środa, 7 maja 2014

Kościelni idioci


Jako że dawno nie było żadnego wpisu, należy Wam się, drogie czytelnictwo, parę słów wyjaśnienia. Mnogość absurdów, które zalewają nasz piękny kraj nad Wisłą, jest tak wielka, że czego człowiek się nie tknie, poraża i powoduje opad rąk, nóg i innych części ciała oraz porażenie mózgowe.

A teraz ostrzeżenie dotyczące tego wpisu: Jeśli Twoja wiara jest tak słaba, że napisanie o osobach ze struktury kościoła katolickiego powoduje u Ciebie obrazę uczuć religijnych, to:
a) nie czytaj tego tekstu,
b) zastanów się, w co wierzysz i czy naprawdę wierzysz.

Słowa i opinie, jakie wydaliły z siebie usta kretynów wyznania katolickiego po wywiadzie Kamili i Beaty (słynne rodzicielki Julka) w ostatnim "Newsweeku", są skandaliczne, zakłamane, a przede wszystkim idiotyczne.

Parszywe kanalie w postaci Pięty, Mularczyka i psychopatycznego Żalka (wierzcie mi, miałam nieprzyjemności spotkać tego obślizgłego typa na żywo - on ma wzrok maniaka) mają czelność porównywać dwie kochające się kobiety wychowujące syna do rodziny patologicznej. Wystarczyło przeczytać wywiad, uważnie i ze zrozumieniem (ale do tego potrzeba minimum rozumu, którego te osobniki nie posiadają). Niejedno dziecko na świecie chciałoby mieć taką opiekę. I nie twierdzę tutaj, że nie zdarzają się jednopłciowe rodziny patologiczne. Niestety, zdarzają się. Tutaj jednak chodzi o tę jedną konkretną całkowicie normalną.

Te typki nie zdają sobie sprawy, że większość normalnych, myślących i rzetelnych psychologów, psychiatrów, a nawet pediatrów potwierdza z całą mocą swojego autorytetu, że dziecko najlepiej wychowuje się w pełnej i kochającej się rodzinie. A pełna rodzina według nich to taka, gdzie jest dwójka pełnoprawnych opiekunów niezależnie od płci (oczywiście nie oznacza to, że z samotnym rodzicielstwem jest coś nie tak, choć podołanie wszystkim obowiązkom w pojedynkę z może być po prostu trudniejsze, choćby dlatego, że wszelkie możliwe problemy i obowiązki spadają na jedną osobę).

Ale nasi spece od polskiej „moralności” katolickiej wiedzą lepiej. A polska "moralność" katolicka to twór złożony z nienawiści, nietolerancji, pychy i obłudy. Przynajmniej tak wynika z wypowiedzi naszych rodzimych cytowanych katolików oraz urzędników katolickiej korporacji. Nienawiść i nietolerancja do każdego innego, czy to wyznania, czy orientacji, a często nawet koloru skóry pojawia się w większości wypowiedzi różnej maści księży, tu prym wiedzie niejaki Oko, ale inni mniej medialni nie ustępują mu pola (przynajmniej takie są doniesienia z ambony). Wtórują im dzielnie politycy Pawłowicz, Gowin, Pięta, Godson (który o dziwo katolikiem nie jest), Mularczyk, Kempa, i cała reszta tychże „miłujących” bliźniego swego.

Pycha i obłuda takoż, ale szczególnym przykładem może być ostatnia wypowiedź Gądeckiego, przewodniczące Konferencji Episkopatu Polski: "Kościół, jeśli jest autentyczny, powinien być duszą państwa, bez duchowych wartości, jakie przynosi Kościół, ciało państwa obumiera. (…) Religia jest głównym czynnikiem uspołecznienia, wychowania i wyrabiania cnót w społeczeństwie". Wydaje się, że miał on na myśli tę religię, której gorliwymi wyznawcami są wyżej przeze mnie wymienieni, a także Gil, Wesołowski, Paetz, Rydzyk, siostra Bernadetta i jej podwładne itd. Zaiste, niezłe cnoty można w sobie wyrobić, biorąc z nich przykład.

Zakłamanie to chociażby jakże „głęboka” prawnicza interpretacja czynnego adwokata, a przy okazji ministra w rządzie Donalda Tuska, Królikowskiego, twierdzącego, że nasza Konstytucja oparta jest na wartościach chrześcijańskich i chroni ona tylko rodziny „tradycyjne”.

Przykładów jest więcej, ale szkoda moich palców na cytowanie ludzi, którzy z chrześcijaństwem mają tyle wspólnego, co dawniej lwy.

Tak że ludzie, opamiętajcie się, przestańcie dawać spychać się na margines, protestujcie głośno, piszcie pozwy, walczcie o swoje prawa. Bo jak tego nie zaczniemy robić, to "miłosierdzie" katolickie porani nam nie tylko duszę, ale i dobierze się do naszych ciał i rodzin. Tak jak miłościwi posłowie Mularczyk i Pięta chcieliby się dobrać do rodziny Kamili i Beaty. Szczęśliwie już nie mogą.

10 komentarze :

A Godson w ramach kampanii wyborczej napisał o sobie na billboardach "otwarty". Może pomyliło mu się z "obłudny"...

Jaki Rydzyk jest - każdy widzi, ale to chyba nie ten sam kaliber co reszta wymienionych obok niego...

Nie widzę różnicy pomiędzy Rydzykiem a resztą tej zgrai. Od przyzwolenia społecznego ( bo brak zdecydowanych działań i protestów trudno nazwać inaczej) na głoszone przez niego hasła i działalność inne mendy i kreatury podniosły łby i zaczęły paszczęką wydalać.

kościół jest zbudowany na hipokryzji , kłamstwie i obłudzie. Kościół katolicki nie ma nic wspólnego z Jezusem z Biblią, bo oparty jest jedynie na folklorze i aktorstwie Wojtyły. Prawicowcy zawsze będą pletli bzdury, zawsze będą poniżać innych w imię swojego boga i swojego kościoła.
Mnie najbardziej interesuje to dlaczego tylu z nas czyli gejów i lesbijek , wciąż jeszcze należy do tego kościoła?

ktoś tu się porządnie wku...:)

@Anonimowy
@Rude de...
między rydzykiem a resztą jest pewna znacząca różnica, rydzyk to dorobkiewicz twórca medialno szkolnego imperium który jakimś dziwnym trafem związał początki swojej kariery z kościołem katolickim a potem okazało się to nader opłacalne

natomiast panowie posłowie ministrowie itd rzekomo związali się z instytucjami państwowymi i tym instytucjom- czyli pośrednio nam- mieli służyć (przynajmniej w teorii), niestety to co w PL nazywamy konserwatyzmem ma dziwaczne skrzywienie kościelne i co tu ukrywać zdaje się osobiste fobie choroby(?) (np Żalek) i to oni realnie szkodzą swoim obywatelom
tako rzecze ja :)

Co do wtrącenia, że Godson katolikiem nie jest... nie trzeba byc katolikiem, żeby byc zatwardziałym, zapatrzonym w "normalnośc" kretynem ;). Sama mam znajomą, która KK nienawidzi. Ale równocześnie nienawidzi też gejów i lesbijki.

Ostre słowa, w dodatku pod adresem osób publicznych, proces Pani wytoczą i tyle z tego wrzasku będzie. A wywiadzik z tymi paniami tendencyjny, aż mdli. W Polsce było be, w UK pozory dostatku, i dziecko nagle zgrzeczniało, i perspektywy wspaniałe, i Polak Polakowi przyjacielem... Bzdury.

Wiem, że odgrzewam kotleta, ale dopiero co tu trafiłam. Do tego muszę go pokroić, bo blogspot steków nie wchłania.
Na początku oczywiście wazelina, że blog bardzo fajny, że przyjemnie się czyta, że całkiem sensowny punkt widzenia. Bo taka prawda. Ale gdybym miała tylko tyle do powiedzenia, to bym sobie nie zawracała głowy pisaniem komentarzy. Chciałam się ustosunkować do zadanego pytania. Proszę, przygotujcie się na dłuższy wywód. Choć próbowałam, nie umiem przekazać mojego sposobu myślenia krócej.
Jestem osobą "sprzecznie zadeklarowaną", mianowicie: katoliczką i lesbijką. Trochę absurd, ale absolutnie sensowny.
W Jezusa wierzę, Jezusa kocham, żyję według przykazań lub przynajmniej się staram. A do serca wzięłam sobie jako bezwzględny priorytet słowa z Wieczernika: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się
miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali".
Odskakując: nie wiem czy kiedyś ktoś z Was zastanawiał się, co oznaczają kolory szat dostojników kościelnych. Biskupi są purpurowi, w czerwieni uraczymy kardynała; uogólniając im czerwieńszy, tym ważniejszy. Ale nie jest to wymysł czysto estetyczny. Kolory mają też znaczenie symboliczne. Kolor czerwony jest kolorem władzy królewskiej ale i przecież miłości, krwi a także cierpienia. Kolorystyka ubioru w założeniu miała oznaczać: im wyżej w hierarchii - tym bardziej zasłużony świadek Boga - tym bliżej Boga - bliżej cierpienia - pierwszy do cierpienia, pierwszy do oddania życia za bliźnich. Krócej: im czerwieńszy, tym bardziej kocha. Ale to tylko założenia.
Chrystus powołał Kościół z miłości i po miłość. Fundamentalne zadania były dość jasne: pomagać, przebaczać, cierpliwie znosić, a nawet drugi policzek nadstawiać. A, i oddać innym, co się ma. Ofiarność nade wszystko. Choć była też mowa o rozdaniu majątku biednym, dzisiaj w Europie mentalność mamy taką, że rozebranie się do ostatniej pary majtek skończyłoby się spaniem pod mostem, w kartonach i jedzeniem że śmietnika. A to z kolei łamałoby nakaz szanowania swojego ciała jako świątyni Ducha Świętego. Ale zmodyfikowawszy fragment do zachowania najzwyklejszej skromności, te stare idee okazują się być dalej potrzebne. Zwłaszcza, że ostatnimi czasy choć mamy więcej mięsa w parówkach, skład produktu "Człowiek" opiera się na wodzie, białkach, lipidach, cukrowcach i solach, czasem tylko na końcu można dojrzeć "może zawierać śladowe ilości soi, orzeszków arachidowych i człowieka"
Wracajac: tylko się nie czarujmy. Święcie wierzę, że Bóg wymyślił i stworzył rzecz doskonałą, w końcu jest Bogiem. Pomysł wspierającej się wspólnoty, razem dążącej do bycia sprawiedliwymi i dobrymi dla innych, niosącej pomoc, dającej zrozumienie i akceptację bez względu na wszystko - nawet, jeśli by nie było idealnie, ale wszyscy by się starali (a o pracę nad sobą tu właśnie chodzi) i tak byłoby to piękne.

Ale gdzie tam!
Po co tyle cyrku!
Przecież człowiek z jego wolną wolą zawsze musi zadzierać dupę wyżej, niż ma głowę! W związku z tym Kościół katolicki Jezusa Chrystusa skonczył się jakoś tak w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia na rzecz [pseudo]Kościoła katolickiego według ludzi, regularnie praktykującego nawracanie siłą, ustawianie na skrzyżowaniach tajniaków spisujacych chłopów idących do kościoła, wypytywanie z frekwencji oraz składanych datków na rzecz proboszcza podczas spowiedzi oraz inne formy inwigilacji i przymusu. Wszystko w celu zbicia kasy, pozycji, ziemi - wyznacznika statusu. Ale to robota ludzi. I nikogo więcej. Na Ziemi Chrystusa nie ma (fizycznie) od blisko dwóch tysiącleci, On nie ma z tym nic wspólnego. Tak, jak z sytuacją k.k sprzed kontrreformacji czy aktualną batalią nienawiści, zakłamania i obłudy, cholernej hipokryzji katolskiej sekty (stosujmu rozróżnienia: są kibice, są kibole, katolicy i katole), z Rydzykiem, kultem Jana P.2. (który pewnie też rozpiżyłby ten cyrk w cholerę), z pedofilią i wszechogarniającą podłością.
Ale zmierzajmy do do puenty.
Obraz tego, co tylko podaje się za Kościół, można przedstawić następująco: czerwono-purpurowi miłosierni i ofiarni kardynałowie i biskupi przeliczają wartość swoich włości, w Wielki Piątek jedząc postną kolację, jaką niejedna polska rodzina chciałaby mieć w Święta na obiad. Przy okazji samodzielnie udzielają sobie dyspenzy na co im się podoba. W tym samym czasie biskupi pomocniczy chowają za pazuchą pedofili, którzy jak rasowi zboczeńcy, bezwzględnie oddani swojej 'filii, przetrwali seminarium tylko po to, żeby posuwać scholkę i ministrantów. Powód prosty: nie chcemy dymu. Gdzieś tam Rydzyk pieprzy swoje farmazony, Kaczka-Dekadent rzuca oskarżenia, patriarchowie Kościoła moskiewskiego klekają przed Putinem, całują cara w rękę, po czym okadzają ikony z jego wizerunkiem, a co 30 sekund gdzieś nad Wisłą pada "to Tusk go zabił". Bogobojne starowinki z różańcem w dłoni modlą się o czyjąś śmierć, tudzież modlą DO Jana Pawła drugiego z kolei w Watykanie, a czwartego (a raczej pierwszego) w Trójcy Świętej, też o czyjś szybki zgon. Wszędzie latają smoleńskie brzózki, zaginione krzyże, pęknięte prezerwatywy i podeptana przez samo duchowieństwo Biblia. Na środku tego burdelu stoi papież Franciszek i po cichutku, łagodnie prosi to stado debili: "ludzie, ogarnijcie się, macie służyć nie żreć", a na boku rozkłada namioty jeszcze niewielka, ale wciąż rozrastająca się grupka - mieszania świeckich i duchownych outsiderów żyjąca na wzór pierwszych chrześcijan, kierująca się miłością, a nie własną dupą i z nadzieją trzymająca kciuki za Franka. W tym ja i zapewne większość homoseksualnych katolików.

Bo Bóg siedzi i patrzy. Słucha jęków wiecznie nienażartych ułomnych bytów ludzkich, widzi, jak powołując się na Niego z tym swoim podrobem Kościoła szerzą nienawiść i podziały. A to nie On narzuca na mnie ekskomunikę, lecz sobór biskupów w cisnących jaja gaciach. Ale ja należę do Kościoła Boga, a nie kleryków. Kościoła w swoich założeniach od początku działalności niezmiennego. I w głębokim poważaniu mam segregacje na "normalnych" i "nienormalnych" autorstwa niewyżytych buców, fantazjujących o, zamiennie, lesbijce lub geju u kratek konfesjonału szczegółowo opowiadających "jak obraziłam/em Boga wczoraj w nocy". Zlewają mnie prostackie filozofie zapatrzonych, pysznych padalców. Nie zamierzam się tez odcinać przez nich od Boga i Jego Kościoła katolickiego, tego jedynego, prawdziwego. Tylko "Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią".
Na szczęście z seminariów od kilku lat wychodzą księża myślący i działający podobnie, jak aktualny papież. Nie umiem określić, ile to zajmie, ale odwilż trwa. A takim jak ja wystarczy oddzielić emocje od materiału badawczego - Nowego Testamentu - i racjonalnie wyciągnąć parę wniosków, zmówić zdrowaśkę za Frania, a do kolacji wypić herbatkę z dystansu lekarskiego z łyżeczką optymizmu. Kochajmy bliźniego jak siebie samego, a tymi, co błądzą, zajmujmy się tylko modląc o ich rozsądek. Bo czy ktoś normalny słuchałby rad schizofrenika?

Prześlij komentarz