Przejdź do głównej zawartości

Wszędzie widzę homofobię

"Nie jesteśmy homofobami" - zgodnie mówią o sobie Jarosław Gowin, Lech Wałęsa, Robert Węgrzyn, Antoni Mężydło, Grzegorz Pellowski, Michał Kamiński. "Nie jestem homofobką" - twierdzi Krystyna Pawłowicz. Codziennie dzielnie wtóruje im rzesza internautów i internautek na blogach, forach i innych takich. Nie są homofobami, bo mają przyjaciół gejów, nic nie mają do lesbijek, w ogóle nic nie mają do osób nieheteronormatywnych, tylko nie bardzo chcą je oglądać, mają inne poglądy dotyczące równych praw, nigdy się nie zgodzą, by dwóch mężczyzn mogło wychowywać dziecko, bo się nie boją gejów, tylko czują do nich obrzydzenie... Takich niehomofobów jest jak na moje oko już znacznie więcej niż osób, które z dumą przyznają, że tak, homofobami są. I z jednej strony całkiem to radosna wieść, bo świadczy o tym, że gdzieś tam w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku udało się sprawić, że bycie homofobką czy homofobem to na tyle wstydliwa sprawa, że mało kto z grona niby-oświeconych i niby-liberalnych już się do tego przyznaje. Z drugiej - i cóż po takich deklaracjach, skoro zazwyczaj towarzyszy im coś, co jasno pokazuje, że dana osoba jednak homofobiczna jest.

Rzecz jasna nie wszystkie przypadki są tak ewidentne. Na przykład taka Joanna Szczepkowska - jest homofobką czy nie? Wprawdzie głupoty straszliwe o lobby homoseksualnym w teatrze wygaduje, uogólnia te kilka przykrości, które ją spotkały, na całą populację, marudzi coś o świętych krowach i zmowie milczenia, ale z drugiej strony za równymi prawami jest. Albo Abelard Giza, któremu się marzy zrobienie skeczu o obnoszących się ze swoją seksualnością pedałach, bo to, ach, och, taki nietypowy temat, ale jednocześnie potrafi błysnąć wrażliwością w takim "Michale". Są homofobami czy nie? Ja będę uparcie twierdzić, że są. Choć wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi.

Dlaczego tak uważam? Wyobraźmy sobie, że do tego wszystkiego, co wygaduje, pani Pawłowicz dokłada zdanie, że jest za związkami partnerskimi. Czy to unieważnia inne rzeczy, które mówi? Czy sprawia, że stają się mniej homofobiczne? Ano nie. A jednak w niektórych przypadkach już sam fakt wsparcia idei związków partnerskich sprawia, że reszta słów danej osoby przestaje mieć znaczenie. Że to, co w ustach powiedzmy Jacka Żalka jest czystą homofobią, pani Szczepkowskiej uchodzi na sucho. Bo co? Bo zna? Bo się przyjaźni? Bo jest za równością? No skoro tak, to jak dla mnie tym bardziej pewnych rzeczy mówić nie powinna. Bo wie, czym jest homofobia, wie, jak działają takie słowa, i wie, ile krzywdy mogą wyrządzić. A przynajmniej powinna wiedzieć. Na takiej samej zasadzie, na jakiej każda grupa dyskryminowana powinna  lepiej niż inni wiedzieć, czym jest dyskryminacja, i w związku z tym nie wykluczać. Powinna, ale czasem nie wie lepiej. Albo nawet zazwyczaj nie wie (tak, piję tu między innymi do odwiecznych sporów między męskimi i niemęskimi, lesbijkami a kobietami biseksualnymi itd., itp.).

Czy to znaczy, że widzę homofobię bardzo, ale to bardzo często? Tak. Zanim jednak ktoś mnie pożałuje (ktoś zresztą już to kiedyś zrobił, na zasadzie "Jakiż smutny musi być w takim razie twój świat"), śpieszę wyjaśnić, że nie uważam tego za szczególnie dołujące. Ot, w takiej kulturze wzrastamy, takie schematy przejmujemy. I jeśli ktoś uważa, że z chwilą wprowadzenia równości małżeńskiej, porządnego ustawodawstwa antydyskryminacyjnego i innych ważnych rozwiązań prawnych homofobia zniknie, to jak dla mnie grubo się myli. Nie zniknie. Nie zniknie do momentu, w którym obecność osób nieheteronormatywnych we wszystkich dziedzinach życia nie będzie czymś tak oczywistym, że aż niezauważalnym. I to nie dlatego, że będziemy się ukrywać, ale dlatego, że nikt nie będzie na naszą orientację, tożsamość itd. zwracać uwagi. A coś takiego jak szafa w ogóle przestanie istnieć.

Przykład z zupełnie innej bajki, bez żadnego lobby w teatrze, bez obnoszenia się ze swoją seksualnością i temu podobnych. Jak część z was wie, ostatnio dość silnie się udzielam w społecznościach fanów i fanek seriali. Co jakiś czas mam więc okazję czytać dyskusje o tym, co by było, gdyby ta czy inna postać z telewizora była niehetero. I od razu pojawiają się głosy, że no bez przesady, nie w każdym serialu muszą być lesbijki. A w niektórych, na przykład tzw. familijnych, w ogóle nie powinno ich być. I nie chodzi o to, że osoby, które piszą takie rzeczy, są przeciw równości. Po prostu nie rozumieją, że równość to nie tylko równe prawa. To też widoczność. To, jak dana grupa jest pokazywana, i czy w ogóle jest pokazywana. Wiedzą to osoby, które na brak równych praw narzekać nie mogą, ale na stereotypizację swojego wizerunku w mainstreamie już tak. Te, które twórcom "Gry o tron" wytykają rasizm i bynajmniej nie kochają Denerys od smoków, która jest przecież taka dobra i niesie wyzwolenie kolejnym rzeszom niewolników.

No dobrze, ale kto w takim razie nie jest według mnie homofobem? Cóż, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, modelowy niehomofob to ktoś taki jak B. z mojego wpisu sprzed paru lat o dziesięcioprocentowym homofobie. Gość, który mówi "jestem homofobem", bo dostrzega w sobie śladowe ilości uprzedzeń. Jest ich świadomy, wie, że są nieracjonalne, i wiedza ta nie pozwala mu stwierdzić, że homofobem nie jest. Odpierając zarzuty, które jeszcze nie padły: nie, nie uważam, że każdy i każda ma teraz zrobić rachunek sumienia, sprawdzić, czy aby nie znajduje się w grupie opresorów, i złożyć samokrytykę. Uważam za to, że warunkiem koniecznym, by pozbyć się uprzedzeń, jest uświadomienie sobie, że się je ma. I że nie mają one żadnych racjonalnych podstaw. Czy oznacza to też, że moim zdaniem posiadanie uprzedzeń to jakiś straszny grzech? Nie. Nie znam osoby, która nie byłaby do kogoś uprzedzona. Ale skoro już się takowe ma, to wypadałoby o tym wiedzieć. I się do tego, jakkolwiek niepolityczne czy wstydliwe by to nie było, przyznawać.

Niniejszym więc przyznaję: nie lubię klaunów. Nie mam koulrofobii, żaden mi nigdy nic nie zrobił, po prostu drani nie lubię.

Komentarze

  1. Nienawidze komentarzy typu "ale mam znajomego geja" oh woOoOW! Masz znajomego geja i go nie przesladujesz? Trzeba dac jakis medal normalnie za ten wyczyn! Zawsze pamietam wtedy fakt, ze wiekszodc mizoginow wczesniej czy pozniej maja zony no i czy koles ktory mowi, ze kobiety nadaja sie tylko do konkretnych rzeczy a swoja zone trzyma krotko nie jest mizoginem bo utrzymuje kontak z kobieta? Glupota straszna. Przypomina mi sie jeszcze jeden serial w ktorym koles prowadzil sklep i mial jedna czarna pracownice, ktora sprawdzal ciagle czy nie kradnie i byl wobec niej bardziej krytyczny ale jak mu zwrocila uwage, ze to rasizm to stwierdzil "przeciez cie zatrudnilem!". Jak to niewiele potrzeba takim ludziom, zeby sie we wlasnych oczach wybielic... /karina

    OdpowiedzUsuń
  2. To raczej typowe zjawisko. W nazistowskich Niemczech niemal każdy przeciętny Niemiec miał "swojego dobrego (wyjątkowego) Żyda". Ale wszak wyjątek nie kwestionuje reguły.
    Moja pani od biologii w podstawówce mówiła:"Mam wielkie umiłowanie przyrody, ale kotów nie lubię". Ot, co:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko sprowadza sie IMHO do dwoch kwestii. (Oczywiscie piszac >>hetercy<< mam na mysli osoby, uwazajace sie za niehomofobow, te z pozoru tolerancyjne, nie jakies skrajne oszolomstwo).

    1) Heterycy pokazuja swoje "miloserdzie" i "tolerancje" wzgledem nas. Patrze, nie lejemy was po mordach, widzicie jacy jestesmy tolerancyjni? Spojrzcie na tych narodowcow, to oni sa homofobami, nie my. Wg tej logiki mamy doceniac wszystkich, ktorzy nie dra na ulicy mordy "jeba* pedałów" i calowac po stopach kazdego, kto laskawie nie chce nam spuscic "wpie*dolu". A co dopiero jesli taki heteryk ma znajomego lgbt, o matko! Swiety jakis! A mogl zabic...

    2) Heterycy nas toleruja poki sie nie wychylamy. W zaleznosci od stopnia "tolerancji" takiego heteryka wychyleniem mozna nazwac: przedstawienie swojego partnerka/partnerki, mowienie glosno o tym, ze nie jest sie hetero; chodzenie na parady; wyglad "niehetero" - slowem wszystko to co nas okresla.


    OdpowiedzUsuń
  4. @Jenny Schecter
    "Heterycy" nie są jacyś tacy, jak ich opisałaś. Przede wszystkim to że ktoś jest heteroseksualny nie oznacza, że jest heteronormatywny. Ponadto przypisywanie tak dużej grupie tego typu mentalności jest nadużyciem - tak samo można powiedzieć że "ateisci atakują chrześcijan" albo że "chrześcijanie nienawidzą homoseksualistów", albo że "Polacy kradną", albo że "biseksualiści zdradzają"; nie wiem dlaczego gdy takie krzywdzące stwierdzenia odnosi się do mniejszości to ludzie zauważają błąd nie przejmując się pisaniem w ten sposób o większości...

    A osoby nieheteronormatywne bardzo często wmawiają sobie że większość nam jest nieprzychylna, co nie jest ani prawdziwe ani przydatne.

    Powinno pojawić sie pojęcie heterofobii w LGBT - coś takiego istnieje i pojawia się m.in. gdy lesbijka w celach czysto towarzyskich (nie romantycznych oczywiście) będzie preferowała inne lesbijki niż heteroseksualne kobiety. Albo w takich uprzedzeniach jak powyżej...

    @autorka
    Zgadzam się - ponieważ homofobia przydarza się często nawet samym osobom nieheteronormatywnym popierającym równość praw, więc jak popieranie równych praw może ją wykluczać?

    Moim zdaniem ktoś kto ma uprzedzenia mimo świadomości, że je ma, jest jednak homofobem. Samo zauważanie problemu nie jest jego rozwiązaniem.

    Jak wiele osób homoseksualnych jest homofobicznych bez zdawania sobie z tego sprawy, chyba nie muszę nikomu tłumaczyć - wystarczy zobaczyć hejt gejów i lesbijek na siebie samych, transów, transów na siebie samych, itd.

    OdpowiedzUsuń
  5. Metka Boska-Żydowska27.06.2013, 21:28

    Mówienie o niehetero zaczyna trochę przypominać mówienie o Żydach. W dyskursie publicznym raczej już utarło się przekonanie, że homofobia jest czymś nieładnym, podobnie jak antysemityzm. Zatem każda słowna napaść na LGBT, podobnie jak każda słowna napaść na Żydów, musi zostać poprzedzona sakramentalnym "nie jestem homofobem, ale..." (w wersji antysemickiej: "nie jestem antysemitą, ale..."). Po tym "ale" zwykle następuje orzeczenie ("sądzę", "uważam", "brzydzę się", "myślę", "boję się", "nie wyobrażam sobie" itd.), po nim zaś najczyściej hitlerowski slogan ("nie powinni się obnosić", "nie mają prawa do małżeństw", "nie mają prawa mieć dzieci" itd.). Obrzydliwość tego rodzaju wypowiedzi łatwiej dostrzec, jeżeli w miejsce geja (czy lesbijki) podstawimy Żyda. Żyd był niezwykle poręcznym obiektem nienawiści Polaków przez stulecia. Niestety, zrobił Polakom nieuprzejmość i wymarł (najczęściej - wbrew własnej woli). Był to przejaw znanej powszechnie złośliwości Żydów wobec Polaków. Trzeba więc było znaleźć nowy obiekt nienawiści i znaleziono geja. Ma on wiele zalet. Jest łatwiej rozpoznawalny od Żyda (nie trzeba mu patrzeć w rozporek, wystarczy fachowym okiem ocenić kolorowość stroju albo powąchać - nie śmierdzi, więc pedał), jest częściej nienawidzony (więcej jest wszak państw oficjalnie uprawiających homofobię niż inną postać hitleryzmu, czyli antysemityzm), a przede wszystkim: jego podaż nie ustaje. Żydzi - na złość Polakom - dali się wybić hitlerowcom, a niedobitki dały się wyrzucić w 1968 r. (to był zresztą spisek żydokomuny), zaś LGBT (o czym hitlerowcy wiedzą, tylko nie przyznają tego głośno) odradzają się w każdym kolejnym pokoleniu w tym samym procencie. Cóż za radość.

    A teraz wróćmy do podstawiania Żyda za geja. Słynne "nie mam nic przeciwko gejom, ale nie mogą mieć prawa do zawierania małżeństw" nie szokuje, wydaje się wręcz niewinnym "poglądem" w dyskusji o znaczeniu art. 18 Konstytucji. Ale kiedy podstawimy Żyda, to zaczynamy w nozdrzach czuć miły wielu Polakom (wbrew oficjalnym zaprzeczeniom) zapaszek krematorium: "nie mam nic przeciwko Żydom, ale nie powinni mieć prawa do zawierania małżeństw". Ten "pogląd" można wspaniale uzasadnić, podobnie jak wspaniale uzasadnia się "pogląd" o niedopuszczalności zniesienia dyskryminacji małżeńskiej. Np. Żydzi nie powinni zawierać małżeństw, bo są pazerni (niekwestionowane), a małżeństwo zwiększa pazerność do potęgi. Albo" Żydzi nie powinni zawierać małżeństw, bo w Polsce wspieramy rozrodczość Polaków, a jak wiadomo - bez obrączki płodzenie dzieci się nie udaje, zatem nie będziemy wspierać rozrodczości elementów niepolskich. I tak dalej...

    Podobnie ciekawie brzmi podstawienie geja za Żyda w równie słynnym "nie powinni się obnosić". Spróbujmy: "nie jestem antysemitą, ale uważam, że Żydzi nie powinni się obnosić ze swoim żydostwem po ulicach". Czyli co - powinni siedzieć w getcie, albo ewentualnie przemykać na aryjskich ("heteronormatywnych") papierach po aryjskiej ("heteronormatywnej") części miasta: przebrani za Polaków ("heteronormatywnych"), w szarych ubraniach i z wyrazem twarzy umęczonego ojca-Polaka (albo matki-Polki). Za heterola łatwiej zresztą jest się przebrać niż za Polaka. Polacy są różni, a heterole w skarpetach do sandałów - proste, prawda?

    Ponieważ bliskie jest mi zarówno doświadczenie nieheteronormatywności, jak i żydostwa, zaświadczam: LGBT to Żydzi XXI wieku. Te same reguły, ten sam język. Narzekająca na niebycie rozbieraną aktorka Szczepkowska (znana głównie z ojca, zresztą wieloletniego działacza aktorskiego w czasach komuny, nawróconego następnie na "Solidarność") świetnie to ujęła. Jej zdaniem działa "gejowskie lobby". Pani Szczepkowska, a po co Pani ten anglicyzm? Nie wystarcza stara, dobra "żydokomuna"? Przecież w tym wszystkim nie o obiekt chodzi, ale o radość z nienawidzenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. @unikko
    Przeczytaj proszę dokładnie, o co chodzi z homofobem-niehomofobem (łącznie z podlinkowanym tekstem "Dziesięcioprocentowy homofob"). Bo chodzi o zdanie sobie sprawy z posiadania śladowych ilości uprzedzeń, nie z tego, że w ogóle jest się uprzedzonym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam tego bloga od dawna ale pierwszy raz aż tak bardzo się zgadzam. To gadanie "niehomofobicznych" ludzi o homoseksualistach jest straszne i jest powodem dla którego na uczelni i w pracy siedzę sobie w szafie a na każde gadanie koleżanek o randkach czy związkach wyjmuje notatki/idę sobie zrobić herbatkę.
    A mówienie o heterofobii jest żałosne. Jasne, często mam dość heteroseksualnych osób i ich wypowiedzi o homoseksualistach jak o jakichś okazach z cyrku (połączone z "ja zawsze poznam homo, mam taki dar" powiedziane mi w twarz, koleżance z którą od roku pracuje w laboratorium i którą cały czas próbuje umówić ze swoimi kolegami czyli chyba dar coś się popsuł), ale to chyba zrozumiałe. I nie poznałam ani jednej nieheteronormatywnej osoby hetero. Właściwie w ten sposób poznaje inne lesbijki, tylko one nie pytają od razu czy mam chłopaka albo w jakiś inny sposób nie zakładają od razu mojego heteroseksualizmu.
    Naprawdę marzy mi się ten świat przyszłości, w którym homoseksualizm nie będzie budził zdziwienia. Na razie bardzo łatwo mi "przejść" jako hetero ale nie chcę z tego korzystać całego swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Anonimowy
    Też zgadzam się z Autorką. Niemniej prawdą jest wg mnie istnienie zarówno "heterofobii", jak i "homofobii" wśród osób nieheteronormatywnych. I obie te postawy nie przysługują się dobrze postrzeganiu osób lbgt* w heteromatriksie. Pierwsza jest często niczym innym jak rewanżem za brak akceptacji (za używanie słowa "tolerancja" powinno się wieszać). Druga zrozumiała jest tylko dla wtajemniczonych, wynika ze specyficznego brania otaczającego świata w cudzysłów (np. idzie dwóch gejów i widzi inną homoparkę na ulicy: o, siostry idą, ale się wyginają). Dla nieoświeconego hetero stanowi to tylko potwierdzenie słuszności poglądów a la pawłowicz.
    A przecież można by mówić o sobie z szacunkiem - przynajmniej w dyskursie publicznym. Niestety, nasz PL-grajdołek jeszcze lata świetlne od tego dzielą :-(

    OdpowiedzUsuń
  9. Też uważam, że heterofobia istnieje. Oczywiście ani nie ma takiej skali, ani skutków, ani przyczyn jak homofobia, ale tak. Chociażby wkurzanie się na pary heteroseksualne, które śmią bywać w klubach LGBT. Jest to do jakiegoś stopnia zrozumiałe (nie tylko na zasadzie rewanżu, ale też zwykłego strachu, poczucia, że ktoś wkracza w moją bezpieczną przystań), ale mimo wszystko również nieracjonalne.

    Co do homofobii w naszych szeregach - akurat to, o czym piszesz, nie jest homofobią, choć może być tak odbierane. Za to takiej realnej homofobii też jest sporo - "męscy" nie lubią "niemęskich", "kobiece" - "niekobiecych", nie mówiąc już o bifobii czy transfobii...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ewo, muszę Ci przyznać rację, przykład był zbyt lajtowy. Ale chodziło mi o tę opozycję męscy-niemęscy. Chociaż... co to takiego ta "męskość"? Żyjemy w świecie kalek (od kalka, nie kaleka), stereotypów i myślowych protez. Inny przykład: jestem sobie kiedyś z moim thanks-god-to-be-ex w Jysku, do sklepu wpadają dwie parki - FF i MM. Ten kwituje najpierw chłopaków (ale cioty), potem dziewczyny (ta z lewej jest na pewno facetem). Schematy z heteromatriksa w ustach geja. Sugerowanie przynależności do innej płci biologicznej jako wyraz pogardy (por. "Baba-chłop", "kryguje się jak panienka" etc.)... Ta sama zasada jak przy użyciu określeń "Żyd", "Cyganicha"...
    Facit: jesteśmy dokładnie tak samo skrzywieni w procesie socjalizacji jak heteronormatywna większość. I nad tym należy pracować...

    OdpowiedzUsuń
  11. @greg
    Ale czemu ja mam myśleć o tym jak moje zachowanie wpływa na postrzeganie osób lgbt przez heteroseksualistów? Czy oni żyją myśląc o tym co my o nich myślimy? Może i jestem rzadko pozwalam sobie na zawiązywanie z nimi bliższych kontaktów z heteroseksualistami ale nie uważam, że to heterofobia a realna obawa przed wyrzuceniem z pracy/zepsuciem relacji z koleżankami z labu.
    A co do homofobii wśród osób niehetero niestety muszę się zgodzić, ale też to wśród kobiecych gejów i męskich lesbijek najczęściej widze patrzenie przez heteronormatywne okulary.

    OdpowiedzUsuń
  12. A to mnie zaintrygowało. Na czym polega patrzenie przez heteronormatywne okulary w przypadku osób, które są zdecydowanie bardziej nieheteronormatywne niż przeciętna?

    OdpowiedzUsuń
  13. @Anonimowa
    Pewnie, że nie musisz. Ale już sam fakt, że chowasz się w szafie, świadczy o tym, że nie tylko myślisz, ale i się do tego narzuconego/hetero-oczekiwanego wzorca dopasowujesz. Oczywiście masz do tego prawo, sam tak żyłem przez większość mojego - niekrótkiego, niestety - życia. Czy jednak siedząc w szafie możemy liczyć na, jak sama piszesz, świat, w którym homoseksualizm nie będzie budził zdziwienia?
    A jeśli chodzi o heterofobię: to tylko inna forma homofobii, postawa nieakceptująca i agresywna. Dużo czytam w niemieckojęzycznym internecie i takiej agresji nie widzę. W jakiejś części takie postawy determinowane są kulturowo. Wystarczy porównać CDU (konserwa) i taki PiS, wypowiedzi duchownych ewangelickich i KK...

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytając ten artykuł stwierdziłem, że po prostu muszę skomentować. Przeglądam już ten blog jakiś czas i zawsze byłem bardzo mile zaskoczony tym, że ktoś jeszcze potrafi ładnie pisać na temat "niewygodny" i to w dodatku z sensem i bez przejawów zatwardzenia. Dzisiaj - kurcze. Szczepkowska? Giza?

    Zgadzam się oczywiście w pełni z krytyką nowej, całkiem w sumie sprytnej taktyki osób przeciwdziałających równości w pojęciu środowisk LGBT, polegającej na uciekaniu od zajęcia jasno opozycyjnego stanowiska, ale znowu mam wrażenie, że ktoś poszedł za daleko. Jakoś tak ostatnio przyjęła się moda na radykalizację wszystkiego i wszystkich, a w tym wypadku uważam to za błędne. Czy pani Szczepkowska miała rację, mówiąc o homoseksualnym lobby? Nie wiem. Ale wydaje mi się to mocno prawdopodobne choćby z przyczyn socjologicznych czy psychologicznych. Czy Giza wykazał homofobię, obnażając komizm obnoszenia się z "pedalstwem"? Tego też nie wiem. Ale wątpię - wielu ludzi(również mnie) irytuje wylęganie się nieciekawych środowisk, w których jaskrawy homoseksualizm to metoda na zbijanie kapitału towarzyskiego. To naturalny skutek uboczny przyzwyczajania społeczeństw do osób nieheteronormatywnych, co nie zmienia faktu, że na równi z homofobicznym troglodytą denerwuje mnie(i gro innych osób, w tym zapewne pana Gizę) "pedałek" zaznaczający na każdym kroku swój do bólu stereotypowy model tożsamości, oczywiście podkreślając przy tym rolę swojej orientacji seksualnej.

    Jak najbardziej popieram inicjatywę obnażenia ideologicznych podchodów wszystkich Pawłowiczów, Gowinów i innych Wałęsów, ale sądzę, że należy zachować umiar i w miarę obiektywny pogląd na sprawę, w tym nie wieszać psów na tak łagodnie krytycznych osobach jak Szczepkowska czy Giza.

    Pozdrawiam i wyrażam szczere uznanie dla autorki posta, na prawdę miło się czyta Pani artykuły.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Coreli
    Ale osoba heteroseksualna która ma stereotypowy sposób wyrażania siebie jak na heteroseksualną, i na każdym kroku podkreśla swój heteroseksualizm, już cię nie denerwuje, prawda?

    "należy zachować umiar i w miarę obiektywny pogląd na sprawę, w tym nie wieszać psów na tak łagodnie krytycznych osobach jak Szczepkowska czy Giza"
    No tak, tacy łaskawi że nie wprost obrazili, a mogli całkiem pojechać i zwyzywać od najgorszych. Nie - właśnie to tak nie działa. Jeżeli ktoś jest tobie nieprzychylny i generalnie stoi przeciwko tobie, to robienie sobie "ale jego nie ruszajmy, bo nie nienawidzi nas tak bardzo jak inni" nie spowoduje, że zacznie cię lubić. :P

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Ewa Tomaszewicz
    Polega to na tym że wydaje im się że skoro oni się wpisują w stereotyp geja/lesbijki to każdy kto się nie w niego nie wpisuje na pewno jest hetero i tak samo jak heteroseksualiści wyznają zasadę, że nieokreślanie czyjejś orientacji seksualnej = określanie jej jako heteroseksualną.

    @ greg
    Ja bym bardzo chętnie zmieniała ten świat ale niestety potrzebuje pracy a jako studentka pracuje na umowe-zlecenie i można mnie w każdej chwili zwolnić. I to nie jest moja głupia obawa, jak miałam 19 lat i właśnie myślałam że co tam mamy 21 wiek przecież ludzie nie są homofobiczni, znalazłam świetną prace (super pieniądze, elastyczny grafik, śliczna biżuteria za 30% ceny). Zakumplowałam się z resztą pracujących tam dziewczyn, poczułam się "zbyt dobrze" w ich towarzystwie i pewnego dnia zamiast "koleżanka" powiedziałam "moja była". Reszty można się domyślić. Siedzę w szafie nie żeby się wpasować w obowiązującą heteronorme ale żeby przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. A, tego typu heteronormatywne myślenie masz na myśli. Dobra wiadomość jest taka, że większość osób z tego wyrasta.:) Ale rzeczywiście, nawet parę razy coś takiego widziałam na żywo. Kiedy byłam piękna, młoda i bywałam w klubach.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Anonimowy - ten pierwszy :)

    Oczywiście, że denerwują mnie takie osoby. Nie bardziej i nie mniej niż wymienione wcześniej.

    A uważam Szczepkowską i Gizę za mniej godne zlinczowania za homofobię, bo ich krytyka nie wynika z dzikiego zacofania, ortodoksji i ograniczenia, tylko z jakichś faktycznie prawdopodobnych problemów, które obiektywnie problemami są. Nie krytykują oni samej orientacji czy społeczności LGBT, tylko pewne zachowania, które uważają(i w pełni się z nimi zgadzam) za niewłaściwe. Jak dla mnie słusznie atakują lobbing(czy homoseksualny, czy jakikolwiek inny) i żałosne sposoby spełniania się towarzysko(czy przez manifestację orientacji, czy inaczej). A że akurat uderzają w kwestie dotyczące naszej społeczności - cóż, dla mnie to równie dobrze może być przypadek, równie dobrze sygnał, że coś realnie się dzieje i należy to zauważyć. Skłaniam się do tego drugiego, bo sam obserwuję zjawiska podobne do tych, o których Szczepkowska i Giza mówią.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…