Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Ekstremiści nie odpuszczą

W piątek Sejm w pierwszym czytaniu odrzucił obywatelski projekt ustawy wprowadzającej kary za edukację seksualną. Zbieraniu podpisów pod projektem towarzyszyła obrzydliwa akcja "Stop pedofilii", której twórcy, posługując się fałszywymi danymi, jednoznacznie zrównywali homoseksualność z pedofilią i oskarżali osoby nieheteronormatywne o deprawację dzieci. Odrzucenie projektu to oczywiście dobra wiadomość, ale nie ma co się łudzić, że ukróci zapędy jego twórców do szkalowania osób LGBTQetc. Pewne jest, że temat nadal jest będzie obecny - w szkołach, samorządach czy na uczelniach. I za jakiś czas wróci do Sejmu.

Dwa przykłady tej obecności z ostatnich dni. Z początkiem roku szkolnego wróciły spotkania z cyklu "Czy gender zagraża naszym dzieciom?", poświęcone straszeniu osobami niehetero i edukacją seksualną. Jedno z nich odbyło się 4 września w Krakowie. Główną prelegentką była radna PiS Barbara Nowak. Czego mogli się dowiedzieć jego uczestnicy i uczestniczki? Że zwyk…

Kongres Kobiet popiera

Stowarzyszenie Kongres Kobiet oraz Gabinet Cieni Kongresu Kobiet wyrażają wsparcie dla kandydatki na premiera RP, Pani Ewy Kopacz. Czujemy się zaszczycone tym, że tak kompetentna i doświadczona osoba obejmie jeden z najważniejszych urzędów w państwie. Jednocześnie wyrażamy sprzeciw wobec bezprecedensowej krytyki Marszałkini Ewy Kopacz opartej na stereotypach płci i seksistowskich uprzedzeniach i zwracamy się zarówno do polityków jak i do mediów o zaprzestanie takich niewłaściwych praktyk. Kongres Kobiet od początku swego istnienia dążył do równości społecznej, prawnej i politycznej kobiet i mężczyzn – w szczególności do równego dostępu kobiet do polityki, władzy, mediów, rynków pracy, opieki medycznej itp. Społeczeństwo, w którym – tak, jak w naszym – są tak duże dysproporcje między możliwościami kobiet i mężczyzn, nie może być ani społeczeństwem sprawiedliwym ani szczęśliwym. Demokracja bez kobiet to połowa demokracji. Władza bez kobiet to kulawa władza. Społeczeństwu potrzeba równo…

Spodnium za szkłem

"W duchu wierności Janowi Pawłowi II oraz w imię elementarnego rozsądku i troski o przyszłość narodu, nie damy nigdy przyzwolenia na promowanie tak zwanych związków partnerskich, które u podstaw podważają instytucję małżeństwa jako projekt ślubowanej, dozgonnej miłości i wierności" - oświadczył w niedzielę rodzinom, które przybyły na pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej, nie kto inny jak kardynał Stanisław Dziwisz. Dzień wcześniej i tysiące kilometrów dalej, jakby na złość przewielebnemu, ślub wzięły 91-letnia Vivian Boyack i 90-letnia Alice Dubes. Po 72 latach związku pobrały się w swoim rodzinnym stanie Iowa, gdzie małżeństwa osób tej samej płci są możliwe od 2009 roku.

Czytając ich historię, trudno nie przypomnieć sobie innego ślubu, sprzed kilku lat:
Panie na zdjęciu to Del Martin i Phyllis Lyon. Swój związek sformalizowały w 2004 roku w Kalifornii, jako pierwsze po tym jak wprowadzono tam równość małżeńską, po ponad 50 wspólnie spędzonych latach. Krótko potem ich małż…

Zanim wybierzesz się do notariusza

O Jędrzeju i Macieju Idziak-Sępkowskich z Krakowa, którzy zawarli u notariusza "umowę partnerską", spisali testamenty, zmienili nazwiska i udzielili sobie wzajemnie pełnomocnictw na różne okoliczności, a następnie urządzili huczną imprezę weselną połączoną z uroczystą przysięgą, słyszeli już pewnie wszyscy. W ostatnich dniach panowie odwiedzili większość znaczących mediów, w których opowiedzieli swoją historię, a przy okazji zainspirowali ileś tam osób do pójścia w ich ślady.

Choć panowie niekoniecznie są z mojej bajki (nie podzielam ich wartości spod znaku Boga, honoru i ojczyzny oraz uważam, że walka o równe prawa jest bardzo ważna, nawet jeśli oznacza sojusze z ludźmi, z którymi niekoniecznie jest mi po drodze), to, w przeciwieństwie do iluś tam osób, nie uważam, by w jakikolwiek sposób zaszkodzili sprawie związków partnerskich czy równości małżeńskiej, pokazując, że wszystko można załatwić notarialnie. Bo ani tego nie pokazali, ani nie twierdzą, że pokazali, ani nikt po…

O co chodzi Fundacji PRO - Prawo do Życia

Nawet jeśli nie kojarzycie tej fundacji z nazwy, to z pewnością zdarzyło się wam zetknąć z efektami jej działalności. To oni od 2005 roku obwieszają ulice zdjęciami zmasakrowanych płodów (zestawionymi, w zależności od potrzeb, ze zdjęciami "proaborcyjnych" polityków i polityczek, Hitlera, ofiar wojen, głodujących dzieci...). To oni pikietują pod szpitalami, w których zgodnie z prawem dokonuje się aborcji i zastraszają pracujących tam lekarzy i lekarki. To oni zbierają podpisy pod projektami ustaw o zmuszaniu kobiet do rodzenia niezależnie od okoliczności.
Ostatnio, oprócz ograniczania praw kobiet, wzięli się też za nękanie i stygmatyzowanie osób nieheteronormatywnych. Służy temu akcja o jakże szczytnej nazwie "Stop pedofilii". Jej celem nie jest bynajmniej ochrona dzieci czy pomoc ofiarom wykorzystania seksualnego, a walka z edukacją seksualną i powielanie najobrzydliwszych stereotypów na temat osób LGBTQ, szczególnie tego, że są one niebezpieczne dla dzieci. 
Jedn…

Są jeszcze przyzwoite media

Kierownictwo stacji Orange Sport stwierdziło, że nie chce w swoich programach homofoba, transfoba i chama. Brawo, Orange Sport. Nie no, serio, brawo. Wszak chamski homofob i transfob (chamska homofobka i transfobka) to dla polskich mediów nie lada gratka. Wystarczy, że pojedzie po kimś na spotkaniu dla pięćdziesięciu osób, a już się o tym rozpisują ogólnopolskie media. Albo mruknie coś o paleniu tęczy czy 120 procentach pedofila w geju - od razu w nagrodę zaprosi go Polsat, TVP czy inny TVN. Wszak wiadomo, że powie coś obrzydliwego, więc nie dość, że będzie duża oglądalność, to jeszcze inne media to podchwycą i wzrośnie tak zwana opiniotwórczość (tak zwana, bo mierzona wyłącznie liczbą cytatów z danej gazety czy telewizji w innych mediach). Tylko się cieszyć i kasę liczyć.
I nagle mamy przypadek Orange Sport. Zaprosili homofoba, transfoba i chama Grzegorza Skrzecza i nieopatrznie zadali mu pytanie, przy którym miał okazję pokazać klasę - o niegdyś Franka, a teraz już Kellie Maloney, …

To ja, gnojek

Niby nic. Kolejny gnojek stworzył kolejny profil na Facebooku nie dlatego, że ma coś do powiedzenia czy pokazania, a po to, by komuś zaszkodzić. Tym razem nie padło na znienawidzonego aktora (ten pedał musi zdechnąć) czy prezenterkę telewizyjną (ta szmata ma zniknąć z ekranu), a na Rafalalę. Tym razem pomysłodawca był dowcipniejszy niż zazwyczaj są jemu podobni, bo nie ograniczył się do dość oczywistej hejterskiej strony (pokażmy temu czemuś, gdzie jego miejsce), a podszył się pod artystkę. W kilka dni zebrał blisko 1,7 tysiąca fanów. I wtedy przywalił (nawiązując do, jeśli ktoś o tym jakimś cudem jeszcze nie słyszał, niedawnego ataku na mieszkanie Rafalali):
Efekt? Łatwy do przewidzenia - komentarze, udostępnienia, pogróżki: Rafalala zdementowała. Zdementowało też ileś tam osób w komentarzach. Ale kolejne ileś tam już zdążyło uwierzyć. I nieważne, że łatwo było stwierdzić, że profil jest fałszywy - wszak ma tylko kilka dni. Nieważne, że media przed chwilą obiegła informacja, że artys…

Tove Jansson: praca i miłość

Muminki dały jej sławę i pieniądze. Zabrały wolność, choć ich narodziny były z nią nieodłącznie związane: w jednej z opowieści autorki o genezie postaci młodziutka Tove narysowała pierwowzór Muminka na ścianie wychodka i opatrzyła go słowami z pieśni biskupa Thomasa „Wolność jest tym, co najlepsze”. Wymusiły przestrzeganie deadline’ów - dopiero pod koniec życia pisarki to słowo znikło z jej korespondencji z wydawcami - oraz wejście w świat komercji, każący wypowiadać się w tak ważkich kwestiach jak ta, że mydło z Muminkiem na opakowaniu czy podpaski Mała Mi to jednak nie jest dobry pomysł.

Opowieści o rodzinie trolli na zawsze wpłynęły też na recepcję jej twórczości dla dorosłych. Każdą jej nową powieść, każdy zbiór opowiadań przepuszczano przez muminkowy filtr, by ostatecznie stwierdzić, że to jednak nie to samo. Nie oznacza to, że Muminki były dla Jansson tym, czym kryminały dla Conana Doyle’a – hobby, które, wbrew jej planom, przyniosło jej sławę i odwróciło uwagę od jej prawdziwy…

Parada 2014: obok rzeczywistości

Tegoroczna warszawska Parada Równości zbiegła się z informacją, że partia rządząca nie tylko po raz kolejny odmówiła zajęcia się kwestią przestępstw z nienawiści i mowy nienawiści w stosunku do osób nieheteronormatywnych, ale nawet wycofała się ze zbierania danych na ten temat. I nietrudno się domyślić, dlaczego tak jest: nie ma danych, nie ma problemu, nie ma problemu, nie trzeba się nim zajmować. Nieważne, że z badań opinii społecznej od lat wynika, że geje są najbardziej znienawidzoną grupą, a niedaleko za nimi są osoby transpłciowe, biseksualne i lesbijki. Nieważne, że ohydne, nienawistne słowa w stosunku do gejów, lesbijek itd. akceptuje ponad 20 procent społeczeństwa. Ważne, by nie narażać się tym wyborcom, co to są rzecz jasna supernowocześni i niesamowicie tolerancyjni, ale tylko pod warunkiem, że ktoś jest sobą w domu po kryjomu albo, po wałęsowsku, w tylnym rzędzie, a najlepiej za murem.

Nienawiść, na jaką jest narażona nasza społeczność, to rzecz jasna niejedyny problem. M…

Dwugłos przedwyborczy

"Nie jesteśmy zwolennikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne" - stwierdził we wczorajszych "Faktach po Faktach" Janusz Palikot, lider, że tak przypomnę, ponoć najprzyjaźniejszej osobom niehetero polskiej partii. Żeby było zabawniej, kilka dni wcześniej jako zwolennik pełnej równości zadeklarował się nieco bardziej dotychczas powściągliwy w okazywaniu nam swojej miłości Leszek Miller. Oba stwierdzenia tak naprawdę nie mają szczególnego znaczenia, wszak wiadomo, że polityk kłamie wtedy, gdy otwiera usta, a zdanie zmienia w zależności od tego, skąd wiatr wieje. To, co ma znaczenie, to reakcja osób niehetero startujących z list Palikota na jego słowa.

Dwa lata temu, gdy Palikot określił Gowina mianem "katolickiej cioty", w jego obronie natychmiast stanęli Robert Biedroń i Tomasz Szypuła. Wczoraj, po kolejnej "wpadce" szefa (w cudzysłowie, bo, umówmy się, to była celowa deklaracja) na podobny manewr zdecydował się ponownie Tomasz Szypuła oraz,…

Efekt tęczy

A zatem Conchita Wurst wygrała Eurowizję, co dla niektórych homo-, trans- czy queerofobów jest jednoznaczne z upadkiem Europy, początkiem trzeciej wojny światowej albo przynajmniej stało się przyczyną złego humoru o poranku. Gdyby sobie uświadomili, że poniekąd wygrała właśnie dzięki nim, to dołączyłaby do tego zapewne chęć wyprowadzki na Marsa albo przynajmniej do Rosji. Albo do Rosji nie, wszak ta, w przeciwieństwie do Polski, dała wzmiankowanej jakieś punkty. Jakieś pięć nawet. Tak czy siak znowu nas oszukali, i to kim, jakąś austriacką Grodzką, jakąś europejską poprawnością polityczną, jakimś faszystowskim genderem, co przedkłada brodę nad zdrowe polskie cycki podrygujące nad maselnicą.

Tyle że to zupełnie nie tak.

Conchita śpiewa fajnie, prezentuje się jeszcze fajniej, a jej piosenka ma niegłupi tekst. Czy to wystarczyło, by wygrać? Niekoniecznie. Wszak walory artystyczne to tylko jedna ze składowych decyzji jury. Na ile w tym przypadku istotna, można by się było dowiedzieć, gdy…

Kościelni idioci

Jako że dawno nie było żadnego wpisu, należy Wam się, drogie czytelnictwo, parę słów wyjaśnienia. Mnogość absurdów, które zalewają nasz piękny kraj nad Wisłą, jest tak wielka, że czego człowiek się nie tknie, poraża i powoduje opad rąk, nóg i innych części ciała oraz porażenie mózgowe.

A teraz ostrzeżenie dotyczące tego wpisu: Jeśli Twoja wiara jest tak słaba, że napisanie o osobach ze struktury kościoła katolickiego powoduje u Ciebie obrazę uczuć religijnych, to:
a) nie czytaj tego tekstu,
b) zastanów się, w co wierzysz i czy naprawdę wierzysz.

Słowa i opinie, jakie wydaliły z siebie usta kretynów wyznania katolickiego po wywiadzie Kamili i Beaty (słynne rodzicielki Julka) w ostatnim "Newsweeku", są skandaliczne, zakłamane, a przede wszystkim idiotyczne.

Parszywe kanalie w postaci Pięty, Mularczyka i psychopatycznego Żalka (wierzcie mi, miałam nieprzyjemności spotkać tego obślizgłego typa na żywo - on ma wzrok maniaka) mają czelność porównywać dwie kochające się kobiety wy…

Gdy wygra PiS...*

Nadal nie będzie związków partnerskich.
Nadal nie będzie ochrony przed przestępstwami motywowanymi homofobią.
Nadal nie będzie ustawy o uzgodnieniu płci.
Podstawa programowa nadal będzie pomijać kwestie LGBTQetcetera.
Rządzący nadal nie będą dostrzegać problemów nieheteronormatywnych uczniów i uczennic.
Ministerstwo Sprawiedliwości nadal będzie homofobiczne.
Dariusz Oko nadal będzie zrównywał gejów z pedofilami.
Krystyna Pawłowicz nadal będzie pluć jadem na osoby nieheteronormatywne.
Nawoływanie do nienawiści z kościelnej i sejmowej ambony nadal będzie akceptowane.
Prowadzący programy w mainstreamowych mediach nadal będą na serio pytać na wizji/antenie, czy w Polsce mamy dyktaturę mniejszości seksualnych i czy homoseksualizm sprzyja pedofilii.
Uniwersytety nadal będą zapraszać guru homofobów Paula Camerona.
Osoby nieheteronormatywne nadal będą się bały wychodzić z szafy.
Osoby LGBTQetcetera, które z szafy wyjdą, oraz te, które zostaną uznane za nieheteronormatywne, nadal będą szykano…

Wróg was poszuka

Nigdy nie miałam najlepszego zdania o PO, ale jednego posłom i posłankom tej partii (no, nie wszystkim, ale większości) odmówić nie potrafiłam - umiejętności wysławiania się. Ubierania nawet bardzo niefajnych poglądów i postulatów w ładne słowa, tak, by na pierwszy rzut oka - a niestety większość ludzi tym okiem rzuca właśnie raz - było z nimi wszystko w porządku. Tym bardziej nie mogę wyjść z podziwu, a minęło już parę dni, odkąd to zobaczyłam, więc już powinnam z niego wyjść, nad pięknym strzałem w stopę, który zafundował sobie członek jej liberalnego skrzydła (rzecz jasna liberalnego jedynie z nazwy, ale teraz nie w tym rzecz) Adam Szejnfeld.

Pan poseł dał się w Walentynki zaprosić do programu "Tak jest" Andrzeja Morozowskiego. Obok niego posadzono Mirosławę Makuchowską, wiceszefową KPH. Temat programu - związki partnerskie, a konkretnie to, dlaczego PO, mimo przedwyborczych obietnic, pomysł zarzuciła. W odpowiedzi dostaliśmy piękny pokaz arogancji, który pod koniec prze…

Nie głosujcie na Pawełka

Pawełek, mój kolega z podstawówki, chciał być dobry z matematyki. I pewnie nie był najgorszy, kłopot w tym, że większość klasy była od niego lepsza. Nie tylko sobie z tym przedmiotem radziliśmy, ale też się nim, za sprawą naszej nauczycielki, autentycznie pasjonowaliśmy. Nawet ja, choć teraz trudno mi w to uwierzyć, widziałam siebie wówczas jako tę, która rozwiąże problem trysekcji kąta czy kwadratury koła. Pawełek tej pasji w sobie nie miał. Nie był też zbyt dociekliwy. Był za to ambitny i bardzo chciał się wykazać. W końcu, gdy byliśmy gdzieś w szóstej czy siódmej klasie, nadszedł, jak myślał, jego wielki dzień. Dostaliśmy wyjątkowo trudne zadanie. Przez połowę lekcji cała klasa biedziła się nad rozwiązaniem. Podchodziliśmy do tablicy, liczyliśmy, kreśliliśmy... Pawełek nie mógł się doczekać, aż przyjdzie jego kolej. Gdy znów nie on został wywołany, nie wytrzymał, wstał i huknął na całą klasę: "Wszyscy macie źle!". I pokazał, jak, jego zdaniem, powinno być. Niestety jego …

Pies nam napisał

Nasze fejsbukowe deklaracje, że rozważamy emigrację, a nawet w końcu zgodziłyśmy się co do kraju, w którym chciałybyśmy mieszkać, wywołały kilka reakcji. Wsparcie ze strony tych, którzy już wyjechali lub zamierzają zrobić to w najbliższym czasie. Ostrzeżenia, że i za granicą różowo nie jest. Stwierdzenia, że to ucieczka od problemów i że nie jest to postawa, którą należy się chwalić.

Tak naprawdę "rozważamy" nie równa się "emigrujemy", choć gdyby nadarzyła się okazja w postaci konkretnej propozycji pracy, pewnie byśmy się nie wahały. Póki co jest jeszcze ileś rzeczy, mniej lub bardziej przyjemnych, które trzymają nas tu, gdzie jesteśmy. Fakt, że straciłyśmy serce do kraju i (przynajmniej póki co) zapał do prób zmieniania czegokolwiek. Choć nadal uważamy, że przez ostatnie dwadzieścia kilka lat udało się zmienić wiele. I że warto działać. I nadal mamy ileś tam pomysłów spod znaku "co zrobimy, gdy już się u nas jako tako poukłada".

Zabawna jest geneza nasz…