Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2014

Gdy wygra PiS...*

Nadal nie będzie związków partnerskich.
Nadal nie będzie ochrony przed przestępstwami motywowanymi homofobią.
Nadal nie będzie ustawy o uzgodnieniu płci.
Podstawa programowa nadal będzie pomijać kwestie LGBTQetcetera.
Rządzący nadal nie będą dostrzegać problemów nieheteronormatywnych uczniów i uczennic.
Ministerstwo Sprawiedliwości nadal będzie homofobiczne.
Dariusz Oko nadal będzie zrównywał gejów z pedofilami.
Krystyna Pawłowicz nadal będzie pluć jadem na osoby nieheteronormatywne.
Nawoływanie do nienawiści z kościelnej i sejmowej ambony nadal będzie akceptowane.
Prowadzący programy w mainstreamowych mediach nadal będą na serio pytać na wizji/antenie, czy w Polsce mamy dyktaturę mniejszości seksualnych i czy homoseksualizm sprzyja pedofilii.
Uniwersytety nadal będą zapraszać guru homofobów Paula Camerona.
Osoby nieheteronormatywne nadal będą się bały wychodzić z szafy.
Osoby LGBTQetcetera, które z szafy wyjdą, oraz te, które zostaną uznane za nieheteronormatywne, nadal będą szykano…

Wróg was poszuka

Nigdy nie miałam najlepszego zdania o PO, ale jednego posłom i posłankom tej partii (no, nie wszystkim, ale większości) odmówić nie potrafiłam - umiejętności wysławiania się. Ubierania nawet bardzo niefajnych poglądów i postulatów w ładne słowa, tak, by na pierwszy rzut oka - a niestety większość ludzi tym okiem rzuca właśnie raz - było z nimi wszystko w porządku. Tym bardziej nie mogę wyjść z podziwu, a minęło już parę dni, odkąd to zobaczyłam, więc już powinnam z niego wyjść, nad pięknym strzałem w stopę, który zafundował sobie członek jej liberalnego skrzydła (rzecz jasna liberalnego jedynie z nazwy, ale teraz nie w tym rzecz) Adam Szejnfeld.

Pan poseł dał się w Walentynki zaprosić do programu "Tak jest" Andrzeja Morozowskiego. Obok niego posadzono Mirosławę Makuchowską, wiceszefową KPH. Temat programu - związki partnerskie, a konkretnie to, dlaczego PO, mimo przedwyborczych obietnic, pomysł zarzuciła. W odpowiedzi dostaliśmy piękny pokaz arogancji, który pod koniec prze…

Nie głosujcie na Pawełka

Pawełek, mój kolega z podstawówki, chciał być dobry z matematyki. I pewnie nie był najgorszy, kłopot w tym, że większość klasy była od niego lepsza. Nie tylko sobie z tym przedmiotem radziliśmy, ale też się nim, za sprawą naszej nauczycielki, autentycznie pasjonowaliśmy. Nawet ja, choć teraz trudno mi w to uwierzyć, widziałam siebie wówczas jako tę, która rozwiąże problem trysekcji kąta czy kwadratury koła. Pawełek tej pasji w sobie nie miał. Nie był też zbyt dociekliwy. Był za to ambitny i bardzo chciał się wykazać. W końcu, gdy byliśmy gdzieś w szóstej czy siódmej klasie, nadszedł, jak myślał, jego wielki dzień. Dostaliśmy wyjątkowo trudne zadanie. Przez połowę lekcji cała klasa biedziła się nad rozwiązaniem. Podchodziliśmy do tablicy, liczyliśmy, kreśliliśmy... Pawełek nie mógł się doczekać, aż przyjdzie jego kolej. Gdy znów nie on został wywołany, nie wytrzymał, wstał i huknął na całą klasę: "Wszyscy macie źle!". I pokazał, jak, jego zdaniem, powinno być. Niestety jego …