zimno - ale to nie nowość. Było dużo znajomych twarzy. W sumie zbyt dużo, a za to mało nieznajomych - ale to też nie nowość. Było mniej ludzi niż w ubiegłym roku - to przykre (i proszę mi nie pisać, że pogoda nie ta i to dlatego - nie kupuję tego). Przywlekliśmy nasz prozwiązkowy baner - to akurat nowość. Po raz kolejny osoby zaproszone na platformę organizatorek wymieniły, co jeszcze nie zostało załatwione. Po raz kolejny marsz zakończył się pod Sejmem. Po raz pierwszy nie było kontrdemonstracji pod pomnikiem. Po raz pierwszy nie było obok mnie mojej nieślubnej, która dotąd nie opuściła chyba żadnej Manify. Nie, jej też się nie znudziło. Po prostu musi teraz bardziej o siebie dbać, a spacer pod rękę z Buką nie zalicza się do kategorii "zdrowe&qu…

Zabić wiedźmę

Zabijanie bohaterów to serialowa klasyka. Twórcy mało którego tasiemca, niezależnie od gatunku, nie pozbywają się w ten sposób postaci - a im więcej sezonów powstaje, tym bardziej absurdalne wymyślają przyczyny ich śmierci. Ślicznie to widać w moim ukochanym "Ostrym dyżurze" - początkowo bohaterom zdarzało się ginąć pod kołami pociągu, potem zaczęły spadać na nich helikoptery. "Dawno, dawno temu", które, jak może wiecie, od jakiegoś czasu dość namiętnie śledzę (choć ostatnio twórcy coraz bardziej mi podpadają - i nudnymi rozwiązaniami fabularnymi, i niefajnymi pomysłami na relacje matek adopcyjnej i biologicznej z ich synem) póki co nie pozbyło się żadnego z głównych bohaterów, uśmiercając go (co nie znaczy, że nikt tam nie zginął, przeciwnie, godzina bez wyrwanego serca czy otrutej królowej matki to godzina stracona). Ma się to zmienić w najbliższym odcinku. Skąd to wiem? Bo tak jest promowany. Od tygodnia. "Ktoś umrze. Zgadnijcie, kto umrze. Ktoś nie przeży…

Czy Żydzi rozkradają Polskę?

Myślałam, że okrzepłam. Myślałam, tak jak w wypadku idiotycznych wypowiedzi takich Lechów Wałęsów (podobno postaci ważnej, nie tylko dla Polski, ale i dla świata), będę się tylko leciutko irytować. Okazało się, że nie. Przyczyną mojego ogromnego zdenerwowania okazała się „milusia” spółka Ewa Lipowicz (wydawczyni) i Kuba Strzyczkowski (dziennikarz) pod egidą Programu 3 Polskiego Radia.

Ogromnie się cieszę, że od dłuższego już czasu sprawy osób opisanych akronimem LGBTetcetera nie schodzą z afisza. Cieszę się, że do walki z ludzką głupotą i podłością przystąpili rodzice osób nieheteronormatywnych. Rozumiem, że wszelkie dyskusje, w których mamy szansę się wypowiedzieć, są ważne. Ale nie rozumiem, jak można na antenie publicznego radia, i to legendarnej już Trójki, zrobić sondę z pytaniem „Czy przeszkadzają mi homoseksualiści w życiu publicznym?”. Ba, to był temat audycji prowadzonej przez „rzetelnego”, wcale niehomofobicznego Kubę Strzyczkowskiego.

Nie ukrywam, poniosło mnie. Trafił mni…

Janion, rodzice, Wałęsa i Narnia

Ostatni tydzień spędziłam we Włoszech (proszę nie zazdrościć - pracowicie spędziłam), niemal nie zaglądając do internetu, miałam więc okazję nieco odpocząć od naszych spraw. Wprawdzie i we Włoszech trochę się działo - trafiłam akurat na wybory i gorące komentarze po ogłoszeniu ich wyników - ale jako że moja czynna znajomość języka ojczyzny Dantego, Petrarki i Giotta ogranicza się do słów grzecznościowych, mniej i bardziej formalnych powitań i pożegnań, kilku liczebników, aeroporto, autostazione i fermata prenotata, nie bardzo wiem, co Włosi myślą o tym, że dorobili się czterech otwartych gejów w parlamencie, czy jak oceniają szanse wprowadzenia u siebie instytucji związków partnerskich. Tak że jedynym "tęczowym" akcentem, jaki zapamiętam z tej wyprawy, pozostanie pewne uliczne stoisko w Padwie, na którym flaga Watykanu dumnie powiewała obok flagi tęczowej - widać drobny biznesmen uznał, że skoro jest popyt i na jedne, i na drugie, to nie ma co się ograniczać do jednej grupy…